Mateusz Damięcki zostanie ojcem Mateusz Damięcki zostanie ojcem Mateusz Damięcki i Paulina Andrzejewska w ciąży W rytmie serca - Mateusz Damięcki na planie serialu
Mateusz Damięcki zostanie ojcem
ONS.pl
1/4
Mateusz Damięcki zostanie ojcem
ONS.pl

 

Gra w serialach, kinowych hitach i w teatrze, ale najciekawsze role przyniosło mu ostatnio samo życie. Czego dowiedział się o sobie, gdy został mężem i ojcem? Mateusz Damięcki zdradza to tylko nam!

 

Ten rok zapewne zapamięta do końca życia. Mateusz Damięcki (37) w styczniu wziął ślub z Pauliną Andrzejewską, a tydzień później został tatą Frania. Jestem ciekawy: czy małżeństwo i ojcostwo go zmieniły? Na spotkanie umawiamy się w Teatrze Kamienica przed spektaklem „Czarna komedia”, w którym Mateusz gra główną rolę. Ale nie widać po nim tremy. Przeciwnie, jest opanowany i pewny siebie. Widać, że dojrzał, i ze spokojem patrzy w przyszłość. I nic dziwnego, bo świetnie układa mu się nie tylko w życiu osobistym. Już trzeci sezon jest gwiazdą lubianego przez widzów serialu Telewizji Polsat „W rytmie serca”, a lada dzień zobaczymy go w kinie, w nowej komedii romantycznej „Serce nie sługa”!

 

W„Serce nie sługa” zagrałeś zakochanego nudziarza…

Gram przeciętnego faceta, który zakochuje się i wpada jak śliwka w kompot. Takie rzeczy przytrafiają się w życiu często. Niczego nudnego tutaj nie widzę (śmiech). Mój bohater, jak każdy facet, bardzo potrzebuje miłości. Wykonuje zawód, który bez problemu mógłby zrobić z niego bohatera – jest policjantem. Ma jednak pewien defekt, który sprawia, że nie jest tak pewny siebie, jak mógłby być.

 
 
2/4
Mateusz Damięcki zostanie ojcem

 

Słyszałem, że reżyser Filip Zylber nie rozpieszczał aktorów na planie.

Otrzymać od niego pochwałę graniczy z cudem. Pamiętam, że bardzo próbowałem zrobić na nim wrażenie, popisać się warsztatem, jakoś zwrócić na siebie uwagę. Filip z niewzruszoną miną spojrzał na moje popisy i rzucił: „Jakoś to wmontuję w tę scenę” (śmiech). Ale cieszę, że ma taki styl, bo najgorsza dla aktora jest sytuacja, kiedy reżyser poklepuje go po plecach i na wszystko się zgadza. To zawsze źle się kończy.

 

Podobno czekasz, aż ten film zobaczy twoja żona. Liczysz się z jej zdaniem?

Paulina jest bardzo wymagającym widzem, bo sama jest artystką i pracowała przy wielu filmach i spektaklach. Z drugiej strony jest przede wszystkim widzem, który oczekuje od filmu uczciwości. Ona nie znosi filmów, które zostały zrobione wyłącznie dla pieniędzy, a na takie produkcje coraz częściej można trafić. Paula jest bardzo wrażliwa, bardzo lubi, kiedy film naprawdę czegoś w człowieku dotyka. I „Serce nie sługa” ma w sobie coś takiego. Kiedy zobaczyłem go w pierwszym montażu, pomyślałem, że Paulina, patrząc na mnie na ekranie, nie będzie miała poczucia obciachu.

 

Komedia romantyczna ma łatkę mało ambitnego gatunku.

Obserwuję od lat to, co się dzieje w Gdyni, i niestety stwierdzam, że komedia jest gatunkiem wciąż niedocenianym przez krytyków i jurorów. Ostatnią komedią tam obecną, która w dodatku dostała nagrodę publiczności, była „Planeta Singli”. Pamiętam, jak dwa lata temu byłem na festiwalu w Gdyni, gdzie akurat w konkursie startowały „Ostatnia rodzina”, „Wołyń” i inne bardzo mocne filmy. W ciągu kilku dni obejrzałem ich chyba ze dwadzieścia pięć. Po czym wróciłem do Warszawy i moja żona zabrała mnie na „Bridget Jones 3”. Po wyjściu z kina doszedłem do wniosku, że właśnie obejrzałem naprawdę świetny film. Z takich produkcji jak „Bridget Jones 3” ludzie wychodzą po prostu szczęśliwi.

 
3/4
Mateusz Damięcki i Paulina Andrzejewska w ciąży
WBF

 

Najwyraźniej Amerykanie wciąż lepiej wiedzą, jak robić kasowe kino.

Wiele lat temu, jako „młody gniewny”, pojechałem do Los Angeles i spotkałem się z moim przyjacielem Johnem Sobańskim, menedżerem i agentem aktorów. Byłem wtedy bardzo obrażony na komercyjne projekty, na to, że na przykład ludzie w kinie jedzą popcorn. Ja chciałem grać filmach tylko takich jak „Taksówkarz” czy „Łowca jeleni”, nie było we mnie zgody na rozrywkowe propozycje. John spojrzał na mnie i powiedział: „Mateusz, czego oni was w tej szkole uczą? Hollywood zostało zbudowane, żeby przynosić ludziom radość, żeby zapomnieli o wojnie, a przy okazji żeby sprzedać dużo coca-coli i popcornu”. Zrozumiałem to dopiero po latach. Dzisiaj szukam w kinie przede wszystkim radości i odprężenia.

 

Mroczne postaci nie są dla ciebie?

Ale ja już takie zagrałem! Na przykład kilka lat temu w niemieckiej produkcji grałem uciekiniera z Oświęcimia. Jak moja żona to zobaczyła, to powiedziała, że ona ostatni raz ogląda mnie w takim filmie, bo za bardzo się przejmuje (śmiech). Ale ja oczywiście jej nie słucham i robię wszystko, żeby mogła dzięki mnie znów się wzruszyć w kinie.

 

A jak się wam razem pracuje?

Świetnie. Pewnie złośliwiec mógłby powiedzieć: „O, Damięcki organizuje żonie pracę w produkcjach, w których sam występuje”. Prawda jest taka, że odkąd się znamy, to jest dopiero mój szósty spektakl. Paulina przez ten czas zrobiła ich ponad 60. Moja żona jest tytanem pracy, współpracuje z 11 teatrami w Polsce i na świecie. Pracowała na Litwie i w Petersburgu.

 

Wychodzi na to, że ostatnio żona podróżuje więcej od ciebie?

A przy tym urodziła dziecko! Ja przy mojej Paulinie naprawdę jestem mały pikuś. W dodatku kiedy razem pracujemy, bardzo się o mnie troszczy. Na przykład kiedyś próbowałem się nauczyć tańca irlandzkiego. Żona prosiła, żebym już przestał tak maniakalnie trenować, ale jej nie słuchałem. I w efekcie pękło mi więzadło krzyżowe. Po raz kolejny wyszło na to, że to ona ma rację.

 
4/4
W rytmie serca - Mateusz Damięcki na planie serialu
Mat. promocyjne

 

A twoje podróże? Rzuciłeś je, kiedy zostałeś ojcem i mężem?

Rzeczywiście kiedyś częściej wyjeżdżałem, ale moje podróże wiązały się zazwyczaj z pracą. Teraz oczywiście te wszystkie wyjazdowe historie będą musiały ustawić się w kolejce. Przy ogromie pracy serialowej i teatralnej muszę znaleźć czas, żeby po prostu posiedzieć w domu z synem. A to jest dla mnie teraz najważniejsze.

 

Jak się zmieniło twoje życie, kiedy na świecie pojawił się Franio?

To jest może trochę banalne spostrzeżenie, ale kiedy w moim życiu pojawiło się dziecko, zrozumiałem, po co to wszystko jest, to, co do tej pory robiłem na świecie. To jest zabawne, bo chociaż moje codzienne obowiązki zawodowe są takie same jak wcześniej, to nagle one nabrały zupełnie innego znaczenia. I to jest bardzo cenna lekcja, którą dostałem od życia.

 

Czego nowego dowiedziałeś się o sobie?

Nagle okazało się, że potrafię być cztery razy bardziej zorganizowany niż wcześniej. Zauważyłem, jak wiele czasu do tej pory marnowałem. Teraz po prostu nie mogę sobie na to pozwolić. Kiedy przypominam sobie siebie sprzed kilku lat, to jeszcze bardziej się cieszę, że dłużej nie czekałem na to, żeby zostać ojcem.

 

Czyli koniec ze spotkaniami z kolegami na symboliczne piwko?

Na szczęście większość moich kolegów ma taką samą sytuację jak ja. Razem z moim najlepszym przyjacielem doszliśmy w tym samym momencie do wniosku, że wieczorami najfajniej jest się po prostu dobrze wyspać. Muszę być też uczciwy wobec mojej żony, która bardzo dużo pracuje, a jako matka jest o wiele bardziej wyeksploatowana ode mnie.

 

Wypracowaliście sobie podział obowiązków rodzicielskich?

Oczywiście. Staram się jak mogę pomagać Paulinie, ale przecież matka w naturalny sposób jest zawsze częściej z dzieckiem. Moja żona rozumie, że czasami muszę zebrać energię do pracy i muszę być następnego dnia w dobrej formie. Nie ma u nas podejścia: „Skoro ja wstaję w nocy karmić, to ty też masz się ze mną budzić”.

 

Oglądamy cię w „W rytmie serca”, w teatrze, za chwilę w „Serce nie sługa”. Chciałbyś zagrać ze swoim kuzynem Grzegorzem, który też ma dobrą passę?

Nasza rodzina aktorska jest bardzo duża. Czekamy, aż ktoś nam zaproponuje projekt, w którym byłoby miejsce dla nas wszystkich. Tylko raz zrobiliśmy wspólnie „Teatrzyk Zielona Gęś” u Alicji Resich-Modlińskiej. Ale to były wyłącznie żarty. Wydaje mi się, że to mogłoby być ciekawe spotkanie. Bardzo mi się podobały ostatnie filmy Grześka, stryjek i ojciec to najwyższa klasa aktorska, a Matylda jest najbardziej oryginalna w całej naszej rodzinie. Więc zobaczymy. Planowanie w tym zawodzie do niczego nie prowadzi, bo życie pisze najciekawsze scenariusze.

 
Więcej na temat Mateusz Damięcki