Sylwia Peretti wspomina dzień pogrzebu syna: "Kolejne zło przyszło chwilę później"
Sylwia Peretti wróciła wspomnieniami do najtrudniejszego momentu swojego życia - śmierci jedynego syna, Patryka. W swojej książce wspomina dzień pogrzebu własnego dziecka: "W domu panowała cisza, aż nienaturalna. (...) Nikt nie przygotowuje matki na taki poranek".

Pogrzeb syna Sylwii Peretti odbył się w lipcu 2023 roku. Sylwia Peretti, w książce "Niepożegnani. Historia o życiu i śmierci", wspomina ten trudny dzień:
W domu panowała cisza, aż nienaturalna. (...) Wszyscy poruszali się ostrożnie, jakby bali się, że nieostrożny dźwięk może rozbić mnie na kawałki, tyle że ja już byłam rozbita - tylko jeszcze stałam. Najtrudniejsze było to, co najprostsze: musiałam wziąć prysznic, ubrać się, zamknąć drzwi. (...) Moi bliscy pomagali mi w podstawowych czynnościach, bo ciało odmawiało posłuszeństwa, tak samo jak serce.
Sylwia Peretti o pogrzebie syna
"Nikt nie przygotowuje matki na taki poranek" - wyznała. Sylwia Peretti w rozmowie z Wiktorem Słojkowskim, otworzyła się na najboleśniejsze wspomnienia. Wyznaje, że nie pamięta drogi do kaplicy:
Pamiętam tylko ciężar powietrza i to uczucie, że jadę tam, skąd nie wrócę już taka sama. Kiedy weszłam do kaplicy, przez chwilę nie mogłam się ruszyć. (...) Wiedziałam, że jest tam on. Mój syn. Ale ciało nie chciało tego przyjąć. (...) Weszłam tam, jakby ktoś mną kierował. (...) Chciałam podejść do urny, ale każdy krok był jak przejście przez ogień. Wiedziałam, że jeśli podejdę, jeśli dotknę, to już naprawdę będzie koniec. (...) Pamiętam tylko ten obraz - jasna urna, jego zdjęcie i myśl, która tnie jak nóż: ''Boże, mój synek...''.
Opisała uczucia, jakie jej towarzyszyły i bezcenne wsparcie ukochanego męża, kiedy świat osunął jej się pod stopami:
Wyszłam z kaplicy i w jednej chwili świat rzucił się na mnie. (...) To miał być moment pożegnania. Ostatni dotyk. Ostatnie spojrzenie na moje dziecko. Nie było we mnie życia. (...) Było mi ciemno przed oczami, traciłam przytomność. Czułam tylko, jak Łukasz mnie podnosi, jak mocno mnie obejmuje, żebym nie upadła. Usłyszałam jego głos (...) ''Kochanie musisz go odprowadzić. Zrób to dla Patryka''. Wtedy wydarzyło się coś, czego nie potrafię do końca wyjaśnić. Jakby na moment wróciły siły, których już nie miałam. (...) Wstałam, bo musiałam. Bo to był ostatni raz.
Dramat w trakcie pogrzebu syna Sylwii Peretti
Sylwia Peretti nie ukrywa żalu do mediów, które zrobiły z rodzinnej tragedii medialną sensację:
Słyszałam trzask rozbijanych zniczy, w które wpadali reporterzy, próbując zrobić ''lepsze ujęcie''. (...) Patrzyłam na ich zachowanie i miałam poczucie, że tragedia mojego życia stała się groteską. (...) Jakby ktoś wyrwał mi (...) godność żałoby.
Sylwii Peretti towarzyszyła bezradność, totalna, nieludzka.
Nie mogłam ochronić mojego syna za życia... i nie mogłam chronić go nawet w chwili, gdy odprowadzałam go w ostatnią drogę. Kiedy ceremonia dobiegła końca (...) usiadłam na ziemi. Nie wiedziałam, co mam zrobić z ciałem, z rękami, z sercem - więc po prostu ją objęłam, jakby to ona była ostatnią rzeczą, która mnie z nim łączy. Przytuliłam ziemię w ciszy.
Po latach, kiedy wraca wspomnieniami do tego, co wydarzyło się w dniu pogrzebu Patryka Perettiego, Sylwia Peretti mówi:
Boli mnie to, że śmierć mojego dziecka została sprowadzona do zdjęć, do serii nagłówków, do sensacji, którą karmią się obcy ludzie. (...) Kolejne zło przyszło chwilę później, kiedy po pogrzebie dotarło do mnie, że jeden z portali transmitował nabożeństwo na żywo. To było nieludzkie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mam na siebie skierowany mikrofon, który wychwycił słowa rozpaczy - te, gdy błagałam grabarza, by nie zabierano mi urny. To nie był krzyk dla ludzi. To był odruch serca matki.
Zobacz także:
- Sylwia Peretti dopiero teraz ujawniła prawdę. To dlatego milczała po stracie syna
- Sylwia Peretti nieoczekiwanie znalazła list na grobie syna. Te słowa poruszają do łez
