Sylwia Peretti o momencie, w którym dowiedziała się o śmierci Patryka: "Umarłam, razem z moim synem"
Patryk Peretti zginął w wypadku samochodowym przy Moście Dębnickim w Krakowie, w nocy z 14 na 15 lipca 2023 roku. Sylwia Peretti i jej mąż odebrali tragiczny telefon z samego rana: "Choć te słowa najpierw dotarły do ucha Łukasza, ja usłyszałam je w swoim ciele". Sylwia Peretti opowiedziała o tragicznym telefonie, z którego dowiedziała się o śmierci syna.

Sylwia Peretti wydała książkę, w której podzieliła się najtragiczniejszymi wspomnieniami, z którymi przyszło jej się zmierzyć. Opowiedziała o momencie, w którym dowiedziała się, że jej jedyny syn nie żyje.
Tak Sylwia Peretti dowiedziała się o śmierci syna
Sylwia Peretti wydała książkę o stracie syna. W "Niepożegnani. Historia o życiu i śmierci" przytacza trudne wspomnienie o momencie, w którym dowiedziała się, że Patryk Peretti i jego trzej koledzy zginęli w wypadku samochodowym.
Tragiczny telefon z samego rana 15 lipca 2023 roku odebrał mąż Sylwii Peretti, Łukasz:
O szóstej. Sygnał dzwonka przebił sen jak nóż. (...) Łukasz odebrał. Dzwonił znajomy policjant: ''Cześć Łukasz, czy jesteś z Sylwią?''. Mój mąż jeszcze zaspany, odpowiedział: ''Tak, jesteśmy razem''. I wtedy padły słowa (...). Choć te słowa najpierw dotarły do ucha Łukasza, ja usłyszałam je w swoim ciele. Brzmiały: ''Patryk miał wypadek. Nie był sam. Nie żyje''.
Sylwia Peretti o pierwszym momencie po tym, jak dowiedziała się o śmierci syna
W intymnej i niezwykle trudnej rozmowie z Wiktorem Słojkowskim, Sylwia Peretti wyznała co czuła, w pierwszym momencie po tym, jak dowiedziała się o śmierci syna:
(...) To jest cisza w głowie, chaos w ciele. (...) Wyskoczyłam z łóżka, jakby wypchnęła mnie jakaś siła. Jakby rzuciła mną w stronę drzwi, w stronę garderoby, w stronę czegokolwiek, co pozwoli mi działać. (...) Szukałam chaotycznie ubrań, rozrzucałam buty, otwierałam szuflady (...) Ręce drżały. Nie widziałam dobrze, nie dlatego, że było ciemno, ale dlatego, że oczy zaczęły pływać w czymś gęstym, jakby światło mieszało się ze strachem i zamieniało w mgłę. I wtedy to się pojawiło. Nie żal, nie złość, nie płacz. Tylko cisza. Głęboka, świdrująca, absolutna. (...) W głowie miałam pustkę. Nie zadawałam pytań, nie analizowałam, nie próbowałam zrozumieć. Strach nie miał żadnej twarzy, nie miał imienia. ale był obecny. (...) Wszystko stało się obce, już nie moje. Już nie bezpieczne. Nie pamiętam w co się ubrałam. Nie pamiętam, czy coś mówiłam. Czy wypowiedziałam choćby jedno słowo.
Sylwia Peretti wróciła wspomnieniami również do tego, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej, kiedy zorientowała się, że jej zegarek stanął dokładnie w momencie, w której później zginął jej jedyny syn:
I ten zegarek - zwykły, niepozorny - wskazujący godzinę, której nie rozumiałam. 3:12. Pojęłam to dopiero później. Kiedy usłyszałam, że właśnie o tej godzinie Patryk i jego koledzy zginęli. (...) Prawda przyszła spóźniona, ale jej zapowiedź była już we mnie. I w momencie, gdy dowiedziałam się o jego śmierci, wszystko we mnie się rozpadło.
Tego Sylwia Peretti nie może sobie wybaczyć: "Spałam spokojnie, a moje dziecko umierało"
Sylwia Peretti nie może sobie wybaczyć, że w momencie, w którym jej syn zginął w wypadku, ona niczego nieświadoma spała w domu:
Tak, spałam. (...) I to boli - bo spałam spokojnie, cicho, moje ciało odpoczywało. (...) A moje dziecko umierało. Gdzieś daleko. W samotności, w bólu, w chaosie. To jest ten rodzaj bólu, który nie ma końca. (...) Gdy to się wydarzyło, Ty nic nie zrobiłaś, spałaś. To, że on odchodził, a ja odpoczywałam. To coś głębszego niż poczucie winy. (...) Bo ta chwila, ta 3:12 zmieniła wszystko. O 3:12 umarłam - razem z moim synem.
Zobacz także:
- Sylwia Peretti dopiero teraz ujawniła prawdę. To dlatego milczała po stracie syna
- Sylwia Peretti nieoczekiwanie znalazła list na grobie syna. Te słowa poruszają do łez
