Michał Malitowski na planie "Tańca z gwiazdami" Michał Malitowski o rozstaniu Michał Malitowski o depresji - wywiad we Fleszu Michał Malitowski i Joanna Leunis w "DDTVN" Kto zastąpi Michała Malitowskiego w "Tańcu z Gwiazdami"? Jest decyzja Polsatu
Michał Malitowski w finale Tańca z gwiazdami
East News

Kiedy ocenia uczestników „Tańca z gwiazdami”, wydaje się pewnym siebie profesjonalistą. Jest surowy, nie owija w bawełnę, ale jednocześnie żartuje i robi wrażenie błyskotliwymi puentami. Trudno uwierzyć, że Michał Malitowski (39), wybitny tancerz i sędzia, walczy z depresją. To z jej powodu nie zasiadł w jury poprzedniej, dziewiątej edycji „Tańca z gwiazdami”. Potem ogłosił, że rozstał się ze swoją partnerką Joanną Leunis. Takie doświadczenia mogą powalić najtwardszego. 

Jak ostatni rok zmienił Michała? Czy juror wychodzi na prostą? Byłam przygotowana na trudną rozmowę, ale jej przebieg kompletnie mnie zaskoczył…

Całość wywiadu z Michałem Malitowskim poniżej.

Zobacz także: Michał Malitowski chciał popełnić samobójstwo. Jego wyznanie jest wstrząsające

1/6
Michał Malitowski na planie "Tańca z gwiazdami"
East News

Na wizji budzisz respekt, a teraz widzę przed sobą ciepłego, otwartego człowieka. Jaki jesteś naprawdę?

W „Tańcu z gwiazdami” mam rolę jurora, co wiąże się z merytoryczną oceną uczestników. Ale jeśli spytasz mnie o moją córkę, będę opowiadał jak tata.

Podobno, kiedy trzy i pół roku temu na świecie pojawiła się Lia, oszalałeś ze szczęścia.

Tak właśnie było. Ale teraz, kiedy rozstałem się z moją partnerką Joanną, tęsknię za Lią szalenie. Niestety nie widuję córki tak często, jak bym chciał, to jest dla mnie ogromny ból. Jednocześnie staram się nie dawać jej odczuć swojego cierpienia, bo przecież najważniejsze jest teraz, by Lia czuła się spokojna.

Jaka jest twoja córka?

Bardzo czuła i inteligentna. Po naszym ostatnim spotkaniu, gdy nadszedł moment rozstania, rozpłakała się. Przestała dopiero wtedy, gdy dostrzegła, że ja też połykam łzy. Próbowała mnie pocieszyć i zrozumiałem, że mam do czynienia z empatyczną młodą osobą. Czuję, że jesteśmy do siebie podobni. Lia to taka wrażliwa entuzjastka. 

Twoja córka mieszka w Anglii. Mówi po polsku?

Jeszcze podczas wakacji, gdy miała częstszy kontakt z moją rodziną, mówiła świetnie. Ja sam rozmawiam z nią tylko po polsku. Natomiast mama Lii mówi do niej po francusku. Odkąd córka poszła do przedszkola w Londynie, gdzie uczy się i bawi, posługując się językiem rówieśników, na nasze pytania odpowiada po angielsku. Jest bardzo sprytna i szybko łapie nowe słówka, ale dla mnie ważne jest, by żaden z języków, z którymi jest osłuchana, nie zszedł na dalszy plan.

2/6
Michał Malitowski o rozstaniu

Wokół twojego prywatnego życia narosło dużo plotek. Czy to prawda, że po 17 latach rozwodzisz się ze swoją partnerką, belgijską tancerką Joanną Leunis?

Nie do końca. My nigdy nie byliśmy małżeństwem. Choć faktycznie, 17 lat byliśmy parą, nie tylko prywatnie, ale i zawodowo, na parkiecie. Kiedy Joanna zakończyła karierę sportową, natychmiast zaszła w ciążę i wtedy właśnie na świecie pojawiła się nasza córeczka. W czerwcu tego roku postanowiliśmy się rozstać. Ogłosiłem to na początku września.

Takie rozstanie to chyba ciężkie przeżycie?

Od jakiegoś czasu oboje już chcieliśmy zakończyć związek, dlatego nie postrzegam tego jako tragedii. Czuję raczej ulgę. Trudniejszym tematem są moje relacje z córką i jej szczęście w nowej sytuacji.

Czy udało wam się porozumieć w sprawie opieki nad Lią?

To idzie bardzo wolno. Zostałem postawiony w trudniejszej sytuacji, ponieważ borykałem się ostatnio z depresją. I to ma na razie duży wpływ na to, jak często mogę się widzieć z córką. Ze względu na Lię staramy się, by wszystko przebiegało jak najłagodniej. Ale na razie jest ciężko.

Czy będziecie na ten temat rozmawiać w sądzie?

Tak. Już teraz mieszkamy oddzielnie i każde z nas układa sobie życie osobno. Dlatego to ja złożyłem wniosek do sądu o uregulowanie kontaktów z córką. Chciałbym opiekować się córką tak często, jak to tylko możliwe bez zaburzania jej poczucia bezpieczeństwa.

3/6
Michał Malitowski o depresji - wywiad we Fleszu
EastNews

Czy możemy porozmawiać o twojej depresji? W marcu miałeś pojawić się w „Tańcu z gwiazdami”. Ale tak się nie stało. Zniknąłeś i nikt nie wiedział dlaczego. Teraz otwarcie o tym mówisz. Wielu mężczyzn za nic nie przyznałoby się do tej choroby.

Wszystko zaczęło się od tego, że starałem się wykonywać wszystkie swoje obowiązki zawodowe. Pracowałem, a czułem się jak żywe zombie snujące się po świecie. Tu nie pomogą porady w stylu „wyśpij się” albo poklepywanie po plecach. Dlatego teraz chciałbym powiedzieć wszystkim, którzy w taki sposób czują się przez dłuższy czas i wiedzą, że to nie jest chwilowy zły nastrój, by jak najszybciej zwrócili się po pomoc do lekarza.

Kiedy zrozumiałeś, że masz depresję?

Poszedłem w Londynie do mojego lekarza pierwszego kontaktu, żeby zbadać krew i zrobić ogólne badania. I tam się kompletnie rozpadłem. Wtedy zbliżała się dziesiąta edycja „Tańca z gwiazdami” i bardzo dużo innych zawodowych wyzwań. Poczułem, że kompletnie nie mam siły wchodzić w te wszystkie role. Prosto z przychodni zawieziono mnie do szpitala.

Masz jakąś teorię, dlaczego tak się wydarzyło?

Dużo czytam na temat depresji i okazuje się, że nie mogę mieć stu procent pewności, co ją wywołało. Bardzo prawdopodobne, że gdybym pracował spokojnie na poczcie, to spotkałoby mnie dokładnie to samo. Depresja jest chorobą, która dotyka ludzi niezależnie od wieku i wykonywanego zawodu. Kiedyś tego wszystkiego nie wiedziałem. Dlatego dziś uważam, że trzeba o tym mówić głośno. Tym bardziej że nam, mężczyznom, bardzo trudno przyznawać się do swoich uczuć i słabości. Wielokrotnie np. słyszałem od koleżanek, że biorą antydepresanty, ale żaden mój kolega się do tego przede mną nie przyznał. Dlatego czuję dziś rodzaj misji.

4/6
Michał Malitowski i Joanna Leunis w "DDTVN"
East News

Co ci najbardziej pomogło?

Mama! Jak wróciłem do Polski i położyłem się do łóżka w rodzinnym domu w Zielonej Górze, to mama codziennie rano przynosiła mi owsiankę. Potem pomagała mi wykonywać najdrobniejsze czynności. Zupełnie jakbym był znowu małym dzieckiem. Mama umiała reagować na brak woli i niemoc, które są typowe w depresji. Nie przymuszała, ale zachęcała do podejmowania zwykłych życiowych aktywności. Natomiast moja siostra kontaktowała się z lekarzami i terapeutami, a przy tym przejęła moje obowiązki biznesowe i finansowe. Kończyłem wtedy budowę domu w Anglii, a nie byłem w stanie nawet odbierać telefonu. Na dwa miesiące wyłączyłem go całkowicie.

Z nikim wtedy nie rozmawiałeś?

Bałem się ludzi, bałem się rozmów, jak ognia unikałem kontaktu ze światem. Dopiero kiedy mój przyjaciel i partner w biznesie przyleciał z Hongkongu, włączyliśmy razem telefon. A tam było z 600 nowych wiadomości.

Wracasz pomału do swoich obowiązków?

Uczę już tańczyć, co bardzo lubię. Mam świadomość tego, że praca działa na mnie terapeutycznie. Oczywiście, jeśli nie przesadzę z intensywnością. Kiedyś zmieniałem strefy czasowe przynajmniej raz w miesiącu. Teraz już tego nie robię. Jeszcze nie jestem w stanie pracować jak dawniej. Nawet dziś, przed występem w „Tańcu z gwiazdami”, obudziłem się i czułem się niewyraźnie. Pomyślałem jednak, że czekają mnie obowiązki, zmobilizowałem się – umyłem się, ogoliłem, spotkałem z tobą na wywiad i za godzinę jadę już do studia na nagranie. Pomału wracam do rzeczywistości.

Terapia ci pomogła?

Tak, choć przyznam, że największym wsparciem był dla mnie spokój w domu rodzinnym. Bezinteresowna miłość rodziny i bliskich. Za wcześnie podjęta terapia rozgrzebałaby we mnie emocje. Najpierw trzeba wyleczyć stan chorobowy, potem dopiero można sięgać po narzędzia psychologiczne. Robię to teraz. Moja walka trwa! Każdego dnia czuję, że muszę na nowo „wkręcać się” w życie. W tej depresji było mi tak źle, że już nie chcę tam wracać. Dlatego muszę iść do przodu.

5/6
Kto zastąpi Michała Malitowskiego w "Tańcu z Gwiazdami"? Jest decyzja Polsatu
East News

Jak cię powitano po przerwie w „Tańcu z gwiazdami”?

Zostałem przyjęty bardzo ciepło i z dużą wyrozumiałością. Wielu podchodzi do mnie i mówi: „Też przez to przechodziłem”. Każdego dnia ludzie też piszą do mnie wiadomości i listy, w których opisują swoje historie.

Nie żałujesz, że o wszystkim opowiedziałeś?

Nie! Absolutnie! Mówienie głośno o chorobie to jest rodzaj samoprojekcji, bo np. rodzina i przyjaciele mogą reagować, gdy twój stan się pogarsza. Uczymy się siebie nawzajem, gdy nie wstydzimy się naszych bolączek. I tylko wtedy możemy naprawdę sobie pomóc, gdy się dostatecznie znamy. W chorobie otoczenie tak zwanych zwykłych ludzi jest równie ważne, jak otoczenie lekarzy i innych specjalistów. Nie wyleczysz się sam, ale i inni ci nie pomogą, gdy nie wiedzą, że pomocy potrzebujesz.

Sam potrafisz o siebie zadbać?

Tak. Dziś już bardzo pilnuję, by nie brać sobie tylu rzeczy na głowę i by mieć mniej stresu. Ale powiem ci, że mam, obok przyjaciół, bliską osobę – dziewczynę. Zakochałem się w niej i czuję od niej miłość. Gdyby nie to, byłoby mi trudniej. Nawet jak zdarza się trudny moment, to możemy porozmawiać i jest lżej.

Czy możesz powiedzieć, kim jest twoja dziewczyna?

Ma na imię Julia. Pochodzi z Australii, tam też poznaliśmy się wieki temu. Nie utrzymywaliśmy kontaktu, mimo że przez jakiś czas pracowała jako instruktorka w mojej szkole w Hongkongu. Dopiero gdy usłyszała o moich problemach, napisała do mnie, że mnie rozumie, bo ona też przechodziła kiedyś przez to samo. Mogliśmy rozmawiać o mojej chorobie, nie musiałem niczego udawać. Moi bliscy szybko ją polubili. To dla mnie bardzo ważne.

6/6
Michał Malitowski i Iwona Pavlović w TZG
East News

W ostatnich miesiącach twoje życie diametralnie się zmieniło. Może te zmiany, choć trudne, wyjdą ci na dobre?

Najgorsza jest tęsknota za córką. To najciemniejsza strona mojej sytuacji. Mam nadzieję jednak, że wszystko w życiu dzieje się po coś. Choroba nie jest karą, jest kryzysem, który uczy cię samego siebie i zbliża do ludzi.

W obecnej, dziesiątej edycji „Tańca z gwiazdami” sprawiasz wrażenie człowieka w świetnej formie. Powiem ci, że część widzów nie rozumie, dlaczego w połowie drogi odpadają najlepsi tancerze. Pojawiają się zarzuty, że wszystko jest ustawione. 

Niedawno zmienił się sposób, w jaki można głosować. Do tej pory wszystko odbywało się za pomocą SMS-ów, a teraz można głosować też w aplikacji w Internecie, z czego najchętniej korzystają młodzi widzowie. Dlatego największe wsparcie dostają influencerzy.

Czyli teoretycznie tę edycję może wygrać ktoś, kto kompletnie nie potrafi tańczyć?

To byłoby bardzo ciekawe. Już niemal doszło do tego w finale dziewiątej edycji, kiedy o Kryształową Kulę walczyli Joanna Mazur i właśnie influencer Tomasz Działowy „Gimper”. Ale pomimo że jestem zawodowcem, dla mnie w tym programie nie liczy się tylko technika. Taniec przecież składa się z różnych warstw – mam na myśli np. komunikację z partnerem, otwartość, osobowość.

Kogo lubisz teraz oglądać?

Absolutnie urzeka mnie Monika Miller, bo jej emocje nie są oczywiste. W tej dziewczynie widać subtelność i skomplikowaną osobowość. Ona nie tańczy najlepiej, ale ma wiele warstw i potrafi za każdym razem pokazać coś innego. Nasuwa mi się taka myśl, że profesjonalizm staje się nudny, bo jest powtarzalny. Ktoś dobrze zatańczy, ale co z tego?

Żal ci kogoś, kto już odpadł z tej edycji?

Wielka szkoda, że tak szybko odeszły Reni Jusis i „Ruda”, czyli Joanna Lazer. Obie szalenie utalentowane. Ale czasem wygrywają ci, którzy odpadają.