Anna z Sieradza dołączyła do "Sanatorium miłości" zaraz po tym, kiedy kuracjuszy w napiętej atmosferze opuściła Barbara ze Szczecina. Nowa uczestniczka postanowiła uchylić rąbka tajemnicy na temat produkcji i swoich odczuć związanych z programem.

WIDEO

player placeholder

Anna z "Sanatorium miłości" o nagłym telefonie od produkcji

Odejście Barbary ze Szczecina wywołało w "Sanatorium miłości" prawdziwe zamieszanie. Choć kulisy odejścia Basi z programu wyjawił już Henryk, teraz głos zabrała Anna z Sieradza, która wypełniła w programie lukę po Barbarze. Jak przyznała, informacja o dołączeniu do programu była dla niej nagłym zaskoczeniem, a telefon, który dostała niespodziewanie od produkcji, wymagał od niej bardzo konkretnej decyzji i zobowiązania do niezwłocznego działania. W rozmowie z Faktem uczestniczka programu zrelacjonowała szczegóły.

Na początku września dostałam telefon z programu, czy mogę się natychmiast spakować i przyjeżdżać do Warszawy - i wejść natychmiast do programuwspomina Anna z Sieradza.

Choć dla wielu osób tak dynamiczna zmiana i presja czasu mogłyby wywołać stres i nerwy, Anna przyznała, że pełna motywacji i radości podjęła decyzję o dołączeniu do grona uczestników, nie rozmyślając zbytnio nad tym, dlaczego dopiero teraz dostała angaż do produkcji.

Zobacz także:

Nie odczułam, że wchodzę na zastępstwo za kogoś. Ja po prostu odebrałam to tak, że wchodzę do programu, rozpoczyna się mój czas i chcę go wykorzystać jak najlepiej i jak najpiękniejopowiedziała Anna.

Choć telewidzowie przyjęli Annę z entuzjazmem, w kolejnych odcinkach naraziła się na ich opinię.

Kontrowersje wokół Anny w "Sanatorium miłości"

Zarówno wśród telewidzów, jak i internautów duże emocje wzbudził szczególnego rodzaju "test portfela", która przedstawiła Anna w rozmowie z Martą Manowską. Opowiedziała o sytuacji, w której to mężczyzna u jej boku niezbyt dobrze zareagował na fakt, że za taksówkę w centrum Warszawy miałby zapłacić 180 zł, co od razu skreśliło go w oczach kuracjuszki. Część internautów nie zgodziła się z tak szybkim osądem mężczyzny przez Annę.

Mam wrażenie że ta Pani nie zdaje sobie sprawy co mówi. A jeśli tak to współczujęnapisał internauta.

Nie zabrakło jednak głosów, wskazujących, że w całej sytuacji to nie zasobność portfela została poddana próbie.

Sądzę, że jej chodziło nie tyle o sprawdzenie zasobności portfela, ale czy Pan ma szersze horyzonty, jest otwarty na to żeby coś nowego zobaczyć, zwiedzić i spędzić miło czas wolny. I przy okazji czy nie jest skąpy. Facet nie musi być bogaty, ale skąpy, bez fantazji i ciekawości świata nie jest potrzebny wykształconym i samodzielnym kobietomczytamy w komentarzach.

Polubiliście Annę w "Sanatorium miłości"?

Zobacz także: