Party Stories
Agata Paskudzka, Piotr Rubik
Marek Straszewski
Szczere wyznania

Agata i Piotr Rubik - Dziecko tuż-tuż

Ostatnie chwile przed godziną zero. Co czują do siebie? Do dziecka, które wywróci ich świat do góry nogami. I co ich czeka za kolejnym życiowym zakrętem?

To był szalony czas. Wielkich zmian. Tyle się wydarzyło w ich życiu przez ostatni rok. Pobrali się. Zamieszkali razem. W maju przyjdzie na świat ich dziecko. W maju też ukaże się kolejna płyta Piotra Rubika, „RubikOne”. Wyjątkowa, bo choć zaprosił na nią kobiety, wspaniałe wokalistki, to zaśpiewał też sam. Kołysankę dla nienarodzonego maleństwa. „Powiedziałaś, że już nie jesteśmy sami, że pojawił się ktoś trzeci między nami. Ktoś ciekawy świata, kto na zawsze zostać chce. Ktoś na całe lata. Ciebie pół, połowa mnie. Nie wiem, co w takiej chwili mówi się. Przecież nie mogę bardziej kochać cię”. Do słów Jana Jakuba Należytego Piotr ułożył muzykę. Najpiękniejszą, bo z wielkiej miłości. Tytuł: „Kiedy mężczyzna płacze?”.

Już niedługo. Choć to ostatni miesiąc, Agata Rubik wcale nie wygląda, jakby za chwilę miała zostać mamą. Blond włosy dziewczęco spięte w kitkę. Twarz bez śladu makijażu. Szyfonowa sukienka, granatowa, w delikatną kratę, układa się miękko na figurze. Dłonie trzyma splecione na zaokrąglonym brzuszku. „To będzie chłopiec czy…?” „Niech pani nawet nie pyta”, Piotr Rubik ze śmiechem wpada mi w słowo. „Nie zdradzimy”, ucina Agata.

Siedzą przytuleni. Jej jasna głowa obok jego ciemnej. „Pani też uważa, że czas już na powrót do naturalnego koloru włosów? Ludzie często mnie zaczepiają, radzą. Nie przypuszczałem, że moja fryzura może w kimś budzić emocje”.
A przecież powinni już wiedzieć, emocje budzi wszystko, co zrobią.

Mój mąż, moja żona
Ślub. Czy zmieniliby coś z tamtego czerwcowego dnia, kiedy we wrocławskim kościele Świętej Jadwigi mówili sobie „tak”? „Na pewno
na słynnych dziś parasolkach, które zasłaniały nas przed wścibskimi paparazzimi, umieścilibyśmy jakąś reklamę z myślą o celach charytatywnych”, nie ma wątpliwości Piotr. „Byłby z tego zamieszania jakiś pożytek”.

„Na pewno nie zmienilibyśmy tego, że na ślubie znaleźli się tylko najbliżsi. Bez względu na późniejsze docinki ochroniliśmy siebie, a to jest przecież bezcenne. W naszych wspomnieniach było idealnie. Jest jeden minus – ten dzień zdecydowanie za szybko minął”, zamyśla się Agata. I zaraz dodaje: „Nazwisko mam dziś ładniejsze. Poprzednie uwierało, gdy dorastałam. Potem właściwie już nie. Przyzwyczaiłam się do bycia Paskudzką. Ale dziś z przyjemnością mówię o sobie: Agata Rubik”. Na pytanie, czy ciężko było im się przestawić, by mówić: „mój mąż”, „moja żona”, odpowiadają: „Łatwo. Mamy wspaniały związek”.

„Nie szkodzi, że jest Pani w nim w cieniu?”, pytam. „A co to jest cień?”, Piotr się dziwi. Agata mówi spokojnie: „Nie czuję się w niczym ograniczana. Dobrze mi i nie pamiętam, żeby było inaczej. A tych, co mówią, dziwi chyba najmocniej, że zawsze chcemy być blisko siebie. Radzą, pokrzykują: Dziewczyno, trzeba mieć coś swojego, a nie tak wciąż wszędzie razem. Jak ludzie nie chcą dzielić czasu ze sobą, to chyba coś jest nie tak? Mam rację? My spędzamy ze sobą każdą niemal chwilę. Nie ścieramy się. Codziennie słyszę, że Piotr mnie kocha”.

„Nie wstydzę się okazywania uczuć”, podkreśla muzyk. „Inaczej życie byłoby bez sensu. Kiedyś może uczono, że mężczyźnie to nie przystoi. Bzdura. Miłe słowo, czułość muszą być między dwojgiem”.

 

Agata i Piotr Rubik, Viva! kwiecień 2009
Marek Straszewski


Ich miejsce na ziemi
Osiedle białych domków, cegła, drewno. Na dachach rozległe tarasy. Wokół zieleń, drzewa i cisza. „Tak będzie”, uśmiecha się kompozytor. „Na razie nie ma nawet jeszcze dziury w ziemi. Musimy poczekać. Jeszcze rok, może dwa”. Jedno z piękniejszych miejsc w Warszawie – Wilanów. To tam w przyszłości stanie ich pierwszy wspólny dom. Kupili już projekt. Wybrała go Agata. Nie miała problemu z przekonaniem Piotra, że to idealny wybór. Pojechał, rozejrzał się wokół i już wiedział: „Muzyka i ludzie są zawsze wokół mnie, koncertowałem w najpiękniejszych salach w Polsce i za granicą. Czasem, by poszukać ciszy, wyjeżdżam na drugi koniec świata. Ale każdy musi mieć jedno swoje miejsce na ziemi. Tak naprawdę swoje. Dom, gdzie słyszy muzykę, zanim przeleje ją na papier. Miejsce, gdzie jest tak naprawdę cały jego świat i miłość”. Poczekają. Ważne, że nareszcie zamieszkali razem. Po kilku tygodniach od ślubu przyszedł czas na przeprowadzkę Agaty z rodzinnego Wrocławia do mieszkania w Warszawie. „Potrzebna była wielka ciężarówka?”, pytam. „Jedna walizka”, śmieje się Agata. „Nie zabrałam wiele. Trochę ubrań. Po co mi pamiątki z lat szkolnych czy licealnych. Nie przywiązuję się do rzeczy. Miśki, figurki, obrazeczki – to nie dla mnie. Mam uczulenie na kurz. Dlatego nie przepadam za bibelotami, na których z reguły jest go bardzo dużo. Na ścianach powiesiliśmy zdjęcia ze ślubu, z naszych dalekich podróży. Pakować walizki? Żaden problem. Obydwoje lubimy wyjeżdżać. A teraz i razem wracać”.

Szał i ekspresja
„Piotr staje na scenie. Cisza, podnosi batutę i jest szał, wrzask, niesamowita ekspresja. A wszystko szczere, spontaniczne, niewyreżyserowane w żaden sposób. Uwielbiam na niego patrzeć, jest prawdziwym showmanem”, opowiada o mężu Agata.  „A po koncercie zwykle otaczają go zachwyceni słuchacze”.

W Stanach są każdego roku. „Gramy tam z najlepszymi amerykańskimi orkiestrami. Amerykanie są niesamowici, kupują słowniki, żeby móc zrozumieć słowa utworów”, mówi Piotr. „A na koncerty zapraszają całe rodziny. To wielka nagroda patrzeć, jak ludzie reagują na moją muzykę. Pod każdą szerokością geograficzną. W Nowym Jorku i Krakowie. Dostaję dużo maili od tych, którzy słuchają Rubika w Internecie.  Pewien Japończyk pod wpływem »Tu Es Petrus« zmienił imię z Shimpei na Szymon. Tak się w tych dźwiękach zakochał”.

„Jak Pan sobie radzi z krytyką?”, to jedno z najczęstszych pytań zadawanych Rubikowi. Przez te wszystkie lata uodpornił się, zdał sobie sprawę, że to bez znaczenia, choć czasem boli. „Proszę sobie przypomnieć, co musieli kiedyś znosić niektórzy nasi słynni kompozytorzy muzyki klasycznej?”, muzyk bezwiednie podnosi głos. „Chcieli stąd uciekać tak ich dręczyli, nienawidzili krytycy. Teraz wszyscy wynoszą ich na piedestał, a za ich czasów mieli, przepraszam za słowa, przerąbane”.

Nawet spokojna dotąd Agata, wzburzona dodaje: „I co? Po śmierci dziwią się, że inny kraj uznaje kogoś za swojego? A to przecież Polak. Słuchamy tych wszystkich ostrych, raniących słów i rośnie nam gruba skóra. Uodparniamy się”.

„A do wszystkiego można się przyczepić”, Piotr nie ma wątpliwości. „Jeśli robię coś dla bezdomnych, z potrzeby serca, za darmo. Potem zachoruję na grypę i choćbym chciał, nie mogę przyjechać na premierę, to następnego dnia czytam: »Rubik zlekceważył bezdomnych«. Jest sens z tym walczyć? Czy jesteś prezydentem, mistrzem sportowym, muzykiem, w tym kraju, i tak ktoś się do ciebie przyczepi. Czy zawsze będziemy niszczyć wszelkie objawy indywidualności? Szkoda, że w szkole muzycznej młodzi ludzie, którzy próbują się przebić, zrobić coś wartościowego, a podcina im się skrzydła, nie mają przedmiotu: przygotowanie do życia w zawiści”.

Kołysanka dla malucha
„Lubię dziecku pośpiewać, poopowiadać bajki”, zdradza Piotr. „Żeby się przyzwyczajało do głosu. Gadam do brzucha. Ale to chyba nie jest dziwactwo, dużo osób tak robi”.

„W mych ramionach Ty – mój świat. W mych ramionach Wy – mój świat”, zaśpiewał na swojej najnowszej płycie. „Nie jestem wokalistą i nie mam zamiaru nim być, ale chciałem wyrazić emocje, których inaczej nie potrafię”, tłumaczy. Emocje oczekiwania na dziecko.

„Za nami gorący czas. Trudne były te ostatnie miesiące”, wspomina Agata. „Piotr wstawał rano, siadał do nut i pisał. A ja się całymi dniami uczyłam. Nie było konfliktu interesów. Nie mówiłam: »Kochanie, zróbmy coś, bo zwariuję. Pozaliczałam wszystko na studiach«”. Obroniła pracę licencjacką z dziennikarstwa w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu. „To pewien etap, który trzeba zamknąć”, mówi. „Ale też dopiero początek. Co dalej? Zobaczymy. Mało co w życiu planowałam. Los i tak podsuwał różne propozycje. Brałam, co mi przynosił. Czy zostanę dziennikarzem? Nie wiem. Na razie myślę o pełnoetatowym macierzyństwie”. Przeczytali już kilka dostępnych książek o wychowaniu malucha. „I wiemy jedno – śmieją się – że trzeba zachować zdrowy rozsądek”.

O tym, że zostaną rodzicami, dowiedzieli się dwa miesiące po ślubie. Pragnęli tego dziecka. „A mimo wszystko było to zaskoczenie, choć przecież pozytywne”, zdradza Agata. Nie przestraszyła się. Nie pomyślała: Jestem jeszcze za młoda. „Co to za moda, że dziś kobiety rodzą w okolicach czterdziestki?”, zastanawia się. „Mam 23 lata i czuję, że to na dziecko w sam raz. Mama urodziła mnie, będąc rok starszą, a przecież mam też starszego brata. Moje relacje z nią są rewelacyjne. Nie chciałabym mieć starszej mamy”.

Czy czują lęk przed tym, co się w ich życiu już za chwilę wydarzy? „Jeszcze chyba nie zdajemy sobie z tego sprawy”, Agata kładzie dłoń na brzuchu. „Chodziliśmy razem na badania usg. Ale dla mnie to wciąż abstrakcja. Widzę na ekranie, jak dziecko się porusza, czekam na nie, ale i tak pewnie największy wybuch miłości pojawi się z pierwszym spojrzeniem”.

„A dla mnie nie ma różnicy. Jeszcze naszego dziecka nie widzę, ale już je takie kocham”, dopowiada Piotr. Nie mają umówionego sztabu niań. Z maleństwem poradzą sobie sami. „Och, dajmy już spokój”, Agata marszczy brwi. „Nie chcemy o tym mówić, jakby co najmniej Księżyc przybliżył się do Ziemi (śmiech). Zaraz znów usłyszymy zjadliwe komentarze. Dziś ich nie potrzebuję. Tylko spokoju i miłości”.

Jakie będzie to dziecko? „Nie miałam wątpliwości, że jest naznaczone muzyką”, opowiadała o Piotrze jego mama Żaneta. „Bawił się zabawkami jak wszystkie dzieci, ale kiedy dziadek puszczał swoje płyty analogowe Mozarta, Beethovena, rzucał wszystko, wdrapywał się na fotelik i słuchał albo podskakiwał w rytm. Jako sześciolatek zaczął grać na wiolonczeli. Potem zdał do szkoły muzycznej. Pamiętam, że kiedy wracał, odrabiał lekcje i mówił: »A teraz sobie odpocznę«,
i... siadał do pianina”.

„Zastanawialiście się, jakie będzie wasze dziecko?”, pytam. „Niech będzie jak my – szczęśliwe”, mówią zgodnie. Piotr będzie z Agatą przy porodzie. „Chyba że ucieknie w ostatniej chwili”, śmieje się ona. „Nie ucieknę”, odpowiada jej  zdecydowanie.

Tekst Monika Kotowska
Zdjęcia Marek Straszewski
Stylizacja Karolina Kiczko
Makijaż Tomek Kocewiak/LANCÔME
Fryzury Robert Kupisz
Scenografia Anna Tyślerowicz
Produkcja sesji Elżbieta Czaja i Ewa Kwiatkowska

Komentarze
Zapraszamy do dyskusji
Czekamy na Twoją opinię w tym temacie. Dołącz do dyskusji!
Piotr Rubik
Piotr Porębski/Metaluna
Newsy
Piotr Rubik – Strzał w jedenastkę
Było naprawdę gorąco! Jedenaście pięknych, zdolnych, gotowych na wszystko kobiet. I oko w oko z nimi on jeden. Piotr Rubik. Jakich sposobów użył i jak zapanował nad niezależnymi kobiecymi naturami?

RubikOne” to po prostu Rubik i kobiety. Ale jakie kobiety! Na najnowszej płycie Piotra Rubika zaśpiewały: Joanna Liszowska, aktorka obdarzona charakterystycznym niskim głosem, zwyciężczyni programu „Jak oni śpiewają”, Aida Kosojan-Przybysz, Ormianka gruzińskiego pochodzenia; finalistki programu „Mam talent!” – urodzona w Chicago Asia Si, niewidoma sopranistka Ewa Lewandowska i Paulina Lenda, która zachwyciła widzów „murzyńską” barwą głosu. Do tego Halina Mlynkova, która tekst do piosenki „Bez słów” napisała ze swoim mężem Łukaszem Nowickim, i śpiewająca w czterech oktawach Iwona Węgrowska. Taki skład to murowany sukces. I świetna zabawa. W studiu z Rubikiem Było lato ubiegłego roku. A w głowie Piotra Rubika zrodził się pomysł na nową płytę, na której zaśpiewają same kobiety. Opowiedział o tym swojej żonie. „Agata od razu zachwyciła się tym pomysłem. Ponieważ poprzednia, podobna płyta nosiła tytuł »Rubikon«, Agata zaproponowała, żeby ta nazywała się »RubikOne«”, opowiada kompozytor. Należało tym samym dokonać wyboru, kto ma na niej zaśpiewać, i zająć się organizacją przedsięwzięcia.  Początkowa lista była bardzo długa. „W Polsce jest wiele zdolnych wokalistek, które chciałem zaprosić. Niestety, w kilku przypadkach okazało się to niemożliwe z powodu terminów”. Praca nad albumem ruszyła pełną parą już jesienią. Skoordynowanie działań, zgranie terminów, ustawienie wszystkiego wymagało nie lada zabiegów. „Byłem przygotowany na to, że praca nad płytą trochę potrwa. Niełatwo jest zgrać wszystko, gdy w projekcie bierze udział tyle osób”, mówi Piotr Rubik. „Zorganizowanie i ogarnięcie przedsięwzięcia, w którym bierze udział tyle kobiet, jest nie lada...

Newsy
Maciej Zakościelny jako czarny charakter
Najpiękniejszy VIVY! 2006 marzy, by zagrać człowieka o skomplikowanej, trudnej osobowości. „Bo nawet czarny charakter może być piękny, jeśli został przedstawiony prawdziwie”, mówi w rozmowie z VIVĄ! Spełniamy marzenie Maćka. Tylko u nas Zakościelny wciela się w bohaterów swoich ulubionych filmów.

Zakościelny od początku szkoły teatralnej zapowiadał się na gwiazdę – mówi jedna z jego koleżanek z roku. Przystojny, wysportowany, poukładany. Błyskawicznie zaczął grać w serialach: „Plebania”, „Na dobre i na złe”, „Samo życie” i dość szybko jego sprawami zaczął zajmować się profesjonalny agent. „My od rana do nocy przesiadywaliśmy w szkole, marzyliśmy o epizodach, a on tylko zmieniał taksówki, by zdążyć na kolejne spotkanie czy plan”, dodaje. „Zakościelny? Ambitny, zdeterminowany na sukces, pracowity”, mówi, nie ukrywając podziwu, inny kolega. „Pamiętam, jak przyszedł do nas na wykłady Krzysztof Kolberger. Opowiadał nam mnóstwo o aktorstwie, o tym, co jest najważniejsze. Na koniec dodał, żebyśmy dbali o ciało, żebyśmy się nie rozleniwili, bo nasze ciała to nasz warsztat. Po tym wykładzie Maciek jako jedyny natychmiast zapisał się na siłownię”. Do dwóch razy sztuka Do szkoły aktorskiej dostał się dopiero za drugim razem. Miał predyspozycje, ale jeden z profesorów poradził mu, że powinien kilka rzeczy poprawić – zlikwidować regionalny akcent, popracować nad dykcją. Sam aktor wspomina tamten czas z dystansem: „Mówiłem wtedy »wziąść« zamiast »wziąć«, »włanczać« zamiast »włączać«”. Przez rok miał ćwiczyć dykcję i zlikwidować regionalny akcent. Zgłosił się do Ewy Różbickiej, emerytowanej nauczycielki aktorstwa, która przygotowywała wcześniej do egzaminów Artura Żmijewskiego i Michała Żebrowskiego. Wyczuwała każdy fałsz, każde potknięcie. Przygotowała go perfekcyjnie. W komisji zasiadał Jan Englert. „Gdy podczas egzaminu dowiedział się, że trenowałem karate – wspomina Maciek – zaproponował mi, żebym powiedział przygotowany...

Waris Dirie
Remigiusz Kozdra/Metaluna
Newsy
Waris Dirie: "Nikt mnie nie uciszy"
„Kiedy przestanę walczyć? Kiedy powstrzymam tę zbrodnię!”, mówi. Obrzezana w wieku pięciu lat, robi wszystko, by zaprzestano tego barbarzyńskiego rytuału. Rytuału, który rujnuje życie milionom kobiet na świecie.

Miała pięć lat, gdy została rytualnie obrzezana. Kilkanaście, kiedy nocą, boso, uciekła od rodziców, którzy chcieli wydać ją za mąż za sześćdziesięciolatka. Dwadzieścia, gdy usłyszał o niej świat mody. I trzydzieści, gdy narodziła się na nowo. Już jako top modelka opowiedziała publicznie swoją boleśnie skrywaną historię. Czarnoskóra piękność, choć zeszła z wybiegów, wciąż staje w blasku fleszy, gdy mocnym głosem mówi: „Obrzezanie kobiet to zbrodnia. Powstrzymajmy ją!”. Na ekrany kin wchodzi właśnie film „Kwiat pustyni”. Nie fikcyjny obrazek, ale prawdziwa historia Waris Dirie, afrykańskiej wojowniczki. – Mieszkasz w Gdańsku? Zadziwiasz mnie. Prawdziwa z Ciebie nomadka. Po Londynie, Nowym Jorku, Wiedniu wybrałaś zimną Polskę? Waris Dirie: Zobaczyłam polskie morze i zakochałam się w tym miejscu. To było dwa lata temu. Wynajmuję willę nad samym brzegiem. Przyznaję, zimy są trudne. Często wyjeżdżam po trochę słońca do Afryki. Rozstałam się z ojcem starszego syna. Alleke ma dwanaście lat, mieszka teraz w Ameryce. Ja z niespełna rocznym Leonem jestem tutaj. Dużo podróżuję, a zaproszenia dostaję z całego świata. Wiele lat byłam ambasadorem przy ONZ. Nadal mówię ludziom, jaką torturą dla kobiety jest obrzezanie. Przeżyłam je, a wtedy, choć byłam taka mała, przyrzekłam sobie, że gdy tylko będę wystarczająco silna, będę z tym walczyć. I robię to każdego dnia. – To matka trzymała Cię w ramionach, kiedy inna kobieta okaleczała na zawsze Twoje ciało. Miałaś wtedy pięć lat i nic do powiedzenia. Wybaczyłaś jej? Waris Dirie: Wiele lat się nie widziałyśmy. Urodziłam się w muzułmańskiej rodzinie nomadów. Najpierw uciekłam z domu, potem z Somalii. I nigdy nie wróciłam. Tak naprawdę o tym, co się stało, rozmawiałyśmy całkiem niedawno. Mieszkałam wtedy w...

Nasze akcje
maseczki-orientana
Fleszstyle

Maseczki stworzone przez naturę – 99% naturalnych składników i 100% skuteczność! 

Partner
kosmetyki-alkemie
Fleszstyle

Alkmie - polska marka, która tworzy kosmetyczne dzieła sztuki!

Partner
Newsy

Natura i nauka łączą siły w walce ze zmarszczkami. Poznaj kosmetyki Botanical HiTech

Partner
jane-perkins
Newsy

Plastikowa REwolucja, czyli o sile REcyklingu!

Partner
anabelle-minerals
Fleszstyle

Doskonały makijaż w duchu eko i zero waste: odkryj mineralne kosmetyki Annabelle Minerals! 

Partner