Zniszczony grób Łukasza Litewki. Opiekun cmentarza: "Mówiłem, że do tego dojdzie"
Pożar grobu Łukasza Litewki w Sosnowcu poważnie uszkodził miejsce pochówku posła Nowej Lewicy, tłumnie odwiedzane po jego nagłej śmierci. Opiekun cmentarza przekonuje, że nie doszło do podpalenia, a do tragedii doprowadziła nieostrożność żałobników: tysiące zniczy i suche kwiaty stworzyły groźną mieszankę.

Grób Łukasza Litewki w Sosnowcu, od tygodni odwiedzany przez tłumy po nagłej śmierci posła Nowej Lewicy 23 kwietnia 2026 r., został poważnie uszkodzony w pożarze. Do zdarzenia doszło 27 maja, a dzień później opiekun cmentarza przedstawił swoją wersję: w jego ocenie nie było celowego podpalenia, tylko skutek nieostrożności przy ogromnej liczbie zapalonych zniczy ustawianych wśród kwiatów, które szybko wyschły.
Zapalił się grób Łukasza Litewki
Miejsce pochówku Łukasza Litewki stało się punktem, do którego przychodziły osoby z różnych stron. Wraz z rosnącą liczbą odwiedzających przybywało też zniczy i wiązanek, układanych coraz ciaśniej wokół grobu. Opiekun cmentarza zwraca uwagę, że skala była wyjątkowa: mówi o ilości zniczy, którą dałoby się porównać do ładunku przewożonego przez dwa tiry.
W tej historii nie chodzi więc o jeden zapomniany płomyk, tylko o efekt kumulacji. Setki, a w praktyce tysiące zapalonych światełek w jednym miejscu, do tego suche elementy dekoracji, tworzą warunki, w których o nieszczęście nietrudno. Opiekun podkreśla w rozmowie z Plotkiem:
Mówiłem, że do tego dojdzie... Ludzie nie zdają sobie sprawy, że jeśli zapali się tysiące zniczy dookoła grobu i są ususzone kwiaty, to siłą rzeczy coś się zapali.
Opiekun cmentarza o grobie Łukasza Litewki: to nie było podpalenie
Po tym, jak spłonął grób Łukasza Litewki szybko pojawiły się domysły, czy ktoś mógł działać celowo. Opiekun cmentarza przekonuje jednak, że jego zdaniem nie ma podstaw, by mówić o podpaleniu. Wskazuje na scenariusz znacznie bardziej przyziemny: w tłumie zawsze znajdzie się ktoś, kto postawi znicz zbyt blisko suchych kwiatów albo nie zauważy, że płomień ma kontakt z łatwopalnym elementem.
Skutki okazały się dramatyczne. Według relacji opiekuna ogień zniszczył grób w dużym stopniu, a skala zniszczeń jest na tyle duża, że mówi wprost o miejscu pochówku jako doszczętnie spalonym. W jego ocenie odpowiedzialność rozkłada się na zbiorową nieostrożność: im więcej osób dokładało kolejne świece i dekoracje, tym bardziej rosło zagrożenie.
Zobacz także:
- Partnerka Łukasza Litewki zabrała głos po pożarze grobu. "Strach i ból każdego dnia"
- Spór w fundacji #TeamLitewka. Partnerka Litewki prostuje spekulacje
