Czy kiedykolwiek korciło panią, żeby zajrzeć do telefonu dzieci lub partnera?
Nie. Szanuję przestrzeń drugiego człowieka, również w bliskich relacjach. Nie jestem wścibska. Z dziećmi na razie nie jest to trudne, bo mają 10 i 12 lat. Ale gdy dziecko jest starsze i widać, że dzieje się z nim coś niepokojącego, pojawiają się problemy wychowawcze, to decyzja o tym, czy przejrzeć jego telefon, jest trudniejsza. Czasem skontrolowanie telefonu daje szansę na pomoc dziecku. Ale mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała tego robić. Bardzo szanuję odrębność, intymność drugiej osoby. Na grzebanie w telefonie partnera nigdy bym sobie nie pozwoliła.
Martwi panią, że przez social media relacje międzyludzkie są trudniejsze niż kiedyś?
Niektórymi informacjami jestem wręcz przerażona. Wiem, że do szpitali psychiatrycznych dla młodzieży trafiają dzieci uzależnione od social mediów, które zachowują się jak ciężko chorzy alkoholicy czy narkomani. Czytałam wstrząsający artykuł o dziewczynce, której rodzice zabrali laptopa – skończyło się tym, że groziła im nożem. Została poddana terapii i powoli zaczęła z uzależnienia wychodzić. Dla mnie naprawdę przykry jest częsty widok, gdy rodzina siedzi w restauracji, rozmawiają tylko dorośli, a dzieci zanurzone są w smartfonach, kompletnie bez kontaktu. Ja staram się uczyć moje dzieci, że czas przy kolacji jest to chwila dla nas, na rozmowy.
Do czego pani służą media społecznościowe?
Przede wszystkim do przekazywania treści społecznych. Konto na Instagramie mam od dwóch lat, na Facebooku od trzech. Broniłam się przed social mediami bardzo mocno, zwłaszcza przed Instagramem, ale zorientowałam się, że w dobie kryzysu pewnych wartości mogę tam przekazywać treści, na których mi zależy. Dzięki In stagramowi możemy się jednoczyć przy podpisywaniu petycji, wspieraniu ruchów ekologicznych i wolnościowych. Mamy poczucie jedności i odpowiedzialności na to, co się obecnie dzieje na świecie.
Pani wierzy, że takie działania są skuteczne?
Jestem tego pewna. Oczywiście, jeśli robimy coś więcej niż publikowanie smutnej buźki na Facebooku. Możliwość podpisywania petycji czy zbieranie pieniędzy za pomocą social mediów to coś fenomenalnego i potrzebnego. Tak jak zarażanie się dobrymi ideami. Media społecznościowe to również platforma, na której jako aktorka komunikuję się z moimi widzami.
To jasna strona Internetu. Ale jest też ta ciemna. Pani jest ostro atakowana za swoją działalność? Potrafi sobie pani radzić z hejtem?
Rzeczywiście, jestem atakowana w sposób mniej lub bardziej zaplanowany. Niektóre z profili najbardziej aktywnych trolli są stworzone wyłącznie w celu publikowania haniebnych treści. Widziałam już nie tylko chamskie memy ze mną, lecz także informacje o mnie, które są nieprawdziwe, w przemyślany sposób zmanipulowane.