Reklama

Edward Linde-Lubaszenko, aktor znany z niezapomnianych kreacji w filmach i serialach, w ostatnich latach powoli żegnał się z aktorstwem. Jednym z ostatnich filmów z jego udziałem było "Bractwo butelkowe" z 2024 roku, a w tym samym roku wystąpił także w serialu "Gra w butelkę". Choć nie były to produkcje szeroko komentowane w mediach, aktor dał w nich dowód swojego profesjonalizmu i pasji do sztuki aktorskiej.

Na scenie teatralnej Linde-Lubaszenko po raz ostatni pojawił się 21 września 2025 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie, gdzie zagrał w spektaklu "Wesele" Stanisława Wyspiańskiego. Jak podkreślał w rozmowie z "Faktem", było to jego symboliczne pożegnanie z teatrem po ponad 55 latach pracy.

Symboliczne pożegnanie Linde-Lubaszenki w Teatrze Narodowym w Warszawie

Ostatni występ Edwarda Linde-Lubaszenki na scenie miał wymiar głęboko symboliczny. Aktor sam zdecydował się na pożegnanie z widownią, wybierając spektakl "Wesele" - sztukę, którą wystawiał wcześniej w Starym Teatrze w Krakowie.

To będzie symboliczne pożegnanie z tą sztuką. Graliśmy ją w Starym Teatrze w Krakowie, teraz zagramy ją w Teatrze Narodowym w Warszawie. Czas kończyć, ale jeszcze się nie żegnam na zawsze.
powiedział wówczas w wywiadzie dla Faktu

Wydarzenie w Teatrze Narodowym było wyjątkowe nie tylko z powodu znaczenia dzieła Wyspiańskiego, ale przede wszystkim dzięki aktorowi, który od dekad współtworzył polską scenę teatralną.

Edward Linde-Lubaszenko o przemijaniu i końcu kariery

Aktor nie ukrywał swojej refleksji nad przemijaniem. W rozmowie z tygodnikiem "Rewia" już jakiś czas temu otwarcie mówił, jak wyobraża sobie czas odejścia.

Gdy już będę czuł, że nadchodzi ten czas, to pozamykam różne bankiety w restauracjach. Po co to zostawiać? Żeby później inni bankietowali? Skoro ja mogę jeszcze sam dobrze zahulać i to za swoje, to nie będę sobie żałować.
mówił szczerze aktor

Tłumaczył, że na inny świat chce się wybrać przede wszystkim z poczuciem porządku.

Żadnych długów. Nigdzie i u nikogo. Wiem, że pójdę do nieba, więc muszę mieć czystą kartę, żeby mnie tam wpuścili. Nic po sobie nie zostawię .
przekazał z dystansem, z którym będzie kojarzony już zawsze

Edward Linde-Lubaszenko zmarł w wieku 86 lat

Śmierć Edwarda Linde-Lubaszenko oznacza zamknięcie ważnego rozdziału w historii polskiego teatru i filmu. Dla wielu widzów był uosobieniem aktorstwa opartego na emocjach, głębi i prawdzie. Jego świadome pożegnanie z zawodem - zarówno na scenie, jak i na ekranie - było przepełnione godnością i spokojem. To koniec epoki, ale jego role w takich filmach jak "Lista Schindlera", "Psy", "Poranek kojota", "Trzy dni bez wyroku" czy "Chłopaki nie płaczą" oraz licznych sztukach teatralnych na zawsze pozostaną w pamięci publiczności.

Zobacz także:

Szyc, Olejnik, Kurdej-Szatan, Rogacewicz żegnają Edwarda Linde-Lubaszenkę. Te słowa poruszają do łez
Szyc, Olejnik, Kurdej-Szatan, Rogacewicz żegnają Edwarda Linde-Lubaszenkę. Te słowa poruszają do łez Fot. Bartosz Krupa/East News
Reklama
Reklama
Reklama