Sławomira Łozińska przeżyła dramat. Jej syn skręcił kostkę, kilka godzin później zmarł
Sławomira Łozińska wraca do tragedii sprzed lat. W 2002 r. jej najstarszy syn Tomasz, 24-letni student medycyny, skręcił kostkę przy wysiadaniu z autobusu i trafił do szpitala. Nikt nie był w stanie przewidzieć, że zaledwie kilka godzin później umrze.

Sławomira Łozińska znana jest przede wszystkim z roli w "Barwach Szczęścia". Aktor niewiele mówi o swoim życiu osobistym i nie ma w zwyczaju brylować na salonach. Gdy jednak lata temu dotknęła ją osobista tragedia, informacja błyskawicznie obiegła media, a opinia publiczna żyła nią przez długie tygodnie.
Nagła śmierć syna Sławomiry Łozińskiej
W 2002 r. spokojne życie Sławomiry Łozińskiej zostało nagle przerwane informacją, której nie da się oswoić. Jej najstarszy syn, Tomasz, miał 24 lata, studiował medycynę i interesował się żeglarstwem. Do szpitala trafił po skręceniu kostki, do którego doszło przy wysiadaniu z autobusu. W trakcie leczenia nie podano mu zastrzyków przeciwzakrzepowych. Wkrótce potem zmarł w wyniku zatoru.
Aktorka przez długi czas nie była w stanie wracać do tych wydarzeń publicznie, a nawet wypowiadać imienia swojego syna.
Mówiłam: mój syn
Przejmujące wspomnienie aktorki
Przez lata Sławomira Łozińska unikała wywiadów i na jakiś czas wycofała się z życia zawodowego.
To było niewyobrażalne. (…) Myślałam, że tylko obłęd będzie moim życiem. Ale pamiętam moment, kiedy kilka dni po pogrzebie Tomka poczułam, że wstępuje we mnie jakaś zwierzęca siła, nieprawdopodobna moc. To był sygnał, że muszę trwać
Czas mijał, a aktorka wciąż nie potrafiła uporać się z żałobą. W wywiadzie dla programu "Rozmowy (nie)wygodne" przyznała, że błagała wręcz, by szybciej upłynęły kolejne lata, jednak gdy tak się stało, dotarło do niej, że czas wcale nie uleczył jej ran.
Ja miałam coś takiego, że mówiłam: Boże, chciałabym, żeby to już była 20. rocznica. 20. rocznica minęła i też nie jest lepiej
W wywiadzie dla "Zwierciadła" wyjawiła również, jak ze śmiercią Tomasza poradził sobie jej młodszy syn, Paweł.
Miał swoją żałobę. One były równoległe. Myślę, że to się źle stało. Może powinnam się nim bardziej zająć, przerzucić nadopiekuńczość na Pawła, ale nie byłam w stanie tego zrobić. Był w klasie maturalnej, na pewno powinnam więcej się nim zająć, ale poza niesprawianiem kłopotu swoim rodzicom nie byłam w stanie w ogóle zająć się niczym innym
Zobacz także: Nie żyje legendarny wokalista. Świat muzyki w żałobie
Nie żyje gwiazda "Ślubu od pierwszego wejrzenia". Chorowała na nowotwór
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.