Robert Janson
Michał Szlaga

Robert Janson: Gdyby cofnąć czas...

Robert Janson
Michał Szlaga
Wraca. Fani się cieszą: „Robert, czekaliśmy, jesteśmy z tobą!”. Wrogowie protestują: „Czy wolno mu tworzyć zespół z nową wokalistką?”. Odważył się udzielić tego wywiadu. „Jedynego”, zastrzega. Wielka sprawa. Wychodzi ze swojej skorupy, azylu czterech ścian. Bezpiecznego? Pozornie. Cztery lata zabijał się myślami. Chce z tym skończyć. Chce wrócić do życia. Tworzyć. Wyzwolić się. Poczucia winy nie zdławi. Czy jednak ma prawo niszczyć nim swój zespół? Skazać go na niebyt? Czy ma prawo niszczyć swoją rodzinę? Czy wreszcie ma prawo niszczyć samego siebie? Stało się. Był wypadek. Byli ranni. Sam wiele tygodni spędził w szpitalu. Gdyby mógł cofnąć czas… Nie da się. Gdyby mógł oddać swoje nogi Monice… Nie da się. Nie chce o niej mówić. „To ją za bardzo boli”. Ale wszyscy i tak wiedzą, o co chodzi. Jechał za szybko. Było ślisko. Padało. Przeznaczenie? Z fatum trudno walczyć. Można tylko już potem zadawać sobie pytania. Bez odpowiedzi. Dopiero po ponad roku niezależny biegły wykrył dziurę w wentylu. Uchodziło powietrze z opony. Może więc jego wina nie jest tak oczywista? Takie myślenie jednak nie przynosi ulgi. Cena była za wysoka. Wolałby zapłacić ją sam.

Poddasze kamienicy na Starym Mokotowie. Siedzi na kanapie z pilotem w ręku. Wzrokiem błądzi po ścianach. Wsłuchany w siebie. Depresja? Uśmiechnie się dopiero pod koniec rozmowy. Bardzo trudnej. Jak się przebić przez rany, których na ciele już nie ma? „Betti ci ufa, a ja ufam jej”. Mówi wreszcie.

– Na powrót potrzebowałeś trzech lat?
Robert Janson:
Właściwie to czterech. Dopiero od dwóch miesięcy jest ze mną odrobinę lepiej. Mam na myśli psychikę. Na tyle lepiej, że pozwalam sobie zawalczyć o swoje życie i powoli wracam do pracy. I do Varius Manx. Mam takie uczucie, jakbyśmy rodzili się na nowo, chociaż w bólu. Na nowo się poznajemy. Muzycznie, bo prywatnie znamy się przecież od dwudziestu paru lat. Na te cztery lata jednak nasze drogi się rozeszły. A teraz znowu chcemy pójść jedną, jak kiedyś.

– Z nową wokalistką. Niektórzy mają Ci za złe, że nie z Moniką?
Robert Janson:
Bardzo chcieliśmy powrotu w starym składzie. Ale taka decyzja była widać za trudna.

– Dlaczego?
Robert Janson:
Mogę tylko powiedzieć za siebie i za zespół, że szczerze pragnęliśmy stanąć wszyscy razem przed publicznością. Jak przed wypadkiem. Choć wiedzieliśmy, że to będzie niełatwe dla każdego z nas. Może jednak za trudno wrócić do przeszłości, gdy życie też nie jest takie samo? Ja to rozumiem. Może za trudno spotkać się na estradzie z dawnymi kolegami, których obecność przypomina te wszystkie cudowne koncerty? Tak życie się więc potoczyło, że wracamy, ale z nową wokalistką Anną Józefiną Lubieniecką. A poza tym Varius Manx to nasz zespół, to pasja i praca, większa część naszego życia. Każdy z nas ma rodzinę i musi pracować. Nie uciekniemy od tego, że to też nasz zawód. I nasza firma, którą stworzyliśmy 20 lat temu. Chłopaki czekali cztery lata, aż się podniosę i zacznę działać. Gdybym czekał następne cztery, nie wiadomo, czy byłoby do czego wracać.  Mogę powiedzieć tylko tyle – ta decyzja wiele nas kosztuje. Jest wielu, którzy to rozumieją i dobrze nam życzą. A Anna Józefina Lubieniecka ma wspaniałe warunki głosowe i sceniczne. Ona nie jest po to, by kogoś zastąpić. Ona zaczyna całkiem nowy rozdział swojej kariery i Variusa. Nie należy porównywać wokalistek. Każda z nich była inna i wyjątkowa.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>

Więcej na temat robert janson
Przeładuj

Sylwia Bomba z "Gogglebox. Przed telewizorem" pomagała Big Boyowi schudnąć? Wiemy!

zobacz 00:58