Reklama

Oskar Wojciechowski, przedsiębiorca z branży nieruchomości oraz narzeczony Klaudii Halejcio, ujawnił w mediach społecznościowych, że padł ofiarą oszustwa. Według jego relacji, jedna z firm, z którą współpracował, nie wypłaciła mu ponad 800 tysięcy złotych. Dodatkowo – jak stwierdził – firma ta zapowiedziała, że nie ma zamiaru uregulować zobowiązania i planuje ogłosić upadłość.

Wojciechowski podkreślił, że kontaktował się z przedstawicielami firmy mailowo. W korespondencji miała znaleźć się informacja o planowanej upadłości spółki oraz stwierdzenie, że nie zobaczy on należnych mu pieniędzy.

Prokuratura uznała sprawę za spór gospodarczy

W związku z zaistniałą sytuacją, Oskar Wojciechowski złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury. Jednakże organ ścigania odmówił wszczęcia postępowania, uznając sprawę za typowy spór gospodarczy.

Na prokuraturę złożyłem zawiadomienie o możliwość popełnienia przestępstwa, ponieważ jedna z firm, z którą współpracowałem nie zapłaciła mi ponad 800 tysięcy złotych. I jasno w mailach twierdziła, że nie mają zamiaru tego zrobić, że spółkę postawią w upadłość i że generalnie zobaczę jedno wielkie g*wno. Prokuratura powiedziała mi jasno, że nie wszczyna postępowania w tego typu sprawie. Jest to spór gospodarczy i mogę sobie iść na drogę sądową

Wojciechowski skomentował tę decyzję publicznie, wyrażając frustrację i zaskoczenie. Zwrócił uwagę, że w przypadku drobniejszych kradzieży reakcja organów ścigania jest natychmiastowa, podczas gdy w sprawach gospodarczych, nawet dotyczących setek tysięcy złotych, przedsiębiorcy są pozostawieni sami sobie.

Wojciechowski kontra urząd skarbowy

Na tym nie kończą się kłopoty Wojciechowskiego. Jak ujawnił, jedna z jego firm popadła w konflikt z urzędem skarbowym w związku z rozliczeniami podatkowymi za 2021 rok. Fiskus zakwestionował prawo spółki do stosowania preferencyjnej stawki CIT.

Urzędnicy uznali, że firma przekroczyła limit obowiązujący dla tzw. małego podatnika. Pomimo wcześniejszych potwierdzeń poprawności dokumentacji, przedsiębiorca został zobowiązany do zapłaty ponad 530 tysięcy złotych zaległego podatku oraz 277 tysięcy złotych odsetek.

Idź sobie do sądu. I co w tym sądzie niby mam zrobić? Co ja tam mam zrobić? Dzisiaj na dzień dobry trzeba zapłacić 5% opłaty sądowej, czyli w tym wypadku kolejne 40 tysięcy złotych, żeby tą sprawę prowadzić. Oczywiście trzeba mieć prawnika jak nie jednego, to dwóch. I za 5-6 lat, bo tyle to potrwa w sądzie gospodarczym w Warszawie z drugą instancją, dowiem się, że firma dawno splajtowała i jej nie ma jest postawiona w upadłość, a po prezesie ani widu, ani słychu. Taka jest po prostu rzeczywistość

Wojciechowski uregulował zobowiązania, aby uniknąć ewentualnych zarzutów, ale zapowiedział, że będzie dochodził swoich praw przed sądem.

Zobacz także: Niepokojące sceny w domu Maryli Rodowicz. Gwiazda nagle wyznała: "Skrzypi podłoga, brzęczą kieliszki"

Reklama
Reklama
Reklama