Pomagasz od niedawna tacie w pracy przy występach Ich Troje. Chcieliście się do siebie zbliżyć, spędzać razem więcej czasu?
Xavier Wiśniewski: – Nie, nie, to nie tak... Zawsze byłem blisko z ojcem. My w ogóle jesteśmy zgraną patchworkową ekipą. Mam trzy siostry, dwie z nich mają inną mamę niż ja, ale nigdy tak na to nie patrzyłem. To po prostu moje siostry.
Michał Wiśniewski: – Xavier miał najtrudniej, bo opiekował się całym rodzeństwem, a ja od niego wymagałem najwięcej.
Teraz, gdy razem pracujecie, też jest trudno?
M.W.: – Trzeba przyznać, że czasem potrafię zakląć i nieźle dokopać. Na szczęście mój syn się na mnie nie obraża. Mój pierworodny wdał się we mnie, ja też w jego wieku nie bałem się żadnej pracy. Śmieję się, że on teraz wykonuje zawód o nazwie PPP, czyli „przynieś, podaj, pozamiataj”. Xavier jeździ ze mną na koncerty i pomaga za kulisami. Jest w tym rewelacyjny, nikt tak nie umie o mnie dbać jak on. Wie, kiedy nalać mi wodę, wrzucić do niej lód, jak obchodzić się z kostiumami w garderobie. Czyta mi w myślach, niczego nie muszę dwa razy powtarzać. Podczas festiwalu w Opolu pracował na pełnych obrotach, wszystko dopinał.
X.W.: – Chodziło o to, by tata nie musiał się o nic martwić, tylko przyjechał, zagrał i... tyle. Miałem pod sobą kilkanaście osób, zespół, tancerzy, wokalistę, i chyba dałem radę.
M.W.: – Gdyby Xavier nie miał obowiązków w liceum, to natychmiast zatrudniłbym go jako swojego tour menedżera.
To jest tylko praca na wakacje?
X.W.: – Podczas roku szkolnego pracuję u taty w weekendy. Wysłałem też zgłoszenie do polskiego oddziału Manchester United i od dwóch lat jestem w zespole manutd.pl.
Wiedzieli, czyim jesteś synem, gdy cię zatrudniali?
X.W.: – Nie sądzę. Po drodze miałem też staż w „Przeglądzie Sportowym”, do redakcji jeździłem od razu po szkole. Bardzo chciałem się tam czegoś nauczyć, pieniądze nie były najważniejsze.
M.W.: – Mój syn świetnie pisze. Gdy był w gimnazjum, nagrałem audiobook z jego opowiadaniami i wrzuciliśmy to do sieci. Posłuchaj w wolnym czasie na YouTubie.
Michale, lubisz swoim dzieciom doradzać?
M.W.: – Nie ma takiego ojca, który nie chciałby ustrzec swojego dziecka przed własnymi błędami z młodości. Ale, niestety, gatunek ludzki jest skazany na to, by każdy uczył się na własnych błędach. Tak naprawdę, synu, to nie jest ważne, co ja ci opowiem o miłości. Mogę próbować ci wszystko opisać, ale i tak musisz ją sam przeżyć, wszystkiego doznać.