Julia Wieniawa w ortalionie Julia Wieniawa na pokazie Thecadess Julia Wieniawa na zakupach Julia Wieniawa
Julia Wieniawa w ortalionie
Co zdradziła aktorka w "Party"?
1/4
Julia Wieniawa w ortalionie

 

Jest piękna, zdolna i zakochana, ma talent, sławę i masę propozycji. Czy można chcieć więcej? Julia Wieniawa chce wydać dobrą płytę, rozwijać się i przenieść do własnego mieszkania, w którym będze mieszkać... bez ukochanego. 

Jest chyba najbardziej zajętą nastolatką w Polsce, dlatego umówić się z nią na wywiad to sztuka. Julia Wieniawa (19) ma wolną chwilę w sobotę, i to wieczorem, kiedy jest już po treningu na siłowni i wizycie w studiu nagrań, gdzie pracuje nad debiutancką płytą. Mimo młodego wieku twardo stąpa po ziemi. Ma nie tylko talent, lecz także pomysł na siebie. Wie, czego chce i dzięki czemu zrobi karierę.

 

Polecamy: Julia Wieniawa to nadzieja polskiego kina! Co o niej wiesz? QUIZ!

 

Pamiętasz, co mogłaś robić rok temu?

– Uczyłam się do matury. W każdej wolnej chwili i wszędzie: w samochodzie, autobusie, gdy jechałam do szkoły albo w przerwach w kręceniu zdjęć. Spałam pewnie po pięć godzin dziennie. W szkole stres, bo niska frekwencja i notoryczne spóźnienia. Na szczęście mama zawsze stała za mną murem. Chodziła do nauczycieli i prosiła o przełożenie terminów sprawdzianów. Powiem szczerze, że dziś nie chciałabym wrócić do szkoły.

 

Było aż tak źle?

– Przypominam sobie, że tylko dwóch nauczycieli mi kibicowało i przymykało oko na moje nieobecności, za co im bardzo dziękuję. Wielu za to mówiło mi wtedy: „Będziesz jeszcze tęsknić za szkołą”. Ale ja nie tęsknię.

 

Chyba nawet nie masz czasu tęsknić, bo dużo pracujesz. Podobno ostatnio odrzuciłaś kilka propozycji?

– Nie chcę być dziewczyną od wszystkiego. Dlatego nie wzięłam teraz udziału w „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” ani w „Tańcu z gwiazdami”. Zapisałam się za to na zajęcia taneczne i wokalne. Robię to dla siebie, bo czuję, że to mnie rozwija. Boję się nudy, dlatego kiedy mam wolny dzień, to muszę go sobie zagospodarować. Dzwonię wtedy do trenera wokalnego albo umawiam się na zajęcia taneczne. Ostatnio chorowałam na zapalenie migdałków i musiałam dwa dni leżeć w łóżku. Natychmiast miałam z tego powodu wyrzuty sumienia. Chciałam choćby iść na siłownię, by mieć poczucie, że coś zrobiłam, jakieś zadanie wykonałam.

2/4
Julia Wieniawa na pokazie Thecadess
East News

 

Po kim odziedziczyłaś swoje talenty?

– Mój tata jest artystą plastykiem, więc poczucie estetyki mam po nim. Z kolei mamie zawdzięczam to, że mocno stąpam po ziemi. 

 

A kto sprawił, że interesujesz się modą?

– Babcia nauczyła mnie być oryginalną. Ona mieszka w Stanach i zawsze przysyłała nam paczki z ubraniami, których w Polsce nikt jeszcze nie nosił. Kiedy tu były modne spodnie rurki, dostawałam dzwony. Nie lubiłam odstawać od grupy, ale nie było wyjścia, musiałam komponować odjechane zestawy z tego, co miałam. I pewnie dzięki temu nauczyłam się unikać schematów w modzie.

 

Podejrzewam, że masz ogromną garderobę?

– W moim nowym mieszkaniu planuję mieć osiem szaf, bo teraz w domu rodzinnym mam dwie i nic się już w nich nie mieści. 

 

Co robisz z nadmiarem ubrań?

– Oddaję je uboższym rodzinom. 

 

Nie chcesz sprzedawać ubrań na Instagramie?

– Skoro mogę zrobić dobry uczynek, to po co robić z tego biznes?

 

Ale przyznasz, że twoje konto na Instagramie to dobry patent na zarabianie pieniędzy?

– Dzięki temu, że przykładam się do jego prowadzenia, udało mi się zrobić kilka ciekawych kampanii. Dziś wiele firm woli zainwestować w reklamę w internecie niż w telewizji. Tu chodzi o zasięgi, a moje posty czyta codziennie ponad 640 tys. ludzi. Dzięki temu mam możliwość zarabiać pieniądze i nie czuję presji, kiedy pracuję nad płytą. Skupiam się na jakości, a nie na tym, żeby szybko wydać piosenkę.

 

Kiedy ta płyta będzie gotowa?

– Mam już blisko 30 piosenek, ale cały czas je szlifuję. Nie pójdę w pop, nie chcę też tworzyć „pod radio”. Chcę, by ta płyta była po prostu dobra, dlatego się nie spieszę.

3/4
Julia Wieniawa na zakupach

 

To prawda, że bardzo stresujesz się przed występami na żywo?

– Tak, potwornie się denerwuję. Kiedy mam wywiad na żywo, wydaje mi się, że wszyscy widzą, że jestem czerwona, i język mi się plącze. Nigdy o tym nie opowiadałam, bo wychodzę z założenia, że show-biznes to branża, w której trzeba mieć grubą skórę. Tu nikt nie ma czasu na pocieszanie. 

 

Musiałaś się nauczyć oswajać ten lęk?

– Tak, w podstawówce byłam nieśmiałym dzieckiem. Bałam się podnieść rękę do odpowiedzi. Z góry zakładałam, że się mylę. 

 

Jak to zmieniłaś?

– Przeczytałam książkę „Potęga podświadomości”. Staram się dziś myśleć pozytywnie. Jak w coś się mocno wierzy, to jest większa szansa na spełnienie marzenia.

 

Dzięki temu wygrałaś casting do filmu „Kobiety mafii”?

– Na pierwszej próbie do filmu Patryk Vega poprosił, żebym powiedziała jedną kwestię na trzy różne sposoby. A gdy miałam zagrać trudną scenę, która wymagała łez, zaproponował mi, bym opowiedziała smutną historię ze swojego życia i wykorzystała te emocje w graniu.

 

Zobacz też: Jak Julii Wieniawie pracowało się z Patrykiem Vegą?

 

Koszmar!

– Przeciwnie! To było inspirujące aktorsko. Wiedziałam, że Patryk nikomu tego nie opowie. On na koniec podziękował mi, że się tak otworzyłam, i poradził, żebym otrząsnęła się i o tym napięciu zapomniała.

4/4
Julia Wieniawa
ONS

 

Skoro uczysz się na planie aktorstwa, to może szkoła teatralna nie jest ci potrzebna?

– Jest potrzebna, bo bardzo chcę uczyć się dalej. Nie zdawałam do szkoły teatralnej tuż po maturze, bo potrzebowałam czasu, by się rozwijać. Po liceum nie miałam swojej ulubionej książki czy filmu, bo wszystko z góry było narzucane przez szkołę. Na studia teatralne zdają ukształtowani i świadomi siebie ludzie. A mnie tej dojrzałości zwyczajnie brakowało. 

 

Udział w show Polsatu „The Story of My Life” był dla ciebie dużym przeżyciem?

– Ogromnym. Do programu namówił mnie Antek, twierdząc, że to będzie śmieszne, bo zobaczymy siebie w postarzającej nas o 50 lat charakteryzacji. A potem zabrano nam komórki i nie mogliśmy się ze sobą kontaktować. Zobaczyliśmy się dopiero jako staruszkowie i nie było śmiesznie. Okazało się, że nie jestem przygotowana na taką dawkę emocji.

 

Antek niemal cały odcinek płakał. On musi cię bardzo kochać!

– Próbowałam powstrzymać łzy i żarcikami rozładować atmosferę. Ale nie byłam przygotowana na pytania o planowanie dzieci. My jesteśmy razem dopiero od półtora roku. Owszem, jest nam razem dobrze, kochamy się, ale ja jeszcze nie myślę o takich poważnych deklaracjach. Chcę skupić się teraz na sobie, poznać smak samodzielności, dlatego planuję najpierw zamieszkać sama. Halo, ja mam przecież dopiero 19 lat (śmiech).

 

Rozmawiała IWONA ZGLICZYŃSKA, magazyn „Party”