Miała spokojne, normalne życie u boku męża tancerza, ale nie była szczęśliwa. Od problemów uciekała w pracę. Pewnego dnia postanowiła odejść. Musiała wybrać między lojalnością wobec męża a silnym uczuciem i namiętnością do nowego mężczyzny. O tym, dlaczego kobieta odchodzi, jak można rozwieść się z klasą i jak buduje się nowe życie, Iwona Pavlović, jurorka „Tańca z gwiazdami”, opowiada Monice Stukonis.

– Jesteś szczęśliwa?


Bardzo. Od roku czuję, że wreszcie odnalazłam w życiu to, co mnie uszczęśliwia i uspokaja. Ja nazywam to „odnalezieniem własnego miejsca”. Przez ostatnie lata żyłam w pewnym zawieszeniu. Dopóki tańczyłam, wygrywałam turnieje, wszystko w moim życiu działało bez zastrzeżeń. Gdy kariera skończyła się, zostałam w próżni. Byłam, trwałam. Więzy z mężem były początkowo bardzo mocne, potem zaczęły się poluzowywać.

– Czułaś, że w Twoim małżeństwie coś nie gra?


Nie, zdałam sobie z tego sprawę dużo później. Do dziś analizuję różne sytuacje i przypominają mi się sceny z naszego życia. Teraz wyraźnie widzę, że w moim poprzednim związku był szacunek, przyjaźń, wspólna praca, firma, ale brakowało w nim uczucia.

– Ktoś powiedział, że bycie w związku, w którym nie ma miłości, jest niemoralne.


Tak, bo to jest oszukiwanie drugiego człowieka. Powiedz mi, jaki jest sens bycia w takim związku? W moim małżeństwie miałam wszystko precyzyjnie poukładane, miałam normalne, przyzwoite życie, dom, pracę od rana do nocy, turnieje, sędziowanie. Mieszkaliśmy razem, ale to nie był układ mąż–żona. Myślę, że Arek odszedł ode mnie już kilka lat wcześniej.

– Pamiętasz „Wierność” Żuławskiego? Bohaterka tego filmu staje przed wyborem między lojalnością i miłością do męża a fascynacją nowym mężczyzną i namiętnością. Czułaś, że musisz dokonać takiego wyboru?


Ale u mnie lojalność wobec męża polegała na tym, że mu powiedziałam bardzo szybko o tym, co się wydarzyło... i odeszłam. Moja lojalność i szacunek wobec Arka nie pozwalały mi go okłamywać. Trwanie w małżeństwie byłoby z mojej strony oszustwem. Zakochując się w innym mężczyźnie, daję sobie prawo do szczęścia, a jakim prawem miałabym taką możliwość odbierać mojemu mężowi?

– Jak mąż przyjął Twoją decyzję?


Z dużą klasą. Przez całe 20 lat małżeństwa darzyliśmy się szacunkiem, więc potrafiliśmy spokojnie się rozstać. Przeżyłam z Arkiem mnóstwo dobrych lat, wychodziłam za mąż z miłości. I niczego nie przekreślam. Do dziś staram się pamiętać tylko to, co dobre.

– Pamiętasz moment, gdy zaczęliście z Arkiem oddalać się od siebie?


Tego momentu nigdy się nie zauważa. Wiem natomiast dzisiaj, że już od kilku lat uciekałam z domu w pracę. Czegoś mi brakowało, nie umiałam tego nazwać. Pracowałam całe weekendy, bo nie umiałam rozwiązać swoich problemów. Kiedyś pojechaliśmy z Arkiem na weekend. Wyjechaliśmy w piątek, w sobotę chcieliśmy już wracać. Pamiętam, że z trudem wytrzymaliśmy do niedzielnego śniadania, choć mieliśmy wykupiony obiad. Gdy wróciliśmy do Olsztyna, poczułam strach: jak to, to już tak będzie zawsze?

– Nie próbowałaś o tym rozmawiać?


Trzy, cztery lata temu próbowałam zacząć rozmowę, ale Arek naszego rozłamu nie dostrzegał, widocznie tak było mu wygodniej. Dziś wiem, że w moim związku było za mało rozmów, analizowania przyczyn. Niedawno zadzwonił do mnie znajomy tancerz. Był w szoku, bo dowiedział się o moim rozwodzie. Uważał moje małżeństwo za idealne. Gdy kończył rozmowę, powiedział do mnie: „Wiesz, Iwona, gorąco mi się zrobiło w trakcie naszej rozmowy. Muszę     przyjrzeć się temu, jak wygląda mój związek, czy mam czas dla mojej żony, czy ona czuje się ze mną szczęśliwa”.

– Jak poznałaś Wojtka?


U znajomych w Olsztynie. Miałam już wychodzić, ale gospodarz nalegał, bym została. Miał wpaść jakiś sympatyczny kolega, którego chciał mi przedstawić. Gdybym uparła się, że jednak nie zaczekam, minęlibyśmy się z Wojtkiem, być może nie wiedzielibyśmy o swoim istnieniu. Ale ja uległam prośbom i zaczekałam.

– To była miłość od pierwszego wejrzenia?


Nie jesteśmy nastolatkami. Oboje byliśmy w wieloletnich związkach. Pamiętam, że spojrzeliśmy na siebie, zatrzymaliśmy wzrok. Potem były jakieś telefony, z początku służbowe, niewinne... Ale nie chcę zdradzać szczegółów. Wybacz...

– Gdy już zdecydowałaś się odejść, nie bałaś się, że to kaprys, romans, że nie masz prawa przekreślać 20 lat wspólnego życia?


Ileż ja przeprowadziłam ze sobą rozmów trudnych, bolesnych. Oczywiście, że mówiłam sobie, że mi nie wolno, ale za chwilę jakaś siła pchała mnie w stronę Wojtka. Coś podpowiadało mi z tyłu: musisz to zrobić!

– Czułaś, że ponosisz ryzyko?


Tak. Mało tego, musiałam dojrzeć do tej decyzji! Nie odchodziłam, bo mój mąż był zły, tylko po to, by bronić swojego prawa do marzeń. Wojtek nie oczekiwał ode mnie żadnych deklaracji. Dopiero po pięciu miesiącach wyprowadziłam się z domu, wynajęłam w Olsztynie mieszkanie.

– Myślisz czasem, że to był przypadek? Gdybyś wtedy wyszła, wszystko potoczyłoby się inaczej...


Czuję, że nasze poznanie było zapisane w górze. Na jednym z naszych pierwszych spotkań, kiedy nie przypuszczałam nawet, że odejdę od męża, że znajomość z Wojtkiem przerodzi się w tak wielkie uczucie, staliśmy razem w Toruniu pod bramą życzeń. Powiedziałam do siebie: „Panie Boże, jeżeli to jest ten człowiek, z którym mam być, to pozwól mi z nim być!” Potem okazało się, że życzenie Wojtka było bardzo podobne.

– Masz wrażenie, że nowy związek, nowe uczucie otworzyły Cię na świat?


Tak, zaczęłam inaczej patrzeć, inaczej czuć, inaczej widzieć. Wiesz, przez ostatnie 20 lat nie czułam, jak pachną kwiaty, dlaczego należy wierzyć w Boga, dziś znowu wiem. Choć mam teraz dwa razy więcej pracy, to paradoksalnie mam coraz więcej czasu dla siebie i więcej wypoczywam. Nie muszę już nigdzie uciekać. Jestem też o wiele bliżej z moimi rodzicami, czuję jakąś prawdę w naszych relacjach, czego nie było wcześniej. Pewnie widzą, że jestem szczęśliwa, że chce mi się żyć!

– Jak musiałaś zmienić swoje życie?


Po rozstaniu z Arkiem wynajęłam mieszkanie. Ale nie zamieszkaliśmy od razu razem, bo Wojtek jest z miasta oddalonego od Olsztyna o 300 kilometrów. Kilka miesięcy spędziliśmy w podróży. Teraz jesienią chcemy już stworzyć prawdziwy dom, dlatego podjęliśmy decyzję, że Wojtek przeprowadzi się do mnie. To wszystko nie jest proste, bo musi przenieść całą swoją firmę, zbudować ją w Olsztynie na nowo. Z Arkiem cały czas prowadzimy wspólną szkołę tańca, jesteśmy wspólnikami. Śmieję się, że teraz lepiej się nam pracuje, bo jest bardziej przejrzysty podział obowiązków i nie da się tak łatwo zrzucić pracy na drugiego.

– Co odkryłaś dzięki Wojtkowi?


Mnóstwo rzeczy, ale największe wrażenie zrobiły na mnie góry, które przede mną odkrył. Przedtem w górach byłam tylko raz! W podstawówce. Nie przypuszczałam, że tak mnie to wciągnie, zachwyci. Pamiętam, że gdy weszłam na szczyt Wołowca, to zaczęłam krzyczeć, tak byłam szczęśliwa. Wzrusza mnie wielkość gór, kruchość człowieka wobec ich majestatyczności. Gdy wybieraliśmy się w góry po raz pierwszy, Wojtek powiedział do mnie: „Zobaczymy, czy ci się spodoba, nic na siłę”. A ja oszalałam! Choć nawet w górach nie przestaję być kobietą... Wojtek śmieje się, że zakładając traperki i kurtkę, nigdy nie zapominam podkręcić i pomalować rzęs. No cóż, tancerka. Nawet w górach musi dobrze wyglądać.

– W górach częściej rozmawiacie czy milczycie?


Milczymy. Nie ma dużo rozmów, bo lubimy iść w ciszy, bardzo często zagłębieni we własnych myślach.

– Jesteś urodzoną gwiazdą. Przez dwadzieścia parę lat żyłaś w świecie piór, cekinów, tańca, wyrazistej opalenizny i bucików na obcasie. Wojtek przybył z innego świata. Nie baliście się, że te światy nie będą do siebie pasowały?


Rozmawialiśmy o tym. Wojtek jest atrakcyjnym mężczyzną, nie tylko fizycznie. To jest tylko ta pierwsza warstwa, którą wszyscy zauważają. Pamiętam, jak zobaczyłam Wojtka z rozwianymi włosami, siedzącego na pomoście nad jeziorem. Był tajemniczy, intrygujący. Oczywiście, trudno było nie stracić głowy (śmiech). Ale gdyby nasz związek opierał się tylko na tym pierwszym wrażeniu, już dawno nie bylibyśmy razem. Bo to, co okazało się dużo fajniejsze, Wojtek nosi głęboko w sobie. Gdy poznaliśmy się bliżej, okazało się, że jest po prostu prawdziwym silnym facetem, który daje kobiecie oparcie i siłę, który się opiekuje i daje prawo do słabości, do bycia małą kobietką.

– Umawiając się na wywiad, wspominałaś o sile stereotypów. Spotkałaś się już z nieprzychylnymi komentarzami na temat Waszego związku?


Oczywiście, nieraz widziałam lekki pogardliwy uśmiech i komentarze w stylu: „No tak, Banderas, długie włosy, opalone wysportowane ciało... wszystko jasne”. Siła stereotypów w Polsce jest wielka. Wojtek też słyszy komentarze na mój temat: „Taka gwiazda, tancerka, pani z telewizji jest z tobą tylko na chwilę, żeby się pobawić, zawrócić w głowie i rzucić”. W takich sytuacjach zastanawiam się, jakim prawem ktoś ocenia nasz związek, mówi o czymś, czego nie widział, nie dotknął, nie rozumie.

– To boli?


Już nie, bo zdajemy sobie sprawę, że będziemy budzili emocje, będziemy poddawani ocenom i opiniom. Wiesz, to jest związek wysokiego ryzyka, który trzeba chronić. My o tym dużo rozmawiamy, jesteśmy w takich chwilach razem. Nie chcemy niedopowiedzeń, milczenie przerobiłam już w poprzednim związku.

– Jaki jest Wojtek? Tak samo żywiołowy, ekstrawertyczny, jak Ty?


Wojtek z jednej strony jest zamknięty w sobie, spokojny, wyciszony, z drugiej strony niesłychanie łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi, jest bardzo naturalny i ciepły. Ma ogromny szacunek wobec drugiego człowieka.

– By być z Tobą, musiał zakończyć swoje małżeństwo...


Tak, to było trudne w jego przypadku, bo jego związek trwał 16 lat. Myślę jednak, że mężczyzna nie odchodzi, gdy czuje się szczęśliwy. Wiele osób myśli o nas szalenie powierzchownie: zostawili rodziny, budują swoje szczęście na cudzych łzach. Prawda jest taka, że nasi byli partnerzy już są w nowych związkach, mam nadzieję, że bardzo udanych. Może szczęśliwszych od tych, które budowali z nami? Może nasze decyzje były wybawieniem dla innych? Ktoś mi powiedział, że kobieta, która kocha i czuje się kochana, nie wysyła innym mężczyznom żadnych sygnałów, oni dla niej nie istnieją. Tak jest teraz w moim związku z Wojtkiem. Nie uwierzysz, ale ja nie widzę innych mężczyzn, kompletnie nie zwracam na nich uwagi. Może mój sygnał wysłałam podświadomie w najlepszym momencie mojego życia?

– Czujesz się przy Wojtku bezpieczna?


Tak, bo to jest miłość dwojga dorosłych ludzi. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy już ukształtowani, z pozycją zawodową. Ja nie gram przy Wojtku „takiej malej”, ja po prostu mogę przy nim czuć się niezwykle kobieco, zachowując całą swoją siłę.

– Czego oczekujesz od mężczyzny w związku?


Miłość to nie są oczekiwania, lista życzeń. Jestem dojrzałą kobietą, która chce być kochana. I jestem kochana.

Rozmawiała: Monika Stukonis
Zdjęcia Piotr Porębski/Metaluna
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka Iga Pietrusińska
Makijaż Iza Wójcik, fryzury Piotr Wasiński
Produkcja sesji Elżbieta Czaja

Więcej na temat Iwona Pavlović