Wspólny wywiad Teresy i Weroniki Rosati Weronika Rosati z córką Teresa Rosati, Weronika Rosati Weronika Rosati, Teresa Rosati
Wspólny wywiad Teresy i Weroniki Rosati
1/4
Wspólny wywiad Teresy i Weroniki Rosati

 

Kiedy Weronika Rosati po urodzeniu dziecka chciała wrócić na plan filmowy, jej mama Teresa zawiesiła swoją karierę i ruszyła do Stanów, aby pomagać córce. Nam panie Rosati opowiadają o tym, jak dzielą się opieką nad małą Eli i unikają konfliktu matka–córka.

 

Mówi się, że najsilniejsza więź jest między mamą i synem. Ale w przypadku Teresy (72) i Weroniki (34) Rosati ten stereotyp jest nieprawdziwy. Mama i córka stanowią duet doskonały. Chociaż trzeba przyznać, że temperamenty mają zupełnie inne... 

 

Zobacz: "Mama uważa, że już rozpuściłam Elę" Weronika Rosati o kłótniach z mamą o córkę!

 

2/4
Weronika Rosati z córką
Instagram

Weroniko, jak udaje ci się organizować czas, od kiedy na świecie jest Eli?

Weronika Rosati: W pewnych dziedzinach swojego życia zawsze byłam bardzo dobrze zorganizowana. To znaczy w sprawach zawodowych. Jestem od dziecka niezwykle zdyscyplinowana. Przecież plany filmowe trwają czasami nawet po dwanaście godzin, a czasami miałam jeden za drugim. Teraz jestem na dłużej w Polsce, gdzie zaczynam pracę nad czterema bardzo dla mnie ciekawymi projektami: trzema serialami i filmem fabularnym. Moja córeczka jest zawsze ze mną na tych planach. Jestem z nią w każdej wolnej chwili, a gdy pracuję, z Elizabeth jest moja mama. 

Teresa Rosati: Zostałam zatrudniona na pełny etat jako niania, kucharka i sekretarka! (śmiech)

Mieszkacie razem?

W.R.: Mam w Warszawie własne mieszkanie, tylko czasami, kiedy zaczynam pracę na przykład o piątej rano, pomieszkuję u rodziców. Wszystkie mamy malutkich dzieci na pewno wiedzą, o co w tym chodzi – kluczowa jest logistyka.

T.R.: Wolałabym nie dojeżdżać do Weroniki o tej godzinie... Dlatego momentami moja córka mieszka po prostu u swojej niani, czyli u mnie (śmiech).

W.R.: Ale to też chyba nie tylko trudności. Jest też sporo pozytywnych stron, o czym niedawno przecież rozmawiałyśmy – nieoczekiwane podróże, spotkania. Tak jak w Karolinie Północnej, gdzie przez półtora miesiąca pracowałam na planie bardzo dla mnie interesującego filmu, w którym gram menedżerkę surferów. Film ma tytuł „Send It: The Movie” i występują w nim również Denise Richards i raper 2 Chainz. To było miłe doświadczenie nie tylko z uwagi na sam projekt, ale i miejsce. Bardzo się cieszyłam, że Ela mogła przebywać przez tak długi czas nad oceanem, w pięknej wakacyjnej miejscowości. Produkcja wynajęła nam na ten czas uroczy domek i spędziłyśmy wspaniałe chwile.

Kiedy poczułaś, że chcesz wrócić do pracy, po prostu poprosiłaś mamę o pomoc?

W.R.: Nigdy nie pytam mamy o zdanie, bo jeszcze zaczęłaby się zastanawiać! (śmiech) 

T.R.: Weronika jest bardzo konkretna i zawsze wie, czego chce. Ale wracając do pytania, no przecież kto, poza własną matką, wie, jak się zająć miesięczną córeczką? To było naturalne, że to właśnie ja zaczęłam pomagać Weronice.

Czasami matki wolą jednak zachować własne życie prywatne i zawodowe...

W.R.: Ale jedno nie wyklucza drugiego. Moja mama ma własne życie, swoje małżeństwo, inne wnuki i swój zawód. To ja wychowuję moją córkę, to ja spędzam z nią 90 proc. czasu. Tak naprawdę mama mi pomaga tylko wtedy, kiedy jestem w pracy lub raz na jakiś czas spotykam się ze znajomymi.

T.R.: Ale jestem też zawsze w pogotowiu telefonicznym.

Córka w roli mamy zaskoczyła czymś panią?

T.R.: Nie sądziłam, że może być taką fantastyczną mamą. Jeszcze będąc w ciąży, zdobyła tak olbrzymią wiedzę na temat macierzyństwa, że chyba mogłaby prowadzić wykłady! Imponuje mi jej nieprawdopodobne oddanie dziecku. Ale też jej nieludzka cierpliwość.

W.R.: A ja myślałam, że do nikogo nie będę miała cierpliwości. Aż tu nagle moja własna córka mnie opanowała. Teraz to ona mną rządzi. Zaczynam wreszcie lepiej rozumieć relacje z moją mamą. Wiem, że mogłabym wszystko zrobić dla Eli.

3/4
Teresa Rosati, Weronika Rosati
ONS/Instagram

Eli przypomina ciebie, gdy byłaś dzieckiem?

W.R.: Wiem, że mama kładła mnie spać do osobnego łóżeczka. A ja zawsze śpię z córką, trzymam ją blisko siebie i na razie nie wyobrażam sobie innej sytuacji.

T.R.: W tej kwestii nie jesteśmy zgodne. Uważam, że bezpieczeństwo dziecka jest ważniejsze niż ciągłe noszenie go na rękach. 

W.R.: Mama uważa, że już rozpuściłam Elę (śmiech). W tym zakresie ona na pewno bardziej sterroryzowała mnie niż ja ciebie, mamo!

T.R.: To się jeszcze zobaczy! (śmiech) W każdym razie prawdą jest, że Ela nie wie, co to jest łóżeczko. Ja nie miałam takich relacji ze swoją mamą, która była dość powściągliwa w okazywaniu uczuć. 

Czy zdarzają się wam spory o to, jak wychowywać Elę?

T.R.: Kiedy dziewczyny są u mnie w domu, upieram się, żeby korzystać z łóżeczka... 

W.R.: Masz na myśli: pod moja nieobecność? (śmiech) Ela jest bardzo aktywnym dzieckiem. Ma to chyba po mnie. Jest tak bardzo zajęta odkrywaniem świata, że czasami nawet zapomina o jedzeniu. Ale zaraz, zaraz! To chyba miała być rozmowa o nas, a nie o Elizabeth (śmiech).

Ale najwyraźniej Ela jest teraz najważniejszym tematem...

W.R.: Córeczka wymaga opieki przez całą dobę, ale jednocześnie wcale nie jest absorbującym dzieckiem. Jest bardzo spokojna... 

T.R.: Od urodzenia miała kontakt z ludźmi. Weronika zabierała ją na wszystkie spotkania, gdzie Eli miała do czynienia z osobami w różnym wieku i z różnych kultur.

4/4
Weronika Rosati, Teresa Rosati
Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek

 

Pani zawiesiła teraz swoją karierę. Umówiłyście się, na jak długo?

W.R.: Skąd! Myślę, że to wszystko jest tylko „na razie”. Pomagamy sobie, jak to w rodzinie, ale absolutnie nie chciałabym, aby cokolwiek odbywało się kosztem mojej mamy. To jej decyzje, plany. Ja w każdej sytuacji będę szczęśliwa i też mam nadzieję, że będę mogła się mamie odwdzięczyć za jej wsparcie.

T.R.: Rozumiem specyfikę zawodu Weroniki. Bywa tak, że nagle musimy gdzieś wyjechać. Na przykład tylko dla nakręcenia jednej sceny przy ostatniej amerykańskiej produkcji przetransportowali nas samolotem na Majorkę. Weronika miała tam zdjęcia przez kilka godzin, po czym wróciłyśmy do Stanów. Moje życie dzięki córce jest teraz naprawdę bardzo intensywne i ciekawe. Ale nie czuję się do niczego przymuszana. Uwielbiam spędzać czas z Weroniką i Elą. Zresztą mój mąż, gdy tylko ma taką okazję, też. Ale jestem nadal zapraszana na pokazy, przygotowuję nową kolekcję... Nie dałam się tak zupełnie wygasić (śmiech).

Czy rozmawiacie między sobą na temat życia uczuciowego?

W.R.: Oczywiście zwierzam się mamie z wielu rzeczy, ale mam także bardzo dużą sferę, którą zachowuję wyłącznie dla siebie. Czasami więcej o mnie wiedzą nawet moi przyjaciele, ale jest wiele rzeczy, które zachowuję tylko dla siebie. Zawsze dążyłam do tego, żeby mieć dom, pełną rodzinę. Taki miałam wzór rodziny, który wyniosłam z domu. Na razie nie do końca mi się to udało. Na pewno nigdy nie dążyłam do tego, żeby zostać samotną matką. 

T.R.: Dla mnie najważniejsze jest, żeby Weronika była zawsze uśmiechnięta, po prostu szczęśliwa. 

W.R.: Teraz, sama mając córkę, mogę szczerze powiedzieć, że coraz częściej współczuję mamie. W wielu sytuacjach nie chciałabym być w jej skórze. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak mama musiała cierpieć, widząc moje różne przykre życiowe chwile. Ja najbardziej na świecie kocham moją córkę i wiem, że porachowałabym kości każdemu, kto by chciał w jakikolwiek sposób ją skrzywdzić.

T.R.: A ja szanuję niezależność Weroniki.

W.R.: I to właśnie jest chyba sekret tego, dlaczego tak bardzo lubię spędzać czas z mamą. Zawsze mogę na nią liczyć, a jednocześnie wiem, że ona nigdy nie będzie ingerować w moje wybory. I za to ją szanuję!

Więcej na temat Teresa Rosati Weronika Rosati