Tomasz Kammel, Katarzyna Niezgoda
ONS
Tylko u nas

Prawdziwa historia Tomasza Kammela i Katarzyny Niezgody

Tomasz Kammel, Katarzyna Niezgoda
ONS

Początek maja. W suchym oświadczeniu Telewizja Polska informuje, że rozwiązuje kontrakt z Tomaszem Kammelem. Za porozumieniem stron. Prezenter zniknie z porannego pasma w telewizyjnej Dwójce. Prowadził tam też teleturniej „Dzieciaki górą”. Emisja nie zostanie przerwana. Odcinki do końca sezonu już nagrano. Ostatni raz twarz Kammela pojawi się na ekranie 19 czerwca. Telewizja powodów decyzji nie ujawnia. Nie musi. Media aż huczą. Dziennikarz i jego narzeczona Katarzyna Niezgoda stali się bohaterami bodaj najgłośniejszej afery w polskim show-biznesie. Bank, w którym ona do niedawna pracowała, zlecał szkolenia związanej z nim firmie Sparrow. Na rachunki spółki wpływały grube miliony. Wielu znajomych, nawet przyjaciół Kammela, proszonych o chwilę rozmowy, zdecydowanie odmawia. „Mnie nie wypada, może zadzwoni pani do radia, gdzie pracował. Może do wydawnictwa?”, radzą. Zadzwonię. Rewia uników. Odważnych jest niewielu.

Od pierwszego wejrzenia


Poznali się pięć lat temu. Katarzyna Niezgoda była prelegentką na konferencji poświęconej roli kobiet w biznesie. Tomasz Kammel – moderatorem. „Miły, ciepły, elegancki i dżentelmeński, wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Wymieniliśmy się wizytówkami. I tyle”, opowiadała w miesięczniku o ich pierwszym spotkaniu. Była zaskoczona, gdy miesiąc później przysłał jej zaproszenie na urodziny. A on dodaje, że od pierwszego spojrzenia nie miał wątpliwości, że zadbana, cztery lata starsza wiceprezes dużego banku to ta jedyna. Formalnie jeszcze mężatka, nie miała wcale ochoty skakać na główkę w nowy związek. Zwyczajnie nie dał jej szans. „Bezlitośnie ruszyłem do boju, albo lepiej – podboju”, przyznawał Kammel w VIVIE! Podjęła decyzję o rozwodzie. Zostali parą. Przytulał ukochaną publicznie. Mówił: „Wiszę na tej mojej Kaśce, zapominając, że ludzie patrzą”. Kłuli w oczy. Jej mocno zaokrąglone kształty i jego nienaganna figura. Ale mężczyźni zawsze zwracali na nią uwagę. Przyjaciel byłego męża Niezgody zastrzega anonimowość: „Wojtek to taki zadbany bajerancik, gadżeciaż. Biedny nie jest, po ojcu ma warsztat samochodowy i myjnię. Kiedy po raz pierwszy pokazał mi na laptopie Kasię, pomyślałem: To jego ciocia? Hmm, pulchniutka. A potem ją poznałem. Ileż ta dziewczyna ma w sobie ciepła! Zrozumiałem, ona po prostu daje się kochać. Miła, bardzo wrażliwa. Nie dziwię się Kammelowi”. Mijały miesiące, a oni, na przekór złośliwym, wciąż pokazywali się razem.

I wyglądali na zakochanych. A kiedy show pokochał biznes, firma Tomasza Kammela, Sparrow, zaczęła prowadzić szkolenia medialne w BPH – banku, w którym pracowała Niezgoda. On sam współwłaścicielem spółki był tylko do 2007 roku. Niedługo przed głośnym odejściem Niezgody z BPH do Pekao SA sprzedał swoje udziały niejakiemu Jerzemu Kokorudzowi. Ale potem wciąż dla Sparrow pracował.

Po nitce do kłębka


Kim jest tajemniczy przyjaciel? Znają się dobre 15 lat. Kammel, zanim przyszedł do telewizji, pracował w rodzinnym mieście, został DJ-em w jeleniogórskiej rozgłośni. To właśnie tam usłyszał go na antenie Kokorudz. Historia jak wymyślona. Siedział w kuchni, przygotowywał przyjęcie. Uznał – to miksowana przez DJ-a muzyka sprawiła, że wyszedł mu majstersztyk. Wieczorem ogłosił skonsternowanym gościom: „Współtwórcą kolacji jest Tomasz Kammel”. A potem zadzwonił do radia. Wtedy się po raz pierwszy spotkali. I przypadli sobie do gustu, choć dzieli ich całe 18 lat. O tyle starszy jest Kokorudz. Dziś diler Škody. Kiedy Tomek jedzie w rodzinne strony, zawsze zatrzymuje się u przyjaciela. Na stronie programu telewizyjnego „Jak łyse konie”, w którym razem wystąpili, można przeczytać: „Jego dom to twierdza, która zapewnia stuprocentową anonimowość. Poza tym ma tam full service – śniadanie Jurek podaje mu niemal do łóżka”. Ich bliskość potwierdza też żona Kokorudza. „Renata śmieje się, że panowie założyli dwuosobowy klub. Chodzi o saunę, a raczej czas, jaki potrafią w niej spędzić, gadając wtedy o wszystkim”. Pomysł na Sparrow urodził się w Warszawie. Kammel przyjechał tu, gdy po czterech latach pracy w rozgłośni poczuł, że się tam dusi.

Był koniec lat 90. Spakował jedną walizkę. Przed stolicą nie czuł respektu. Najpierw zaczepił się w wydawnictwie, potem w agencji reklamowej. A kiedy wpadł mu do głowy pomysł, że mógłby zostać prezenterem w telewizyjnej Jedynce, już nie odpuścił.

Można mówić – szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Ale nie w jego przypadku. Zrobił wszystko, żeby mu się udało. Żona kolegi, z którym pracował, miała kontakt do specjalisty szkolącego prezenterów telewizyjnych. Umówił się natychmiast. Dobrze wypadł przed kamerą. Czy prawdą jest, że ośmielony Kammel wdarł się do pokoju ówczesnej szefowej prezenterów Jedynki Małgorzaty Żarneckiej i wykrzyczał: „Jestem dobry, proszę dać mi szansę w telewizji!”. Dość, że pięć miesięcy później był już na wizji. Dyrektorem programu pierwszego TVP został właśnie Sławomir Zieliński: „Pamiętam, że zastałem go w Jedynce, gdy w maju 1998 roku przyszedłem do tego programu. Był wtedy prezenterem oprawy. Potem zaczął przygotowywać i prowadzić program komentujący i pokazujący najciekawsze reklamy ze świata. Kiedy konflikt producentki i prezentera »Randki w ciemno« wylał się na zewnątrz, musiałem dla dobra sprawy tego drugiego zmienić. Wtedy pojawił się w tym programie Tomek, potem przyszły festiwale, teleturnieje. Wcześniej dostał kawałek etatu. Teraz kariera była już w jego rękach”.

Nie próżnował, w niecałe dwa lata nieznany chłopak z prowincji praktycznie zdominował stację. Stał się czołowym prezenterem. Kiedy szedł korytarzem na Woronicza, słyszał od obcych kobiet: „Ależ pan przystojny”. Nie wpadł w samozachwyt. „Fachowcy mówili, że mam zbyt plastyczną twarz. Robiłem milion głupich min. Musiałem nad tym zapanować”, wspomina. Wpadł za to na pomysł, żeby przyczepiać do brwi spinacze do bielizny i tak ćwiczył przed lustrem dykcję. Wystudiowana „poker face” przydaje się w kryzysowych sytuacjach. A on ma na swym koncie niejedną.

Ona go stworzyła


Pierwsze mieszkanie wynajął z przyjaciółką Ewą Wróbel. To właśnie z nią w 2001 roku założył firmę organizującą konferencje, szkolenia medialne. Sparrow po angielsku znaczy wróbel. On objął tam dziesięć procent udziałów, ona resztę. Rok później na pytanie: „Czy jest pan teraz zakochany?”, odpowiadał: „Z Ewą jestem od czterech lat, ale nie powiem wiele. Ona nie chce być kojarzona jako moja dziewczyna. Woli pracować na własną markę. Ma firmę działającą w branży mediowej”.

Przyjaciel pary Hirek Wrona zdradzał: „Ona go stworzyła i pokierowała nim”. Rozstali się bez rozgłosu. Często przepytywano go z uczuć. A on się z nimi nie afiszował. Pobił chyba rekord, w kółko odpowiadając na jedno pytanie: „Czy jest pan gejem?”. Niezmiennie mówił wtedy: „Nie”. I dodawał: „Romanse i flirty – z tego bym doktoratu nie napisał. Poza tym do pewnego momentu liczyła się tylko praca. Trzeba się było przebijać”. Dopiero przy Niezgodzie po raz pierwszy nie krył się ze swoim uczuciem. A kąśliwe ataki odpierał, mówiąc: „Podobają mi się kobiety o rubensowskich kształtach. Podobne do mojej babci Pauliny”.

To od niej w dzieciństwie dostał największą dawkę bezwarunkowej miłości.

Ojca wtedy nie znał


Nie były to najłatwiejsze dla niego czasy. Przyznaje, że często czuł się samotny. W podstawówce chłopcy z klasy trzymali się razem, mieli swoje sprawy, nie zauważali go. Kiedy dorósł, zastanawiał się, czy to dlatego, że wychowywały go same kobiety. Matka i babcia. Ojca wtedy jeszcze nie znał. Bronisław Kamel opuścił rodzinę, gdy Tomek miał pół roku. Wyjechał z kraju, szukał korzeni, osiadł w Monachium. Z mamą syn mógł rozmawiać o wszystkim, tylko nie o nim. Czy Tomek czuł się od innych dzieci gorszy? Do tamtych wspomnień niechętnie wraca.

O liceum z internatem opowiada już ze śmiechem, choć lekko mu tam nie było. „W Zespole Szkół Licealnych i Mistrzostwa Sportowego w Karpaczu panował podział na »koty« i »starych«. Dostałem szkołę życia i rzeczywiście tak się trochę po męsku wyprostowałem. Gdybym nie trafił do tego internatu, to nie wiem, jakim dziś byłbym człowiekiem”, żartuje. Wybrał męską klasę, sportową. Narciarstwo alpejskie. Marzył, że zostanie mistrzem. Najchudszy z grupy, niewysoki. Miał kilka złośliwych przezwisk. „Próbowano mi wmówić, że jestem pechowcem”, wspomina. Faktem jest, że szczęścia nie miał. Ilekroć wracał do domu po przegranych zawodach, mama znikała w kuchni, a potem stawiała przed synem pyszną jajecznicę i gadali, aż całe napięcie znikało. Wtedy jeszcze było między nimi dobrze. Ale pierwsza rysa miała się właśnie pojawić.

Tomek był w liceum, gdy babcia Paulina w tajemnicy przed własną córką zorganizowała pierwsze spotkanie ojca z synem. Dziś może tego żałuje. Kto wie? Biegu spraw nie odwróci.

Książę prowincji


Miał 14 lat, kiedy po raz pierwszy spojrzał ojcu prosto w oczy. Czuł złość. Ile on chciał mu wtedy wykrzyczeć? Ale rozmowa była zadziwiająco spokojna. „Długo zajęło mi wyzwolenie się z wtłoczonych mi do głowy schematów, zanim mogłem spojrzeć na mojego tatę z perspektywy własnego rozumu, a nie tego, co mi o nim powiedziano. Nie mam żalu, że mnie zostawił, od tego pierwszego spotkania po latach. Gdy go poznałem, zrozumiałem, co zaszło. Ojciec kupił mnie błyskawicznie”.

Czy te słowa są oskarżeniem pod adresem matki? „Przykre było odkrycie, że nie potrafiłem porozumieć się z mamą”, mówi Kammel. Doszło do tego, że każda rozmowa na temat ojca kończyła się awanturą. W końcu prawie przestali rozmawiać. Zarzucano mu publicznie, że matkę opuścił. Sam opływa w luksusy, ona żyje w nędzy. „Mama jest niezwykle niezależną osobą. Ma też pasję, pomaga bezdomnym zwierzętom”, mówił. Ale też: „Jesteśmy skrajnie różni”. Anna Hetmanek-Kammel od lat mieszka w Czernicy pod Jelenią Górą. Dom (dziś popada w ruinę) i hektar ziemi dostała w spadku. Żyje z emerytury, pytana o syna milczy. On o nią – też.

Co innego babcia. Latem 2005 roku miała rozległy wylew. Zorganizował jej błyskawiczny transport lotniczy do Warszawy, a potem razem z narzeczoną siedzieli przy łóżku chorej. Jej ciepło i miłość podkreśla w każdej rozmowie.

Ale faktem jest, że to ojciec, Krystian Kammel, podarował młodemu chłopakowi skrzydła (na Zachodzie Bronisław zmienił imię i dodał literę w nazwisku; od 2004 roku Tomasz również podpisuje się Kammel). Widział w swym synu potencjał. „Czy chcesz być księciem prowincji?”, pytał. I dodawał: „Lepiej natychmiast wynoś się z Jeleniej Góry do Warszawy”.

Po latach Tomek na pytanie: „Czy znalazł swojego mistrza?”, odpowiada: „Od dawna moim mentorem, doradcą jest ojciec. To jedyna osoba na świecie, której do końca ufam”.

Kryzysowa narzeczona


Kiedy we wrześniu dwa lata temu TVP rozwiązała z nim kontrakt, bo bez zgody jej władz wziął udział w „Tańcu z gwiazdami” emitowanym na konkurencyjnej antenie, jego ojciec, wówczas też agent, mówił: „Tomek teraz zajmie się szkoleniami”. Specjalizacja? „Kryzysowa konferencja prasowa, czyli jak rozmawiać z mediami” – nic dodać, nic ująć.

Tomasz Kammel zawsze potrafił sobie znaleźć zajęcie. Złośliwi nazywali go królem chałtury. „Nikt jeszcze sobie nie poradził z działalnością pozaantenową swoich prezenterów, każdy na boku jakiś proceder uprawia”, komentuje Sławomir Zieliński. „W telewizji pracuje się na nazwisko i twarz, a poza telewizją zarabia pieniądze. I nie jest to tylko problem Kammela. Myślę, że on wciąż szuka pomysłu na to, co dalej. Wiele razy o tym rozmawialiśmy. Kiedy odszedłem z Jedynki, zadzwonił i konsultował kilka pomysłów na siebie. Rozmawialiśmy niecałe dwa miesiące temu, znów o tym samym. Co dalej ma robić? Którą drogą iść? Wiedziałem, że kogoś czasami szkoli, a nawet wykłada w szkole wyższej w Sosnowcu. Nie żebym wszystkie rozumy pozjadał, ale mówiłem mu kiedyś, że ma pecha do doradców”.

Miał wielkiego pecha, odpadając na samym początku „Tańca z gwiazdami”. Wypadł nieźle, ale nie zagłosowała publiczność. Żegnając się, dziękował za ostatnie dziesięć lat, bo: „Nie wiem, kiedy i czy w ogóle pojawię się jeszcze w telewizji”. A wrócić chciał bardzo. Podobno musiał mocno obniżyć wymagania kontraktu. Od marca ubiegłego roku znów był na wizji. Od ówczesnego prezesa Urbańskiego usłyszał: „Zarządy się mogą zmieniać, dyrektorzy też, ale pan tu będzie pracował, bo jest pan twarzą korporacji”.

O twarz trzeba dbać


O tę twarz trzeba jednak dbać. Czy mam rację? Tomasz Kammel miewał z wizerunkiem problemy. Bywało raz lepiej, raz gorzej. Ale do tej pory szczęście na dłużej go nie opuszczało. Sam też mu pomagał. Pod wpływem numerologa trzy lata temu zmienił swój podpis. Poprzedni ponoć był szubieniczny. Teraz ma mieć właściwości ochronne. Przed T pojawił się zawijas na wzór tarczy. Ale nie jedyna to tarcza na zło tego świata.

Gdy był w tarapatach, podkreślał: „Kaśka stoi za mną murem, a ja za nią. To pomaga”. I coraz częściej mówił o niej „moja żona”. Podobno na publiczne aluzje Niezgody o dziecku reagował paniką. Ale przecież się zaręczyli. Byli wtedy przejazdem w Krakowie. Nieopodal hotelu Pod Różą zobaczył na wystawie pierścionek. Zachwycił się, wstąpił, kupił. Na pytanie, które zadał jej zaraz po przebudzeniu: „Czy wyjdziesz za mnie?”, usłyszał: „Tak”. Ci dwoje byli wprost nierozłączni. Do tego stopnia, że kiedy pod koniec 2007 roku Niezgoda przeszła w ramach fuzji do Banku Pekao, zabrała ze sobą także Sparrow.

Czy nigdy nie pomyśleli, że to zależność zbyt bliska, wręcz niebezpieczna? Wygląda na to, że nie. Podobnego zdania byli pracujący w Sparrow trenerzy. Waldemar Dziwniel (ze spółki odszedł półtora roku temu, założył własną firmę) podkreśla: „Zawsze stawaliśmy do przetargu. I wygrywaliśmy z konkurencją. A w komisji nie siedziała jedna osoba, tylko dziesięć. Dlaczego sugeruje się, że to wiceprezes jednoosobowo podpisywała zlecenia?”.

Dziwniel organizował pierwsze szkolenie, jakie Sparrow przeprowadził dla banku BPH. Cztery lata temu, pod Kielcami. „Dobrze je pamiętam. Byłem autorem scenariusza warsztatów dla podległego Kasi działu HR”. Jak ją zapamiętał? „Nie należy do osób wylewnych, wyważona. Zaskoczyła mnie. Mieliśmy tam wypadek. Chłopak złamał rękę podczas jazdy na quadzie. Zachowała się świetnie. Przekonała mnie, że potrafi znaleźć się w każdej sytuacji. Ludzie widzą ją w eleganckich kostiumach. Wiem, że nie ma problemu z pokazaniem się w dresie. Mam takie zdjęcie z naszego wyjazdu: stoję w hełmie wikingów, z rogami, ona – w pelerynie wróżki. Ma do siebie dystans”.

7 grzechów głównych


W plebiscycie Antyradia w 2006 roku Tomasz Kammel dostał nagrodę za jeden z grzechów głównych – chciwość. Statuetki osobiście nie odebrał. Komentował: „Takiej chciwości życzę każdemu, bo polega na tym, że ciągle się czegoś chce”. Ale wygląda na to, że chciał zbyt wiele.

„Pani wiceprezes pozostawała w konflikcie interesów, o którym nie poinformowała rady nadzorczej. Audyt wewnętrzny wykazał nienależyte wykonywanie obowiązków, co przejawiało się w nieuzasadnionych wydatkach banku na działalność szkoleniową i braku nadzoru nad tą działalnością”, wyjaśnił podczas walnego zgromadzenia prezes Pekao Jan Krzysztof Bielecki. Przez lata wiele milionów rocznie BPH, a później Pekao przelewały na rachunki spółki Sparrow, aż sprawa wyszła na jaw. Jak wyjaśniał Bielecki: za nieuzasadnione wydatki, nienależyte wypełnianie obowiązków byłej już dziś wiceprezes walne zgromadzenie akcjonariuszy nie dało absolutorium. A bank nie wyklucza zawiadomienia prokuratury. Sankcja – do dziesięciu lat więzienia. Ale, jako prawnik, sama pewnie świetnie zdaje sobie z tego sprawę.

Czy miłość aż tak ją oślepiła? Na opublikowanej w ubiegłym roku przez miesięcznik „Forbes” liście 33 najbardziej wpływowych Polek Niezgoda jest na 11. miejscu. Od początku swojej zawodowej drogi odnosiła sukcesy. Sześć lat temu w konkursie „Rzeczpospolitej” została wybrana Dyrektorem Personalnym Roku. Tytuł ten uznawany jest za najważniejsze krajowe wyróżnienie w dziedzinie zarządzania ludźmi. W 2007 roku w rankingu najlepiej zarabiających bankowców znalazła się na 41. miejscu z dochodem 2,5 miliona złotych. To naprawdę wysokie zarobki. Ekonomicznej elity kraju. Stać ją było na dostatnie życie, spędzanie wakacji w dowolnym zakątku świata. Rozrywkę na najwyższym poziomie. Ta kobieta jest uosobieniem sukcesu. Wystarczy spojrzeć. Nienaganny kostium, w dłoni Hermes Birkin. Dla niewtajemniczonych – to nie jest zwykła torebka, to legenda. W kolejce po swoją Birkin ustawiają się największe hollywoodzkie gwiazdy. I potrafią czekać latami. Wiedzą, na co. Najwyższej jakości, ręcznie szyta i wyprawiana skóra. Niezgody jest czarna z platynowymi okuciami.Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w pierwszym kwartale 2009 roku wyniosło 3247,75 zł. Birkin kosztuje niemal czterdzieści tysięcy. Dziś to dla Niezgody dużo czy mało?

„Siła naszego związku polega na tym, że zachowaliśmy odrębność i wolność, nie uwikłaliśmy się w żadne zależności, które mogłyby sprawić, że trudno byłoby nam się rozstać z dnia na dzień”, zwierzała się dziennikarce Niezgoda. Kammel o ich relacji dodawał: „Niektóre kwestie, na przykład finanse, uzgodniliśmy w dwie minuty”. W VIVIE! odpierał ataki na swój związek, szeptane dokoła: „Podejrzewano Was o układ”. „Chyba warszawski! Albo warszawsko-jeleniogórski. Nie chcę komentować, co o tym sadzę. Co za bzdury!”.

Przed ich uczuciem dziś ciężka próba. Czas pokaże, czy miłość przetrwa wszystko. Kammel na pytanie: „Jak sobie radzi z porażkami?”, odpowiada: „Porażek nie odchorowuję, wyciągam wnioski. Stosuję zasadę golfisty: nie wyjdzie uderzenie, trudno. Analizuję na zimno, jak opadną emocje. Po oddaniu strzału trzeba się zająć następnym dołkiem”.

Problem w tym, że tym razem wpadł w dołek bardzo głęboki. Już wiadomo, że nie tylko telewizja zrezygnowała ze swojego prezentera w obawie o własny wizerunek. W najbliższej przyszłości raczej nie zobaczymy prowadzonej przez niego prestiżowej imprezy. Czy możliwe, że to już koniec kariery?

Para zniknęła z salonów. Z Katarzyną Niezgodą nie sposób porozmawiać. Tomasz Kammel telefony odbiera, ale na wywiad nie chce się zgodzić. „Będę pisać o tobie tekst, pytać ludzi. Porozmawiajmy”, proszę. Jest nieugięty. Czy przez to będzie o nim ciszej?

Monika Kotowska

Przeładuj

Anna Mucha w półfinale "Czaru Par"! "Małżeństwo to jest obóz przetrwania"

zobacz 00:30