Penelope Cruz
ONS

„Ładna, ale grać nie umie”, słyszała przez lata Penélope Cruz. Stelli McCartney też nikt nie traktował poważnie – wiadomo, pracę załatwił jej tata. Rita Wilson była „tylko”żoną swojego męża Toma Hanksa, a Tyrę Banks uważano za... zbyt czarną jak na telewizję. One jednak nie zwracały uwagi na krytykę. Nie poddały się. Dziś rządzą show-biznesem. I nie boją się konkurować z mężczyznami.

"Prędzej Penelope poderwie Pedro Almodovara, niż zdobędzie Oscara", mówiono o pannie Cruz, kiedy starała się podbić Hollywood. Biorąc pod uwagę orientację seksualną Pedra, stwierdzenie to miało podkreślać, jak bardzo niektóre rzeczy są dla niej niedostępne. Nikt nigdy nie traktował jej poważnie. A już na pewno nie w Los Angeles. Nie umiała dobrze mówić po angielsku, a to dyskwalifikowało ją jako kandydatkę do poważnych ról. Miała za to inny dar – rozkochiwała w sobie każdego filmowego partnera. Tom Cruise, Matthew McConaughey czy Nicolas Cage mieli być jej przepustką do wielkiego świata. Niestety, nie mogli jej pomóc. Penelope nazywano „drewnianą kukłą”, podśmiewano się z jej egzaltacji. Do czasu. Kiedy trafiła do filmu Pedro Almodovara (najpierw mała rola we „Wszystko o mojej matce”, potem główna w „Volver”), okazało się, że ta nadwrażliwa panienka to nieoszlifowany diament i wystarczy dobry reżyser, żeby wydobyć jej talent. Rola Raimundy w „Volver” zaowocowała nominacją do Oscara i... rolą u Woody’ego Allena. Co z tego, że drugoplanową, skoro i tak to właśnie ona przykuwa uwagę w „Vicky Cristina Barcelona”. Histeryczna artystka Maria Elena zapewniła jej Oscara. Na pewno nie ostatniego. Dziś nikt już nie podśmiewa się z Penelope. Na ten rok zapowiedziano cztery filmy z jej udziałem. A producenci z Hollywood gotowi są sami zapłacić za jej lekcje akcentu, byle tylko zgodziła się zagrać u nich. Ale ona nie wie, czy chce wracać za ocean. Skoro pracując w Europie, też można podbijać świat, to po co opuszczać rodzinę, przyjaciół i hiszpańskiego narzeczonego Javiera Bardema?

Sprzedam wszystko
Nazwisko Bundchen widnieje w Księdze rekordów Guinnessa. Gisele tylko w ubiegłym roku zarobiła 35 milionów dolarów. Jest jedną z najbogatszych modelek, jej majątek wycenia się na 150 milionów dolarów. Ma na koncie ponad 500 okładek luksusowych magazynów! Reklamowała już chyba każdą markę – Diora, Bulgari, Givenchy, Louis Vuitton, Versace, Missoni. Pracowała z każdym fotografem – Mario Testino, Peterem Lindberghiem, Davidem LaChapelle, Annie Leibovitz. Swoim nazwiskiem firmuje popularne sandały i hotel na południu rodzimej Brazylii. Inne modelki za nią nie przepadają, bo zabiera im pracę i... psuje opinię. Tak, Gisele, ten wzór cnót. Bo jak kobieta, która dojrzewa w tak trudnym środowisku, jakim jest świat młodocianych, zepsutych do szpiku kości modelek, może tak dobrze sobie z tym radzić? Zero narkotyków, imprez, romansów z postarzałymi playboyami i milionerami. Nawet kiedy jej chłopakiem był amerykański gwiazdor Leonardo DiCaprio, nie afiszowali się razem. Dziś Gisele jest mężatką, jej wybranek to gwiazda amerykańskiego futbolu Tom Brady. Jest także przyszywaną mamą dla jego synka z poprzedniego związku. Nawet to potrafiła zaakceptować. Mamy już się nie boją, kiedy ich córki mówią, że chcą być jak Gisele. A ze statystyk chirurgów plastycznych w Hollywood wynika, że kobiety pragną mieć jej brzuch, włosy i piersi. I jeszcze numer konta...

Bez futra, proszę
Światem mody rządzą homoseksualni mężczyźni? Wytyczają trendy i wymagają od kobiet, by wyglądem przypominały chude, androgeniczne stwory? Być może, ale Stella McCartney się temu dyktatowi nie poddaje. Moda kocha luksus, futra, skóry, drogie tkaniny, kamienie, zbytek? Pewnie tak, ale nie ta, którą projektuje Stella. Wegetarianka i obrończyni praw zwierząt lubi organiczną bawełnę, wełnę, jedwab. Naturalne, miękkie tkaniny, z których można wyczarować piękne sukienki. Współpracując z marką Adidas, udowodniła, że sportowe buty nie muszą być ze skóry i nawet dresy można uszyć tak, by wyglądały ciekawie. Przez wiele lat zarzucano jej, że karierę zrobiła dzięki nazwisku ojca. Ona się tym nie przejmuje. Związana z ekskluzywnym domem mody Gucci ciągle znajduje czas, by pomagać młodym zespołom rockowym. Projektuje kostiumy sceniczne. „Być może ze znanym nazwiskiem łatwiej jest zacząć, ale nikt nie kupi ci sukcesu”, zżyma się Stella, odpierając ataki nieżyczliwych. Na jej popularność większy wpływ mają topowe przyjaciółki niż tata eks-Beatles. Sukienki u Stelli zamawia Madonna, Kate Moss, Liv Tyler, Gwyneth Paltrow. Tylko Stella rozumie, że kobieta czasami ma za dużo w biodrach, a czasami w biuście. Ona wie, jak ciężko zrzucić te kilka kilogramów po ciąży (sama jest mamą trójki dzieci) i jak zamaskować je dobrym krojem stroju. A przy tym Stella nie stawia siebie na pierwszym planie. Nie musi błyszczeć na przyjęciach, by znaleźć uznanie. Wystarczy, że na koleżankach gwiazdach będą błyszczały jej stroje.

Krok przed mężem
Kiedy Rita Wilson, żona Toma Hanksa, zrozumiała, że jako aktorka nie odniesie sukcesu, bo zawsze będzie tylko „panią Hanks, nie tak dobrą jak mąż”, przerzuciła się na produkcję. Dziś jej nazwisko łączy się z najbardziej kasowymi komediami na świecie. I choć nie błyszczy na ekranie, to ona stoi za sukcesem „Mojego wielkiego greckiego wesela” czy „Mamma Mia!”. Meryl Streep w tym musicalu to też jej zasługa. Od wysokiej gaży ważniejsze było, że są przyjaciółkami. Rita jest szarą eminencją hollywoodzkiego światka. I wcale nie zawdzięcza tego mężowi, tylko swojej otwartości i bezpośredniości. Mówią o niej, że dogada się z każdym. Coś w tym musi być, skoro ona i Tom są razem już ponad 20 lat. W Hollywood to prawdziwy rekord!

Szarą eminencją medialnej korporacji Ruperta Murdocha jest jego żona, Wendi Deng. Jak bardzo mylili się ci, którzy myśleli, że 37 lat młodsza Wendi zadowoli się rolą kobiety, która leży i pachnie! Ona woli pozycję zaufanego doradcy męża. Rupert chce podbić największy rynek świata – Chiny. Z Wendi u boku (Chinką z pochodzenia) nie potrzebuje tłumacza ani kogoś, kto wyjaśni mu różnice kulturowe. Niektórzy twierdzą, że nie jest jasne, kto kogo wykorzystuje. A może po prostu idealnie się dobrali? On jej dał pozycję i pieniądze potrzebne, by podbijać świat, a ona jemu odpowiednie narzędzia, żeby zdobyć najpotężniejsze mocarstwo świata. A jeśli okaże się szpiegiem, jak w kuluarach szepczą na jej temat złośliwi? Byłaby wtedy najzdolniejszym szpiegiem na świecie.

Uwierz w miłość
Jeśli ktoś czyta dzisiaj książki, to musi to być „Zmierzch” Stephanie Meyer. Czteroczęściowa saga o wampirach sprzedała się już w ponad 42 milionach egzemplarzy na całym świecie, przetłumaczono ją na 37 języków. Film na podstawie pierwszej części pobił wszystkie rekordy już podczas pierwszego weekendu wyświetlania. To Stephanie jest następczynią mistrzyni bestsellerów J.K. Rowling i kolejnym dowodem na to, że kobieta, która wybrała pracę jako gospodyni domowa, marzy o czymś więcej niż tylko o gotowaniu obiadu i „oporządzeniu” męża i dzieci. Nawet jeśli jest mormonką! Dziennikarze śmieją się, że Stephanie przywróciła magię romantycznej miłości. Że może dzięki jej książkom nastolatki uwierzą, że seks na pierwszej randce nie ma nic wspólnego z uczuciem. Ale wampiryczne historie połykają nie tylko nastolatki. Ich mamy coraz częściej sięgają po książki z półek córek. Dlaczego? A któż by nie chciał jeszcze raz poddać się romantycznym marzeniom o księciu z bajki, a jeśli już nie księciu, to przynajmniej o pięknym i wrażliwym wampirze? I co z tego, że jest wiele mądrzejszych książek, skoro właśnie ta trafia do serc milionów?

Ja ci pokażę!
Kobiety świetnie radzą sobie w show-biznesie. Nawet tam, gdzie do tej pory królowali mężczyźni. Kto obok Jerry’ego Springera i Jaya Leno jest najpopularniejszą twarzą amerykańskiej telewizji? Tyra Banks, nazywana następczynią Oprah Winfrey. A wydawało się, że będzie emerytowaną modelką, która bierze udział w rozmaitych reality show. Ameryka nie potrzebowała kolejnej czarnej gospodyni programu. Ale ona nie dała za wygraną. Dziś w czasie „Tyra Banks Show” przed telewizorami zasiada wielomilionowa publiczność. Go spodyni jest ostra i bezpardonowa, potrafi naciągnąć na intymne zwie rzenia, ale też przyprzeć rozmówcę do muru. Uroda jej pomaga. Rozmówcy często myślą, że mają do czynienia z głupiutką byłą modelką. Zapominają się i dają zapędzić w kozi róg. A kobiety na widowni gwiżdżą z zadowoleniem. Która z nas nie potrzebuje dzisiaj kobiety idolki, gwiazdy, która udowodni, że w tym wciąż jeszcze męskim i trochę szowinistycznym świecie dziewczyny mają coraz więcej do powiedzenia?

Anna Rączkowska