Kasia Adamik
Ula Szczepaniak
Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Kasia Adamik: "Teraz jest mi fajnie!"

Dlaczego trzyma na szafie urnę z prochami kota? I co u licha robi z Mariuszem Szczygłem w warszawskim teatrze Studio?!

- Przeczytałam kilka rozmów z Tobą i zauważyłam, że niechętnie mówisz o swoim życiu…
Kasia Adamik:
Nie lubię gadać o sobie, czuję się wtedy jak na kozetce w trakcie psychoanalizy. Poza tym nie wiem, co cię we mnie interesuje.

– Choćby jak to jest mieć taką utalentowaną, piekielnie inteligentną matkę?
Kasia Adamik:
Nasze relacje nigdy nie były oparte na piekielnej inteligencji. Ważne są emocje, a nie jakaś wyrachowana inteligencja. Odkąd pamiętam, Agnieszka zawsze mi kibicowała, nie była krytyczna, nie miała wobec mnie nadmiernych oczekiwań. Nie czułam presji, że muszę coś robić, muszę być intelektualistką.

– A nie jesteś?
Kasia Adamik:
Nie wydaje mi się. W każdym razie nie przemawiam cytatami z Seneki (śmiech).

– Ale jesteś dzieckiem dwojga wybitnych artystów. Ile jest w Tobie ojca, a ile mamy?
Kasia Adamik:
Mam cechy obojga. Ale wiesz, co jest niesamowite? Kiedy rodzice się rozstali, miałam dziewięć lat. Ja z mamą znalazłyśmy się w Paryżu i kiedy ponownie spotkałyśmy się z ojcem, byłam zaskoczona, że jestem do niego tak podobna, nawet zewnętrznie. Robiliśmy takie same miny, mieliśmy takie same gesty. Podobne reakcje i poczucie humoru. Popatrz, jak silne są geny! Dzięki mamie, która była przy mnie, gdy dorastałam, mam bardzo dobry i silny fundament, także moralny. Myślę, że wiem, gdzie jest dobro, a gdzie zło. Albo właśnie że ta granica nie jest taka jednoznaczna. Potrafię zrozumieć ludzkie zachowania i relacje, jakkolwiek górnolotnie to brzmi.

– Rodzice wbijali Ci do głowy dekalog?
Kasia Adamik:
To akurat odniosłoby odwrotny skutek! Takie rzeczy chłonie się, podpatrując i podsłuchując innych ludzi. Wychowałam się w otwartym domu. Ciągle przychodzili przyjaciele mamy, rozmawiało się o polityce, sztuce, o filmie. To były żywe dyskusje, a ja w nich uczestniczyłam, nawet gdy byłam bardzo mała. Mama podejmowała czasem próby wychowywania mnie. Ale to się nie opłacało. Ja zawsze byłam bardzo uparta, Agnieszka nigdy nie była zbyt surowa. Starała się raczej pozytywnie mnie motywować. Zawsze była ciekawa tego, co myślę i co bym chciała zrobić. Dużo rozmawiałyśmy, co nam zostało do dziś. A poza tym miała do mnie zaufanie. Pewnie dlatego, że byłam dosyć odpowiedzialna.

– Ale był taki okres, kiedy przysparzałaś jej zmartwień.
Kasia Adamik:
To było po naszym wyjeździe do Francji w 1981 roku. Dla dziecka był to ogromny stres, nie znałam języka, nie miałam kolegów. Popadłam w jakiś rodzaj autyzmu, z nikim nie potrafiłam nawiązać kontaktu.  Przestałam się odzywać. Mamie doradzano nawet, żeby wybrała się ze  mną do psychiatry. Ale ona ufała, że sobie poradzimy. Zapisała mnie na judo, gdzie mogłam wyładować nagromadzoną agresję. Później robiła też ciekawe eksperymenty, aby wyzwolić mnie od konformizmu. Na przykład w metrze, mocno trzymając mnie za rękę, żebym nie uciekła, piała jak kogut: „Kukurykuuu!”. Później poznałam rówieśników. Nauczyłam się języka. Francja przestała być obca. Teraz cały ten pierwszy okres emigracji pamiętam jak przez mgłę. Ale w każdym razie wszystko skończyło się dobrze.

– Kiedy zdecydowałaś o wyborze drogi życiowej? Słyszałam, że wcale nie chciałaś zostać reżyserem?
Kasia Adamik:
Nie chciałam. Pamiętałam, że moich rodziców reżyserów nigdy nie było w domu. A nawet jak byli, to tak zaangażowani w swoje produkcje, że nie mieli chwili, by odetchnąć. Widziałam, ile stresów kosztuje ta praca. I że tak naprawdę nie ma od niej ucieczki. Wszystko robi się pod kątem filmu czy spektaklu: rozmyśla, rozmawia, ogląda, pisze.

– Mamo, jestem głodna! To zrób sobie kanapkę. Tak było?
Kasia Adamik:
Dokładnie. Przerażało mnie to, przerażał mnie ogrom pracy i zaangażowania. A ja byłam strasznym leniuchem.

– A może bałaś się porównań z mamą? Ciężaru nazwiska?
Kasia Adamik:
Nie, nie mam takich problemów. Nie muszę porównywać się do Agnieszki. Mam też inne „reżyserskie geny”. Ojca – Laco Adamika i siostry mojej mamy – Magdy Łazarkiewicz. Jak widzisz, nie było dla mnie ucieczki przed tym zawodem. Poza tym film zawsze mnie fascynował. Od dziecka oglądałam po cztery, pięć filmów dziennie.

– Kiedy poczułaś, że jesteś samodzielna, odrębna? Niezależna od tego, kim są i jacy są Twoi rodzice?
Kasia Adamik:
Chyba nie było takiego momentu, żebym to nagle w sobie odkryła. Zawsze czułam się sobą, kimś dobrze osadzonym w świecie. Nigdy nie miałam wrażenia, że robię coś, czego nie chcę, że jestem kimś, kim nie chcę być. Zresztą nie wiem…Nigdy nie przeprowadzałam jakichś skomplikowanych autoanaliz. Są ludzie, którzy mają potrzebę mówienia, co czują i kim naprawdę są. Ja jej nie mam.

– Nie zastanawiasz się nad sobą? Nigdy na przykład nie miałaś sobie niczego za złe?
Kasia Adamik:
Za złe? Może żałuję, że nie jestem bardziej odważna. Dużo rzeczy mnie denerwuje, ale zachowuję to dla siebie.

– Co Cię tak denerwuje?
Kasia Adamik:
Na przykład brak tolerancji. Rozmawiałyśmy o moim dzieciństwie…Kiedy rodzice wyjeżdżali, zajmowała się mną babcia Irena i to ona wpoiła mi pewne zasady, których trzymam się do dziś. To wyjątkowa kobieta, która nikogo nie osądza dlatego, że jest inny albo że zrobił coś głupiego. Jest otwarta na ludzi. Agnieszka zresztą też jest otwarta i ja chyba też. A w Polsce najbardziej szokuje mnie właśnie brak tej otwartości, tolerancji. W kraju, który szczyci się chrześcijańskim miłosierdziem, w ludziach jest strasznie dużo nienawiści do innego człowieka. Jak można nienawidzić kogoś, bo jest Żydem czy gejem?! Jestem patriotką i chciałabym, żeby mój kraj był najlepszy, najbardziej przyjazny, otwarty na świat, szczęśliwy. I gdybym miała więcej odwagi cywilnej, poszłabym na barykady walczyć o moje ideały. Próbować to naprawiać, a nie siedzieć i narzekać. Ale nie mam takiego temperamentu. Tymczasem jak mnie coś denerwuje, potrafię odreagować to tylko w rozmowie z bliskimi. Z Agnieszką przede wszystkim.

– Wszystko jej mówisz?
Kasia Adamik:
Absolutnie! Jesteśmy ze sobą naprawdę blisko. Chociaż ona mieszka teraz we Francji, a ja w Warszawie. Jak się nie widujemy, to prawie codziennie rozmawiamy przez telefon albo przez Skype’a. Kiedy czasem zapominam jej o czymś  powiedzieć, a powiem babci albo komuś innemu, ma do mnie pretensje: „Czemu mnie pomijasz, niczego nie opowiadasz?”.

– Ale może nadrabiacie ten czas, gdy razem pracujecie?
Kasia Adamik:
Myślisz, że mamy do tego głowę? Być reżyserem przy Agnieszce to najlepsza szkoła zawodu, ale i napięcie. Jeszcze nie odetchnęłam po realizacji „W ciemności”. Niesamowity film, zdjęcia. No i miejsce, łódzkie kanały.

– To taki film, który, jak to nazywam, „trzyma za skórę”. Wróciłaś do reżyserowania w teatrze, bo musiałaś odreagować ten film?
Kasia Adamik:
Teatr to oddech. Kiedy więc w Instytucie Reportażu powstał pomysł, by zaadaptować na sztukę książkę Mariusza Szczygła „Zrób sobie raj”, i zwrócili się do mnie i do Olgi Chajdas z propozycją adaptacji jego książki, ucieszyłyśmy się strasznie. Choć książka Mariusza jest trudna do przełożenia na teatr. Wybrałyśmy więc z Olgą parę wątków i spróbowałyśmy zrobić taką czeską impresję.

– A nie uważasz, że praca coś Ci odbiera? Nie chciałabyś zakochać się, ułożyć sobie życia?
Kasia Adamik:
Ależ ja jestem zakochana.

– Zaskakujesz mnie. Nie czytałam o tym w żadnej rozmowie.
Kasia Adamik:
Mówiłam, że nie lubię opowiadać o swoim życiu intymnym.

– Kto jest tym wybranym?
Kasia Adamik:
Nie chcę nic ujawniać bez konsultacji z partnerką.

– Z partnerką? Zakochałaś się w kobiecie?
Kasia Adamik:
To nie jest tajemnica, ale w naszym kraju stanowi ciągle coś egzotycznego. Dobrze jednak, że Polska otwiera się na inność albo może raczej różnorodność. Czytałam gdzieś, że statystycznie 10 procent ludzkości jest homoseksualna, pewnie w Polsce jest podobnie.

– Jak przyjęli to Twoi rodzice?
Kasia Adamik:
Nigdy nie mieli z tym problemu.

– Nie myślisz, że powinnaś jednak wyjść na barykady i powalczyć o związki partnerskie?
Kasia Adamik:
Kiedy właściwie to nie chce mi się. Mówiłam, że nie mam wojowniczego temperamentu. Zresztą właśnie tworzy się prawo partnerskie i mam nadzieję, że dojdzie do tego, że nie będzie się marginalizować tak dużej grupy Polaków.

– Długo trwa Twój związek? Jesteś monogamistką?
Kasia Adamik:
Pewnie tak, nie zakochuję się łatwo i nie odkochuję. Jeżeli coś mi się w życiu rozsypie, długo trwa, zanim zainteresuję się czymś nowym. Są ludzie, którzy lubią romanse, ekscytuje ich to. Mnie nie.

– Ciebie romanse odrywałyby od pracy, bo jesteś typem pracoholiczki?
Kasia Adamik:
Nie znasz mnie! Mówiłam, że jestem leniwa, uwielbiam nic nie robić. I mówię to serio. W Los Angeles dużo pracowałam, tam kręciło się film przez cztery, pięć miesięcy, ale potem przez pół roku można było siedzieć z drinkiem przy basenie i chodzić na spacery po plaży. Ciężka praca była po to, żeby potem nic nie robić. Tego w Polsce nie ma. Trzeba stale pracować, żeby zarobić na kredyt po prostu.

– Ale zdarza się i tutaj, że czasem nic nie robisz?
Kasia Adamik:
Zdarza, uwielbiam wtedy snuć się po mieszkaniu, oglądać filmy, ugotować coś. Chodzić w dresie i skarpetkach.

– Nigdy nie miałaś ochoty poeksperymentować z wizażystką, żeby się zmienić? Rozumiesz – włosy w lokach, powiewna sukienka…
Kasia Adamik:
Nie zniosłabym tego. Muszę się przyznać, że kiedy zamiast dżinsów i bluzy założę koszulę i marynarkę, znajomi są pod wrażeniem, że się tak elegancko ubrałam. Teraz uczyniłam wyłom, bo na Oscary uszyłam sobie garnitur na miarę. Obie z mamą i całą delegacją szyliśmy sobie kreacje. Po raz pierwszy mam coś uszytego specjalnie dla mnie. Czarny garnitur z twistem, którego autorem jest Tomasz Ossoliński.

– Zachowasz ten garnitur potem na pamiątkę? Mariusz Szczygieł mówił mi, że bywasz sentymentalna, trzymasz w domu urnę z prochami ukochanego kota.
Kasia Adamik:
Ten kot był ze mną w Los Angeles i nie chciałam go tam zostawiać. Pomyślałam, że zawiozę go do mojego domu w Bretanii i pochowam w ogródku. Ale jakoś zawsze zapominam. I tak stoi na szafie. Bardzo go kochałam. Był szalenie inteligentny, towarzyszył mi w drodze do sklepu i wszyscy, nawet w Los Angeles, gdzie zwierzęta biegają luzem, byli zdumieni, że tak się mnie trzyma.

– Ludzie dzielą się na takich, którzy wolą psy niż koty i odwrotnie.
Kasia Adamik:
Jak się jest reżyserem, nie można mieć psa, bo pracuje się czasem po 14 godzin dziennie albo wyjeżdża na trzy, cztery miesiące na zdjęcia. A kot może zostać, wystarczy, że ktoś raz na dwa dni wsypie mu suchą karmę do miseczki. Tu, w Warszawie, też mam dwa koty. Właśnie niosę dla nich worek karmy.

– I tak już będzie? Koty, filmy, teatr? W grudniu skończysz 40 lat. Czas nie za szybko ucieka?
Kasia Adamik:
Wolałabym mieć 30, ale jak miałam 30, to…

– …wolałaś mieć 20?
Kasia Adamik:
Nie, właściwie nie. Nie chciałabym wrócić do czasów, kiedy czułam się zahukana, niepewna siebie. Teraz jest mi fajnie. Mam zawodowe doświadczenia, wyzwania, którym sprostałam. I którym jeszcze sprostam. Nie muszę sobie nic wyrzucać.

– Jesteś ambitna?
Kasia Adamik:
Nie jakoś chorobliwie, ale chciałabym, żeby to, co robię, było bardzo dobre i żeby się podobało.

– Nie uwierają Cię złośliwe opinie, że robisz karierę dzięki mamie?
Kasia Adamik:
Wiesz co, naprawdę mi to zupełnie nie przeszkadza. Tak się Agnieszką  szczycę, że jeżeli mnie do niej porównują, to tym lepiej. Myślę, że dzięki doświadczeniom Agnieszki, która miała i sukcesy, i miażdżące recenzje, nauczyłam się dystansu.

– Bardzo liczysz się z jej zdaniem. A zdanie ojca jest dla Ciebie ważne?
Kasia Adamik:
Oczywiście. Tylko bardzo trudno go ściągnąć na jakąś premierę. Jest jeszcze większym pracoholikiem niż my obie razem wzięte. Głównie siedzi w Krakowie, zamknięty w swoim świecie opery. Kompletnie innym od mojego.

– A jaki jest Twój świat?
Kasia Adamik:
Film, książka, fotografia, malarstwo, rysunki. Zaczynałam przecież od rysunku.

– I chciałaś być bardzo, bardzo sławna?
Kasia Adamik:
Tak jak Agnieszka?

– Jeszcze bardziej.
Kasia Adamik:
Po co? Chociaż sława daje taki komfort, że możesz wybierać spośród wielu projektów. Bez presji, że coś trzeba natychmiast zrobić. No i te projekty wypalają. Bo masz na nie pieniądze, sponsorów. Ja po każdym projekcie, który się rozsypie, noszę żałobę. I trudno mi się zabrać za coś nowego. Chciałabym mieć taki luksus, żeby robić to, na co mam ochotę. I w zawodzie, i w życiu.

– Na przykład oglądać niezliczone ilości filmów na DVD zamiast sprzątać?
Kasia Adamik:
(Śmiech). Od dawna sprzątam. Chyba o moim bałaganiarstwie wyczytałaś w jakimś starym wywiadzie. Lubię wokół siebie porządek. Agnieszka już nie musi robić mi inspekcji. Nie rzucam ciuchów na podłogę. Wydoroślałam.

– A prywatnie czego byś dla siebie chciała?
Kasia Adamik:
Niczego nie chciałabym zmieniać. Jest fantastycznie. No, może jeszcze przydałby się trzeci kot, bo lubię małe kotki. Niestety, potem one rosną i stają się nie do zniesienia.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

Newsy
Agnieszka Holland i Kasia Adamik: "Rzadko rozmawiamy o mężczyznach"
Stanowią silny pierwiastek w męskim świecie reżyserii. Kasia do mamy mówi „Agnieszka”, bo jak inaczej wołać do reżysera na planie?

– Pani Kasiu, skąd u Pani siwe włosy? Kasia Adamik: To nieprzespane noce i wszystkie kompromisy, na które w życiu poszłam. Pierwsza siwizna wyskoczyła nagle, kiedy kręciłam „Szczek”. Miałam wtedy 30 lat. Bardzo długo wyglądałam młodo. Jeszcze parę lat temu w Stanach, żeby kupić alkohol, musiałam pokazywać dowód. A kiedy szłam na spotkanie z producentem czy reżyserem i wyglądałam, jakbym miała 16 lat, to było dla mnie większym problemem niż bycie kobietą. – Kobiety mają tyle możliwości. Można przecież zagrać, włożyć szpile... Kasia Adamik: To nie ja. Szpilki? Mini? Prędzej spodnie i skórzana kurtka. Pierwszy ciuch, o jakim marzyłam, to była czarna skóra z łańcuchami. Agnieszka kupiła mi ją, choć kosztowała kupę kasy. Służyła 12 lat. Nigdy w życiu nie miałam na sobie szpilek. Siwizna mnie ucieszyła. A im więcej kręcę, tym jej więcej. A moda? Chyba więcej dba o to Agnieszka. – Podobają Wam się ci sami mężczyźni? Kasia Adamik: Agnieszka ma gust do takich dziwnych (śmiech).  Uważa na przykład, że szramy są supersexy. Nie fascynuje jej perfekcja. A ja się z nią zgadzam, że jak ktoś jest za ładny, robi się plastikowy. Ale rzadko rozmawiamy o mężczyznach. – A o pięknych kobietach? Kasia Adamik: Nauczyłyśmy się już, żeby nie sądzić ludzi z wyglądu. Pamiętam takie spotkanie z Diane Kruger. To było jeszcze przed jej rolą w „Troi”. Chciała zagrać w filmie Agnieszki „Kopia mistrza”. Popatrzyłyśmy na jej zdjęcia: „Nie ma mowy, taka pindka nie może dobrze zagrać”. Ale umówiła się na casting. Było tak, otwieram drzwi, patrzę i myślę sobie: nuda, nuda, nuda. A ona zagrała i była fantastyczna. Jest wielką aktorką. Diane nauczyła nas obie pokory. – Kasia mówi o Pani: „Agnieszka jest moją szkołą filmową”....

Newsy
Weronika Rosati w "Vivie!" po raz pierwszy opowiedziała o wypadku
Co aktorka straciła przez złamaną nogę?

Wszystko dzieje się po coś. I mój wypadek też widocznie był po coś. Od kilku miesięcy mam nogę w gipsie, po raz pierwszy nie mogę żyć tak, jak dotychczas żyłam. Nie mogę grać, podróżować… Ale może taki moment wyciszenia był mi potrzebny, by dobrze przemyśleć swoje życie”. Weronika Rosati o tym, co naprawdę stało się tamtej nocy, dlaczego cieszy się z nadchodzącej trzydziestki i co sprawiło, że zmieniła priorytety.  - Od Twojego wypadku minęło kilka miesięcy. Zniknęłaś na ten czas. Już widzę, jak dzień po ukazaniu się naszej rozmowy brukowce i portale napiszą: „Weronika Rosati przerywa milczenie”… Staram się udzielać wywiadów jedynie przy okazji zawodowych przedsięwzięć. To jest moja pierwsza rozmowa od przynajmniej pół roku. Chciałam, żeby to VIVA! przeprowadziła tę rozmowę, bo dotychczas udało nam się zrobić fajne wywiady, a to dzięki waszej uczciwości zawodowej i profesjonalizmowi, poza tym wydaje mi się, że mnie dobrze rozumiecie. Mam świadomość, że wielu ludziom moja obecność w mediach w ostatnich miesiącach może się wydać bardzo intensywna, a to za sprawą tych tabloidów i portali, o których wspomniałaś, które karmią czytelników nigdy niekończącą się telenowelą na temat życia prywatnego. Nie mam na to wpływu i staram się tego nie komentować, ale, niestety, zaczęło to negatywnie wpływać na moje sprawy zawodowe. I ze względu na skalę przekłamania zaczęło mnie i moich najbliższych męczyć. Nie miałam zamiaru wypowiadać się na temat stanu mojego zdrowia w momencie, kiedy poważnie o to zdrowie walczyłam. To był wtedy mój priorytet. Dziś sytuacja się ustabilizowała.  – Dlatego zgodziłaś się mówić? Zgodziłam się na rozmowę, ale mam nadzieję, że nie będziemy mówić tylko o wypadku, choć wiem, że niestety ta sprawa...

Małgorzata Socha
Piotr Porębski/ Metaluna
Newsy
Małgorzata Socha: "W lustro nie patrzę"
„Może czas coś zmienić?”, prowokuje Piotr Najsztub. „A co pan proponuje?”, pyta Małgorzata Socha, triumfatorka 9. edycji Plebiscytu VIVA! Najpiękniejsi.

- Pyta Pani czasem lustra: „Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie?”. Małgorzata Socha: Nie. Nie lubię się sobie przyglądać. Też w pracy zawodowej tego nie robię, żeby później analizować swoją grę. – Nie ma samouwielbienia? Małgorzata Socha: To mi nie grozi. Chyba częściej są takie momenty, kiedy się sobie raczej nie podobam. – Bo? Małgorzata Socha: Bo stawiam sobie na tyle wysoko poprzeczkę, że nie jestem w stanie jej dosięgnąć. A to mnie denerwuje. – A wygląd też Panią denerwuje? Małgorzata Socha: Póki nie spojrzę w lustro, to nie. Ale bez przesady, nie dajmy się zwariować! Chociaż zawsze można powiedzieć: mogłabym schudnąć. – A mieć inny nosek? Małgorzata Socha: To, że mam nosek podobny trochę do Miss Piggy, jest w porządku. – Inny podbródek? Niczego nie sugeruję. Małgorzata Socha: Nie, jest w porządku. Jak mi kiedyś obwiśnie podbródek, to może zacznę grać inne role. Chyba więc jestem pogodzona ze sobą. Bardziej denerwuję się na siebie, że czegoś nie potrafię, nie wiem, niż moim wyglądem. – Uważa Pani, że dobrze się dzieje, że zrobiliśmy z aktorów maskotki, którymi się bawimy, ich życiem, ich wyglądem, a mniej nas zajmuje, jak grają? Małgorzata Socha: To już jest chyba światowy trend, nie tylko w Polsce. Trudno. – Choć Pani jest w kategorii maskotki mass mediów kiepska. Małgorzata Socha: Kiepska? – Ten sam facet od lat, jest Pani szczęśliwa, ciągle go kocha, żadnych skandali. Może czas coś zmienić? Małgorzata Socha: Co pan proponuje? – Jakoś publikę czymś zabawić. Małgorzata Socha: Zapraszam do Teatru 6. piętro. Tam się ludzie śmieją. Teraz u Żeni i u Michała...

Nasze akcje

Uwielbiasz taniec? Rozwijaj swoje umiejętności i dziel się nimi ze światem!

Partner
Newsy

Kosmetyki, które dbają o ciebie i planetę. Poznaj nową linię przeciwzmarszczkową Laboratorium Kosmetycznego Ava

Partner

Lubisz zieloną herbatę? Poznaj jej prozdrowotne właściwości

Partner

Słuchawki jak ekskluzywne kosmetyki? To możliwe z Huawei FreeBuds Lipstick

Partner
Newsy

Pierścionek zaręczynowy w codziennych stylizacjach. Sprawdź najmodniejsze zestawienia na jesień 2021

Partner
Kosmetyki Neboa
Newsy

Zadbaj o włosy w duchu eko. Jak duży wpływ na planetę ma zawartość naszych kosmetyczek? Będziesz zaskoczona!

Partner