Joanna Racewicz Joanna Racewicz z Tomasz Kammelem w studiu Pytania na śniadanie Joanna Racewicz na zakupach Joanna Racewicz z partnerem i synem
Joanna Racewicz
ONS
1/4
Joanna Racewicz
ONS

 

 

Joanna Racewicz odeszła z po prawie 20 latach! Wcześniej  została zawieszona za posty na Instagramie. Dziennikarka mówi, że nie czuje się winna. O co ta awantura?

Nie zobaczymy jej już w „Pytaniu na śniadanie”. Joanna Racewicz po półtora roku prowadzenia programu odeszła z telewizji publicznej po tym, jak została zawieszona przez kierownictwo redakcji. Za co?

 

Powodem tej decyzji było wykorzystywanie przez panią redaktor Joannę Racewicz marki »Pytanie na śniadanie« do promocji produktów bez wiedzy i zgody kierownictwa programu

 

czytamy w oświadczeniu wydanym przez TVP. Poszło o posty w mediach społecznościowych – Racewicz pochwaliła się, że schudła 10 kilo i wymieniła markę diety pudełkowej oraz opisywała ubrania, w których występowała w programie. Jej szefowie uznali to za „lokowanie produktu” sprzeczne z zasadami etyki obowiązującymi w telewizji publicznej. Racewicz wydała oświadczenie.

 

Istotnie, scenografia »Pytania na śniadanie« była tłem kilku zdjęć i filmów. Była, bo traktowałam studio jak swoje naturalne środowisko. Trochę jak drugi dom. Posty ukazywały się wyłącznie w moich kanałach społecznościowych (…). Ich celem nie była działalność komercyjna, ale chęć podzielenia się z Państwem stylem życia i wyborami

 

przekonuje dziennikarka. Dalej zapewnia, że napisała do szefostwa wyjaśnienie, zapewniła o gotowości naprawy niezręczności i skasowała sporne materiały. Czekała na rozmowę. Ale władze TVP podjęły decyzję o zawieszeniu.

 

Mam prawo sądzić, że posłużono się pretekstem, a rzeczywiste powody rozprawy ze mną są zupełnie inne

 

pisze w oświadczeniu Racewicz. Czy ma rację? Zajrzyj na kolejne strony galerii i przeczytaj story z magazynu „Flesz”!

 

Zobacz: Wiemy, kto zastąpi Joannę Racewicz w "Pytaniu na śniadanie"!

 

2/4
Joanna Racewicz z Tomasz Kammelem w studiu Pytania na śniadanie
Facebook Pytanie na śniadanie

 

 

To nie pierwszy raz, gdy Racewicz ma kłopoty z powodu naruszenia zasad etyki w TVP. W 2004 roku, będąc prezenterką „Panoramy”, udzieliła wywiadu jednemu z magazynów kobiecych. Ubrania, w których wystąpiła na sesji zdjęciowej, zostały podpisane nazwami marek. Szefostwo dziennikarki uznało, że „wywiad został opatrzony treściami reklamowymi”, a dziennikarzowi nie wolno zajmować się akwizycją reklam. Wtedy skończyło się na pouczeniu. Teraz „kara” okazała się dużo surowsza. Dlaczego?

 

W TVP chciano się pozbyć Joanny już dawno. „Pytanie na śniadanie” miało być na otarcie łez po tym, jak odsunięto ją od prowadzenia „Panoramy”. Jednak ona nie odnajdywała się w tej formule

 

- zdradza „Fleszowi” pracownik TVP.

 

Post o diecie to był tylko pretekst. Drgnięcia oglądalności w dół, gdy pani Racewicz pojawiała się na ekranie, były chyba zbyt duże. Najwyraźniej szefowie stracili cierpliwość. Jako prezenterka telewizji śniadaniowej nie budziła sympatii. Miała chmurne spojrzenie, była sztywna, „nie przechodziła przez szkło”, jak to się mówi w żargonie telewizyjnym. Śniadanie przecież trzeba jeść w takim towarzystwie, aby jedzenie smakowało

 

- mówi wprost prof. Maciej Mrozowski, medioznawca.

 

3/4
Joanna Racewicz na zakupach

 

 

Racewicz zaczęła karierę w telewizji publicznej jeszcze w latach 90. Najpierw pracowała w „Teleexpressie”, potem w „Panoramie”. W 2002 roku, podczas jednego z wyjazdów służbowych, na pokładzie samolotu rządowego poznała oficera BOR-u Pawła Janeczka. Pobrali się po dwóch latach, po sześciu zostali rodzicami Igora. W 2010 roku Joanna została wdową - Janeczek zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

 

Mogłam powiedzieć mojemu mężowi, żeby nie leciał do Smoleńska, bo miał wybór i się radził, co zdecydować. Ale lot do Stanów oznaczałby, że tata nie byłby na drugich urodzinach syna, a dla nas obojga syn był najważniejszy

 

mówiła później. Janeczek nie wrócił na urodziny syna. Tragedia pod Smoleńskiem nie tylko zabrała Joannie męża, a dwuletniemu wówczas Igorowi tatę, lecz także na lata zaszufladkowała dziennikarkę jako „wdowę smoleńską”. Racewicz długo przeżywała śmierć męża. Teraz nie ukrywa, że chciałaby zamknąć w swoim życiu rozdział katastrofy i otworzyć nowy. W wywiadzie dla „Pani” przyznała, że jest już gotowa na miłość.

 

Osobą naprawdę mi niezbędną jest teraz mój syn. Ale to nie znaczy, że postanowiłam być sama. Jeśli spotkam właściwego mężczyznę, będę wiedziała, że to ten

 

powiedziała w „Pani”.

4/4
Joanna Racewicz z partnerem i synem

 

 

Zamiast czekać na przywrócenie do pracy, Racewicz zdecydowała się sama z niej odejść.

 

Kończę na własnych warunkach, sama, z podniesioną głową. Bo nie czuję się winna

 

napisała w oświadczeniu. Czy żałuje feralnych postów?

 

Potknąć się można o różne rzeczy, można się potknąć o kłodę, spaść można z wysokiego konia, ale z kucyka i o pudełka? Nie…

 

powiedziała Racewicz portalowi Party.pl. I dodaje:

 

Ahoj, przygodo!

 

Jej sensem życia i tak jest syn. „Mój Skarb, mój Anioł, mój Świat, bez początku i końca”, tak mówi o 10-letnim Igorze. Jej Instagram i profil na Facebooku są pełne takich wyznań. Dziennikarka uważa, że dzisiaj to syn daje jej siłę i motywację do działania. Jak Igor zareagował, gdy dowiedział się, że mama nie ma pracy?

 

Pierwsze, co zrobił, jak wróciłam w nie najlepszym stanie emocji pierwszego dnia, to powiedział: »Nie martw się, mamusiu, ze wszystkim damy sobie radę, najwyżej rozbiję swoją świnkę skarbonkę«.