Party Stories
Doda z mężem Emilem Stępniem
Krystian Ferretti z "Hotel Paradise 3"
Czesław Mozil
Adam Pluciński/MOVE
Wywiady Piotra Najsztuba

Czesław Mozil: "Chciałbym się zakochać"

Piotr Najsztub punktuje Czesława Mozila okrutnie. „Nie ma w Tobie marzenia o szaleństwach?”, pyta kąśliwie. Czy ma rację?

- Masz 80 lat? Tak staro-mądrze brzmią Twoje piosenki.
Czesław Mozil:
Niektórym ludziom się wydaje, że mówię mądre rzeczy, a wystarczy mówić prawdę. Choć inni pewnie muszą mnie odbierać jak debila, który nie potrafi zdania sklecić po polsku.

– Ale ta Twoja prawda jest przyziemna, normalna. Nie ma w Tobie marzenia o szaleństwach?
Czesław Mozil:
Ale ja marzę! Chciałbym być aktorem! Więc kiedy widzę w „Igrzyskach śmierci” Jennifer Lawrence, chciałbym grać w takim filmie!

– Nie o takie marzenia pytam. Miłość w Twoich piosenkach jest przyziemna i elementarna. Żeby się tak złapać za rękę, trzymać i iść. A nie startować w kosmos!
Czesław Mozil:
Bo jakoś nigdy tego we mnie nie było. Miałem trzy poważne związki i dzięki Bogu wszystkie te dziewczyny są moimi przyjaciółkami. Ale już prawie pięć lat się nie zakochałem. Jak ja bym chciał się zakochać!

– Może jesteś za bardzo zakochany w sobie, żeby się zakochać w kobiecie?
Czesław Mozil:
Może tak jest… Ale raczej strasznie się boję tego, co miłość ze sobą niesie. Albo tego, co ja sobie na jej temat wymyśliłem. Na przykład, że może odebrać mi wolność, choć wiem, że tak mówi gówniarz, mały chłopczyk. Ale przez takie myśli parę razy straciłem miłość. Na dodatek miałem poczucie, że jeżeli nie mogę „ogarnąć” siebie, to jak mogę „ogarnąć” inną osobę czy dać jej coś z siebie?! A to jest pierwszy poziom związku. Nigdy jednak tam nie dotarłem i nie zobaczyłem, że potem mogę mieć coś, co pokona te lęki – bliskość i wsparcie innej osoby.

– Ale rzeczywiście miłość to jest utrata wolności, takiej, jaką znasz do tej pory.
Czesław Mozil:
Tak, i nie chodzi mi o wolność seksualną, ale też mentalną, co jest paradoksalne, bo ja jestem uzależniony od ludzi. Mam na przykład problem, jak w taki normalny wieczór siąść samemu przed telewizorem i oglądać film. Od razu szukam jakiegoś towarzystwa kobiecego albo idę do knajpy, baru. Odczuwam wtedy ekstremalnie samotność. W hotelu mogę spać sam, bo jestem w trasie, ale w swoim mieszkaniu mam z tym problem. Jeżeli mam być szczery… Gdybym mieszkał w Stanach, to już dawno bym poszedł do terapeuty. A tu jakoś zaakceptowałem te ostatnie pięć lat, to, że tchórzę totalnie.

 

Zobacz także: czym jest promiskuityzm

– Kiedy tchórzysz?
Czesław Mozil:
Tchórzę, kiedy czegoś się ode mnie wymaga. Kiedy słyszę faceta, który opowiada o swoim nieudanym podboju, porażkach, a i o tym, że się poddawał i na końcu zdobył jej serce, to mnie to strasznie jara.

– Że tak o nią walczył?
Czesław Mozil:
Tak. I wtedy robi mi się ekstremalnie smutno. Bo ja albo nie spotkałem takiej kobiety, albo po prostu dziecinnie zadzieram – po odmowie – nos do góry i myślę: Nawet nie wiesz, co straciłaś.

– Może w swoim życiu nie stworzyłeś miejsca na miłość?
Czesław Mozil:
Jak ty to mówisz, to brzmi to strasznie. A jak mam skojarzenia bardzo romantyczne, to jak dialog z końcówki filmu. Mam nadzieję, że tak nie jest. Jest muzyka. W liceum mówiłem swojej nauczycielce, że chętnie podpiszę kontrakt z diabłem, żeby żyć ze swojej muzyki.

– Mały Czesław, bo dzieci często tak mają, rzeczywiście w swoim pokoiku wzywał diabła, żeby podpisał z nim cyrograf?
Czesław Mozil:
Nie, ale to sobie wyobrażałem. Że gdyby przyszedł pan i powiedział: „W tej chwili, chłopczyku, masz wybierać: tak albo tak”, to powiedziałbym: „Chcę muzykę”. Ze świadomością, że coś za coś.

– Może więc podpisałeś ten cyrograf, bo może wystarczy go w myślach podpisać?
Czesław Mozil:
Albo go sobie wmawiać, albo używać jako ucieczki od problemów miłosnych. Mimo że uważam się za totalnego romantyka, to jeśli przyjaciółka, kochanka ma wchodzić w moje życie, trochę więcej miejsca w nim zajmować, to ja się od razu zwijam. I to nie pozwala mi poczuć tej osoby troszeczkę inaczej.

– W ten sposób nie poznajesz kobiet w ogóle.
Czesław Mozil:
Czasami, to brzmi strasznie nie fair, ale taka partnerka jest prawie jak substytut alkoholu czy tabletek na sen. Bo jest się po koncercie, adrenalina i trudno zasnąć, a łatwiej, kiedy masz partnerkę i wino. A 2011 rok to była ciągła adrenalina. Chciałem pokazać sobie i innym, że ja potrafię to, to i to, że można połączyć ten świat medialny z wiarygodnością artystyczną! Dlatego wymyśliłem z rok temu i powiedziałem menedżerce: „Asiu, zagrajmy w każdy poniedziałek, po tych lajfach w »X Factorze«. Zabukujmy poniedziałki w małych wioskach, żebym mógł zejść z telewizora, mentalnie też odsapnąć i być trzeźwy w poniedziałek rano. I żeby ludzie sprzed niedzielnego telewizora mogli mnie poniedziałkowego zobaczyć u siebie w mieście”.

– I jak oni Cię w te poniedziałki odbierają?
Czesław Mozil:
Przepięknie! I przychodzą dalej ci, którzy przychodzili cztery i pięć lat temu, co mnie bardzo cieszy. Gramy dość trudny koncert, złożony z bardzo starych kawałków, mało hitów, a ludzie rozumieją. Przychodzą na muzykę, a nie na gwiazdę niedzielnego wieczoru w TVN.

– Tak Czesław się uwiarygadnia przed sobą i widzami. A kiedy Czesław cierpi?
Czesław Mozil:
Jak ludzie próbują znaleźć gdzieś ściemę, we mnie, w moim graniu.

– A może Ty też cierpisz przez to, że się w sobie nie mieścisz? Nie masz takiego wrażenia, że jest Ciebie za dużo jak na jednego człowieka?
Czesław Mozil:
Tak mi powiedziała kiedyś menedżerka. I matka też: „Ty chcesz wszystko”.

– A umiesz w ogóle odpoczywać, oprócz alkoholu?
Czesław Mozil:
To coraz trudniejsze, nawet gry komputerowe, które kiedyś były dla mnie wielką rozrywką, przestają działać. Absurdalne jest to, że wszystko, od czego chciałem uciec, czyli to szkolne poczucie, że jesteś do tyłu, masz nieoddane zadania, wróciło. To poczucie mam, gdy chodzi o moją twórczość, mniej teraz tworzę czy piszę melodii. Teraz często siadam, bo wiem, że muszę siąść i „odrobić” muzykę.

– Jak zadanie z matematyki.
Czesław Mozil:
Prawie. A ja bym chciał dojść do takiego stadium, że będę po prostu tworzył. Jestem jeszcze strasznie, cholernie niedojrzały jako twórca. Muszę mieć dwa, trzy dni pijactwa, nudzenia się, ale w jednym miejscu. I jak się budzę troszeczkę skacowany, wtedy mogę pochodzić nago po mieszkanku, koło pianina siąść i zacząć się z nim dogadywać.


– Może odpoczywasz podczas „X Factora”? Siedzisz, słuchasz sobie muzyki…
Czesław Mozil:
Na pewno to nie jest praca, która mnie psychicznie i fizycznie wykańcza. Tutaj jestem sobą, przeżywam, taka trochę zabawa. Tylko że to trwa 25 dni w roku! I wiem, że w poniedziałek, kiedy wrócę z trasy, będą pustki. Może powinienem się nauczyć troszeczkę mniej balować na trasach, żeby takim nie wracać w poniedziałek, bo to jest jak domino – balujesz cały weekend, wracasz, pustka i masz wielką potrzebę pociągnięcia dalej tego balu…

– Wpadasz w taki pijacki dygot?
Czesław Mozil:
Tak, czasami coś takiego miałem. Po trasie jest poniedziałek i mam pięć dni, zanim pojadę znowu w trasę. I czasami ten bal trwał sześć dni. Wiem, że musi być balans, ale nie lubię takiej myśli, że idę na imprezę i wracam o godzinie drugiej.

– No to o której chcesz wracać?!
Czesław Mozil:
O drugiej. Ale dwa dni później. I lubię to, co taki bal może dać głowie, bal trzydniowy potrafi oczyścić mnie umysłowo…

– Oczyścić…
Czesław Mozil:
Tak, czuję się świeży, nowy umysłowo. Straciłem jeden dzień, kilka, ale bardzo zdrowo jest wrócić z powrotem. Jedną rzecz chciałbym tylko podkreślić – ja dużo pracuję, jestem bardzo zdyscyplinowany.

– Ale ciągle nie odrobiłeś wszystkich zadań, masz zaległości.
Czesław Mozil:
Inaczej. Moje życie składa się z pracy i z balowania.

– Nie boisz się alkoholizmu?
Czesław Mozil:
Boję się. Boję się wszelkich nałogów, ale próbuję…

– Mieszkasz w Krakowie, tamtejsi alkoholicy mówią o sobie, że nie są alkoholikami, tylko pijakami.
Czesław Mozil:
Mam meldunek w Krakowie, a kredyt spłacam w Warszawie, na Pradze. Uciekłem od Krakowa; był jednym z powodów mojego powrotu do Polski, chciałem zamieszkać w tym pięknym mieście. Ale tam nie ma prawie wieczoru, żeby ktoś mnie nie zaczepił, tam są bitki. Ostatnio wszedł gość do jakiejś małej knajpy i trzy gołębie wrzucił, krzycząc: „Niech was osrają!”. Rzuciłem się na niego. Kraków jest tak zakompleksiony, jeżeli chodzi o ten artyzm, nie mogą się wyluzować, czuć tą „spinę” w każdej knajpie. To jest jak komentarze na Pudelku razy tysiąc.

– Tylko trzeba znać cytaty z literatury.
Czesław Mozil:
Tak, a ja, mimo że mam matkę polonistkę, bardzo mało czytałem.

– Nie boisz się, że jesteś debilem, skoro nie czytałeś?
Czesław Mozil:
Skoro mam 32 lata, to sam już doszedłem do tego, że nie jestem debilem. Mam formę emocjonalnej inteligencji, choć intelektualnych zasobów dużo mi brakuje. I boję się alkoholizmu, jak boję się wszelkich innych nałogów.

– Tak jak boisz się miłości, tak się boisz alkoholizmu.
Czesław Mozil:
Inaczej. Moja menedżerka powiedziała mi tak: „Jesteś uzależniony, tylko uzależnienia się zmieniają”. Jest taka forma uzależnienia: jak tutaj coś się uspokaja, to nagle chodzę w inne jazdy, czy to są kobiety, czy…

– I co jest lepsze: seksoholizm czy alkoholizm?
Czesław Mozil:
Dzięki Bogu póki co jeszcze wiem, kiedy to i to robi się niesmaczne. To są ucieczki. Nie robię z siebie strasznego dramatu, jestem normalnym chłopakiem, lubię pracować. Ale wiem, że mi łatwo przychodzi rozwalać się na kawałki i potem muszę zbierać te klocki, bo jestem wielkim marzycielem, marzę sobie…

– O wielkiej muzyce?
Czesław Mozil:
Jak ja mogę marzyć o rodzinie, której nie mam? Teraz wszyscy moi przyjaciele zaczynają mieć dzieci, a co ja robię? Więc ja wierzę w rodzinę i dzieci, chciałbym się spotkać z tobą za parę lat i powiedzieć: „Jestem szczęśliwy”. Albo może jestem szczęśliwy, nawet jak jestem sam?

– Ja o muzyce, Ty o rodzinie. Męczy Cię ten brak miłości.
Czesław Mozil:
Nie mogę powiedzieć, że jest mi naprawdę dobrze w tej chwili. A znowu ta czułość, którą pamiętam, z tymi paroma partnerkami, ona jest niezwykła!

– Jesteś piewcą Polski B, C, przedmieść, małych miasteczek. W Twoich teledyskach większość bohaterów to zwykli ludzie ze swoim zwykłym życiem. Czemu Cię to tak urzeka?
Czesław Mozil:
Bo to jest niesamowite, że jest taka stacja jak TVN! Oni kreują tą Warszawę, Warszawa jest tutaj, tylko że bez tych mniejszych miasteczek by tej stacji nie było.

– Bo tam jest oglądalność.
Czesław Mozil:
Tak!

– I oglądalność przeżywa i Ty o tym piszesz i o tym śpiewasz. A co w ogóle o tym wiesz?
Czesław Mozil:
Może dużo nie wiem, ale byłem zmuszony do jeżdżenia po Polsce. Taki pan Andrzej Kuba Florek usłyszał naszą demówkę i zaczął nam organizować trasy. A że trudniej mu było załatwić koncert w Warszawie, jeździliśmy po prowincji. I tam spotykam ludzi, dla których ta Warszawa i to, co się dzieje w telewizji…

– To inny kontynent?
Czesław Mozil:
Tak! A tu nagle przyjechałem ja i jeszcze dziękują mi, że patrzę im w oczy!

– A nie miewasz na prowincji takich pokus, żeby jakąś dziewczynę stamtąd zabrać i tu ją, na ten kontynent Wawa wsadzić, zmienić jej życie, bo możesz to zrobić?
Czesław Mozil:
O tym jest taka piosenka „W sam raz”. Nie, bo to by było straszne dla niej i dla mnie.

– Moim zdaniem byś zrujnował nie ratował.
Czesław Mozil:
To rzeczywiście byłby hard core.

– Stoisz okrakiem między kontynentem Wawa i polską prowincją. I wygląda na to, że prowincja bardziej Cię podnieca.
Czesław Mozil:
Ależ pewnie! Uwielbiam ekipę, jak robimy „X Factor”, ale potem uciekam do swojej knajpy na Pradze, lokalnej. Powiem szczerze, że tu, na Pradze, pierwszy raz czuję się jak w domu, w tym moim dwupokojowym mieszkanku.

– Masz meble? Łóżko czy materac?
Czesław Mozil:
Mam meble. Nie mogę sobie pozwolić na wielki lans, 300 metrów kwadratowych, więc w tych 30 metrach mam białą podłogę, wreszcie mam kuchnię. Mam dużą wannę, bo moja eksdziewczyna powiedziała mi: „Pralka do kuchni i duża wanna”. I teraz prawie codziennie jej za to dziękuję, bo ta wanna mieści dwie osoby. Ale jak robisz łazienkę, kupujesz telewizor za 250 złotych, taki mały, i masz w łazience telewizor. I sobie oglądam tam dziennik, taki mały lans. Nic więcej. I jest pianino, jest kanapa i kupiłem sobie bieżnię. Tylko to się mieści. Rolety jeszcze na wszystkie okna, bo mam szkołę tuż obok. Kiedyś o tym zapomniałem i cztery okna piątej klasy przez chyba pięć minut patrzyło, jak chodziłem nago. Jak się obróciłem i ich zobaczyłem, a oni mój wzrok, zaczęli tak piszczeć! Więc ja szybko do windy, po rolety, zamówiłem pana i wszystko jest teraz ciemne.

– Jak się dogadujesz z Kubą? Obaj jesteście adehadowcy i samce alfa, więc jak się spotykacie, to chyba mówicie równocześnie i nie słuchacie się nawzajem?
Czesław Mozil:
Nie. Siedzimy te pół godziny, kiedy jedziemy na live, i wtedy jest świetna, piękna rozmowa. Ja ten czas wykorzystuję, żeby dostać parę porad.

– Czyli to on musi wygrać?
Czesław Mozil:
Ja sobie pozwolę powiedzieć, że nie zawsze wygrywa.

– Ale musi, ma ten pęd do tego. Ty też go masz?
Czesław Mozil:
Tak, ale on jest niezwykły. Ostry zawodnik.

– Kto więc jest większym samcem alfa – Ty czy Kuba?
Czesław Mozil:


– Ciężko Ci przechodzi przez gardło?
Czesław Mozil:
Logiczne, że ja, nie ma żadnej kwestii! O takich sprawach to ja z Kubą nie rozmawiam.

– Ciężka robota bycie samcem alfa. Trzeba zawsze udowodnić swoją przewagę.
Czesław Mozil:
To jest ciężka praca być samcem alfa koło Kuby, tak mówiąc z przymrużeniem oka. To jest człowiek bardzo wrażliwy i ma dużo dystansu.

– Tylko nie do siebie?
Czesław Mozil:
Dla mnie to jest frajda, że nie muszę mieć poczucia, że poznaję takie osoby, jak Tatianę czy Kubę, bardzo głęboko. Dla mnie wystarczy to, że mogę otworzyć się do pewnego punktu, z szacunkiem wobec nich, że po prostu mi się z nimi świetnie pracuje, a jutro spotykam swoją kapelę, zjem z nimi obiad, jest techniczny, kierowca, moja menedżerka – jak rodzina.

– A jak Ty skończysz?
Czesław Mozil:
Może się skończy nagle, bo widzę, mam przyjaciół, którzy kończą nagle.

– Ale możesz żyć uporczywie. Będziesz popadał w zapomnienie, taki przebrzmiały gwiazdor…
Czesław Mozil:
Tak bym nie chciał być zmierzły i zakompleksiony. Nie chciałbym, żeby wszystkie kompleksy, które mam, kiedyś obudziły się i pokazały inną część mnie. To by było straszne!

– Jakie masz główne kompleksy?
Czesław Mozil:
Jako muzyk, twórca. Zawsze jest pytanie, czy to, co się robi, ma sens, bo ja to chcę, ale może…

– Przeżyje Ciebie?
Czesław Mozil:
Tak. To jedna rzecz. Ale też czy przyjdzie dzień, że nie będzie ludzi na sali? Albo wielki strach, jak z bajki Andersena, że idzie król, a nagle jedno dziecko mówi: „Przecież on jest nagi, o co tutaj chodzi?”.

– Jesteś nagi?
Czesław Mozil:
W jakim sensie, że mam strach, czy to, co robię, komuś się nadal będzie podobać, czy następne będzie się podobać, czy przyjdą jutro na koncert? Za każdym razem jak wychodzę na scenę, nie oczekuję oklasków.

– Nie masz pewności, że będą?
Czesław Mozil:
Chciałbym, ale mogę tylko prosić cały czas o akceptację. Przed oklaskami jestem zesrany, bardzo pokorny.

– To jest strach, nie pokora. Pokora to jest coś innego. A jakie masz inne kompleksy?
Czesław Mozil:
Tego małego chłopaka, metr sześćdziesiąt dziewięć.

– Kurdupel?
Czesław Mozil:
Tak.

– Z brzuchem na dodatek, co prawda gubisz trochę ostatnio ten brzuch.
Czesław Mozil:
Gubię go przez 16 lat – od czasu, jak zacząłem pić piwo.

– Kurdupel z brzuchem jest bardziej wiarygodny, śpiewając o nieszczęśliwej miłości, wszystko się zgadza.
Czesław Mozil:
Tak. I z kurduplem to już się nic nie zrobi, ale z tym brzuchem… I to jest coś takiego, że inni faceci myślą: On nie jest żadnym zagrożeniem. A jestem.

Rozmawiał Piotr Najsztub
Zdjęcia Adam Pluciński/MOVE  
Stylizacja Dorota Zielińska
Makijaż Magda Pieczonka
Fryzura Sylwia Kiliś/Metaluna
Produkcja sesji Ula Szczepaniak

Komentarze
Zapraszamy do dyskusji
Czekamy na Twoją opinię w tym temacie. Dołącz do dyskusji!
Czesław Mozil
ONS
Newsy
Czesław krytykuje TVN: Nie mają pomysłu na swoje gwiazdy
Skąd taka refleksja u Mozila?

Jeszcze kilka lat temu Czesław Mozil był niszowym artystą, który wprawdzie sprzedawał płyty w imponujących nakładach, ale jego twarz raczej nie pojawiała się w mediach. Wszystko zmieniło się za sprawą udziału w "X-Factor", gdzie Czesław niezmiennie od 3 lat jest jurorem. Poza programem słynie z bezkompromisowych wypowiedzi. Przypomnijmy: "Chciałbym wyr****ć Martę Wierzbicką" Okazuje się, że Mozil na tyle pokochał pracę w telewizji, że ma apetyt na więcej. Jego udział w popularnym show wywołał przed laty wiele kontrowersji w środowisku fanów, ale wiele wskazuje na to, że wszystko jeszcze przed nimi. Czesław wyznał w najnowszym wywiadzie, że chciałby zostać aktorem i zagrać w serialu, nawet małą rolę. Przy okazji dodaje, że jego zdaniem TVN nie ma pomysłu na swoje gwiazdy. Gdyby tak było, miałby już rolę w którymś z flagowych seriali stacji.   Dzisiaj jestem nieodkrytym talentem. Byłem gwiazdą jasełek od szóstego roku życia. Grałem wszystko, diabła, Heroda, syna Heroda i Józefa. Bardzo chciałbym zagrać w „Lekarzach” albo „Na Wspólnej”. Dajcie mi jakąś małą rolę, mogę być wujkiem z Kanady z dziwnym akcentem, ale mój talent aktorski to jest tylko początek. Według mnie telewizja TVN nie ma pomysłu na swoje gwiazdy, a ja powinienem mieć swój własny serial i będę go miał, przysięgam! - zapowiada w rozmowie z www.lifestyle.newseria.pl Swoje zapędy aktorskie muzyk miał okazję zrealizować przy okazji filmu "Facet (nie) potrzebny od zaraz", gdzie dostał małą rolę.   Jestem takim niespełnionym aktorem, dlatego bardzo się cieszę, że pani Weronika zaprosiła mnie do projektu. Mam zaszczyt grać jednego z ekschłopaków Katarzyny Maciąg. To mała rola, ale miałem zaszczyt zagrać m.in. w scenie, w której nocuję z Katarzyną Maciąg - ekscytuje się. Widzicie w Czesławie aktorski potencjał? TVN...

Newsy
Nieznana twarz Agnieszki Włodarczyk
Zachwyciła widzów programu „Jak oni śpiewają”. Ale karierę rozpoczęła dużo wcześniej. W teatrze występowała, mając 14 lat. Rok później zagrała w „Sarze” u boku Bogusława Lindy. Zupełnie bezbronna zderzyła się ze światem show-biznesu. Vivie! opowiedziała, jak uczyła się jego twardych reguł. I pokazała swoją nieznaną twarz.

– Masz w sobie determinację? Bo wzięłam udział w programie „Jak oni śpiewają”? Chyba mam. To moje ciche marzenie, żeby nagrać płytę. Pomyślałam, że skoro jestem leniem i sama się tym nie zajmę, to może los sprawi, że moje marzenie się spełni. – Śpiewałaś od dziecka? Tak. I pomyślałam, że powinnam się w tym śpiewaniu podszkolić, gdyż może się tak zdarzyć, że będę śpiewać zawodowo. – Zdobyłaś mnóstwo nowych wielbicieli, tym razem Twojego głosu. Wystarczy poczytać wpisy internetowe. Ja ich nie czytam, bo nawet nie umiem włączyć komputera. Nie mam swojego adresu mailowego i w ogóle komputer dla mnie może nie istnieć. – Żyć w XXI wieku bez komputera? Jak to możliwe? Możliwe, skoro żyję. Po prostu nie chcę kolejnej pułapki, uzależnienia. Ja się boję tych wszystkich telefonów komórkowych i tak dalej. Można dostać świra, gdy ciągle dzwoni. – Dlatego często nie odbierasz? Sama się o tym przekonałam. Ale zawsze oddzwaniam. Szanuję ludzi. Nie mam kaprysów gwiazdy. – A jesteś już gwiazdą? Przeciwnie, do gwiazdy mi daleko. – Podobnie mówiłaś kilka lat temu w wywiadzie dla VIVY! Tu się więc nic nie zmieniło. Za to w moim życiu zmieniło się wiele. Partner życiowy na przykład. – Wtedy byłaś w niedobrym związku. Chciałaś się z niego wyzwolić. I wyzwoliłam się. Teraz mam już wszystko poukładane. Jestem spokojniejsza. Już wiem, czego chcę. – A czego nie chcesz? Wiecznego balu. – Nie tańczysz już na stole? Nie tańczę. Uspokoiłam się, stałam domatorką. Ta zmiana jest bardzo ważna. Łączy się z mężczyzną, z którym jestem od czterech lat. Ale boję się opowiadać o nim, żeby nie zapeszyć. I nie chcę być postrzegana...

Maciej Stuhr
Viva! nr 1/2012 z dnia 5 stycznia 2012 r.
Newsy
Maciej Stuhr: "To jest mistyfikacja"
Takiego Macieja Stuhra nie znacie! Pije po spektaklu, dziwnie mu grać z ojcem, czasem sam siebie pyta: „Co ja tu robię?”, i chciałby mieć czworo dzieci.

– Czym się różni przedrzeźnianie od parodiowania? Maciej Stuhr: J ak się brałem za parodiowanie, to ponieważ tkwiły we mnie resztki dobrego galicyjskiego wychowania, nigdy nie chciałem, żeby to było prześmiewanie i nawet jeżeli wychwytywałem jakieś słabostki moich „delikwentów”, to bardzo mi zależało, by te numery miały jakąś nić sympatii do tych bohaterów. – Parodia, jeśli chodzi o aktorstwo, jest najbliższa schlebianiu niskim instynktom, więc musi Pan być choć trochę złośliwy. Maciej Stuhr: Trochę. – Panu zdarzało się ojca parodiować? Maciej Stuhr: Nie. Byłoby trudno, bo mamy sporo cech podobnych, z czego więcej prawdopodobnie jest nieuświadomionych, a widocznych, zwłaszcza na początku mojego grania. Rezygnowałem z takich środków, nawet gdy wiedziałem, że są one skuteczne. Więc parodiowanie nie wchodziło w grę. – Pana ojciec mówił mi niedawno, że najbardziej go boli, jak widzi w Panu swoje błędy, że to on Pana nimi obdarzył swoim DNA. Pan jest w stanie te błędy wspólne dla Was obu wychwytywać? Maciej Stuhr: Nie zastanawiam się nad tym. Bo jednocześnie też coś innego mi na szczęście przekazał. To nawet nie tyle dotyczy aktorstwa, ile pewnych życiowych wyborów, postaw. Patrząc na swoje dzieciństwo i na nasze podobieństwa, mogę próbować czegoś unikać. – Na przykład czego? Maciej Stuhr: Na przykład częściej bywać w domu, bardziej o to walczyć. – Czego jeszcze? Maciej Stuhr: Takiego zafiksowania na punkcie austriackiego porządku. To ewidentnie kojarzy mi się z ojcem, jego brak, a potem powrót i pierwsze słowa komentujące bałagan w domu. Teraz mam to samo: gdy wracam z dalekiej podróży i coś leży nie na swoim miejscu, to pamiętając dzieciństwo, nie komentuję. – Czyli pedant walczy w Panu o prymat?...

Nasze akcje
Jenny Fairy Midday Coctail
Newsy

Ten stylowy dodatek przeniesie cię w świat wakacji i słodkiego lenistwa!

Partner
piekna-kobieta-bella
Fleszstyle

Jak się czuć pewnie i wygodnie przez cały dzień? Stawiaj na jakość

Partner
huawei-6-band-opaska
Fleszstyle

Asystent i trener personalny w jednym?

Partner
Kolekcja-wiosna-lato-CCC-2021
Fleszstyle

Czy zdrowe i wygodne dziecięce buty nie mogą być modne?

Partner
Kolekcja-wiosna-lato-CCC-2021
Fleszstyle

O tych butach marzy twoje dziecko!

Partner
catering-tajm
Fleszstyle

Pyszne, zdrowe i niebanalne dania z dostawą pod twoje drzwi?

Partner