Marcelina Zawadzka
ONS

Umawiamy się późnym wieczorem w popularniej restauracji na ulicy Żurawiej w Warszawie. Marcelina Zawadzka (23) przyjeżdża punktualnie. Ma rozpuszczone włosy, czarny kapelusz, zieloną sukienkę i od wejścia przyciąga spojrzenia gości lokalu. Na początku rozmowy przeprasza za to, że spotykamy się o tak późnej porze. Tłumaczy, że dopiero wróciła z Gniezna, a w planach ma już kolejne wyjazdy. Od dziesięciu miesięcy żyje na walizkach. A co jeszcze zmieniło się w jej życiu od kiedy otrzymała wymarzony tytuł Miss Polonia?

– W grudniu kończy się twoje panowanie. Na czym właściwie ono polegało?
Marcelina Zawadzka:
Przede wszystkim na podróżowaniu po Polsce. Zwiedziłam wiele miast. Brałam udział w galach, rozdaniach nagród… Wiele razy pomagałam też zbierać pieniądze na cele charytatywne. Takie wyjazdy bywają męczące, bo czasami muszę spędzić kilka godzin za kierownicą, a później zaprezentować się perfekcyjnie. Spotkania z ludźmi to jednak wystarczająca rekompensata za zmęczenie. To są magiczne chwile! Tym bardziej że w mniejszych miastach czasem faktycznie jestem przyjmowana jak królowa (śmiech). Zdarza się, że organizatorzy nawet zatrudniają ochroniarzy, którzy chodzą za mną krok w krok.

– Twoich „poddanych” zapewne trochę to peszy…
Marcelina Zawadzka:
Gdy stoję w koronie, na wysokich obcasach, czasem czuję, że ludzie rzeczywiście mają do mnie dystans, ale staram się go szybko skrócić miłą rozmową albo choćby zwykłym uśmiechem.

– Podobno kiedyś zastąpiła cię poprzednia Miss Polonia, Rozalia Mancewicz, i nikt się nie zorientował, że to nie ty…
Marcelina Zawadzka:
Tak! Miałam wtedy egzamin i poprosiłam Rozalkę o pomoc. W sali powieszono mnóstwo moich plakatów, ale i tak nikt się nie zorientował. Zresztą fotoreporterzy do dzisiaj potrafią krzyczeć do mnie: „Rozalia, popatrz w prawo, w lewo”. Już się przyzwyczaiłam…

– Są jednak miejsca, gdzie na pewno wszyscy wiedzą, kim jesteś. Na przykład twój rodzinny Malbork!
Marcelina Zawadzka:
Kiedy zostałam Miss Polonia, moje miasto po prostu oszalało! Stałam się tam popularna i jestem z tego bardzo dumna, bo kocham Malbork.

– Pokochałaś też Warszawę?
Marcelina Zawadzka:
Tak! Miłe jest zwłaszcza to, że na pokazach siedzę teraz w pierwszym rzędzie. Wcześniej chodziłam po wybiegu, dzisiaj mam okazję obserwować to wszystko z drugiej strony.

– Zdarzyło ci się wykorzystać swoją popularność?
Marcelina Zawadzka:
Tylko raz! Spieszyłam się na egzamin i postawiłam samochód w miejscu, gdzie stał znak zakazu. Gdy wróciłam, strażnicy miejscy już wypisywali mi mandat i robili zdjęcia auta. Podeszłam, zagadałam ich i skończyło się na tym, że na zdjęciach zamiast auta byłam ja. Oczywiście – ze strażnikami!

Więcej na temat Marcelina Zawadzka wywiad