Karolina Korwin Piotrowska
mat. pras.

Wyrzuca z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, jest konkretna i pewna siebie. Karolina Korwin-Piotrowska (43) twierdzi, że tropi w show-biznesie chamstwo, głupotę i bezmyślność. Błędy wytyka celebrytom w „Maglu towarzyskim”, felietonach we „Wprost” i komentarzach na Facebooku. Ale nie tylko tam… Po sukcesie swojej pierwszej książki pt. „Bomba” napisała kolejną, zupełnie inną. W „Ćwiartka raz” pokazuje, jak
w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat zmieniał się świat polskiej popkultury. Zapowiada, że to „fenomenalny rollercoaster wspomnień”. Potwierdzam – od tej książki trudno się oderwać. Aż chce się krzyknąć: „Tak naprawdę było!?”.

Pierwszą książką spuściłaś na nas bombę. Teraz – „Ćwiartka raz”. Tym razem chcesz nas upić?
Może się zakręcić w głowie, ale tylko od wspomnień. To jest książka dla każdego, kto chce sobie przypomnieć, co wydarzyło się przez te ostatnie dwadzieścia pięć lat w show-biznesie, kulturze czy muzyce. Dobrego i złego. Na początku chciałam zrobić coś bardziej na kształt leksykonu. Kiedy jednak pierwszy raz poszłam do Biblioteki Narodowej i wsiąkłam tam na dziewięć godzin bez jedzenia i picia, bo byłam tak zafascynowana tym, co czytam, to doszłam do wniosku, że muszę przypomnieć kultowe wywiady czy na przykład pokazać, jak zmieniły nas portale plotkarskie. 

Jakim kluczem kierowałaś się przy wybieraniu tego, co warto przypomnieć?
Pytałam znajomych, z czym kojarzą im się lata 90. i późniejsze, po roku 2000. Kiedy wzięli gazetę do ręki i było im wstyd, że „to” czytają? Kiedy chcieli się pozbyć telewizora z domu po tym, co zobaczyli? I okazało się, że to było długo przed programem z Natalią Siwiec. „Big Brother”, „Bar”, „Łysi i blondynki”, „Jestem, jaki jestem” – to było chamstwo i silikon. Ale miałam też fajne odkrycia: z przyjemnością przypomniałam sobie pierwsze naiwne wywiady, sesje w domach gwiazd. Obejrzałam jeszcze raz filmy, sprawdzając, czy po latach się obroniły. „Psy” jak najbardziej. Na nowo odkryłam na przykład „Czas surferów”. Po premierze sądziłam, że to gniot, a teraz uważam, że jest kultowy! Z kopalnią cytatów i świetnym Bogusławem Lindą. 

Postacie Bogusława Lindy i Cezarego Pazury przewijają się przez prawie całą książkę.
Bo to są gwiazdy, których kariera w ciągu dwudziestu pięciu lat wybuchała i przygasała. Obaj utalentowani, zagrali fajne role, ale poszli w dwie różne strony. Cezary stał się zabawiaczem. Nawet nie wiedziałam, że przez te wszystkie lata udzielił tylu beznadziejnych wywiadów. Poraziła mnie chociażby jego sesja z żoną i dzieckiem w wannie. Był we wszystkich gazetach, w co drugim numerze „Halo”, poprzednika „Gali”. To rekordzista okładek! A Linda od początku mówił dziennikarzom „nie”. Poszedł do sądu za publikację zdjęcia zrobionego mu w kapciach przed domem. Pokazał granice. Miał przez to opinię buca, nawet w pewnym momencie zniknął z show-biznesu, ale wrócił z klasą. Pazura wylądował, reklamując garnki. I nadal lansuje się w gazetach, tyle że teraz z kolejną, młodszą żoną.

Czytając „Ćwiartkę raz”, miałam wrażenie, że wychwalasz lata 90. Wszystko wtedy było fajniejsze, lepsze, a błędy gwiazd – łatwe do wybaczenia.
Lata 90. były urocze i niewinne. Ale też naiwne. Te śmieszne sesje, dziwne ciuchy. Wpadki z tamtych czasów są teraz kultowe. Jak chociażby Agnieszka Chylińska, która dała się namówić na okładkę w „Elle” i tekst „Poranek skandalistki”. Pyskata rockmanka w pościeli, potem coś gotuje, idzie do sklepu, całuje chłopaka, plotkuje z przyjaciółką… Fotostory jak z „Bravo”. Fani ją za to zjedli. Albo Kasia Nosowska i okładka „Wieczór panieński Katarzyny Nosowskiej”. A ślubu nigdy nie było (śmiech). Teraz takie rzeczy robią tylko desperaci pragnący uwagi. Pokazuję również, że aktorzy i artyści zawsze bredzili w wywiadach. W XXI wieku wchodzą „Fakt”, „Gala”, „Viva!” i Internet. Obraz aktora się zmienia. Nie jest już posłannikiem do mówienia ważnych rzeczy, tylko człowiekiem do wynajęcia i ma różne pomysły, aby się zareklamować. Wtedy też część artystów nieskłonnych do pokazywania tego, co mają w majtkach, zniknęła z mediów.

A kto się przez to ćwierćwiecze nie dał i poradził sobie bez tego rozgłosu?
Ci, którzy poradzili sobie najlepiej, nigdy nie byli w mainstreamie. Na przykład genialna Kasia Nosowska, która znalazła balans między popem a niszą. Pokazała, że można istnieć w tym kraju bez rozkładania nóg w gazecie. A jak wyda płytę, to wszyscy leżą u jej stóp. Kazik, Maja Ostaszewska, Robert Więckiewicz, Magdalena Cielecka, Marcin Dorociński, Bogusław Linda – ich siłą były talent i praca. To artyści, a nie pokazywacze.

Więcej na temat Karolina Korwin Piotrowska