Party Stories
Gwiazda "Skazanego na śmierć"

Wentworth Miller: Popularny domator

Serial, w którym gra główną rolę, na całym świecie, teraz również w Polsce, bije rekordy popularności. Michael mógłby wejść do pierwszej ligi aktorskiej. Ale zamiast łapać okazję, tak jak jego filmowy bohater ucieka przed światem. Tyle że zamyka się w domu, nie w więzieniu.

Do niedawna wydawało mi się, że znam siłę oddziaływania telewizji. W rzeczywistości nie miałem o tym pojęcia. Zrozumiałem to dopiero, kiedy pojawiłem się w „Skazanym na śmierć”. To, że z dnia na dzień stałem się rozpoznawalny w Chicago, nawet mnie zbytnio nie zdziwiło. W końcu w tamtejszym więzieniu stanowym Joliet odbywały się zdjęcia do pierwszej serii. Ale człowiek, który dostał rolę w takim hicie, ma swoich fanów także na małej stacji benzynowej gdzieś w Idaho – mówi Wentworth.


Aktorowi nie grozi jednak na razie to, że się z nimi spotka. Bo, jak sam przyznaje w zaledwie kilku udzielonych dotychczas wywiadach, większość czasu spędza w domu. Na pytanie, co robił w ciągu pięciu tygodni przerwy między zdjęciami do pierwszej i drugiej serii, mówi szczerze: „Głównie spałem. Nie czuję się dobrze w klubach czy w barach. Bez problemu mogę przesiedzieć całe weekendy w domu, tracić czas, oglądając kolejne odcinki »Law and Order« albo »Simpsonów«. Moim największym hobby jest układanie scrabbli. Mam sporą ich kolekcję, także zestawy turystyczne. Zdarza się, że wychodzę do restauracji, ale nie dalej niż dwie przecznice od mojego mieszkania”, mówi Wentworth. Nietowarzyski, małomówny, poważny Miller jest zupełnym zaprzeczeniem gwiazdy w hollywoodzkim stylu.

Piękny umysł

Nawet jego rodzice, Wentworth Earl Miller II i Roxann, zawsze uważali, że ich syn nie nadaje się na aktora i chcieli, by zrobił karierę naukową. Sami są akademikami po Yale: ojciec Wentwortha skończył tam prawo i psychologię, matka – nauczanie specjalne. Mimo że aktor jest Amerykaninem, urodził się i wychował w Oksfordzie, gdzie ojciec był przez kilka lat na kontrakcie. Dwie młodsze siostry Wentwortha poszły w ślady ojca: Gillian jest prawniczką, Leigh kończy studia prawnicze. Miller wybrał literaturę angielską w Princeton. Ale już tam był typem outsidera, bo nawet przez chwilę nie zapomniał o marzeniu z dzieciństwa, by zostać aktorem. „Princeton to bardzo konserwatywne miejsce, więc wszyscy moi przyjaciele myśleli o karierze prawnika, lekarza albo maklera na Wall Street. Można się było oczywiście zajmować sztuką, ale w wolnym czasie jako hobby”, wspomina aktor. „Ktoś, kto w takim miejscu marzy o aktorstwie, uważany jest po prostu za świra i ryzykanta”. Jak zwykle Wentworth mało jednak robił sobie z tego, co sądzą o nim inni i zaraz po otrzymaniu dyplomu ruszył do Los Angeles. Pytany przez dziennikarzy, po co w ogóle studiował, skoro nie zamierzał pracować jako literaturoznawca, stwierdził jedynie: „To było ciekawe doświadczenie. Dzięki Princeton byłem w niezwykłych miejscach, widziałem niesamowite rzeczy i odkrywałem inspirujące obszary sztuki”.

Nigdy więcej fasoli

Aż do spotkania z producentem serialu „Skazany na śmierć” Paulem Scheuringiem, Wentworth nie wydawał się filmowcom interesujący. Po 500 castingach, w których brał udział przez 10 lat, dostał tylko 13 ról. Za największe osiągnięcie z tego czasu aktor uważa rolę w „Piętnie” Roberta Bentona, gdzie zagrał głównego bohatera Colemana Silka w młodości. To była mała, ale bardzo ciekawa i wymagająca rola. „Żeby nakręcić 30-sekundową sekwencję walki bokserskiej, musiałem trenować trzy miesiące po pięć godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu. Moim trenerem był ten sam człowiek, który przygotowywał Denzela Washingtona do roli w filmie »Huragan«. Ale opłacało się. Praca u boku takich gwiazd, jak Nicole Kidman, Anthony Hopkins, Ed Harris czy Gary Sinise, to ogromna przyjemność”, wspominał.


Wentworth nie został jednak zasypany propozycjami i utknął w serialach. Pojawił się w „Buffy postrach wampirów” i „Ostrym dyżurze”. Żeby się utrzymać, łapał każdą pracę. „W swoim życiorysie naliczyłem tuzin różnych profesji. Najgorsza była praca w meksykańskiej knajpie w Arizonie. Zbieranie resztek pieczonej fasoli z talerzy uczy pokory...”, żartuje. Nie żałuje jednak, że rola Michaela pojawiła się tak późno. „Oczywiście byłbym szczęśliwy, gdybym mógł zagrać w »Skazanym...« w wieku 23, a nie 33 lat. Ale jako 23-latek nie miałbym tylu doświadczeń i nie byłbym tak dojrzały, jak teraz. Do pewnych ról trzeba dojrzeć”.

Gdzieś ty był, człowieku?

Michael to także człowiek wykształcony, inżynier, który dostaje się do więzienia, by wydostać stamtąd skazanego na śmierć brata. Scheuring tak wspomina pierwsze spotkanie z Wentworthem: „Obejrzeliśmy tysiące kandydatów. Było kilku facetów, których ewentualnie moglibyśmy wziąć pod uwagę, ale to były gwiazdy, a nam zależało na kompletnie nieopatrzonej twarzy. Kiedy do pokoju wszedł Wentworth, od razu było jasne, że to ten facet. Miał nawet ogoloną głowę. To był Michael”.


Sam Wentworth mówi: „Na szczęście granie więźnia nie jest tym samym, co  bycie więźniem. Na planie jest kilku kaskaderów, którzy zastępują mnie w najbardziej niebezpiecznych scenach. W rzeczywistości nie przetrwałbym w tych warunkach pięciu minut. Jak mówią sami więźniowie, taki pobyt to jak pobyt w szkole gladiatorów. Gdybym wpadł w takie tarapaty, jak mój bohater, zadzwoniłbym do rodziców. W końcu tata jest prawnikiem, a matka typem wojownika”, dodaje.

Niewidzialni przyjaciele

Najtrudniejszym etapem pracy przy „Skazanych na śmierć” jest, zdaniem Millera, charakteryzacja. „Tatuaż ma cztery części, które są składane jak puzzle w jeden kawałek. Najpierw alkoholem usuwa się wilgoć ze skóry, dzięki czemu kalkomania łatwiej się przykleja. Potem całość spryskuje się wodą i odrywa zbędną folię, a koniec pokrywa się utrwalaczem. To nie jest bolesne, może tylko trochę niewygodne, bo kalkomania lepi się do ciała. Ale cały proces nałożenia tatuażu trwa cztery godziny. Usunięcie tylko 45 minut!”, zdradza aktor. Wentworth przyznaje, że ten tatuaż to wyjątkowo ważny element postaci. Nadaje jej charakter, o czym aktor przekonał się osobiście. „Raz czy dwa wróciłem do domu z tautażem. Zauważyłem, że w kolejce po kawę do Sturbucksa natychmiast zrobiło się dużo wolnego miejsca wokół mnie. Tatuaże kojarzą się ludziom z określonym typem człowieka. I dopiero kiedy zaczynałem mówić, orientowali się, że nie jestem zbirem”, żartuje.


Tyle że nie bardzo wiadomo, kim tak naprawdę jest Wentworth. Jego życie prywatne pozostaje zagadką. Niewiele o aktorze mogą powiedzieć nawet jego koledzy z planu, bo nie utrzymuje z nimi kontaktu. Grająca rolę dr Sary Tancredi Sarah Wayne Callies mówi: „To wyjątkowo inteligentny i seksowny facet, ale zupełnie wyizolowany. Najpierw chyba musi dojść do ładu ze sobą, nim zwróci się w stronę innych”. Sam Wentworth twierdzi, że ma grupkę bliskich przyjaciół, głównie z czasu studiów. „Przyjaźnie z college’u są chyba najtrwalszymi przyjaźniami w życiu. Mam nadzieję, że przetrwają na zawsze”, twierdzi aktor. Tyle że nikt tych jego przyjaciół nie widział.

Seksowny bez powodu

Kiedy w zeszłym roku pojawił się na festiwalu w Cannes, by promować pierwszą część filmu, nie mógł przecisnąć się przez tłum fanek. Wysoki (185 cm wzrostu), dobrze zbudowany zielonooki aktor, w którego żyłach płynie po przodkach ze strony ojca afrykańska, jamajska, żydowska i indiańska krew, a ze strony Roxann – krew rosyjska, francuska, syryjska, libańska i holenderska, robi na kobietach piorunujące wrażenie. Dzięki roli Michaela w 2006 roku trafił na listę najbardziej atrakcyjnych kawalerów w Hollywood drukowaną przez tygodnik „People”.


Sam aktor przyznaje, że to dość osobliwe doświadczenie. „To trochę dziwne uczucie zostać nagle symbolem seksu. W końcu wyglądam bardzo podobnie, jak 10 czy 15 lat temu. Moje oczy nie stały się bardziej zielone od tamtego czasu, a mimo to ludzie uważają, że mają wyjątkowy kolor, zmieniają barwę w zależności od oświetlenia. Twierdzą nawet, że skrywają jakąś tajemnicę, choć mrużę je wyłącznie dlatego, że jestem wrażliwy na światło. To zresztą typowe dla alergika. Mam też uczulenie na sierść psów i kotów oraz na wiele pokarmów”, przyznaje Wentworth.


Miller nie korzysta jednak ze swego powodzenia. Twierdzi, że był na kilku randkach, ale żadna z tych znajomości nie przerodziła się w poważne uczucie. Zaczęto więc spekulować, że jest gejem. „Nie, nie jestem gejem. Myśl o posiadaniu żony i dzieci jest bardzo kusząca, ale nie mam teraz na to czasu. Jestem pracoholikiem i w tej chwili wszystko, oprócz pracy, jest na drugim planie”, zbywa dziennikarzy. I dodaje: „A że ludzie będę mówić o mnie, że spotykam się z jakąś dziewczyną czy nawet chłopakiem? Jest mi to zupełnie obojętne, dopóki oglądają serial i akceptują mnie w roli Michaela. W końcu i tak to, co myślą o tobie ludzie, odbiega od tego, kim jesteś naprawdę”.

Zawsze będę w poczekalni

Na pytanie, czy prowadząc takie życie, nie boi się, że po roli w „Skazanym na śmierć” znów będzie czekał 10 lat na następną szansę, Wentworth odpowiada: „Każdy aktor boi się, że któregoś dnia obudzi się, będzie miał 45 lat na karku i wciąż będzie siedział w poczekalni, czekając na coś, co nigdy nie nadejdzie. Ale na razie o tym nie myślę”. „Teraz moim priorytetem jest »Skazany na śmierć». Daję z siebie, ile mogę. Ale w pewnym sensie zawsze będę w poczekalni, bo niespecjalnie zależy mi na bywaniu, na sprzedawaniu siebie. Nigdy nie pasowałem do tego hollywoodzkiego światka i nie zamierzam się do niego dostosowywać”.

Magda Łuków

Komentarze
Zapraszamy do dyskusji
Czekamy na Twoją opinię w tym temacie. Dołącz do dyskusji!
Newsy
Maciej Zakościelny jako czarny charakter
Najpiękniejszy VIVY! 2006 marzy, by zagrać człowieka o skomplikowanej, trudnej osobowości. „Bo nawet czarny charakter może być piękny, jeśli został przedstawiony prawdziwie”, mówi w rozmowie z VIVĄ! Spełniamy marzenie Maćka. Tylko u nas Zakościelny wciela się w bohaterów swoich ulubionych filmów.

Zakościelny od początku szkoły teatralnej zapowiadał się na gwiazdę – mówi jedna z jego koleżanek z roku. Przystojny, wysportowany, poukładany. Błyskawicznie zaczął grać w serialach: „Plebania”, „Na dobre i na złe”, „Samo życie” i dość szybko jego sprawami zaczął zajmować się profesjonalny agent. „My od rana do nocy przesiadywaliśmy w szkole, marzyliśmy o epizodach, a on tylko zmieniał taksówki, by zdążyć na kolejne spotkanie czy plan”, dodaje. „Zakościelny? Ambitny, zdeterminowany na sukces, pracowity”, mówi, nie ukrywając podziwu, inny kolega. „Pamiętam, jak przyszedł do nas na wykłady Krzysztof Kolberger. Opowiadał nam mnóstwo o aktorstwie, o tym, co jest najważniejsze. Na koniec dodał, żebyśmy dbali o ciało, żebyśmy się nie rozleniwili, bo nasze ciała to nasz warsztat. Po tym wykładzie Maciek jako jedyny natychmiast zapisał się na siłownię”. Do dwóch razy sztuka Do szkoły aktorskiej dostał się dopiero za drugim razem. Miał predyspozycje, ale jeden z profesorów poradził mu, że powinien kilka rzeczy poprawić – zlikwidować regionalny akcent, popracować nad dykcją. Sam aktor wspomina tamten czas z dystansem: „Mówiłem wtedy »wziąść« zamiast »wziąć«, »włanczać« zamiast »włączać«”. Przez rok miał ćwiczyć dykcję i zlikwidować regionalny akcent. Zgłosił się do Ewy Różbickiej, emerytowanej nauczycielki aktorstwa, która przygotowywała wcześniej do egzaminów Artura Żmijewskiego i Michała Żebrowskiego. Wyczuwała każdy fałsz, każde potknięcie. Przygotowała go perfekcyjnie. W komisji zasiadał Jan Englert. „Gdy podczas egzaminu dowiedział się, że trenowałem karate – wspomina Maciek – zaproponował mi, żebym powiedział przygotowany...

Jacek Braciak w Brzyduli
Newsy
Dlaczego Jacek Braciak nie wrócił do "BrzydUli"? Ostro krytykuje seriale TVN : "Nie ma życia"

Jacek Braciak nie zdecydował się na przyjęcie propozycji roli Pshemko w kontynuacji serialu " BrzydUla ". Do tej pory media informowały, że odmowa była motywowana udziałem w innych projektach. Teraz okazuje jednak, że powód był zupełnie inny. Zdradził go sam aktor. Jacek Braciak w książce Jacka Wakara "Zawód: aktor" mówi wprost, co myśli o serialach TVN i dlaczego już od dawna nie widzieliśmy go w żadnej produkcji tej stacji!  Dlaczego Jacek Braciak nie wrócił do "BrzydUli"2? Jacek Braciak jest jednym z najlepszych polskich aktorów. Jego filmografia jest bardzo bogata, od czasu do czasu można go też zobaczyć w popularnych serialach. Ogromną popularnością cieszyła się grana przez niego rola Pshemko w "BrzydUli" oraz postać Marka w "Rodzinka.pl". Teraz Jacek Braciak otwarcie powiedział, dlaczego nie przyjmuje ról w serialach TVN: Zdarza mi się dostawać propozycje seriali z TVN, ale one są wszystkie takie same, pomijając już obsadę, takie glamour, okrągłe. Mam wrażenie, że scenariusze, dialogi są pisane jak w epoce Adama Bahdaja, a autor ma trzydzieści lat. Facet w moim wieku na przykład mówi: »Gdybym wiedział, tobym się z nią nie chajtał«. Na litość boską, kto tak mówi? Albo tak: »Masz jakieś alko?«. Ręce opadają. Same kalki, figury, sztance. Tam nie ma ludzi, nie ma życia. Wiecznie te damy w swetrach z za długimi rękawami patrzą na Warszawę nocą… Widzę role, sposób opowiadania, reżyserię nie do odróżnienia. Tam pracują różni reżyserzy, ale jeśli ogląda się te seriale jeden po drugim, wyglądają, jakby robiła je jedna osoba" – powiedział Jacek Braciak w wywiadzie do książki "Zawód: aktor" Jacka Wakara. Aktor dodał też, że role w serialach przyjmuje się...

Tomasz Kot
East News
Newsy
Talent, pracowitość i dużo pokory. Czy to wystarczy, żeby Tomasz Kot zrobił światową karierę?

"Szanowni! Szczęśliwy jestem baaardzo, a serce mi bije tak samo jak przed »Skazanym na bluesa« i »Bogami«! Jest moc!” , tak Tomasz Kot (42) potwierdził na Instagramie, że zagra główną rolę w filmie biograficznym o słynnym inżynierze Nikoli Tesli.  „Tomasz jest wybitnym aktorem i kiedy zobaczyłem jego niesamowitą kreację w »Zimnej wojnie«, nie miałem wątpliwości, kto powinien zagrać Teslę”, tłumaczył reżyser Anand Tucker.  Ostatnio Kot wystąpił też w sesji dla amerykańskiego „Vogue’a” i… na festiwalu Glastonbury, w wizualizacjach wyświetlanych podczas koncertu brytyjskiego zespołu The Chemical Brothers. A wszystko dzięki „Zimnej wojnie”. Choć po sukcesie filmu Pawła Pawlikowskiego świat zachwycił się Joanną Kulig, okazuje się, że Tomasz także ostatnio dostał wiele propozycji z zagranicy. I ma nie mniejszą szansę na międzynarodową karierę.  Krytyk filmowy Tomasz Raczek nie ma wątpliwości, że aktor ją zrobi.  – On ma w sobie wszechstronną niestandardowość. Nie mieści się w żadnej szufladce i żadnym stereotypie. Na dodatek do talentu i wielkiej pracowitości dodaje niespotykaną pokorę wobec zawodu aktora. Dlatego może zagrać każdą postać i za każdym razem będzie jednocześnie sobą i zarazem kimś zupełnie innym. Widzę przed nim świetlaną przyszłość o nieograniczonym niczym zasięgu – mówi „Fleszowi” Tomasz Raczek.  I dużo wskazuje na to, że ma rację. Zobacz także:  Wpadka na czerwonym dywanie! Zobaczcie, z kim dziennikarze pomylili Tomasza Kota Rodzina Tomasza Kota Aktorowi pewnie trudno byłoby rozwinąć zawodowe skrzydła, gdyby nie żona Agnieszka. Psycholog, fotografka i operatorka zawsze w niego wierzyła i stworzyła mu dom, o jakim marzył. Tomasz, który był...

Nasze akcje
maseczki-orientana
Fleszstyle

Maseczki stworzone przez naturę – 99% naturalnych składników i 100% skuteczność! 

Partner
kosmetyki-alkemie
Fleszstyle

Alkmie - polska marka, która tworzy kosmetyczne dzieła sztuki!

Partner
Newsy

Natura i nauka łączą siły w walce ze zmarszczkami. Poznaj kosmetyki Botanical HiTech

Partner
jane-perkins
Newsy

Plastikowa REwolucja, czyli o sile REcyklingu!

Partner
anabelle-minerals
Fleszstyle

Doskonały makijaż w duchu eko i zero waste: odkryj mineralne kosmetyki Annabelle Minerals! 

Partner