Oni są tacy piękni. Zjawiskowe dziewczyny, atrakcyjni młodzi mężczyźni w kolorowych ubraniach na tle niezwykłego miasta. Aktorów do ról powstańców reżyser wybiera przez trzy lata. Na dziesiątki castingów w całej Polsce przychodzi siedem tysięcy osób. Zosia Wichłacz – filmowa „Biedronka”, jedna z trzech głównych ról – trafia do filmu, gdy ma 15 lat, a gdy startują zdjęcia, kończy 18. Jej świeżość i ogromna wrażliwość od razu przykuwają uwagę reżysera. Dlatego początek filmu jest jasny, jak pocztówka z Paryża. Ponura okupacja? A skądże! Konspiratorzy są pełni życia. Chcą się bawić, walczyć, doświadczać wszystkiego. Jeszcze nie wiedzą, że niektórzy z nich wkrótce polegną na ołtarzu ojczyzny. Krwawy potwór wojny obgryzie ich do ostatniej kosteczki.

Moje Powstanie
Stadion Narodowy, 30 lipca 2014 roku. Na ekranie wielkości wieżowca pierwszy pokaz „Miasta 44”. Na widowni 12 tysięcy widzów, wśród nich powstańcy. Widzowie płaczą. Jan Komasa wychodzi przed publiczność: „Chcieliśmy naszym filmem oddać hołd powstańcom”, mówi. Cały stadion wstaje. Wstaje prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Huragan oklasków. Powstańcy nie kryją wzruszenia. Wojciech Barański, pseudonim „Bar”, jest poruszony. „Film wywarł na mnie ogromne wrażenie”, przyznaje. „Mówi wiele prawdy o Powstaniu. Tak było naprawdę”. Anna Jakubowska, pseudonim „Paulinka”: „»Miasto 44« jest przede wszystkim dla młodzieży. Może też przemówić do ludzi za granicą. Oglądając go, po raz pierwszy poczułam, że ja to przeżyłam. Że to jest moje Powstanie”. Komasa jest szczęśliwy. Nie miał zamiaru nikogo osądzać. Chciał zrobić film o emocjach. O miłości, młodości i walce. Udało się.

Dłużej niż wojna
Pomysł rodzi się w głowie Michała Kwiecińskiego, szefa Akson Studio, producenta między innymi „Katynia”, „Czasu honoru” i „Wałęsy. Człowieka z nadziei”. W 2005 roku proponuje Janowi Komasie: „Zrób film o Powstaniu Warszawskim”. Janek jest właśnie po filmowym debiucie „Ody do radości”. Ma 24 lata. Propozycja producenta cieszy go i przeraża. Powierzanie tematu o takiej wadze młodziakowi to szaleństwo. Ale Komasa bardzo chce. Przeprowadza się do Muzeum Powstania Warszawskiego. Ma tam swój gabinet z dwoma komputerami podłączonymi do archiwaliów. Spotyka się z powstańcami. Rozmawiają o życiu w czasie zagłady. O konspiracji, walce, cierpieniu. Ale też o miłości. Janek wstępuje do jednej z grup rekonstrukcyjnych. Wciela się w rolę powstańca. „To była prawdziwa podróż w czasie”, wspomina. „Bezcenne wrażenie, kiedy chodzisz kilka dni non stop w butach, które rzeczywiście obcierały powstańców. Proszę samemu spróbować!”. Praca nad „Miastem 44” zajmie mu osiem lat. W międzyczasie zrobi kultową już „Salę samobójców”. Dlaczego przygotowania do filmu trwają dłużej niż cała II wojna światowa? Bo Kwieciński i Komasa mierzą wysoko. Chcą zrobić film, jakiego w Polsce nie było. Wysokobudżetową produkcję z niesamowitymi efektami specjalnymi. A na to potrzeba góry pieniędzy. Konkretnie 25 milionów. Produkcja rusza pod koniec 2012 roku.

Paczka przyjaciół
Najlepsze efekty nie zastąpią człowieka. Dlatego Komasa szuka swoich bohaterów w całej Polsce. Jak wybrać tych najlepszych? Jak nie popełnić omyłki? „Musi być chemia”, zapewnia reżyser. Jest 2010 rok. Młodziutka Ania Próchniak urywa się z koleżanką z zajęć w Łodzi. Jadą do Warszawy na casting, jest straszna śnieżyca. Tych castingów będzie jeszcze 20. Na jednym z nich partner w dramatycznej scenie ciśnie nią o ścianę. Podejrzenie wstrząsu mózgu. Ale rolę Ania ma. Urzeka reżysera energią, wrażliwością i inteligencją. Jednak na rozpoczęcie zdjęć przyjdzie jej jeszcze poczekać. Filmowcy zbierają pieniądze. W styczniu 2013 roku, nocą, dzwoni do niej Komasa: „Wyjdź, proszę, muszę coś ci powiedzieć”. I tak na ulicy zasypanej śniegiem Ania dowiaduje się, że zagra Kamę, jedną z trzech głównych postaci. „Poczułam spokój”, wspomina. Od niej Komasa jedzie do Józka Pawłowskiego. Po północy w swoim samochodzie mówi mu, że zagra główną rolę – Stefana. „Byłem w szoku”, wspomina Pawłowski. „Przez tydzień nie mogłem w to uwierzyć”. Komasa zaprzyjaźnia się ze swoimi aktorami. Nie tworzy barier. „Czule steruje”, zapewnia Józek. Spotykają się i godzinami rozmawiają o bohaterach. Poznają powstańców. Poznają ich wstrząsające historie, słuchają wspomnień, od których włos się jeży na głowie. I płyną łzy. Tydzień spędzają na obozie w Radziejowicach, pracują nad swoimi rolami i tekstem. Trenują z komandosami w twierdzy Modlin. Uczą się walczyć, rozkładać broń, strzelać. Reżyser namawia aktorów, żeby jak najwięcej przebywali ze sobą. Żeby chodzili na piwo, do kina. To procentuje na ekranie. Nie muszą udawać przyjaźni. Zanim dojdzie do zdjęć, stworzą już paczkę: Józef Pawłowski, Zofia Wichłacz, Anna Próchniak, Maurycy Popiel, Antoni Królikowski, Tomasz Schuchardt, Grzegorz Daukszewicz, Michał Meyer, Michał Żurawski, Karolina Staniec, Filip Gurłacz, Michał Mikołajczak. Przyjaźnią się do dziś. „Zakochałem się trochę w dziewczynach”, przyznaje Józek Pawłowski, który na ekranie zdobywa miłość Kamy (Anna Próchniak) i „Biedronki” (Zofia Wichłacz). „Na planie byliśmy zespołem. Bez gwiazdorstwa”, zapewnia.

Więcej na temat Jan Komasa Miasto 44