Ryszard Kalisz z synem
Viva!
Wywiady Aleksandry Kwaśniewskiej

Ryszard Kalisz w świątecznej "Vivie!" z synem Ignacym

Ryszard Kalisz z synem
Viva!

– Jak bardzo zmienia się uporządkowane życie dojrzałego mężczyzny, kiedy przychodzi na świat jego pierwsze dziecko?

To jest przeżycie głęboko intymne, z niczym nieporównywalne. Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci uczestniczyłem aktywnie w najważniejszych momentach politycznych, społecznych, publicznych i adwokackich. Wtedy emocje były inne, z innej sfery osobowości. Pięć minut po urodzeniu Ignacego spojrzałem mu w oczy. Miałem świadomość, że oto przyszła na świat najbliższa mi osoba i jest właśnie na moich rękach. Ignacy urodził się, kiedy jestem osobą spełnioną pod prawie każdym względem, a jest moim pierworodnym synem. I tak moje życie bardzo się zmieniło. Każdą wolną chwilę poświęcam Ignacemu. Niezależnie od tego, jak to się wydaje nieprawdopodobne, mam już z nim w tej chwili komunikację mentalną. Bardzo dużo z nim rozmawiam, i to nie zdrobnieniami, tylko normalnie. Poważnie mu mówię, że jedziemy do lekarza i proszę go, żeby był spokojny. Dlatego jak ostatnio miał robione USG, nawet nie zapłakał. A kiedy trzymałem jego główkę i on patrzył na mnie, miałem wrażenie, jakby tymi oczami mówił: „Tak, tato, słucham się, jestem dzielny”. Bardzo lubi być na moim ramieniu. Lubi też leżeć mi na klatce piersiowej, wtedy główkę przystawia mi do szyi, a jak oddycham, jemu masuje się brzuszek. Potrafi tak godzinami spać na mnie. Jest w ogóle fajnym człowiekiem. Takim, który od razu zjednuje sympatię wszystkich osób, które go widzą.

– Nieodrodny syn tatusia.

Właśnie tak (śmiech). Jestem z nim we wszystkie weekendy, staram się być wiele nocy, jednocześnie normalnie pracuję, wykonuję swoje wszystkie obowiązki. Moje życie towarzyskie w zasadzie zanikło, bo staram się jak najszybciej pojechać i wziąć Ignacego na ręce. Karmię go z butelki i chodzę na spacery. Kiedy wzięliśmy go z mamą do jednego z parków w Warszawie, nie był zadowolony. Widocznie inne zapachy niż koło domu, inne dźwięki. Ale później, kiedy już wracaliśmy ze spaceru, swoim wzrokiem powiedział: „Tato, ja to akceptuję, że świat jest tak różnorodny”.

– Powiedział wzrokiem…

Dał mi do zrozumienia. Obiecał, że to niezadowolenie już się więcej nie powtórzy. Ignacy daje znać, kiedy jest mu za ciepło, bo nie lubi przegrzewania. Lubi też być kąpany. Joanna Kluzik-Rostkowska, która ma doświadczenie z trojgiem dzieci, kupiła mi taki stelażyk do wanny, żeby nie trzymać go jedną ręką, a nie myć drugą, tylko kłaść na tym urządzeniu i można swobodnie dokonać tej czynności dwoma rękami. On za tym stelażem przepada. Spotykam się z bardzo dużą sympatią i doradztwem ze strony koleżanek i kolegów w sejmie i poza sejmem. Policjanci, moi współpracownicy z czasów, gdy byłem ministrem spraw wewnętrznych i administracji, zorganizowali z okazji narodzin Ignacego spotkanie, po którym dostał od nich specjalny prezent.

– Duma ojcowska aż kipi.

Wszyscy wokół są szczęśliwi. Moja mama, na przykład, że została babcią po latach, będąc już od dwunastu prababcią. Tylko Konrad, 12-letni syn mojej siostrzenicy, ciesząc się, zastrzegł, że nie będzie mówił do Ignacego „wujku”. Mama Ignacego też jest naturalnie szczęśliwa. Bardzo dba o jego zdrowie. Ma z dzieckiem doskonały kontakt, jest z nim cały czas. Jest doskonałą mamą. Jej rodzice kochają Ignacego ponad życie i są wielką podporą. Doskonale się dogadujemy, również co do sposobu wychowania Ignacego. Nie było żadnego sporu, także co do imienia.

– A dlaczego Ignacy?

Mój tata miał na imię Andrzej, ale że w naszej rodzinie już jest mały Andrzejek, dwuletni syn mojej siostrzenicy, postanowiliśmy nazwać Ignacego po moim dziadku, Ignacym Kaliszu. Tak właśnie tradycyjnie. W mojej rodzinie w linii męskiej imiona powtarzają się co kilka pokoleń.

– Trochę patriarchalnie.

Olu, nie bądź taka zasadnicza. To było nasze uzgodnienie – rodziców. Żadnego narzucania. Poza wszystkim to piękne imię. Gdyby była dziewczynka, to pewnie nazywałaby się po przodkiniach mamy. To było zupełnie naturalne, że Ignacy jest Ignacym. Tak samo Andrzej, mój tata, był wnukiem Andrzeja, mojego przodka. Taka była tradycja i postanowiłem ją podtrzymywać. Tym bardziej, że dziadek był niezwykle mądrym człowiekiem. Kiedy byłem małym chłopakiem, imię Ignacy nie za bardzo mi się podobało. A teraz bardzo. Ma też ładne brzmienie w innych językach. No i imię to nosiło wielu wybitnych ludzi w historii Polski i świata.

– Czy to, jaki był Twój ojciec wobec Ciebie, ma wpływ na to, jakim sam chcesz być ojcem?

Nie będę takim ojcem, jak był mój tata wobec mnie. On zawsze wychodził z założenia, że dam sobie w życiu radę. Bardzo mnie kochał, ale stawiał na moją samodzielność. Dużo ze mną dyskutował. Nie wiem, może to był dobry sposób wychowania, bo mieliśmy z ojcem bliski kontakt, ale jednocześnie wiedziałem, że w sprawach życiowych i zawodowych muszę liczyć tylko na siebie. Chciałbym być dużo bliżej z Ignacym, niż mój ojciec był ze mną.

– Ale to nie był zimny chów?

Nie, ale wydaje mi się, że tata do dzieci przekonał się dopiero, jak się urodziła jego wnuczka – Karina. Wtedy był najwspanialszym z dziadków. Kiedy ja dojrzewałem, był bardziej surowy i rygorystyczny. Bardzo dużo pracował.

– Był młodym ojcem?

Na tyle młodym, że w moim wieku był już dziadkiem. Jego wnuczka urodziła się, gdy miał 51 lat, czyli pięć lat mniej niż ja, kiedy zostałem ojcem. Szkoda, od 15 lat już nie żyje. Mam nadzieję, że kiedy Ignacy za 50 lat będzie opowiadał o swoim ojcu, powie, że go dobrze wychowałem. Chciałbym go dobrze wychować.

– Dobrze to znaczy jak?

Żeby był świadomym siebie, mądrym człowiekiem. Żeby miał szacunek dla każdego, żeby był wrażliwy, a jednocześnie żeby miał umiejętność podejmowania decyzji. Żeby kochał najbliższych, szanował wszystkich wokół. Żeby wiedział, że tak naprawdę kwestie formalne są dużo mniej ważne niż sama istota związku lub rzeczy.

– Czyli chcesz mu zaszczepić swój światopogląd.

Na swój sposób tak, ale oczywiście dam Ignacemu pełną swobodę kształtowania swojej wizji świata. Nie będę mu niczego narzucał.

– A pamiętasz, jak Ty się tego nauczyłeś?

Ja się nauczyłem tego w domu. Kiedy miałem kilka lat, wziąłem teczkę mojego taty adwokata i powiedziałem, że „idę do sądu bronić złodziei”. Pamiętam moje rozmowy z mamą, kiedy miałem kilkanaście lat. Byłem wtedy w okresie alternatywnego sposobu życia i najbardziej mnie martwiło to, że mama się martwi. Mama zawsze wydawała mi się najmądrzejszą i najpiękniejszą kobietą. Zawsze była ładnie ubrana, w lecie kolorowo, chodziła w kostiumach, na szpilkach. Byłem dumny, jak przychodziła do mojej szkoły. Moi rodzice wychowywali mnie w sposób tak umiejętny, że dzisiaj, po latach, nie jestem w stanie wskazać każdego ich ruchu. To była bardziej atmosfera domowa, nastrój, coś, co nazwałbym umiejętnością rozmowy. Pamiętam, że nauka przychodziła mi łatwo, więc nie wyobrażałem sobie sytuacji, żebym nie był najlepszym uczniem. Jestem przekonany, że Ignacy będzie też wspaniałym, grzecznym chłopakiem, ale jednocześnie świadomym siebie i progresywnym. Trochę się boję, że będę miał to, co mają mężczyźni w moim wieku, którzy są dziadkami, czyli że będę go może za bardzo rozpieszczał. Ale jak, Olu, wiesz, potrafię być też wymagający.

– Uważasz, że w wychowaniu dziecka wiek działa na Twoją korzyść?

Na to nie ma mądrych. Myślę, że starszy ojciec daje więcej dojrzałości w relacji z synem, potrafi więcej przekazać. Może mniej w nim spontaniczności, ale więcej tego, co wynika z doświadczenia. I myślę, że mój syn będzie trochę inaczej wychowywany. Tak, żeby jednak był z jednej strony wesołym człowiekiem, z poczuciem humoru, ale też żeby miał tę stabilność mentalną, o którą ja zawsze w moim przypadku dbałem. Chciałbym, żeby był człowiekiem, który nie krępuje się pójść w fajne miejsca, gdzie można się pobawić, ale jednocześnie żeby zawsze był odpowiedzialny, miał świadomość, jak się zachować w stosunku do koleżanek, kolegów. Żeby umiał się pochylić nad tymi, którzy tego potrzebują, żeby wiedział, że nie wolno przejść obojętnie, kiedy dzieje się coś złego. Tym bardziej, że przecież jemu nie będzie łatwo. Ledwo przyszedł na świat, ktoś przekazał dane ze szpitala i to, że urodził mi się syn, stało się informacją ogólnopolską i nie tylko. Przekonuję się, że chyba wszyscy o tym wiedzą, bo na ulicy obcy ludzie mnie zaczepiają, w każdym miejscu w Polsce, i pytają o Ignacego. Jest mi bardzo miło, bo spotykam się z niezwykłą życzliwością, ale on od początku jest traktowany jak „Ignacy, syn Ryszarda”. A ja marzę o tym, żeby mówiono o mnie: „Ryszard, ojciec Ignacego”. I żeby pod jego kątem rozpatrywano naszą rodzinę, a nie pod moim.

 

Rozmawiała: Aleksandra Kwaśniewska

Więcej na temat Viva! Ryszard Kalisz
Przeładuj

Co Basia Kurdej Szatan sądzi o nowej prowadzącej "Dance, dance, dance"? "To już mnie..."

zobacz 01:44