Paulina Sykut, Piotr Jeżyna
Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF
Mężczyzna jej życia

Paulina Sykut-Jeżyna - Tylko nas dwoje

Prezenterka Polsatu. Pochodzi z Puław, jak mężczyzna jej życia. I gdzie zdarzyło się wszystko, co dla niej najważniejsze.

– Oglądałam Cię w „Must Be The Music”. Energia Cię rozpiera. Chyba musi Ci się udzielać adrenalina uczestników.
Paulina Sykut:
I to do tego stopnia, że po „lajfie” przez kilka godzin nie mogę spać! Zasypiam nad ranem, ale nic na to nie poradzę. Uwielbiam formułę na żywo. W „Must Be The Music” oczywiście zawsze mamy scenariusz, ale nie wszystko da się zaplanować. Każdy występ, każdy uczestnik wyzwala ogromne emocje, a one sprawiają, że wszystko, co dzieje się dookoła, jest bardzo spontaniczne. I prawdziwe.

– Spotykamy się pod koniec dnia, a Ty byłaś cały dzień na nogach. O której pobudka?
Paulina Sykut:
Wyjątkowo późno, bo o 7.00. Zwykle wstaję o 4.30.

– Co to znaczy zwykle?
Paulina Sykut:
Średnio jakieś 15–18 dni w miesiącu wstaję o 4.30 i od 6.00 prezentuję pogodę z różnych miejsc w Warszawie i w kraju. Idę spać około 23.00

– Jest późny wieczór, pora wspólnej kolacji, gdzie jest teraz Twój mąż?
Paulina Sykut:
To wyjątkowa sytuacja, bo zwykle jest blisko mnie. Dziś też byłby w pobliżu, ale pojechał do Puław załatwić kilka spraw. To tylko 125 kilometrów. W półtorej godziny do dwóch jesteśmy na miejscu, w innym życiu. Puławy to oddech, zielone miejsce na ziemi, gdzie jest i miłość, i nasi rodzice. Nasze rodziny to teraz wspólna duża rodzina. Tam dorastaliśmy, poznaliśmy się i zakochaliśmy, dużo dobrych rzeczy się wydarzyło. Tylko w Puławach tak naprawdę potrafimy wypoczywać. Często tam wracamy.

– Puławy – moja miłość?
Paulina Sykut:
O tak. Nawet jednodniowy wypad to naładowanie akumulatorów, zwolnienie tempa, zjedzenie domowego obiadu. Siostra Piotrka ma siedmioletniego synka, który kocha nas i czeka, aż przyjedziemy. Tu mamy nasze trasy, bo wszędzie jest blisko, można dojść na piechotę. Po Czartoryskich zostały zabytki, teraz odnawiane, jak park z wieloma zabytkowymi obiektami. Przepiękne, czarodziejskie miejsce, gdzie można się przenieść w dawne klimaty, tylko dam w długich sukniach brak. Kościółek, w którym braliśmy ślub, też należy do zabytków. W Puławach mieszkałam z rodzicami i braćmi – bo jestem ta środkowa.

– Dwaj bracia – życiowe wyzwanie. Starszy Cię chronił, a młodszego wychowywałaś?
Paulina Sykut:
A skąd, Sebastian trzymał nas mocną ręką, mnie i młodszego Łukasza. Kłóciliśmy się, biliśmy, i to jak! Kiedyś po „walce” poszłam do fryzjera obciąć włosy na krótko, tak mnie wytargał jeden z braci… dziś już nawet nie pamiętam, który. Zatarło się w pamięci, o co poszło, bo zawsze się godziliśmy, ale i ciągle coś się działo.

– Kto pierwszy wyciągał rękę do zgody?
Paulina Sykut:
Bez wyraźnego sygnału, trochę się boczyliśmy, a za chwilę był śmiech.

– To po tych bitwach masz szramę na czole?
Paulina Sykut:
Nie, sama tak się załatwiłam! Miałam pięć lat, kiedy w domu u babci skoczyłam z werandy na sześciokątną cegłówkę. Przeliczyłam się i zalałam krwią. Do dziś współczuję mojej mamie, ile musiała ze mną przejść. Ciągle o coś się potykałam, kolana miałam wiecznie pozdzierane. Raz szukała mnie przez godzinę, a ja siedziałam z psem w budzie. Moi bracia też dawali jej popalić, ale jakoś dawała sobie radę z nami, z ogrodem, uprawami babci, bo tata często był w trasie.

– A potem Twój tata zmarł na serce, gdy Ty i bracia byliście mali.
Paulina Sykut:
Był młodym człowiekiem, pełnym życia, energii i chęci do robienia wielu rzeczy. Górnik, kierowca, skakał ze spadochronem, płetwonurek; pociągało go ryzyko. Gdy go zabrakło, było bardzo ciężko. Nie potrafiliśmy bez niego żyć. Mama funkcjonowała tylko dzięki nam, wychowała nas sama. Żyliśmy bardzo skromnie. Czasem z młodszym bratem sprzedawaliśmy na targu kwiaty z ogrodu babci, znalezione gdzieś butelki… w tajemnicy przed mamą, żeby zrobić jej niespodziankę, bo wiedzieliśmy, że nie ma pieniędzy. Latem zbieraliśmy truskawki, wiśnie, maliny, żeby zarobić na zeszyty. Miłości nigdy nam nie brakowało! Każdemu życzę takiej rodziny jak moja.

– Kiedy odkryłaś, że potrafisz śpiewać?
Paulina Sykut:
Już w przedszkolu pan od rytmiki zauważył, że śpiewam lepiej od innych dzieci. Śpiewałam w chórku kościelnym, w szkole podstawowej tańczyłam w zespole pieśni i tańca „Powiśle”. Na jednej z prób wybrano mnie do zaśpiewania solo piosenki „Szumi gaj”, wtedy po raz pierwszy wystąpiłam przed dużą publicznością w puławskim Domu Kultury. Zdolności wokalne odziedziczyłam po babci, dziadek sam nauczył się grać na klarnecie, mam muzykalną rodzinę. Mama taty, rolniczka, pięknie malowała, mam jej obrazy do dzisiaj. Ja także maluję. W Domu Kultury w Puławach nauczyłam się wiele. Jako młodziutka wokalistka, poszukująca swojej drogi, śpiewałam poezję, startowałam w konkursach poezji śpiewanej. Śpiewałam w różnych zespołach… także w zespole weselnym Gospel. Trafiłam tam na wspaniałych ludzi. „Starsi panowie” i Ada – moja druga rodzina. Byli na moim ślubie i weselu. Mam w życiu szczęście do bardzo dobrych ludzi.

– Na weselach? Toś się dziewczyno musiała napatrzeć!
Paulina Sykut:
O tak, lekcja dorosłego życia. Kochałam śpiewać i choć lubiłam inny repertuar – jazz i poezję, nie szłam na nie z bólem. Śpiewałam i jeszcze dostawałam za to pieniądze! Owszem, weselna rzeczywistość bywała bezlitosna. Kiedyś podczas balu pewien dobrze sytuowany pan z Puław krzyknął: „Co wy tu, kur…, warsztaty jazzowe robita?”, a graliśmy akurat piękny standard jazzowy. Zmieniliśmy więc repertuar na coś bardziej skocznego, tak zwany kawałek pod nogę. Wielokrotnie patrzyłam na piękne, wzruszające historie miłosne, ludzi, którzy naprawdę się kochają. Sama twierdziłam wtedy, że nigdy nie urządzę własnego wesela. Dziś wiem, że to był taki… bunt 20-latki. Musiałam dojrzeć, zmądrzeć. Nic mi nie zastąpi momentu, kiedy stałam z Piotrem przed ołtarzem i czułam boską jedność. Ani ziarna niepewności. Wesele było bardzo radosne. Bawiliśmy się do białego rana z rodziną, której nie widziałam od lat, ze znajomymi, którzy przyjechali do nas z całej Polski i nie tylko.

– W telewizji też śpiewałaś. Jak tam trafiłaś?
Paulina Sykut:
Studiowałam kulturoznawstwo na Uniwersytecie Marii Skłodowskiej ze specjalizacją medialną, gdy wzięłam udział w „Idolu” i… było trochę jak w filmach o amerykańskim śnie. Dziewczyna z małego miasta, kochająca śpiewać, wystąpiła, wcale nie wygrała, ale pani producent ją zauważyła. Zaprosiła na casting na prowadzącą program „Muzyczne listy” w TV4. Wygrałam go. Dzięki temu programowi poznałam pracę prezenterki. Prowadzę go zresztą do dziś, teraz nazywa się „4Music”. Kilka lat później zostałam prezenterką pogody. Skończyłam dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.

– Dzięki śpiewaniu wygrałaś program „Tylko nas dwoje” z Iwanem Komarenką. Gdzie był wtedy Piotr?
Paulina Sykut:
Cały czas blisko mnie, pomagał, kibicował, wysyłał esemesy, przywoził jedzenie. Obydwoje nie spodziewaliśmy się, że wygram. Byłam dziewczyną znikąd, wśród znanych i lubianych gwiazd. Kiedyś za plecami usłyszałam: „pogodynka-srynka”. Na przekór im widzowie wybrali mnie.

– Mama Cię ogląda?
Paulina Sykut:
I bardzo przeżywa, czasami nawet prawie płacze do słuchawki. Bo nie zawsze spotykają mnie miłe rzeczy, ale ją uspokajam, ona wie, że kocham to, co robię, i że nie znalazłam się tu przypadkiem.

– O telewizji mówi się „gniazdo żmij”, gdzie nie znasz dnia ani godziny.
Paulina Sykut:
I gdzie poza satysfakcją i pięknymi chwilami, dla których warto żyć, są też te mniej przyjemne, gdy trzeba zacisnąć zęby. A jak popłakać się, to później, w domu. Większość ludzi nie lubi, gdy ktoś obok odnosi sukcesy. Plotki, knucie, można powiedzieć, że to telewizyjna rzeczywistość. Skupiam się na rzeczach ważnych.

– W pracy jesteś miła dla wszystkich czy tylko dla tych, od których zależy Twój los?
Paulina Sykut:
Dla wszystkich, których szanuję i lubię. Nie potrafię być interesownie miła. Osób, których nie szanuję, unikam.

– Twoi idole w pracy?
Paulina Sykut:
Nina Terentiew – silna i mądra kobieta. W pracy nigdy nie szukałam wzorców. Obserwowałam, słuchałam. Uważam, że dobry prezenter powinien być po prostu sobą.

– Czym można Ci zepsuć humor?
Paulina Sykut:
Sama nie wiem, ale najskuteczniej robi to mój mąż, to jedyna osoba…

– Z którą się liczysz.
Paulina Sykut:
…I którą kocham najbardziej na świecie. Jak on potrafi mnie wkurzyć! Ja zresztą też tak na niego działam… ale to chyba dobrze.

– Twój mąż zakochał się w Tobie, gdy usłyszał, jak śpiewasz?
Paulina Sykut:
Poznał nas wspólny kolega. Spodobaliśmy się sobie od pierwszego wejrzenia. Moje pierwsze wrażenie: Ojej, jaki fajny chłopak. Jaki uśmiechnięty, inny od wszystkich. Fajnie się z nim rozmawiało. U niego też pojawił się błysk w oku, ale na tym się skończyło. Minęło parę lat… chyba zawsze wiedzieliśmy, że się sobie podobamy, ale zaczęło się niespodziewanie.

– Piotr jest teraz Twoim menedżerem…
Paulina Sykut:
Ma też własny biznes. Grunt to być razem. Nie wyobrażam sobie związku na odległość. On tam, ja tu.

– Nie nabawił się z Twojego powodu kompleksów?
Paulina Sykut:
Nie. Jest prawdziwym mężczyzną, który ma poczucie wolności. Spełnia się w pracy i w życiu prywatnym.

– Dzielicie się obowiązkami domowymi?
Paulina Sykut:
Gotuję ja, ale na plan „Must Be The Music” to Piotr przywozi mi jedzenie, zwykle sushi. Zdrowe, smaczne i między kęsami można wystawiać twarz do malowania.

– Jesteś szczuplutka, filigranowa, 7 lipca startujesz w triatlonie. Trzeba przepłynąć 2 kilometry, przejechać na rowerze 90, przebiec 20. Piotr ćwiczy z Tobą?
Paulina Sykut:
Choć zawsze byłam aktywna, to on zmobilizował mnie do cięższych treningów. Piotr, który pasjonuje się sportem, wie, że to morderczy wyścig, więc gna mnie do ćwiczeń, doradza, mobilizuje.

– Anioł stróż. Ty biegasz, on obok jedzie na rowerze...
Paulina Sykut:
Bardzo często mi towarzyszy. Chodzimy na siłownię, biegamy, jeździmy rowerami. Z Puław biegam do Kazimierza Dolnego jedną z najpiękniejszych tras. Sport jest doskonałym sposobem na zdrowe życie, na odreagowanie stresu. Gdy ciało się męczy, głowa odpoczywa. I nieoceniony relaks.

– Piotra nikomu i za żadną cenę byś nie oddała.
Paulina Sykut:
Nigdy… nikomu!

Rozmawiała Liliana Śnieg-Czaplewska
Zdjęcia Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/LAF
Makijaż Marta Miłosz
Fryzury Kacper Rączkowski/D’Vision Art
Stylizacja Maciej Spadło/Van Dorsen Talents
Produkcja sesji Piotr Wojtasik

Natalia Przybysz, Paulina Przybysz
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
Newsy
Natalia i Paulina Przybysz - Podwójna siła sióstr
Kiedyś święciły triumfy jako Sistars, teraz walczą o zwycięstwo w show „Bitwa na głosy”. Czy połączą siły i znów razem zaśpiewają?

– Jak to jest: Jednego dnia piosenki Sistars nuci cała Polska, dzięki „Sile sióstr” zdobywacie nagrody branżowe, sesja goni sesję, a potem… Natalia Przybysz: …zapada cisza i dziś wszyscy mówią: Najpierw Sistars, potem wielka dziura, teraz w „Bitwie na głosy”. A przecież przez ostatnich pięć lat solowo wydałyśmy jako Natu i Pinnawela po dwie płyty nominowane do Fryderyków. Paulina Przybysz: Natu nagrała debiutancką solową płytę „Maupka Comes Home” i „Gram duszy”, a ja – „Soulahili” i „Renesoul”. Natalia Przybysz: A ja jeszcze z zespołem Baaba nagrałam płytę „The Wrong Vampire” z muzyką Krzysztofa Komedy z filmu „Nieustraszeni pogromcy wampirów”. Na płycie „Yugopolis 2” są moje dwie piosenki nagrane z zespołem Pink Freud. W kwietniu zapraszamy na koncert! – Gdy po pięciu latach rozwiązałyście Sistars, plotkowali: „Ooo, siostry się pokłóciły”. Paulina Przybysz: Jakby się skupiać na tym, co ludzie mówią, to… szkoda gadać. My po prostu poznawałyśmy siebie, świat, swoje możliwości. Biegłyśmy, a chciałyśmy przystanąć. Wykorzystałyśmy ten czas, by się dowiedzieć, czym się różni tworzenie solo i w duecie, co to znaczy być odrębnym człowiekiem, a jednocześnie mieć siostrę – opokę muzyczną i personalną. Natalia Przybysz: Pierwsza fala sukcesu zawsze eksploatuje, nie tylko gardło. Byłam wymęczona. Człowiek nie ma czasu na refleksję nad sobą, regenerację sił. Jak się ma taki sukces, że trzeba grać i śpiewać niemal codziennie, jeżdżąc busem po Polsce – wychodzą niedoskonałości i brak wiedzy. Z tej perspektywy jestem bardzo szczęśliwa, że...

Anna Czartoryska
Viva! nr 10/2012 z dnia 10 maja 2012 r.
Newsy
Anna Czartoryska - Księżniczka w świecie milionerów
Tak mówią o niej pieszczotliwie przyjaciele. O czym marzy więc współczesna księżniczka i czy znalazła swojego księcia?

– Właśnie na jakimś towarzyskim portalu przeczytałam: „Księżniczka na imprezie bogaczy”. Dobrze się czujesz w tym świecie? Anna Czartoryska: Nie czerpałabym wiedzy na mój temat z portali plotkarskich. Większa część mojego życia toczy się tak jak zawsze, w domowych pieleszach, w sferze prywatnej, codziennej. I w pracy –  na próbach i planach. – Kiedyś informacje o życiu osobistym celebrytów rzadko przeciekały do mediów, ale teraz plotkarskie portale, paparazzi – to codzienność. Anna Czartoryska: To, jak ludzie odbierają plotki na mój temat, więcej mówi o nich niż o mnie, o tym, jaka jestem. – To nie plotki. Uczestniczyłaś w gali Polskiej Rady Biznesu w przepięknych wnętrzach Ufficio Primo, w doborowym towarzystwie. Więc pytanie, jak się czujesz w tym świecie, jest uprawnione. Anna Czartoryska: Dzięki mojemu zawodowi, rodzinie i działalności moich rodziców – artystycznej mamy, dyplomatycznej taty – miałam okazję przebywać w wielu wyjątkowych miejscach i poznać wielu wyjątkowych ludzi. Przebywanie wśród nich jest niezwykle inspirujące, ale mimo tego zawsze czuję ulgę, gdy wracam do domu i szpilki zmieniam na trampki. Od kiedy poznałam Michała, gazety wypisują niestworzone historie na temat naszego „bywania”. A my poznaliśmy się, tak jak wiele innych par, na imprezie u wspólnych znajomych. I już. – Prawda jest taka, że gdy rozstałaś się z jednym z najpopularniejszych aktorów i zaczęłaś spotykać z kimś innym, pojawiło się zainteresowanie Twoją osobą. To chyba ludzkie. Anna Czartoryska: Wciąż nie rozumiem, dlaczego ja – przeżywająca w życiu coś dla mnie ważnego, ale intymnego – miałabym być obiektem publicznego zainteresowania? Nikt nie wie, co czuję, ale daje sobie prawo, by to komentować. Ja żyję dla...

Paulina Sykut z córką
Newsy
Paulina Sykut podjęła ważną decyzję w sprawie córki. Ten problem mają wszyscy rodzice!
Paulina Sykut podjęła ważną decyzję w sprawie córki. Ten problem mają wszyscy rodzice!

Paulina Sykut-Jeżyna  i jej mąż Piotr szukają już przedszkola dla córeczki. Na jakie się zdecydują?  Pierwszą połowę lutego  Paulina Sykut-Jeżyna (39) razem z mężem Piotrem i córeczką Różą mieli zaplanowaną od dawna. Najpierw spędzili kilka dni nad morzem, a stamtąd mieli jechać do Zakopanego. Niestety przeziębienie, które dopadło dziewczynkę, pokrzyżowało im plany. – Ze względu na Różę musieliśmy spędzić ferie w Warszawie. Ale staraliśmy się korzystać z ładnej pogody i atrakcji dla dzieci – mówi „Fleszowi” Paulina. Córka Pauliny Sykut idzie do przedszkola! Na początku marca prezenterka wchodzi na plan „Tańca z gwiazdami”, ale wcześniej musi podjąć ważną decyzję. Jaką? – Od września chcemy posłać córkę do przedszkola i zaczęliśmy już poszukiwania odpowiedniej placówki. Zależy nam, żeby były w niej zajęcia z języka angielskiego i takie, dzięki którym nasza Róża będzie mogła rozwijać zdolności artystyczne, bo uwielbia tańczyć, śpiewać i rysować – zdradza Sykut-Jeżyna Paulina Sykut z córką! Więcej - w nowym Fleszu!  

Nasze akcje
Strefa luksusu

Marzysz o sielsko-anielskim relaksie? Znajdziesz go w hotelu Bania!

Partner
materiały prasowe Lenovo
Fleszstyle

Świetna jakość w stylowym opakowaniu. Natalia Szroeder wybrała laptop Lenovo Yoga Slim 7

Partner
rafal-brzozowski
Newsy

Ci uczestnicy „The Voice of Poland” robią karierę muzyczną. Znasz wszystkich?

Partner
fotona-tatuaż
Fleszstyle

Nieudany tatuaż lub makijaż permanentny ? Wiemy, jak się go pozbyć!

Partner
torebka-skoda-hollie-warsaw
Fleszstyle

Barbara Kurdej - Szatan: "Nie miałam pojęcia, że niezabezpieczone drobiazgi mogą uderzyć z taką siłą"

Partner
justyna-steczkowska
Newsy

Justyna Steczkowska ponownie w „The Voice of Poland”! To wyjątkowy czas dla artystki

Partner
Revitalift Filler L'Oréal Paris
Fleszstyle

Wiele może się zmienić w ciągu 10 lat, ale twoja skóra nie musi! Test linii Revitalift Filler L'Oréal Paris

Partner
kosmetyki-weleda
Fleszstyle

Weleda, czyli pielęgnacja w harmonii z naturą i człowiekiem

Partner