Anna Mucha - wywiad

O nowej roli, dzieciach i pracy z obecnym oraz byłym partnerem! Niezwykły wywiad z Anną Muchą!

Anna Mucha - wywiad

 Spotykamy się… w piwnicy! Ale nie byle jakiej, bo mieszczącej się w podziemiach warszawskiej Sceny Relax. Anna Mucha (40) wybrała to miejsce nieprzypadkowo. To tu razem z zespołem przygotowuje się do premiery spektaklu „Przygoda z ogrodnikiem”, którego jest producentką. Jak się czuje przed debiutem? – Jestem w pełnej ekstazie, ale nie ukrywam, że powoli łapie mnie stres – śmieje się aktorka. Ze sceny schodzi w koronkowej sukience, która podkreśla jej sylwetkę. Na serdecznym palcu widzę piękny pierścionek z kamieniami w kształcie kwiatu. Zaręczynowy? Czy to oznacza, że Anna Mucha i jej partner Jakub Wons niebawem chcą stanąć na ślubnym kobiercu?

Czy dobrze widzę, że masz lekką tremę?

Za chwilę przede mną premiera spektaklu „Przygoda z ogrodnikiem”. Okazuje się, że jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, tyle tematów do ogarnięcia, że jest to nie tylko wyzwanie i wielka radość, ale też kawał pracy, którą trzeba wykonać. A tak się złożyło, że wyrwałam się na ochotnika i zostałam producentką.

Producentką? Słyszałam, jak przed chwilą mówiłaś o sobie „Jej Wysokość Producenckość”! Strach się bać!

(śmiech) Tak mnie ochrzcili! Bycie producentką jest przefantastyczną pracą, ale ma też swoje minusy. Tak serio, to czuję się teraz jak pies pasterski, który musi zaganiać swoje owieczki i robić wszystko, by próby odbywały się zgodnie z planem. Dodatkowo dbam o komfort moich aktorów, o dobre warunki do pracy, żeby to wszystko się spinało i… jeszcze mieściło w tabelce Excela. Spotykamy się rzeczywiście w najbardziej gorącym momencie, bo uroczysty premierowy spektakl zagramy w Scenie Relax już 11 października.

Cieszysz się z powrotu do pracy?

Nie pamiętam, kiedy cieszyłam się z jakiegoś faktu bardziej! Jesień zapowiada się pracowicie, bo tuż po premierze wyruszam w trasę do Rzeszowa, a później będziemy jeździć po całej Polsce. Mówiąc pół żartem, pół serio, nigdy nie zorganizowałam dla siebie przyjęcia urodzinowego. Teraz okazuje się, że urządzam imprezę na 300 osób z przedstawieniem teatralnym po drodze. W tej chwili sen jest dla mnie luksusem i jedyną formą naładowania baterii, ale jestem na pozytywnym haju!

Mówisz teraz jak młoda matka.

Coś w tym jest! Bo to trochę dziecko, które powołujemy na świat. Wczoraj, siedząc na kanapie, cieszyłam się, że Covid przyniósł mi umiejętność robienia paznokci, bo zgryzam je z nerwów. Ale nic nie widać, bo żel i hybrydę nanoszę sobie sama! Kolor również, wzorki będę musiała jeszcze przećwiczyć.

Brak czasu, brak snu… Był już moment, że żałowałaś tego bycia producentką? 

Nie ma takiej opcji! Mogę mieć chwile zwątpienia, ale moim życiowym mottem jest: problemy życiowe są od tego, by je rozwiązywać. Jedyne, co może nam stanąć na drodze, to – odpukać w niemalowane (w tym momencie Anna puka się w twarz– przyp. red.) – okoliczności od nas niezależne. Moim celem jest wypuszczenie w zdrowiu – przy jednoczesnym zachowaniu swojego – szczęściu i pomyślności tego spektaklu w świat. Nie ma, że boli!

Jako producentka miałaś władzę, żeby zmienić ekipę. Dlaczego więc tego nie zrobiłaś?

Owszem, to przywilej, z którego nie skorzystałam. Z prostego powodu. „Przygoda z ogrodnikiem” to tytuł, który Polacy pokochali. Wiem, z jakim zespołem staję na scenie, wiem, czego mogę się spodziewać. Poza tym jesteśmy ludźmi, którzy mogą na sobie polegać, a to jest najważniejsze.

Ale powierzenie reżyserii swojemu partnerowi, Jakubowi Wonsowi, wiązało się z pewnym ryzykiem. Nie bałaś się, że ewentualne nieporozumienia w pracy wpłyną na wasze życie prywatne?

Jesteśmy w próbach dopiero od tygodnia, więc jest szansa, że wyjdziemy z tego bez szwanku. Z prostego powodu: Jej Wysokość Producenckość i Pan Reżyser to może i mieszanka wybuchowa, ale podobnie jak reszta zespołu są profesjonalistami i potrafią oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych. Nie wnikam, kto z kim sypia, i kompletnie mnie to nie interesuje, byleby się zajął swoją robotą i wiedział, jakie są perspektywy, możliwości i ograniczenia.

Które z was jest większym terrorystą na planie: ty czy Kuba?

No… ja! Może wynika to z tego, że robię to pierwszy raz, a Kuba ma już olbrzymie doświadczenie. Może to jest entuzjazm dziewicy i nowicjuszki? Przyznaję, po prostu mam krótszy loncik.

Poszukujesz wygodnego obuwia dla dzieci? Koniecznie wejdź na tę stronę i wykorzystaj Deichmann kod rabatowy.

Ale ty nie dość, że zaprosiłaś do współpracy swojego obecnego, to jeszcze byłego partnera i ojca swoich dzieci Marcela Sorę. Dlaczego?

Bo wiem, że nikt nie zrobiłby tego lepiej! Marcello ma wyczucie stylu. W czasie  trwania naszego związku nigdy nie udzielaliśmy wspólnych wywiadów, bo nie czuliśmy takiej potrzeby. Żadne z nas nie dementowało też plotek, które wokół nas narosły. Według „dziennikarzy” budziłam się koło mechanika samochodowego, a zasypiałam obok rentiera. Czasem był gdzieś pomiędzy, bo ludzie nie drążyli, kim Marcello jest z zawodu i jakie ma doświadczenie.

Zatem zdementujmy plotki.

Marcello jest z wykształcenia reżyserem i ma doświadczenie w tym zawodzie. Reżyserował nie tylko programy telewizyjne, ale też filmy, tyle że za granicą. Tego nikt nie wie, bo nie zadał sobie trudu, żeby się dowiedzieć. Ponadto ma duszę artystyczną, wyczucie stylu, gust, smak. Wyssał to z mlekiem matki. I ten włoski styl znalazł odbicie w scenografii, którą dla nas przygotował.

Czy panowie Wons i Sora bez problemu dogadywali się na planie?

Jak już mówiłam, lubię pracować z najlepszymi ludźmi w swojej dziedzinie. I Kuba, i Marcello spełniają te warunki. Poza tym wszystko zostaje w rodzinie!

Ale przygoda producencka to niejedyna nowość w twoim życiu. Niedawno na twoim serdecznym palcu pojawił się piękny pierścionek. Czyżby zaręczynowy?

Też mi się podoba (śmiech). Zobacz, jakie ma ładne kamyczki.

Na zdjęciach paparazzich nie robił takiego wrażenia jak na żywo.

W tym miejscu chciałabym pogratulować fotoreporterom spostrzegawczości, analizy faktów i dobrego wzroku. Jestem pełna podziwu, bo dostrzec błyskotkę pod osłoną nocy to jest jednak sztuka. Trzeba bardzo chcieć.

Wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Zaręczyliście się z Kubą?

Ā propos biżuterii – nie uwierzysz, co będę miała na sobie podczas premiery! Diamentową kolię wartą fortunę, przez którą pan ochroniarz nie będzie mnie odstępował na krok. Cieszę się, bo „Diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety” – jak śpiewała Marilyn Monroe, a ten młody, wysoki, przystojny i dobrze zbudowany mężczyzna w mundurze – mam nadzieję, bo jeszcze go nie poznałam – będzie mówił do mnie per „Brylanciku”. Magia!

Unikasz odpowiedzi. Ty jednak jesteś niepoprawną flirciarą.

To bliższe prawdzie określenie, niż kiedy mówią i piszą o mnie „skandalistka”.

Skoro już o skandalach mowa. Ostatnio przyznałaś, że kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w pierwszej ciąży, zastanawiałaś się, czy jej nie przerwać…

Każdego dnia daję maksymalnie świadectwo temu, że jestem szczęśliwa w decyzjach, które podjęłam, bo były słuszne i dobre. Ale byłabym hipokrytką, gdybym zapewniała, że się nie wahałam. Jeśli ktoś ma bardzo konserwatywne poglądy, to w tej sytuacji powinnam się stać ikoną – Madonną z rozterkami i dzieciątkiem. Nie świętą Anną.

Dlaczego się wahałaś?

Ze strachu przed demonicznymi dziećmi. Dzieci miały bardzo zły PR. Rozważałam wszystkie „za” i „przeciw”. Zdecydowałam się urodzić i nigdy tej decyzji nie żałowałam, ale nigdy nie śmiałabym oceniać kobiet, które wybrały inaczej. Poza tym pamiętaj, że miałam obok siebie wspaniałego i właściwego człowieka – ojca dzieci. Dziś mamy dwoje cudownych istot i uważam macierzyństwo za wielkie szczęście zwieńczone niewyobrażalną miłością. Dzieci są moimi najwspanialszymi skarbami. I nie ma żadnej dyskusji na ten temat.

Jesteś matką, która wychowuje swoje dzieci w duchu wzajemnego zaufania i otwartości?

Jaką jestem matką, okaże się za 20 lat, kiedy Stefania i Teodor będą dorosłymi ludźmi. Wtedy życie zweryfikuje, czy podejmowałam słuszne decyzje, czy nie. W macierzyństwie słabe jest to, że dzieje się tu i teraz, a pracujemy na to, co będzie z naszymi dziećmi za dwie dekady. Ale psychologowie i psychiatrzy też muszą z czegoś żyć, więc te matki i tak będą zawsze przerabiane na kozetkach w gabinetach.

A ty miałaś ze swoją mamą dobre relacje?

Dla mojej mamy nie istniały żadne tematy tabu. Poważnie. Uważam, że świadectwem olbrzymiej dojrzałości, bliskości i szacunku do drugiego człowieka jest fakt, że możemy ze sobą rozmawiać, przyjmując swoje poglądy, odmienności, decyzje i wybory. To, że staram się rozmawiać otwarcie i na każdy temat ze swoimi dziećmi, jest prezentem, który im daję, by w przyszłości podejmowały właściwe decyzje. By kierowały swoim życiem w sposób świadomy i miały również wiedzę na temat konsekwencji swoich wyborów.

Są pytania, których się boisz z ich strony?

Ważniejsze jest dla mnie budowanie naszej więzi niż pytania, które są trudne. Jeżeli uda nam się zbudować relację ufających sobie i szanujących się wzajemnie ludzi, żadne z pojawiających się pytań nie będzie trudne.

Zaryzykowałabyś macierzyństwo po raz trzeci?

W tej chwili spektakl jest moim dzieckiem. Za to regularnie bywam w ciążach spożywczych, co wielu pozwala puszczać wodze fantazji na temat mojego życia prywatnego i zaglądać do „mymłona”.

Na przestrzeni lat zarzekałaś się, że nie chcesz być mamą, że lubisz życie singielki. To się zmieniło. Czy w kwestii ślubu też zmieniłaś zdanie?

(śmiech) Wiesz co, kolor biały pogrubia, a ja muszę dbać, by dobrze wyglądać.

A gdyby Kuba porwał cię na szalony weekend do Las Vegas, mogłabyś stamtąd wrócić jako pani Wons?

Suknię już mam! Ale jeśli ktoś chce zobaczyć we mnie pannę młodą, to… zapraszam do teatru.

Rozmawiała Magdalena Jabłońska-Borowik!

Wywiad znajdziecie również w nowym "Party"!

Anna Mucha bierze ślub? Nowa okładka Party

Anna Mucha z partnerem!

Anna Mucha z dziećmi i partnerem wychodzą z teatru

Anna została niedawno producentką!

Anna Mucha w seksownej, czarnej sukience
East News

 

Więcej na temat Anna Mucha
Przeładuj

Strajk Kobiet: Tysiące osób w całej Polsce przeciw decyzji Trybunału Konstytucyjnego

zobacz 02:08