Party Stories
Magdalena Narożna w zielonej sukience
Monika Olejnik
Piotr Porębski / Metaluna
Wywiady Piotra Najsztuba

Niepowtarzalna Monika Olejnik

Mistrzyni rozmów z politykami i mistrzyni unikania rozmów o sobie. Co jej się śni? Czy jest dobrą matką? I komu najczęściej patrzy w oczy? Piotr Najsztub zadaje trudne pytania.

– O której dzisiaj wstałaś?
Monika Olejnik:
Jak zwykle o 5.35.

– A o której pójdziesz spać?
Monika Olejnik:
Dzisiaj mogę pójść koło 23, czyli trochę wcześniej.

– Ile już lat wstajesz tak wcześnie?
Monika Olejnik:
Wiele. Kiedyś wstawałam, bo dziecko było małe, a teraz wstaję, bo mam program o 8.15 w Radiu Zet, a przedtem muszę przeczytać gazety, portale. Najgorsze są poniedziałki, bo wtedy wychodzą jeszcze „Newsweek” i „Wprost”.

– „Przegląd” i „Nie”.
Monika Olejnik:
Tak, chociaż „Nie” już nie jest tą gazetą, którą się kiedyś, za rządów SLD, czytało z wypiekami na twarzy, bo redaktor Urban uwielbiał obnażać Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego.

– Choćby z tego względu, że codziennie rano tak wstajesz, Twoje życie nie wydaje Ci się bez sensu?
Monika Olejnik:
Mimo rygorów nie jest.

– Ale zawsze jest to samo.
Monika Olejnik:
Nie, bo czasami nie ma Kaczyńskiego w Sejmie, dlatego że przeszkadza mu klimatyzacja, albo nie ma Tuska, bo poszedł sobie pograć w piłkę.

– Ale czy to jest jakaś istotna różnica? Naprawdę nie masz poczucia monotonii?
Monika Olejnik:
Nie mam, bo politycy się zmieniają. Np. Donald Tusk, jak patrzę na niego przez te 20 lat... Kiedyś był człowiekiem, który opowiadał się za aborcją, potem nastąpiła w nim ewolucja łagiewnicka. Tak zresztą jak i w innych politykach.

– Skostniały im kręgosłupy moralne.
Monika Olejnik:
Tak i inaczej patrzą na świat – przez pryzmat Kościoła i Boga.

– A Ty potrafisz powiedzieć, jak się zmieniłaś przez te lata?
Monika Olejnik:
Jestem coraz ładniejsza, poza tym się nie zmieniłam.

– Czyli jesteś nadal próżna. Tu się nic nie zmieniło.
Monika Olejnik:
Jestem próżna i mam blond włosy, których nie chcę obciąć, bo je lubię... Zmieniłam się o tyle, że zaczęłam pisać komentarze do „Gazety Wyborczej”, która nienawidzi „Dziennika” i do „Dziennika”, który nienawidzi „Wyborczej”, więc sprawia mi to przyjemność.

– Grafomańską przyjemność czy masz wrażenie, że coś istotnego tam piszesz?
Monika Olejnik:
Jak wyjdzie dowcipnie, to się cieszę, dowcipne rzeczy lubię pisać. I lubię dziennikarstwo. Byłam szaloną reporterką, która jeździła po Polsce, pomagała ludziom, robiła reportaże interwencyjne i to mi sprawiało przyjemność. A teraz oglądam codziennie te gęby, które się zmieniają, uczą, inaczej czeszą i ubierają.

– Mądrzejesz od tych, z którymi całymi dniami rozmawiasz na naszych oczach i uszach, czy głupiejesz?
Monika Olejnik:
Nie wiem, mam dystans do nich. I staram się każdą informację przetrawić, żeby nie być ofiarą ostatniego rozmówcy. Ale gdybym miała rozmawiać tylko z politykami, zwariowałabym, ale oprócz tego mam cudowne komentarze kolegów dziennikarzy, mogę to przeanalizować, popatrzeć na świat przez pryzmat wielu. A tak patrzę na świat oczami Piotra Semki albo oczami Piotra Pacewicza. Pacewicz mi imponuje, bo interesuje się wszystkim – biegami, seksem, polityką, potrafi napisać na każdy temat.

– A Ty nie?
Monika Olejnik:
Nie wiem, czy umiem napisać taki esej o seksie, jak on. Chyba nie.

– Masz jeszcze za mało do powiedzenia na ten temat?
Monika Olejnik:
Jeszcze muszę poczekać.

– Ale co dzień walczysz o tę wiedzę?
Monika Olejnik:
Nie zajmuję się na co dzień tymi sprawami.

– Wpływowi politycy często mówią, że wraz ze wzrostem ich pozycji pojawia się zainteresowanie kobiet, że kiedy „rządzą”, kobiety inaczej na nich patrzą, to jest jakiś dodatkowy afrodyzjak. Ty jesteś wysoko w rankingach kobiet wpływowych, w jakimś sensie „rządzisz”. Masz wrażenie, że odkąd stałaś się osobą wpływową, mężczyźni inaczej na Ciebie patrzą, jak na kogoś komu warto ulec, wkraść się w jego łaski?
Monika Olejnik:
Nie zauważyłam tego. Może się mnie boją... Czasami dostaję jakieś dziwne SMS-y od polityków, ale udaję, że ich nie widzę, albo je szybko kasuję, albo wpisuję do pamiętniczka i... może kiedyś napiszę książkę.

– Erotyczne SMS-y?
Monika Olejnik:
Różne, np. od jednego bardzo ważnego polityka przed programem dostałam SMS-a: „Bardzo tęsknię, czy mogę przyjść wcześniej?”...

– A podoba Ci się, kiedy polityk w rozmowie albo po, próbując usprawiedliwić błędy, traktuje Cię jak kobietę z taką przedwojenną atencją, w rączkę pocałuje itd.?
Monika Olejnik:
Jest bardzo przyjemne, jak mężczyzna jest elegancki. Nie lubię może całowania w rękę, szczególnie nie lubię, jak ktoś mi wysoko podnosi rękę do całowania, bo to wyrywa mi ramię.

– Lubisz to, że najpierw Cię walnie w gębę w cudzysłowie, a potem wyskakuje z tymi XIX-wiecznymi gestami?
Monika Olejnik:
Chodzi ci o prezydenta?

– Który powiedział, że Cię zniszczy.
Monika Olejnik:
To było skandaliczne, ale już mu wybaczyłam.

– Jako kobieta czy jako dziennikarka?
Monika Olejnik:
Wybaczyłam jako człowiek, a kobieta jest najlepszym przyjacielem człowieka, jak powiedział Jeremi Przybora.

– A jak Cię można zniszczyć? Kiedy prezydent Ci tak powiedział, zastanawiałaś się?
Monika Olejnik:
Nie, było mi potwornie przykro. Czułam się tak źle z tym, że można takie głupoty opowiadać, że można być tak nieprzyjemnym dla człowieka...

– To trzeba mieć w sobie, ale jak Cię można zniszczyć?
Monika Olejnik:
Chyba byłabym wariatką, gdybym powiedziała, jak można mnie zniszczyć.

– Dlaczego? W gruncie rzeczy uważasz się za niezniszczalną.
Monika Olejnik:
Gdyby w czasie wywiadu facet... Ja mu zadaję poważne pytanie, a on mówi: „Jaka pani jest piękna, jaka pani jest mądra, jaka pani jest urocza!”. Chyba bym zwariowała. A na pewno bym się rumieniła. I chyba bym trzasnęła ręką w stół, powiedziała: „To jest program nie o mnie, proszę się nie podlizywać, to jest skandal, co pan wyprawia, zadzwonię do pana żony, a może nie muszę dzwonić, bo ona chyba do mnie dzwoni...!”.

– Strach może też niszczyć. Tyle lat jesteś na szczycie, nie ma w Tobie panicznego strachu przed utratą tej pozycji?
Monika Olejnik:
Jestem optymistką. Jak coś złego się dzieje, mówię jak Scarlett O’Hara: „Pomyślę o tym jutro”. Odrzucam złe myśli, bo boję się zjawiska natręctwa, że zaczynam myśleć: Co się może złego przydarzyć? To kobieca obrona.

– Codziennie dwie rozmowy rano w radiu, wieczorem w telewizji. Ciągle o tym samym. Dlaczego jeszcze nie zwariowałaś?
Monika Olejnik:
Nie mam czasu na głupoty. Zaraz po pierwszej rozmowie jeszcze o niej myślę, potem czytam gazety, zastanawiam się, czy było dobrze, a potem myślę, co będzie wieczorem. A jak mi coś nie wyjdzie, strasznie to przeżywam, bo jestem ambitna. Przeżywam każdą rozmowę.

– Czy to jest trochę taki orgazm dwa razy dziennie?
Monika Olejnik:
A jak tam u ciebie z orgazmem?

– Teraz czytam więcej gazet. Czyli to jest jak śniadania i kolacje?
Monika Olejnik:
To dwa razy dziennie frajda. Chirurg też robi parę operacji dziennie.

– Jesteś swoją pracą?
Monika Olejnik:
Tak. A ty nie lubisz swojej?

– Ja tego, co robię, nie traktuję jak pracy. Mam przeczucie, że praca to jest coś nieskończenie bardziej ciężkiego, mozolnego i trudnego.
Monika Olejnik:
Ale to też jest czasami orka, umęczenie. Czasem się czuję, jakbym przerzuciła parę wagonów węgla, to zależy też od rozmówcy.

– A kiedy masz poczucie z sukcesem zakończonego śniadania lub kolacji?
Monika Olejnik:
Kiedy nie ja za nie płacę. Jak jestem górą, to mam wrażenie, że mój rozmówca „płaci”.

– Jesteś górą, kiedy udowodnisz mu niekompetencje?
Monika Olejnik:
Nawet nie o to chodzi. Mam takie poczucie, kiedy ludzie w reżyserce siedzą, słuchają i nie gadają między sobą – to znaczy, że rozmowa ich wciągnęła.

– Sukces w rozmowie możesz też ocenić po reakcjach rozmówcy.
Monika Olejnik:
Widać po minie, po zabarwieniu twarzy, staje się czerwona...

– I wtedy dociskasz?
Monika Olejnik:
Najfajniejsze jest, że w telewizji oni muszą się uczyć patrzeć mi w oczy cały czas, bo jak odwracasz wzrok, znaczy, że coś jest nie tak.

– Ty wytrzymujesz...
Monika Olejnik:
Wytrzymuję.

– Te maślane spojrzenia.
Monika Olejnik:
Czasami nie wytrzymuję i śmiać mi się chce.

– Więc jesteś kobietą, która najdłużej w ciągu dnia wpatruje się w oczy obcych mężczyzn.
Monika Olejnik:
Nie przesadzaj, to tylko 20 minut w „Kropce nad i” i kilkanaście minut w Radiu Zet.

– Założę się, że to i tak najdłuższe Twoje spojrzenie w ciągu dnia.
Monika Olejnik:
Może rzeczywiście mojemu partnerowi krócej w oczy patrzę.

– Mówisz o pracy z pasją i radością. A na co są Ci bliscy potrzebni?
Monika Olejnik:
Bliscy są po to, żeby ich kochać. Ja nie kocham polityków. Inna miłość jest do syna, inna do radia. Jestem dumna z mojego dziecka, to najważniejsza osoba w moim życiu, potrzebna mi jest, żebym nie czuła się pusta.

– Płaczesz częściej w domu czy z powodu pracy?
Monika Olejnik:
Nie będę mówiła o moich płaczach.

– Czemu?
Monika Olejnik:
Popłakałam się, kiedy przegrał Lech Wałęsa z Aleksandrem Kwaśniewskim i Kasia Kolenda powiedziała to w jakiejś gazecie, a potem Kwaśniewski mi to wypominał. Ale nie jestem płaczkiem, raczej jestem złośnicą.

– Silną suką?
Monika Olejnik:
Raczej jędzą, walczę ze sobą, ale każda kobieta ma w sobie jędzę.

– Jędzę?
Monika Olejnik:
Jędza to ktoś nie najlepszy. Całe życie walczę z sobą, żeby być dobrą.

– Jędza nie jest najlepsza, bo zła, skryta, manipuluje?
Monika Olejnik:
Bo może zazdrości... Staram się mieć dobre cechy, ale nie zawsze mi to wychodzi. Jestem emocjonalna, wykrzykuję z siebie różne rzeczy, a potem przepraszam, ale wolę powiedzieć, co myślę, prosto w oczy, niż chodzić i kogoś obgadywać.

– Masz jakieś lęki, strachy?
Monika Olejnik:
Nie jestem gotowa mówić o swoich lękach.

– Bo paraliżują?
Monika Olejnik:
Nie, bo życie jest grą, grą ze sobą, grą z innymi, z lękami.

– Będziesz pracować do końca życia?
Monika Olejnik:
Będę pracowała, dopóki będę chciała, dopóki będę dobrze wyglądać, mieć ochotę, dopóki ludzie będą mnie chcieli czytać, słuchać.

– Musisz dobrze wyglądać, żeby pracować?
Monika Olejnik:
W telewizji chyba nie wolno wyglądać jak quasimodo?

– A dlaczego właściwie?
Monika Olejnik:
Niedobrze bym się czuła, brzydko wyglądając w telewizji.

– Może jesteś ponad takie kryteria? To nie jest źle ukryta aluzja do Twojego wyglądu.
Monika Olejnik:
Ale przecież nie zawsze muszę pracować w telewizji, wywiad radiowy, prasowy, telewizyjny to są różne formy dziennikarstwa i w każdym z nim można odnaleźć coś fascynującego.

– Tylko nie mów Żakowskim.
Monika Olejnik:
A czemu nie, też skończyłam dziennikarstwo. Co prawda tylko podyplomowe, więc ciągle mi wypominają, że jestem inżynierem zootechnikiem...

– I kochasz zwierzęta.
Monika Olejnik:
Jak każdy zootechnik kocham zwierzęta i jak każdy dobry człowiek kocham zwierzęta, ale bardziej cenię psy niż koty, choć wiem, że powinnam je po równi kochać.

– Krowy też kochasz?
Monika Olejnik:
Krowy mają piękne oczy, długie rzęsy, mają fajne dzieci.

– Oprócz miłości do różnej wielkości zwierząt jakie miałaś cechy, które pomogły Ci odnieść sukces i go utrzymać przez te kilkadziesiąt lat?
Monika Olejnik:
Zawsze byłam uparta. Zajęłam się polityką pod koniec lat 80. Chodziłam noce i dnie jak szalony człowiek pod Sejm, wystawałam z mikrofonem, w nocy przychodziłam do radia i montowałam, żeby wszystko było gotowe na rano, żeby wszyscy wiedzieli, co się dzieje. Uwielbiałam to. Nie pracowałam od 8 do 14, ja pracowałam czasami do późnej nocy. To mi dało takiego kopa i lecę do dzisiaj.

– Coś jeszcze oprócz uporu? Złośliwość, ironia?
Monika Olejnik:
Tak. I może inny rodzaj zadawania pytań.

– A może Ci się powinąć noga? Np. przesadzisz w rozmowach, będziesz za ostra i politycy przestaną do Ciebie przychodzić?
Monika Olejnik:
Cóż bym musiała zrobić...

– Gdybyś dała tej jędzy w sobie wyjść na zewnątrz...
Monika Olejnik:
Czasami wychodzi w wywiadach i gada się przez całe 20 minut. Ale któremu dziennikarzowi powinęła się noga? Nie pamiętam, jesteśmy niepokojąco nieśmiertelni. Nawet osoby, które powinny zniknąć, ponieważ są z jednej grupy albo z drugiej, znajdą dla siebie miejsce.

– A Tobie kiedy ostatni raz brakowało pieniędzy?
Monika Olejnik:
Jak mój Dudek był mały, kilkanaście lat temu. Chociaż to nie jest tak, że mam gigantyczne pieniądze. Żyję na kredytach, lubię kredyty – a to kredyt na samochód, a to kredyt na kuchnię, zawsze mam jakieś kredyciki.

– Myślisz, że jesteś dobrą matką?
Monika Olejnik:
Chyba nie...

– Masz czasami wyrzuty sumienia z tym związane?
Monika Olejnik:
Nie, przecież się zajmowałam moim dzieckiem. Może za mało mu poświęcałam czasu, może powinnam mieć więcej dzieci, mieć dużą, fajną rodzinę...

– To czemu nie miałaś?
Monika Olejnik:
Jakoś tak mi wyszło, praca, praca, praca. Ale jestem bardzo dumna ze swojego syna, Jurka Wasowskiego, który kończy teraz socjologię i pisze recenzje filmowe.

– Dwa orgazmy dziennie, bez prokreacji. Masz czasem wrażenie, że jesteś głupia?
Monika Olejnik:
Oczywiście, kiedy zrobię jakieś nieodpowiednie rzeczy w swoim życiu, dotyczące na przykład mojej sytuacji finansowej, myślę sobie: Panie Boże, przecież powinnam była zrobić tak i tak. Ale tak się zajęłam pracą, że zapomniałam i przepadło.

– A w pracy?
Monika Olejnik:
Wtedy nie myślę w takich kategoriach, że jestem głupia, tylko że mogłam się lepiej przygotować. Zawodowo nie poddam się takiej samokrytyce. Życiowo czasami jestem beznadziejna. Ale za to mam prorocze sny.

– Czyli?
Monika Olejnik:
Przewidziałam kryzys w proroczym śnie w czasie wakacji. Śniło mi się, że będzie załamanie na giełdzie. W symboliczny sposób, bo jechałam na sankach z koleżanką i spadałyśmy w przepaść, a ta koleżanka mi się z tym kojarzy, więc wyobrażałam sobie...

– Spadek indeksów?
Monika Olejnik:
Tak.

– Jakie jeszcze miewasz prorocze sny?
Monika Olejnik:
Śnił mi się frank za 4,60 (rozmowę odbywamy przy średnim kursie franka 2,90). Śnił     mi się też ostatnio Jarosław Kaczyński, bez krawata, w garniturze. Stałam obok, ja i Cezary Michalski, i Jarosław Kaczyński mówi, żebym mu zawiązała krawat. Na to ja mu mówię: „Ależ nie będę panu zawiązywała krawata!”. On się upiera, ja na to: „Nie będę zawiązywać. Dlaczego ja, a nie Cezary Michalski?”. Na co Jarosław Kaczyński powiedział tak: „Bo Cezary Michalski jest inteligentny”.

– Umiesz wiązać krawat?
Monika Olejnik:
Nie. Kazi Szczuce opowiadałam ten sen i ona się doszukiwała w nim jakiejś traumy dominacji męskiej.

– Tobie się praca śni często?
Monika Olejnik
: Tak, śnią mi się prezydenci, politycy.

– To koszmar.
Monika Olejnik:
Tak, ale o szóstej rano czytam gazety i się budzę. Przy ich zdjęciach i słowach.

Rozmawiał: Piotr Najsztub
Zdjęcia Piotr Porębski/Metaluna
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka stylisty Agnieszka Dębska
Makijaż Wiganna Papina; Fryzury Piotr Wasiński
Scenografia Piotr Czaja
Produkcja sesji Elżbieta Czaja i Ewa Kwiatkowska.

Komentarze
Zapraszamy do dyskusji
Czekamy na Twoją opinię w tym temacie. Dołącz do dyskusji!
Anita Werner
Robert Wolański
Newsy
Anita Werner – Niemoralne rozmowy
„Prowadząc rozmowy w TVN24, myśli Pani: jaki mam fajny biustonosz?”, „Czy występuje u Pani potrzeba wielkiej namiętności?” Najsztub pyta, a Anita Werner... się czerwieni.

– Pani jest naprawdę taka poważna? Anita Werner: Nie. – To po co ta poza? Anita Werner: To nie poza. – Poważna, bo dziennikarz musi być poważny? Anita Werner: W naszej pracy nie ma specjalnie z czego się śmiać. – Jak to? Sami w sobie jesteśmy śmieszni, groteskowi i od pierwszego do pierwszego – opisujemy świat, który jest śmieszny i groteskowy. Anita Werner: Tylko ta śmieszność i groteska jest w konflikcie z powagą spraw, którymi się świat czasami zajmuje, a nasza groteskowość – z poważną materią, którą się zajmujemy. – I to ma być poważne? Anita Werner: Ma duży wpływ na ludzi. A czy ja jestem poważna...? Jeżeli zapytałby pan o mnie kolegów z „Faktów”, to myślę, że ten przymiotnik byłby ostatnim, który przyszedłby im do głowy. – To od której do której jest Pani w tej poważnej pracy? Anita Werner: Od 9 do czasami 17, 20, 22. Ale nie jestem z tych, którzy żyją po to, żeby pracować. – Dobrze zrozumiałem, 90 procent czasu spędza Pani w pracy, ale nie jest osobą, która żyje po to, żeby pracować? Anita Werner: Nie 90 procent. Mam jeszcze strasznie dużo czasu na to, żeby być z osobą mi bliską, sprawdzić, co słychać u mojego taty, i potrenować trzy razy w tygodniu po dwie godziny na siłowni. – Czemu siłownia? Anita Werner: Bo to dobrze robi na głowę. – Jest jakiś problem z głową? Anita Werner: Nie, właśnie dlatego, że trenuję. Mamy w sobie pokłady takiej mocy, która w sytuacjach stresowych może się skończyć agresją. Przerobiona na wysiłek fizyczny robi dobrze. Uwielbiam to dobre, sportowe zmęczenie. – Jedźmy dalej w poszukiwaniu uśmiechu Anity Werner. My, dziennikarze, jesteśmy częścią świata rozrywki, zarabiamy gadaniem, dlatego chyba powinniśmy...

Newsy
Daria Widawska: „Jestem Kaszubką”
Jej chłopak Michał wie, że jeśli Daria nie zna rozmiaru kołków rozporowych, uwiedzie pół sklepu i do domu przyniesie właściwe.

– Nerwicą Twojego pokolenia jest chęć zaistnienia za wszelką cenę. Jeśli mnie gdzieś nie ma, to znaczy, że nie istnieję, mówią Twoi równolatkowie. Masz jakiś patent, by w tym świecie nie zwariować?   Nie mam patentu. Rzadko bywam na imprezach, bo niewiele tam się może zdarzyć. Drażni mnie, że ludzie nie patrzą sobie w oczy i każdy poświęca na rozmowę z tobą dziesięć sekund, przy okazji szukając już kolejnego, ciekawszego rozmówcy. To jest nerwica tych czasów. Być, słyszeć, załatwić, wylansować. Mało mnie to interesuje. – A nie masz wrażenia, że Twoje pokolenie nie umie czekać? Wszystko musi się wydarzyć już, natychmiast. Sukces należy osiągnąć do trzydziestki, bo potem już wielu ludziom nie smakuje... Ja bardzo długo czekałam. Przez pięć lat od skończenia szkoły teatralnej nie dostałam żadnej znaczącej propozycji. Oczywiście grałam w teatrze, czasem trafił się jakiś dzień zdjęciowy w serialu, ale były chwile, gdy na castingu do jakiejś roli dochodziłam do ostatniego etapu i przegrywałam z inną aktorką. Wtedy mój narzeczony Michał przywracał mnie do pionu. Mówił: „Kochana, ale ty byłaś jedną z dwóch, doszłaś bardzo daleko, widocznie zabrakło ci szczęścia”. Wydawało mi się to marnym pocieszeniem. Każdy aktor wymaga adoracji, komunikatu zwrotnego, że się podoba. Aż w końcu dostałam propozycję wzięcia udziału w castingu do „Magdy M. ” i wygrałam! Teraz rozumiem słowa Michała i doceniam to, co mam. – Nerwicą tych czasów jest też nieumiejętność rezygnowania z propozycji. Jak macie pracę, gracie we wszystkim, do upadłego. Nie przeraża Cię casus Roberta Gonery? Wcześniej sądziłam, że bardzo łatwo odreaguję w tym zawodzie. Wracam do domu, biorę prysznic, idę na dobrą kolację albo na basen. Szybko wyrzucam z...

Czesław Mozil
Adam Pluciński/MOVE
Newsy
Czesław Mozil: "Chciałbym się zakochać"
Piotr Najsztub punktuje Czesława Mozila okrutnie. „Nie ma w Tobie marzenia o szaleństwach?”, pyta kąśliwie. Czy ma rację?

- Masz 80 lat? Tak staro-mądrze brzmią Twoje piosenki. Czesław Mozil: Niektórym ludziom się wydaje, że mówię mądre rzeczy, a wystarczy mówić prawdę. Choć inni pewnie muszą mnie odbierać jak debila, który nie potrafi zdania sklecić po polsku. – Ale ta Twoja prawda jest przyziemna, normalna. Nie ma w Tobie marzenia o szaleństwach? Czesław Mozil: Ale ja marzę! Chciałbym być aktorem! Więc kiedy widzę w „Igrzyskach śmierci” Jennifer Lawrence, chciałbym grać w takim filmie! – Nie o takie marzenia pytam. Miłość w Twoich piosenkach jest przyziemna i elementarna. Żeby się tak złapać za rękę, trzymać i iść. A nie startować w kosmos! Czesław Mozil: Bo jakoś nigdy tego we mnie nie było. Miałem trzy poważne związki i dzięki Bogu wszystkie te dziewczyny są moimi przyjaciółkami. Ale już prawie pięć lat się nie zakochałem. Jak ja bym chciał się zakochać! – Może jesteś za bardzo zakochany w sobie, żeby się zakochać w kobiecie? Czesław Mozil: Może tak jest… Ale raczej strasznie się boję tego, co miłość ze sobą niesie. Albo tego, co ja sobie na jej temat wymyśliłem. Na przykład, że może odebrać mi wolność, choć wiem, że tak mówi gówniarz, mały chłopczyk. Ale przez takie myśli parę razy straciłem miłość. Na dodatek miałem poczucie, że jeżeli nie mogę „ogarnąć” siebie, to jak mogę „ogarnąć” inną osobę czy dać jej coś z siebie?! A to jest pierwszy poziom związku. Nigdy jednak tam nie dotarłem i nie zobaczyłem, że potem mogę mieć coś, co pokona te lęki – bliskość i wsparcie innej osoby. – Ale rzeczywiście miłość to jest utrata wolności, takiej, jaką znasz do tej pory. Czesław Mozil: Tak, i nie chodzi mi o wolność seksualną, ale też mentalną, co jest paradoksalne, bo ja jestem uzależniony od ludzi. Mam na...

Nasze akcje
maseczki-orientana
Fleszstyle

Maseczki stworzone przez naturę – 99% naturalnych składników i 100% skuteczność! 

Partner
kosmetyki-alkemie
Fleszstyle

Alkmie - polska marka, która tworzy kosmetyczne dzieła sztuki!

Partner
Newsy

Natura i nauka łączą siły w walce ze zmarszczkami. Poznaj kosmetyki Botanical HiTech

Partner
jane-perkins
Newsy

Plastikowa REwolucja, czyli o sile REcyklingu!

Partner
anabelle-minerals
Fleszstyle

Doskonały makijaż w duchu eko i zero waste: odkryj mineralne kosmetyki Annabelle Minerals! 

Partner