Natalia Kukulska, Jarosław Kukulski
Błażej Żuławski / GOOD IDEA
Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Natalia Kukulska: Co teraz, tato?

„Zmarł, gdy wydawało się, że najtrudniejsze już za nami, że wygraliśmy z chorobą. Boję się świąt, ważnych życiowych wydarzeń, a nawet codzienność jest pusta i, jak w piosence, którą Tata napisał po śmierci Mamy, »Gorzki bywa nawet miód«”.

Ostatni wywiad zrobiliśmy w grudniu ubiegłego roku. Powiedział: „Życie jest zbyt piękne, by umierać”. Był wtedy po dwóch operacjach serca, czekała go trzecia – w Niemczech. Miał wątpliwości, czy się jej poddać, ale stwierdził, że jego obowiązkiem jest walczyć o zdrowie. Bo Natalia i Piotr potrzebują ojca, a wnuki – dziadka. Operacja się udała, wydawało się, że wszystko zmierza ku dobremu. Tamtego dnia, 12 września, Natalia wróciła z Opola, wieczór spędzili razem. Rozmawiali, jedli kolację, oglądali wspólnie telewizję. Jarek poszedł do siebie w dobrym nastroju, mieszkał po sąsiedzku. A rano… już go nie było.

Siedzimy w domu Natalii przy dużym stole. Krzesło, na którym zawsze siedział Tata, pod oknem, stoi puste. Natalia ma cały czas wilgotne oczy. Chce podtrzymywać pamięć o ojcu, a jednocześnie boi się, by nie było to zbyt osobiste. „Chciałabym, żebyś pokazała Tatę nie tylko jako ojca, duszę towarzystwa i niezwykle ciepłego, rodzinnego człowieka, lecz także jako artystę, twórcę, byśmy opowiedziały o jego niezwykłym darze komponowania pięknych melodii”. To bardzo wzruszająca rozmowa. Natalia  pożegnała ojca, ja – przyjaciela.
 
– Kiedy zorientowałaś się, że jesteś córką legendy?
Natalia Kukulska:
Nie postrzegałam Taty jako legendy. Czas zweryfikuje, ile zrobił dla polskiej muzyki rozrywkowej.

– Wiedziałaś jednak, że jest kimś niezwykłym?
Natalia Kukulska:
Dla mnie zawsze był. Wiedziałam, że ma niezwykłą osobowość. Ale dla mnie to był po prostu mój kochany Tata. I tak go wspominam. A że wychowywałam się w domu trochę innym niż wszystkie? Dla mnie to był normalny dom. Towarzyska natura Taty powodowała, że łatwo nawiązywał kontakty. Przyjaciół miał sporo, choć na kilku bardzo się potem zawiódł. Z racji zawodu oczywiście najczęściej u nas bywali artyści: muzycy, aktorzy, tekściarze, reżyserzy, dziennikarze… Ale też ludzie nie z branży. Nie miałam do Taty żalu, że po śmierci Mamy potrzebował ucieczki, nie chciał być samotny, sam na sam ze swoimi myślami, że szukał kobiety, która wypełni tę pustkę. Zresztą bardzo podobał się kobietom. Zawsze kochał piękno i nie umiał się oprzeć czarowi niektórych pań. W programie TVN „Moja krew” powiedziałam, że Tata jest takim łasuchem na kobiety, że zawsze potrafiły zawrócić mu w głowie, i łapie się na wszystkie kobiece sztuczki. On to ślicznie spointował: „Bo ja jestem takim poszukiwaczem”. Wszyscy pękali ze śmiechu.

– Po rozwodzie z drugą żoną i przeprowadzce z Żoliborza do Komorowa spędzał dużo czasu u Ciebie w domu.
Natalia Kukulska:
Do siebie chodził tylko nocować. Spędzał czas z nami, czasem odrabiał z Jasiem lekcje, bawił się z Anią. Miał do moich dzieci mnóstwo cierpliwości. Ogrzewał się u nas i dom też sobą ogrzewał. Zawsze pytał: „A kto dzisiaj gotował? Babcia? No to zjem”. Nie przepadał za moją eksperymentalną kuchnią. Na rukolę mówił: „Znów podajesz te chwasty”. Gdy wracałam do domu, często witały mnie dźwięki muzyki. Wiedziałam – Tata ćwiczy z Jasiem, który chodzi do szkoły muzycznej. Muzyka, po nas, była Taty największą miłością. Podporządkował jej całe życie.

– Masz opory, by opowiadać o nim w sposób osobisty. O jego karierze można będzie zawsze przeczytać, a o nim samym…? Kto ma podtrzymywać pamięć o Jarosławie Kukulskim, jak nie córka? Mówił mi, że przed drugą operacją zabrał Cię na spacer do lasu. Chciał porozmawiać bardzo poważnie, przygotowawczo jakby…
Natalia Kukulska:
Tak, tylko że ja takich rozmów w ogóle nie chciałam. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że może umrzeć. Uważałam, że jeśli wypowiemy głośno te słowa, to tak, jakbyśmy się godzili ze śmiercią. Jakbyśmy ją planowali, pieczętowali.

– Nauczyłaś się współistnieć ze śmiercią? Tak wcześnie straciłaś matkę. Teraz ojca. Wiem, że boisz się o babcię, która Cię wychowała.
Natalia Kukulska:
Wychowali mnie oboje. Związek Taty z babcią był inny niż związki zięcia z teściową. Babcia zastąpiła mi Mamę. Oboje więc byli jak gdyby moimi rodzicami. Uroczo się ciągle kłócili. Każde miało swoją wersję zdarzeń z przeszłości. Tata lubił wszystko ubarwiać. A babcia wtedy robiła taki kpiący uśmieszek: „No widzisz, znów zmyśla”. Na babci spoczywała cała organizacja życia domowego. Stała się dla Taty swoistą partnerką. Choć potrafili sobie dokuczać, to często żartowali, nawet z najtrudniejszych tematów...

– Ze śmierci też można żartować, ale to ciągle temat tabu. Może warto go przełamywać? By nie zostały niedopowiedzenia?
Natalia Kukulska:
Mimo że często jesteśmy przygotowywani na jakąś śmierć, zawsze okazuje się, że niedostatecznie, bo nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie braku tej najbliższej osoby. Mnie wydawało się, że gdy to się stanie, świat przestanie istnieć. Nie wytrzymam. A on jak na złość dalej się kręcił. Ale ten szok ma tak dużą dawkę emocji, że organizm zareagował też nieprzewidywalnie dla mnie. Miałam ochotę działać – robić jak najwięcej jeszcze dla Taty. Szukałam wszystkiego, co jeszcze może nas łączyć tu i teraz… Każdy inaczej przeżywa żałobę, ale nie da się od niej uciec.

– I nie można tu niczego przyśpieszyć.
Natalia Kukulska:
Tak. Mam taką naturę, że muszę wyrzucać z siebie to, co czuję. Nie boję się tych najtrudniejszych emocji, werbalizuję swoją tęsknotę. Potem łatwiej złapać mi oddech. Sama siebie zaskakuję, że tak bardzo wnikam we wspomnienia. Oglądam albumy, szukam śladów, żeby je zapamiętać, ocalić. Na początku odwołałam koncerty. Nie chciało mi się w ogóle śpiewać. Ale zaczęło mnie ciągnąć do muzyki, bo przecież to właśnie ona jest najlepszą terapią.

– W kościele powiedziałaś: „Chciałabym ci zaśpiewać, ale nie mogę znaleźć słów, a dźwięki, które są dla nas wyrazem duszy, stają się głuche wobec tego, co teraz czuję”. A jednak muzyka daje ukojenie? Jarek krótko po śmierci twojej mamy napisał z Jonaszem Koftą musical „Wielki świat”. To była jego żałoba?
Natalia Kukulska:
Myślę, że praca nad tym musicalem go uratowała, wzmocniła psychicznie. Powstało piękne dzieło. Muzyka przenosi w inny wymiar, a praca potrafi być lekarstwem. Dlatego zaczęłam znowu śpiewać, bo to jedyne zajęcie, które potrafi dać mi siłę. Muzyka i dzieci. No i mój mąż Michał, oczywiście. Bardzo przeżył śmierć Taty i bardzo mi pomógł przejść przez to wszystko. Ludzie różnie reagują na wiadomość o śmierci. Niektórzy się boją zadzwonić, napisać… Rozumiem to. Też kiedyś stroniłam od pogrzebów. Teraz uważam, że to okazanie szacunku dla rodziny. Pokazanie: jesteśmy z tobą w tej najtrudniejszej chwili. Odzew po odejściu Taty był wielki. Wzruszał mnie fakt, że dla tylu osób był kimś ważnym, że tak wielu przyjaciół i znajomych  współczuje i podziela tę stratę. Zawsze wtedy myślałam o nim, że byłby dumny i pewno zaskoczony. Starałam się, żeby uroczystość pogrzebowa była godna. Robiłam to dla niego. Łapałam się tych wszystkich ziemskich spraw, które nas łączyły, mogąc jeszcze tylko to dla niego zrobić. Myślę, że całe życie już takie będzie. Podświadomie nawet wszystko będę odnosiła do niego, zastanawiając się, co by o tym sądził, czy byłby zadowolony, dumny...

– Zbigniew Hołdys powiedział, że swoją muzyką trafiał do słowiańskiej duszy.
Natalia Kukulska:
Pięknie powiedział. Tata pisał piękne melodie, ale mieliśmy trochę inne podejście do muzyki. Typowa różnica pokoleń, która chyba tylko w kwestiach rodzinno-artystycznych nas dopadła, bo na innych płaszczyznach nie dochodziła do głosu. Tata miał świetne poczucie humoru i abstrakcyjne komentarze, czym potrafił zjednać sobie moich przyjaciół, stając się dla nich kompanem. A rady... zawsze były dla mnie ważne, ale gdy mówił: „Zrób to tak”, odpowiadałam: „Tato, czy ja mogę zrobić to po swojemu?”.

– Miał może trochę inny gust muzyczny niż Ty?
Natalia Kukulska:
To też była jego troska o mnie. Ale różnice zdań oboje przeżywaliśmy, z drugiej strony jednak to nas mobilizowało. Nie umiałam przytakiwać dla świętego spokoju. Za bardzo go szanowałam. Wolałam, byśmy świadomie się rozumieli. Nie traktowałam go łagodniej dlatego, że był chory. Wyczułby, gdybym zgadzała się na coś ze strachu, żeby go nie denerwować. Był czujny. Babcia zawsze powtarzała: „Machnij ręką i rób swoje”. Ale oboje potrzebowaliśmy szczerości wobec siebie, więź między nami była niezwykle silna.

– Było to widać też teraz, w kilku programach wspomnieniowych, w których opowiadałaś o Jarku. Pokazano też część jego wielkiego dorobku twórczego, jaki po sobie zostawił, ale i tak sporo materiałów jest jeszcze nieodkrytych.
Natalia Kukulska:
Teraz robię Tacie stronę internetową, żeby te wszystkie piękne utwory, które napisał, a które nie są tak znane, poznali inni. Chociażby muzyka filmowa. Wiedziałaś, że pisał muzykę do filmów?

– Tak, chociaż to w jego twórczości był poboczny wątek.
Natalia Kukulska:
Napisał muzykę między innymi do filmu „Nie zaznasz spokoju”, „Pan Samochodzik” czy „Diabelskie szczęście”. Poprosiłam Filipa Jaślara z Grupy MoCarta, by wraz z kwartetem zagrali podczas uroczystości pogrzebowych piękny motyw z tego ostatniego filmu. Wzruszająco to zagrała na oboju Kamila Grott. Teraz słucham utworów Taty trochę inaczej. One jednak bardzo go określały, oddawały jego charakter i wrażliwość. To cząstka jego samego. Otwierają we mnie wspomnienia.

– Pisał sporo refleksyjnych ballad, ale miał bardzo pogodną naturę.
Natalia Kukulska:
I takiego chcę go pamiętać, radosnego, pełnego dowcipu, opowiadającego anegdoty. Był mistrzem pointy… Tata miał niezwykle silną osobowość, taką charyzmę, która przyciągała ludzi, nie dało się go nie zauważyć, choć nie starał się rzucać w oczy. Zresztą właśnie oczy miał niesamowite – silne, głębokie spojrzenie, pełne smutku, ale też i miłości. Był prawdziwym romantykiem, wyjętym z okresu romantyzmu po prostu, i taka też jest jego muzyka. Życie silnie wpływało na jego twórczość, pisząc nowe piosenki, dawał upust czasem trudnym emocjom. One wypisały mu na twarzy swoistą mapę. Kochałam jego wszystkie zmarszczki. On ich nie lubił. „Może jakiś krem stosować?”, pytał, bo lubił czuć się atrakcyjnie, choć moim zdaniem te zmarszczki dodawały mu uroku i lepiej wyglądał w późniejszych latach niż w latach swojej młodości. Wiele moich koleżanek to potwierdza...

– Ostatnio wycofał się trochę z życia towarzyskiego. Wolał domowe zacisze...
Natalia Kukulska:
Męczyło go zbyt duże zamieszanie, kurtuazyjne rozmowy. Czasem nawet wypychałam go na siłę, by się trochę rozerwał. Odpowiadał: „Wolę posiedzieć w domu, z wami”. Trzy razy w tygodniu jeździł do szpitala na dializy, po których czuł się wyczerpany. Mawialiśmy, że tak naprawdę ma dany co drugi dzień życia. Do tego kłopoty z sercem i tętniak aorty brzusznej. Szpitale, operacje, zabiegi… wyczekiwanie na wyniki, trudne decyzje – to był dla nas wszystkich straszny stres. U nas w domu czuł się bezpiecznie, był szczęśliwy, bo choć nie zawsze mógł aktywnie we wszystkim uczestniczyć, to miał nas wszystkich przy sobie. Drzemał w fotelu, a w ciepłe dni uwielbiał leżakować na tarasie. Był słońcoholikiem. Śmialiśmy się, że narzeka na zmarszczki, a sam na nie pracuje, cały czas chwytając słońce. Byłam pewna, że w dniu jego pogrzebu będzie piękna pogoda. Nie mogło być inaczej.

– Który okres w życiu ojca był Twoim zdaniem najważniejszy?
Natalia Kukulska:
Artystycznie? Na pewno wtedy, gdy był z Mamą. Była dla niego wielką inspiracją. Chociaż po jej śmierci też był bardzo twórczy, bo pracował z wieloma ciekawymi artystami. Pisał piosenki pod wykonawcę. Wiele jednak w jego utworach jest wspólnych mianowników. Zawsze jestem w stanie rozpoznać muzykę Taty. Mój mąż Michał też. Pewne rozwiązania harmoniczne, zabiegi aranżacyjne, na przykład tematy gitarowe grane w tercjacjach. Miał swoje teorie na temat konstrukcji piosenki, swoje zasady, dość klasyczne. Uważał, że refren powinien huknąć, wybuchnąć. Spierałam się z nim: „Tato, może nie zawsze o to chodzi w piosence, może warto przełamywać schematy, warto zaskakiwać”. Piosenki, które pisał dla mnie, często były zainspirowane taką dyskusją. Buntował się po moich słowach, ale za jakiś czas wracał zainspirowany jednak tym, co mówiłam, przedstawiał mi trochę inną wersję. Czasem razem siadaliśmy do pianina. Tak na przykład powstała nasza wspólna kompozycja, ostatnia. „In silence” znajduje się na albumie „Sexi Flexi”, a na reedycję napisałam do niej polski tekst – „Tak musiało być”. Dlaczego musiał okazać się tak proroczy…? Zaczyna się słowami: „Sama zostałam z myślami bez słów”.

– „Żadne z nich nie pasowałoby tu”… Pisałaś to, jak tata był już bardzo chory.
Natalia Kukulska:
Pisałam, mając przeczucie smutku, wyobrażenie o nim tylko. Niestety, nie zawsze mamy wpływ na nasz los do końca, pewne rzeczy są zapisane. Byłam na siebie zła, że to piszę, ale tłumaczyłam sobie, że to nie musi być o Tacie. Od dłuższego czasu nie potrafiłam być tak do końca szczęśliwa. Żyliśmy wszyscy w wielkim lęku. Jak ktoś ciężko choruje, to chorują z nim jego najbliżsi. Oczywiście wir pracy i dzieci, życie domowe potrafiły czasem odwrócić moją uwagę, ale podskórnie cały czas był we mnie wielki lęk o Tatę. Mam wyrzuty, że nie spędzaliśmy ze sobą jeszcze więcej czasu. Chociaż życie przecież nie polega na tym, by siedzieć, trzymać się za rękę. Żyje się aktywnie, a losu nie da się oszukać. Zrobiłam chyba wszystko, co w mojej mocy, szkoda, że nie była dostatecznie silna, by...

– Nikt z nas nie ma takiej mocy, Natalia. Nie masz wrażenia, że piosenki Jarka są bardzo autobiograficzne?
Natalia Kukulska:
Tak, też tak uważam. Choć nie pisał tekstów, to emocje zawarte w utworze mocno determinowały tekst. Często współpracował z autorami, którzy się z nim przyjaźnili, dobrze go znali i wiedzieli o jego życiowych rozterkach. Uwielbiam „Trzeci akt”, który wykonywał Felicjan Andrzejczak do słów Janusza Kondratowicza. Ta piosenka jest w ogóle jakby o Tacie: „Właściwie nie stało się nic, zasypiam sam, wstaję sam, próbuję znów dla siebie żyć, sobą być w królestwie prawd i kłamstw”. Utwór o samotności i nowym, trudnym etapie życia, który przeczuwał. Pamiętam, jak Tata go pisał, bardzo mnie to wzruszało. Niestety, ten trzeci akt stał się ostatnim… „W teatrze zdarzeń trzeci akt, przegrana czy happy end. Niewielki dramat, ale wart splendoru wielkich scen…”. Choć bardzo nas kochał i czuł naszą miłość, mam wrażenie, że jemu cały czas czegoś brakowało, że był samotny. I to słychać w jego piosenkach, przepełnionych nadzieją, ale też smutkiem. Nawiązywał w nich mocno do uczuć: „To, co dał nam świat” – napisana po katastrofie, czy „Anna już tu nie mieszka”, „Jak pięknie by mogło być”.

– Jest też taka niedoceniona, mało znana piosenka ze słowami Wojciecha Młynarskiego – „Dzień nadziei”.
Natalia Kukulska:
Jedna z moich ulubionych. Podobno była wycofana z obiegu w czasach komuny. Jaka nadzieja? Czy komuś jest tak źle, by potrzebna mu była nadzieja? Po śmierci Taty przyśniła mi się Mama śpiewająca piosenkę „Zawsze gdzieś czeka ktoś”. Staram się szukać znaków.

– Masz poczucie, że nie był spełniony? „Przegrana czy happy end”?
Natalia Kukulska:
Chyba nie był do końca spełniony, doceniony. Uczuciowo też, jego życie to pasmo przerwanych związków, ale nie można powiedzieć o przegranej. On uważał za swoją największą wygraną nas. Swoje dzieci i wnuki. Zostawił po sobie tak wiele pięknej muzyki i wspomnień. Był spokojny, że ja mam szczęśliwą rodzinę. Ale na pewno martwił się o mojego brata Piotrka, walczył, żeby mu się w życiu ułożyło. By wyrósł na porządnego człowieka. Nie odpuszczał walki o to nawet w trudnych momentach, bo bardzo go kochał. A jeśli chodzi o muzykę, to nie udało mu się powiedzieć ostatniego słowa. Choroba zabrała mu dużo energii. Nie miał już sił. I nie mógł nadążyć za nowoczesnym sprzętem, to było dla niego za trudne. Do końca pisał ołówkiem na papierze nutowym. Kompozytorzy tacy jak on to już mniejszość. Aranżacje i barwy instrumentów trzeba było mieć w wyobraźni i nią się posługiwać do momentu nagrania w studio. A teraz… mamy wszystko jak na dłoni w domowych studiach. Komponowanie to zarazem produkcja.

– Krótko przed śmiercią Jarek pojechał do Sopotu do Domu Pracy Twórczej, czyli ośrodka ZAiKS-u. Sam.
Natalia Kukulska:
Dzwonił do mnie wtedy codziennie. Powiedział, że teraz naprawdę wie, co to jest samotność. Podpytywał różnych przyjaciół, czy pojechaliby z nim, ale nikt nie mógł. Wszyscy mieli swoje sprawy. Na koniec pobytu dojechał do niego kolega, dawny sąsiad z Żoliborza. Chodził na spacery i wracał do formy. Chwalił się, że pokonuje coraz dłuższe dystanse i lepiej się czuje. Mam wrażenie, że dopiero stawał na prostej po tej ostatniej ciężkiej operacji w Norymberdze. Zmarł, gdy wydawało się, że najtrudniejsze już za nami, że wygraliśmy z chorobą. Śmierć do niego nie pasuje, bo jego wola życia, walki i optymizm były tak wielkie. Najbardziej bolesne są zatrzymane nadzieje i plany. Żal tego, co się już nie stanie… Boję się świąt, ważnych życiowych wydarzeń, a nawet codzienność bywa pusta, gdy odnoszę ją do tego braku. Jak śpiewała Halinka Frąckowiak w piosence Taty: „Gorzki bywa nawet miód”. Wiem, że czas ma pomóc…  Mam rodzinę, swoją pasję i nadal trafiają się chwile szczęścia. Tacie zależało, byśmy byli szczęśliwi. Żebyśmy z moim przyrodnim bratem Piotrkiem dobrze się porozumiewali. Przeżywał, że mamy ze sobą słaby kontakt. Między nami jest 13 lat różnicy. Mamy inne światy i niektóre poglądy, chociaż urodziliśmy się tego samego dnia i miesiąca. Jesteśmy Rybami, ale śmiejemy się, że chyba z innego morza. Piotrek bardzo przypomina Tatę fizycznie. Ma podobny głos, jak mówi, i takie rozbrajające spojrzenie. Zależy mi na tym, byśmy mieli dobre i bliskie relacje. Mam nadzieję, że wszystko przed nami…

– Przez Twoje słowa widzę Jarka, jakim go znałam. Był niezwykle prawym, dobrym człowiekiem.
Natalia Kukulska:
Dobroć Taty można było poznać również po miłości do zwierząt. Kochał psy. Jego pierwszy pies – Śnieżka – umarł z tęsknoty, gdy tata był w wojsku. Później miał drugiego, też przybłędę – Tinkę. Miała brwi takie jak tata. Uratował jej życie, gdy zachorowała na psi tyfus. Potem z Piotrkiem podczas wakacji znaleźli jamniczka. Wabił się Gorbi. Jak zachorował i miał sparaliżowane tylne łapy, Tata kupił mu specjalne kółka, by mógł się poruszać. Pamiętam, jak śmigał na tych przednich dwóch łapach… I wszystkie psy były psami jego życia. Ostatnio uparł się, by kupić dla Ani pieska. Cały czas mnie o to męczył. W końcu obiecałam, że sprawię mu tę przyjemność, ale dopiero na wiosnę. Miał być mały… Albo pudelek, albo york, albo jakiś mieszaniec... I wiesz, co? Niedawno przybłąkał się do nas mały brązowy piesek. Przyszedł na wycieraczkę pod dom i już się nie chciał stąd ruszyć. Jeśli nikt go nie będzie szukał, potraktuję to jako kolejny znak. Teraz Ania może śmiało zaśpiewać: „Mój dziadek dał mi psa” (uśmiech).

– Wierzysz w znaki?
Natalia Kukulska:
Byłam kiedyś w Fatimie pomodlić się w intencji Taty. To było przed komunią Jaśka. Bardzo się bałam o zdrowie Taty. Sam powiedział, że chce, byśmy pojechali. Zapaliliśmy tam świeczki, pomodliliśmy się. I wyobraź sobie, że ostatnią operację miał w wigilię objawienia fatimskiego – 12 maja. I przeżył ją. A zmarł 13 września – w rocznicę czwartego objawienia. Tata zawsze mówił, że nawet banalne znaki są dla ludzi ważne, bo my ich potrzebujemy… Teraz to rozumiem najbardziej.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska

Natalia Kukulska, Aleksandra Kwaśniewska
Błażej Żuławski/Good Idea
Newsy
Natalia Kukulska - byle nie na poważnie...
Zaczęła wszystko od nowa. Zerwała z wizerunkiem dawnej Natalii, zniknęła z okładek, nagrała album, o którym krytycy powiedzieli „za trudny”.

– Pamiętasz swój pierwszy wywiad? Natalia Kukulska: Tak. Mam to nawet na kasecie. Miałam trzy lata. Przeprowadzał go ze mną mój świętej pamięci wujek, Jerzy Dąbrowski, który napisał wszystkie moje dziecięce piosenki. Były tam takie pytania: „Co lubisz jeść?”. Powiedziałam „Chlebek”. „A jaki?”, „Pośmarowany”. Później padło pytanie: „Kim chcesz być, jak będziesz duża?”, odpowiedziałam, że: „Piosienkalką”. Ledwo mówiłam, ale już wiedziałam (śmiech). – Wiedziałaś, bo czułaś zew w tym kierunku, czy po prostu wydawało Ci się to najnaturalniejszym zajęciem ze względu na rodziców? Natalia Kukulska: Jedno i drugie. Śpiewanie było moją ulubioną zabawą. Zamykałam się w pokoju i śpiewałam. Nikt mnie specjalnie nie zachęcał. Słyszałam, jak tata komponuje. Przychodzili do nas różni, bardziej lub mniej znani muzycy. Tata zabierał mnie na festiwale. Któregoś dnia zapytałam go, dlaczego pisze piosenki dla cioci, dla wujka, a nie pisze dla mnie. On, w zasadzie dla dowcipu, napisał dla mnie jedną piosenkę do programu autorskiego. Po czym okazało się, że ten dowcip spotkał się ze świetnym przyjęciem. – Tego nam, dzieciom lat 80., było trzeba! Natalia Kukulska: Ten repertuar naprawdę był trafiony. To było profesjonalnie realizowane, grali zawodowi muzycy, prawdziwa produkcja, tyle że dla dzieci. Jak patrzę na to dziś, wiem, że mogło to mieć drugie dno. Ludzie się mną wzruszali z kilku powodów. Byłam śmiesznym dzieckiem w okularach, wszyscy wiedzieli, że straciłam mamę. Ale wiem też, że gdyby sympatia ludzi wynikała tylko z litości, „Puszek Okruszek” nie przetrwałby do dzisiaj. A mam wrażenie, że moich piosenek słuchają kolejne pokolenia dzieci. – Ludzi zawsze wzruszają śpiewające dzieci, ale Twoje...

Andrzej Mleczko, Ewa Mleczko
Viva! nr 13/2012 z dnia 21 czerwca 2012 r.
Newsy
Andrzej Mleczko do córki Ewy: "Kłamie. Kłamie jak najęta"
Andrzej i Ewa Mleczko. Ojciec i córka. On – słynny rysownik, satyryk i w ogóle instytucja. Ona – pisarka, życiowa ryzykantka. Rozprawiają o wielkich sprawach i na zabój kłócą się o drobiazgi.

– Ewo, jak to jest być córką Andrzeja Mleczki? Ewa Mleczko: Bardzo ciekawie, bo to specyficzny charakter. Uwielbiam z nim rozmawiać i słuchać, co ma do powiedzenia o życiu, historii czy polityce. Natomiast gorzej idzie nam dogadywanie się w codziennych sprawach. Potrafimy z zapałem rozprawiać o globalnych problemach świata i zaraz potem pokłócić się, bo nie zapłaciłam mandatu za złe parkowanie. Andrzej Mleczko: Bo uważam, że mandaty i rachunki trzeba płacić w terminie, nie jeździć bez biletu i nie przechodzić na czerwonym świetle. – Koledzy w szkole Ci dokuczali czy zazdrościli takiego taty? Ewa Mleczko: To były inne czasy. Media w powijakach, nie było kolorowych gazet, a w telewizji dwa kanały. Rysunki taty znali tylko dorośli. W szkole byłam zwykłą koleżanką z zabawnym nazwiskiem. Wtedy w telewizji leciał serial „Arabella”, w którym występowały okropne skrzaty – Blekota i Mlekota, no i mnie oczywiście przezywano „Mlekota”. Andrzej Mleczko: Czego zupełnie nie rozumiem, bo Ewa dużo bardziej przypominała Blekotę (śmiech). – Pamiętam Ciebie sprzed lat jako słodką, dobrze ułożoną nastolatkę, nieprzysparzającą rodzicom kłopotów. Ewa Mleczko: Ja i brak kłopotów? Dobre, dobre! Tej wersji się trzymajmy. Andrzej Mleczko: Na szczęście mamy identyczne poczucie humoru, a to rozładowuje napięcia. Jednak czasem trudno nam znaleźć wspólny język, bo Ewa uważa, że szklanka jest do połowy pełna, a ja, że od połowy pusta. Stara się zarazić mnie optymizmem. Na razie bezskutecznie. –  Ma rację, nie ma powodów do zmartwienia. Wszyscy znają Mleczkę, wiedzą, że to utalentowany, bosko przystojny mężczyzna sukcesu. Zanim się ustatkował, żeniąc się po raz drugi, miał niesamowite powodzenie u kobiet. Andrzej Mleczko: Pierwsze słyszę. Ewa Mleczko: Tak...

ALLONS_1094659.jpg
Newsy
Kukulska nie wie co zrobić z domem ojca?
Artystka ma poważny dylemat

Natalia Kukulska we wrześniu ubiegłego roku straciła ojca. Jarosław Kukulski, znany kompozytor a także mąż Anny Jantar, zmarł w wieku 66 lat. Natalia bardzo przeżyła śmierć ojca, z którym była emocjonalnie związana. Wychowywał ją samotnie po tragicznej śmierci Jantar. Po śmierci taty Kukulskiej przypadł w udziale jego dom. A że jego posesja znajduje się blisko jej własnego domu, artystka codziennie na nią spogląda. Dom stoi pusty, więc piosenkarka chciałaby coś z nim zrobić. - Najpierw myślała o sprzedaży. Jednak szybko zmieniła zdanie. Uznała, że na razie najlepiej będzie go wynająć. Dzieci rosną, będą miały gdzie mieszkać – zdradziła w „Rewii” przyjaciółka gwiazdy. Natalia szuka chętnych na wynajem wśród znajomych. Jest jednak jeden warunek – muszą to być dobrzy ludzie, gdyż taki właśnie był tata Natalii.

Nasze akcje

Uwielbiasz taniec? Rozwijaj swoje umiejętności i dziel się nimi ze światem!

Partner
Newsy

Kosmetyki, które dbają o ciebie i planetę. Poznaj nową linię przeciwzmarszczkową Laboratorium Kosmetycznego Ava

Partner

Lubisz zieloną herbatę? Poznaj jej prozdrowotne właściwości

Partner

Słuchawki jak ekskluzywne kosmetyki? To możliwe z Huawei FreeBuds Lipstick

Partner
Newsy

Pierścionek zaręczynowy w codziennych stylizacjach. Sprawdź najmodniejsze zestawienia na jesień 2021

Partner
Kosmetyki Neboa
Newsy

Zadbaj o włosy w duchu eko. Jak duży wpływ na planetę ma zawartość naszych kosmetyczek? Będziesz zaskoczona!

Partner