Monica Lewinsky
ONS
Głęboko żałuje za to, co się wydarzyło

Monica Lewinsky: Życie po Clintonie

Monica Lewinsky
ONS

Eksperci szacują, że numer „Vanity Fair” z jej zwierzeniami, który właśnie ukazał się na amerykańskim rynku, będzie miał dużo większą sprzedaż. Nawet o 20 procent! W końcu tym esejem Monica Lewinsky wraca do publicznego życia po 10 latach nieobecności. Co się z nią działo przez ten czas? I jakie ma plany na przyszłość? O najsłynniejszej stażystce świata znowu jest głośno!

Nadszedł czas, by spalić beret i pogrzebać błękitną sukienkę”, tak Monica Lewinsky zaczęła swoje zwierzenia na łamach „Vanity Fair”. „Głęboko żałuję tego, co wydarzyło się pomiędzy mną a prezydentem Clintonem. Powtórzę to: Głęboko. Żałuję. Tego. Co. Się. Wydarzyło”, dodała. Materiał „Wstyd i przetrwanie” reklamowany był jako jej ostateczne rozliczenie się z przeszłością. W napisanym w pierwszej osobie tekście bohaterka słynnej „afery rozporkowej” tłumaczy, jak naprawdę wyglądały jej relacje z ówczesnym prezydentem USA Billem Clintonem, co skłoniło ją do kolejnych medialnych zwierzeń i jak potoczyło się jej życie po opuszczeniu Białego Domu.

Mimo że ten jeden z najgłośniejszych skandali erotyczno-politycznych naszych czasów wybuchł 16 lat temu, okazuje się, że to wciąż bardzo nośny temat. Wydawcy „Vanity Fair” szacują, że sprzedaż czerwcowego wydania – wersji papierowej i cyfrowej magazynu – zwiększy się o przynajmniej 20 procent. O tym, jak duży wydźwięk miał esej Moniki Lewinsky, świadczy też fakt, że wszystkie liczące się media zabrały głos w tej sprawie. Zmienił się tylko sposób postrzegania byłej stażystki. Wtedy nazywali ją „kobietą fatalną”, „nimfomanką”, która zniszczyła życie i karierę żonatego mężczyzny. Dziś, po lekturze tekstu w „Vanity Fair”, w większości materiałów jest przedstawiana jako ofiara. Najpierw opętanego żądzą polityka, później jego bezlitosnej administracji.

„Niewłaściwe relacje”


Szczegóły pożycia Clintona i Lewinsky poznaliśmy dzięki wnikliwemu śledztwu prokuratora Kennetha Starra. Wiadomo, że między 1995 a 1997 rokiem, kiedy Monica była na stażu w Białym Domu, doszło między nimi do dziewięciu zbliżeń. Chodziło o seks oralny. Jednym z dowodów w sprawie była słynna już niebieska sukienka marki GAP pobrudzona nasieniem polityka – to ją chciała symbolicznie pogrzebać, godząc się na materiał w „Vanity Fair”. A teraz dzięki temu tekstowi wiemy też, jak wyglądały ich „pozałóżkowe” relacje. „Tak, mój przełożony wykorzystał swoją przewagę nade mną. Ale zawsze, przy każdej okazji powtarzam i będę powtarzała, że to był świadomy związek”, pisała. Flirtowali ze sobą, wręczali sobie prezenty. Oboje zdawali sobie sprawę z konsekwencji tego romansu. „Sugestie, że to ja go wykorzystałam, pojawiły się dopiero wtedy, kiedy jego administracja zrzuciła całą winę na mnie, by chronić prezydenta”, dodała.

Lewinsky na romansie z Billem Clintonem mogła zarobić fortunę. Przyznała, że nawet teraz wciąż zgłaszają się do niej ludzie, którzy proponują olbrzymie pieniądze za ujawnienie nowych szczegółów ich znajomości. Są to kwoty sięgające 10 milionów dolarów. Monica zawsze jednak mówi „nie”. „To nie byłoby w porządku”, tłumaczy. Do tej pory publicznie mówiła o ich relacji tylko kilka razy. W 1999 roku napisała razem z Andrew Mortonem książkę, w której próbowała przedstawić swoją wersję wydarzeń z Białego Domu. Zainkasowała za nią około pół miliona dolarów. Za dwa razy większą gażę przyjęła też zaproszenie Barbary Walters do jej programu. Talk-show obejrzało 70 milionów Amerykanów! Lewinsky została prawdziwą gwiazdą. „To paradoks. Jestem znana z robienia rzeczy, z których nie chciałam być znana”, przyznała wtedy. Mimo to próbowała wykorzystać swoje pięć minut sławy.

Życie po skandalu


We wrześniu 1999 roku pod szyldem The Real Monica zaczęła sprzedawać zaprojektowane przez siebie torebki. Kilka miesięcy później została twarzą firmy produkującej środki odchudzające. Umowa opiewała na milion dolarów, ale ostatecznie Lewinsky zainkasowała „tylko” 300 tysięcy. Po przeprowadzce do Nowego Jorku często można ją było spotkać na bankietach dla tamtejszej socjety. Zaczęła też współpracę z brytyjskim kanałem Channel 5. Dostała nawet własny program – „Monica’s Postcards”, w którym prezentowała amerykańskie trendy.


W 2002 roku wystąpiła w jednym odcinku serii „American Undercover” w HBO. Wtedy, podczas rozmowy z osobami siedzącymi na widowni, Lewinsky dowiedziała się, że wciąż jest postrzegana przez pryzmat swoich seksualnych dokonań. „Jedna z osób zapytała ją, jak to jest być królową »loda«. Monica była zdruzgotana”, wspominał jej znajomy. Przez kolejne dwa lata próbowała jeszcze walczyć z tą łatką, tłumacząc, że w chwili nawiązania romansu była bardzo młoda, a Clinton naprawdę ją pociągał i fascynował. Niestety, te starania nie przyniosły żadnego rezultatu. W 2005 roku uciekła przed medialnym szumem do Londynu.

Wytrwała tam raptem dwa lata. Po skończonych studiach na wydziale psychologii społecznej prestiżowej London School of Economics, bez zbędnego rozgłosu wróciła do Nowego Jorku. Jej agentka mówiła, że w tamtych czasach Monica wręcz obsesyjnie unikała towarzystwa. Zamieszkała z matką w jej apartamencie na Manhattanie. Nie chodziła na imprezy, nie paradowała po centrach handlowych. Paparazzi najczęściej spotykali ją podczas samotnych spacerów po mieście. Czasami towarzyszył jej przyjaciel, aktor Alan Cumming. „Lewinsky marzy o przeprowadzce na wieś. O stałej pracy. O mężczyźnie, z którym mogłaby założyć rodzinę. O świętym spokoju”, pisał „Daily Mail”. Niestety, po raz kolejny z jej planów nic nie wyszło. Ostatnie jej stałe zajęcie? Etat w Pentagonie, który dostała w 1997 roku. Związki? Poznawała różnych mężczyzn. Znajomi umawiali ją na randki w ciemno, szukała miłości w Internecie. Ale żadna z tych znajomości nie okazała się poważna. Najdłuższy związek – z filmowcem Mickiem Reedem – przetrwał według znajomych Moniki tylko kilka miesięcy. „Niepoprawna romantyczka. Tak, to cała ja. Jestem bardzo, bardzo do wzięcia”, żartowała w wywiadzie dla „New York Magazine”.

Jedyna ofiara?


Po publikacji eseju Lewinsky nie tylko liberalni komentatorzy są zgodni, że wydarzenia z 1998 roku obnażyły obłudę obywateli USA. „Demokraci poświęcili Monicę, próbując wybielić prezydenta. Zrobili z niego marionetkę w jej rękach. A może ustach?”, pisał jeden z blogerów. „Lewinsky nie tylko uwiodła prezydenta kraju, ale chciała też zniszczyć jego idealne małżeństwo. Wszystko po to, by zaspokoić swoje chore żądze”, taki jej wizerunek stworzyli doradcy Clintona. Media dotarły też do korespondencji Hillary Clinton z przyjaciółką, w której żona polityka pisała o Monice, że jest „narcystyczna i obłąkana”. „Kiedy się o tym dowiedziałam, moją pierwszą myślą było to, że mam szczęście”, tak Lewinsky odniosła się do tych słów. Hillary, znana z mocnego charakteru, potraktowała kochankę męża bardzo łagodnie. „Może wynika to z tego, że sama czuła się winna jego zdrady?”, spekuluje dalej Monica. Dziennikarze też zwrócili uwagę na ten fragment. „Publicznie zganiła męża za »obrzydliwe zachowanie«. Ale nie odeszła od niego. Tak było za każdym razem, gdy był oskarżany o zdradę”, przypomina Joanna Weiss z „Boston Globe”.

Dostało się także czołowym amerykańskim feministkom. Kilka godzin po tym, jak romans Clintona z Lewinsky wyszedł na jaw, wzięły w obronę… prezydenta i ostrze krytyki skierowały przeciwko jego młodej stażystce. Pisarki Erica Jong i Katie Roiphe nazwały ją „niezbyt bystrą kobietą”, a nawet „niezbyt ładną”. Inna pisarka, Nancy Friday, zasugerowała, że następnym szczeblem w karierze Lewinsky powinno być „wynajmowanie swoich ust na godziny”. „Po tym całym zamieszaniu, które wywołała, może liczyć na wielomilionowe kontrakty i status „najbardziej poszukiwanej kobiety na świecie”. Nieźle jak na kogoś, kto ledwie umie pisać”, ironizowała Susan Estrich odpowiedzialna za kampanie wyborcze demokratów. To tylko niektóre z bardzo dosadnych wypowiedzi na temat Moniki. „Dziwi mnie, że wtedy tak niewiele osób widziało w niej ofiarę. Przecież to prezydent był seksualnym drapieżnikiem. Wykorzystał swój status, naiwność młodej podwładnej, jej zauroczenie jego osobą. Fakt, że był pasywny w ich fizycznej relacji, niczego nie tłumaczy”, grzmiał republikański senator Rand Paul.

Pokuta za grzechy


W swoich zwierzeniach Lewinsky dużo pisała o publicznym upokorzeniu, społecznym wykluczeniu i niezdrowych emocjach, jakie wciąż wzbudza. „Ludzie myślą, że dostaję pieniądze od prezydenta Clintona. Że to dlatego zniknęłam na 10 lat z życia publicznego. To nieprawda. Nie dostałam od niego ani centa”, tłumaczyła. Miliony, które zarobiła po ujawnieniu romansu, wydała na spłatę kosztów sądowych i prawników – za krzywoprzysięstwo groziło jej nawet 30 lat odsiadki. Kiedy chciała rozpocząć normalne życie, nikt nie chciał jej zatrudnić. „Zawsze okazywało się, że nie jestem odpowiednią kandydatką na dane stanowisko”, mówiła. Oczywiście chodziło o ryzyko nadmiernego zainteresowania ze strony mediów. Na pytanie, z czego żyje, odpowiada, że z doraźnych projektów. Finansowo pomaga jej też rodzina. Czy teraz, po publikacji materiału w „Vanity Fair”, jej życie się zmieni? Po latach walki z wiatrakami Monica wciąż w to wierzy. Chce odzyskać swoje nazwisko, które przez te wszystkie lata najczęściej kojarzyło się ludziom z seksem oralnym. Co więcej, Lewinsky była nawet sprawczynią minirewolucji seksualnej pod koniec lat 90. Wtedy fellatio, czyli potocznie „laska”, stało się nagle czymś złym, wstydliwym. Kobieta, która tak zaspokaja mężczyznę, jest zła i podstępna, a on w jej ustach staje się ubezwłasnowolniony! W butikach sprzedawano koszulki, na których było jej zdjęcie z białą plamą nad ustami. Podpis: „To nie mleko!” odwoływał się do słynnej kampanii społecznej „Masz mleko?” zachęcającej młodzież do jego picia. „Myślę, że Monica mimowolnie stała się gwiazdą popkultury. Jak Andy Warhol czy Che Guevara. Czas, by w końcu odzyskała kontrolę nad swoim wizerunkiem”, pisał Mike Lupica z „New York Daily News”.

Pojednanie z wrogiem?


Jest jeszcze jedna, dość nieprawdopodobna, ale bardzo atrakcyjna medialnie teoria tłumacząca nagły powrót Lewinsky do życia publicznego. „Czy »Vanity Fair« wydrukowałoby coś o Monice Lewinsky, czego nie chciałaby w »Vanity Fair« Hillary Clinton?”, Lynne Cheney, żona byłego wiceprezydenta Dicka Cheneya, pytała w programie stacji Fox News. Według jej opinii ten materiał może być częścią strategii wyborczej wymyślonej przez demokratów. Niemożliwe? W 1998 roku, kiedy na jaw wyszły rewelacje o romansie, zdradzona Hillary miała aż o 23 procent większe poparcie niż dwa lata wcześniej. Oficjalnie pani Clinton nie podjęła decyzji, czy wystartuje w wyborach w 2016 roku. Dzięki esejowi Lewinsky w „Vanity Fair” może zbadać, jak teraz odbierają ją Amerykanie.

Monica pisze, że nie wyobraża sobie, jak wyglądałoby jej życie, gdyby Hillary wzięła udział w wyścigu o prezydencki fotel. Albo, co jest dla niej jeszcze bardziej przerażające, gdyby go wygrała. Wtedy znowu byłaby TĄ Monicą Lewinsky. „Czy musiałabym zniknąć na kolejne cztery czy osiem lat?”, pyta. A może prawdziwy okaże się najbardziej zaskakujący scenariusz. Zakłada on, że Hillary w końcu zdecyduje się spotkać z Monicą i publicznie jej wybaczyć. A może nawet uściskać ją w błyskach fleszy. Gdyby do tego doszło, Clinton na pewno zyskałaby kolejne punkty w sondażach, a Lewinsky raz na zawsze zamknęłaby temat romansu z jej mężem, byłym prezydentem USA. To byłoby mistrzowskie posunięcie!

Tekst: Jakub Biskupski

Więcej na temat Monica Lewinsky
Przeładuj

Dlaczego Michał Gała odszedł z Teamu X? Skomentował też "ucieczkę" Lexy Chaplin!

zobacz 03:47