Małgorzata Rozenek
Marlena Bielińska / Move Picture
Tylko u nas

Małgorzata Rozenek - Wszystko perfekt?

Małgorzata Rozenek
Marlena Bielińska / Move Picture

Warszawa, Mokotów nocą. Spotykamy się w mieszkaniu przyjaciółki Małgorzaty Rozenek. Tam ukrywa się przed śledzącymi ją non stop fotografami. Ale nie wygląda na zaszczutą. Wita się głośno, głos chrypi jak u wokalistki rockowej. Ma tak od dziecka. Ściska mocno dłoń. Gdy wieszam kurtkę, proponuje, że potrzyma moją torbę. „Żeby pieniądze nie wyciekły na podłogę”. Siadamy przy herbacie. Żartuje, ale też trzyma dystans. Nie ufa dziennikarzom. Powoli się odsłania.

– Przyznam się do czegoś. Płaczę, gdy oglądam Pani programy.
Małgorzata Rozenek:
Dlaczego?

– Wzruszają mnie kobiety, gdy udaje im się zadbać o siebie. O rodzinę.
Małgorzata Rozenek:
Często spotykam się z takim odbiorem. Ten program ma inspirować do zmian. I kobiety, które się zgłaszają, szalenie mi imponują odwagą. Dlatego, że wystawiają się na ocenę, która w polskich realiach bardzo często bywa surowa. To silne kobiety. Wiedzą, że sobie nie dają rady, przyznają się do tego. I przyjeżdżają po pomoc.

– Żeby „Małgośka dała kopa”. To cytat.
Małgorzata Rozenek:
Energetycznego. Moją rolą nie jest zmieniać ich życie. Nie wiem przecież, co jest dla nich dobre. Moją rolą jest inspirować. I widzę, że to działa. Proszę mi uwierzyć, że o wiele łatwiej żyje się w poukładanym i czystym domu, bo to jest po prostu przyjemne. Jeżeli czujesz większy komfort, łatwiej ci dbać o relacje. Bo w tym wszystkim nie chodzi o porządek na półkach, chodzi o stworzenie fajnego domu.

– Trudno uwierzyć, że ludzie mają aż taki bałagan w domach. „Podrasowujecie” nieporządek?
Małgorzata Rozenek:
Mamy dużo zgłoszeń do programu. Naprawdę nic nie musimy dokładać. Czasem wręcz trzeba trochę posprzątać, żeby kamera mogła swobodnie się poruszać.

– To znaczy, że Polki są bałaganiarami?
Małgorzata Rozenek:
Polacy wstydzą się brudu. I bardzo się mobilizują, żeby doprowadzić swoje domy do porządku. Sprzątają, malują po nocach. Robią więcej, niż wymaga tego konwencja programu. Po prostu my trafiamy do tych kobiet, które mają problemy. Tak jak lekarz, którego zdrowi nie interesują.

– A Pani dom jest uporządkowany?
Małgorzata Rozenek:
Który?

– Ten, w którym Pani mieszka, gdzie są dzieci i okruszki się sypią ze stołu…
Małgorzata Rozenek:
Oczywiście, że się sypią, bo od tego jest dom. Ale nie wiem, czy on się tak bardzo różni od tego, który oglądamy na ekranie.

– Czyli błyszczy i wszystko równo poukładane.
Małgorzata Rozenek:
Pan się skupia na rzeczach naprawdę nieistotnych. To, że błyszczy i jest poukładane, to sprawa drugoplanowa. Mój dom to moja rodzina.

– A perfekcja jest częścią Pani życia, domu?
Małgorzata Rozenek:
Nie jestem perfekcyjna. Chciałabym być.

– Jednak?
Małgorzata Rozenek:
Dlaczego nie? Perfekcja to dla mnie uczenie się na własnych błędach. To chęć, żeby każdego dnia się rozwijać, poznawać coś nowego. Nie tylko dla siebie, ale właśnie dla moich dzieci. Ostatnio odpowiadałam na pytanie, co lubię robić. Powiedziałam, że bardzo lubię wracać do domu, a kiedy dzieci już zasną, zakładam słuchawki, włączam muzykę i jestem z tą muzyką. To wtedy doskonalę się najbardziej.

– Jak to?
Małgorzata Rozenek:
To jest czas, kiedy mogę pomyśleć nad tym, co działo się w ciągu dnia. Mogę zastanowić się, czy moje wybory są słuszne, czy reakcje były dobre. I nie chodzi o sprawy zewnętrzne, perfekcję porządku. Mówię tu o chęci bycia dobrym człowiekiem każdego dnia.

– W jakim domu się Pani wychowała?
Małgorzata Rozenek:
W cudownym. Mam wspaniałych rodziców, którzy są dla mnie wzorem i tego, jakim być małżeństwem, i tego, jakimi być rodzicami. Oboje bardzo celebrowali i wciąż celebrują wspólny czas, wspólne przeżywanie świąt, wspólne przeżywanie najprostszych sytuacji, takich jak śniadania, obiady. Moja siła bierze się z domu rodzinnego. I chciałabym, żeby moje dzieci też taką dostały.

– Ale powiedziała Pani kiedyś o swoim dzieciństwie: surowy rygor.
Małgorzata Rozenek:
Nigdy nie mówiłam „surowy rygor”, mówiłam, że moi rodzice jasno określili zasady, do których trzeba się stosować. I oczywiście jako dziecko bardzo się buntowałam, co jest normalne.

– O dwudziestej musiała Pani wracać do domu?
Małgorzata Rozenek:
Tak było. I ręce równo przy stole. To byłoby złe, gdyby nie było miłości. A w moim domu, oprócz zasad, które należało przestrzegać, była ogromna dawka miłości. Największa, jaką mogę sobie wyobrazić.

– Czym zajmowali się Pani rodzice?
Małgorzata Rozenek:
Mój tata jest ekonomistą. Moja mama również ma ekonomiczne wykształcenie. Pracowała zawodowo, ale zdarzały jej się etapy w życiu, w których nie pracowała. Zawsze miała ogromne ambicje prowadzić dom bardzo dobrze. Ale nie po to, żeby książki były równo poukładane, tylko żeby w tym poukładanym świecie żyła dobra rodzina.

– A kto sprząta w Pani domu?
Małgorzata Rozenek:
Przez ostatnie siedem lat zajmowałam się przede wszystkim prowadzeniem domu. Byłam w ciąży, wychowywałam dzieci. Ale tak naprawdę nie ma znaczenia, kto w domu sprząta. Ważne, żeby wszyscy byli zaangażowani. Ważne, żeby dzieci wracały ze szkoły czy z przedszkola do czystego i zadbanego domu.

– Rozumiem, że jak wiele pracujących osób, korzysta Pani z pomocy?
Małgorzata Rozenek:
Czy panu się wydaje, że ja mam codziennie pomoc w domu?

– Staram się sobie wyobrazić, jak wygląda Pani życie.
Małgorzata Rozenek:
Ma pan dzieci?

– Tak. Najmłodsze ma dwa lata.
Małgorzata Rozenek:
Ja mam dwuipółletnie i sześcioletnie. Sam pan wie, jak dzieci potrafią bałaganić. I jeżeli nawet zdarza mi się korzystać z pomocy, to nie znaczy, że nic nie robię.

– Od kilku dni próbuję umówić się z Panią na rozmowę, ale Pani wciąż pracuje. Kiedy Pani widziała dzieci ostatnio?
Małgorzata Rozenek:
Dzisiaj. Jeżeli nie jestem na zdjęciach wyjazdowych, widzę moje dzieci każdego dnia. Dzieci są najważniejszą częścią mojego życia, są najważniejszym jego elementem. I wszystko, co robię, robię z myślą o nich.

– Też są perfekcyjne? Zwłaszcza ten dwulatek…
Małgorzata Rozenek:
Są normalnymi dziećmi. Ale opowiem panu jedną sytuację, nie mogłam w nią uwierzyć. Odprowadzałam starszego syna do szkoły, towarzyszył nam młodszy, Tadeusz. Podwórko było usiane plastykowymi kubkami. Tadzio na ten widok powiedział: „O, jaki bałagan” i zaczął sprzątać kubki. Uznałam, że to urocze, że zbiera je i wrzuca do kosza. Cieszyłam się, dopóki nie zobaczyłam min rodziców.

– Pomyśleli, że Rozenek wytresowała synów?
Małgorzata Rozenek:
Coś w tym rodzaju.

– Synowie oglądają Panią w telewizorze?
Małgorzata Rozenek:
Nie. Program jest za późno. Poza tym starszy jest na etapie „Gwiezdnych wojen”. Ostatnio zapytał mnie: „Czy ty tam masz świetlne miecze?”. A gdy usłyszał, że nie, powiedział, że go to nie interesuje.

– Szczery chłopak. Puszczają Pani nerwy przy dzieciach?
Małgorzata Rozenek:
Ale co to znaczy?

– Że się podnosi głos i potem żałuje.
Małgorzata Rozenek:
Ja po prostu żyję z moimi dziećmi i wszystko, co jest elementem tego życia – śmiech i płacz, i radość, i złość – nie jest mi obce. Chodzę z nimi do teatru i jeżdżę na rowerze. Siedzę z nimi w domu i odrabiam lekcje. Robię kanapki i pilnuję, żeby wszystko zjedli. Wszystko, co może pan sobie wyobrazić, jako wychowanie dziecka, jest dla mnie naturalne.

– Program zmienił Pani codzienne życie?
Małgorzata Rozenek:
Bardzo. Po latach zajmowania się domem nagle pracuję w wymiarze często większym niż normalny etat. To ma wpływ na moją rodzinę. Muszę inaczej organizować czas, bardziej dbać o bliskich. Jeżeli wyjeżdżam na trzy dni, wiem, że muszę przygotować ubranie do szkoły dla starszego syna. Na półce kładę ubrania z karteczkami: poniedziałek, wtorek itd.

– Podziwiam. Jak Pani wybrała nianię?
Małgorzata Rozenek:
To była niania najlepszego kolegi Stasia, jeszcze z przedszkola. Znamy się od lat i wiem, że to niania idealna. Wspaniały człowiek. Gdy przestała pracować w tamtym domu, została opiekunką moich synów. Dziećmi zajmuje się także mąż. I moi rodzice. Bez nich byłoby ciężko.

– To ma Pani dużo szczęścia.
Małgorzata Rozenek:
Tak. Muszę panu powiedzieć, że ja w ogóle mam ogromne szczęście do ludzi. Do przyjaciół, którzy mnie otaczają. Do ekipy, z którą pracuję.

– Wróćmy do szczęśliwych początków programu. Siedem lat siedzi Pani w domu z dziećmi. I nagle ląduje w telewizji. Ciekawe, jak?
Małgorzata Rozenek:
Zawsze lubiłam prowadzić dom. I lubiłam programy typu „Perfekcyjna Pani Domu” czy Martha Stewart. Bo to rozrywkowe, miłe w odbiorze, ułatwiające życie programy. I dostałam zaproszenie na casting do takiego programu.

– Chwileczkę, dlaczego Pani?
Małgorzata Rozenek:
To już pytanie do produkcji. Około 400 kobiet dostało takie zaproszenie.

– Co Pani pomyślała?
Małgorzata Rozenek:
Szczerze? Że jeżeli mam stanąć do tego castingu, to muszę go wygrać.

– I napisała Pani książkę. Co w niej było?
Małgorzata Rozenek:
Były w niej porady, jak składać ręczniki, jak czyścić świece, jak myć lustra. Nasza rodzina jest liczna, wokół mnie było wiele kobiet. Korzystałam z ich wiedzy. Sama też z wielką przyjemnością zbieram ten rodzaj porad. To była profesjonalnie wydana książka. W siedmiu egzemplarzach. Napisałam ją wyłącznie na potrzeby castingu.

– Pani wymyśliła siebie bardzo mocno…
Małgorzata Rozenek:
Pan mnie prowokuje?

– Staram się zrozumieć, co w Pani siedzi.
Małgorzata Rozenek:
Traktuję ludzi odpowiedzialnie. Skoro casting organizowali poważni ludzie, chciałam, żeby widzieli, że poważnie się przygotowałam. Że wiem, o co chodzi w takim programie.

– Ta skrupulatność to cecha wyniesiona ze szkoły baletowej?
Małgorzata Rozenek:
I z domu. Rodzice zadbali o to, żebym umiała być zdyscyplinowana.

– Jak wygląda szkoła baletowa?
Małgorzata Rozenek:
Krew, pot i łzy.

– Puenty spływające krwią…?
Małgorzata Rozenek:
Och, nie dramatyzowałabym. Szkołę baletową zaczyna się w wieku 10 lat. Kończy w wieku 19, a to jest czas, kiedy kształtuje się człowiek. To bardzo trudna szkoła i bardzo piękna. Wydaje mi się, że dobrze przygotowuje do życia.

– Taka wojskowa – dyscyplina, ciężkie ćwiczenia…
Małgorzata Rozenek:
Tak tego nie widzę. Na pewno lekkość na scenie to wynik ciężkiej pracy. Ale w balecie nie chodzi o pracę nad ciałem, tylko o psychikę. To jest szkoła, w której należy doskonalić się każdego dnia. Dostaje się w niej bardzo wiele i bardzo wiele trzeba dać. I jeżeli mnie pan pyta, czy powtórzyłabym znowu szkołę baletową, bez wahania powiem, że tak.

– Nawet przez głowę mi nie przeszło takie pytanie. Nie chciałbym skazywać żadnego dziecka na krew i łzy.
Małgorzata Rozenek:
To jest bardzo ciężkie doświadczenie, ale bardzo dużo daje. Daje siłę, wyrabia dyscyplinę, pracowitość, poczucie, że jeżeli się chce, to można.

– Podobno Pani nie je śniadań, pije tylko kawę. To zdrowe?
Małgorzata Rozenek:
A cóż jest niezdrowe w tym, że nie jem śniadań?

– Wszyscy mówią, że to najważniejszy posiłek dnia.
Małgorzata Rozenek:
Wie pan, co się najczęściej zmienia? Porady żywieniowe. Jeszcze trzy lata temu nie można było jeść jajek. Teraz trzeba jeść. Dwa lata temu nie można było jeść czerwonego mięsa, teraz można.

– Czyli nie głodzi się Pani?
Małgorzata Rozenek:
Czy wyglądam na osobę zagłodzoną?

– Wygląda Pani na osobę dbającą o sylwetkę.
Małgorzata Rozenek:
Staram się dbać o zdrowie, a sylwetka jest efektem ubocznym. Uprawiam sporty, jeżdżę konno, staram się aktywnie żyć.

– Czytałem, że wydała Pani majątek na operacje plastyczne twarzy?
Małgorzata Rozenek:
To właśnie jeden z cieni bycia prowadzącą taki program. Osoba, którą widzę po raz pierwszy na oczy, pozwala sobie zadać takie pytanie. A ja pozwalam sobie na nie nie odpowiadać.

– Szanuję Pani odmowę. Ale cieni jest więcej. Na przykład okładka „Wprost” o najbardziej ogłupiających programach. Pani na czele rankingu.
Małgorzata Rozenek:
To jest okładka, na której była Małgorzata Rozenek – osoba obecna w mediach od sześciu miesięcy. A także Kuba Wojewódzki, który jest w mediach od lat dwudziestu i Magda Gessler, bodajże od ośmiu. Oboje mają ogromną widownię. I pan pyta, czy mi to sprawia przykrość?

– Tak. Jak Pani sobie z tym radzi?
Małgorzata Rozenek:
Traktuję to jako element pracy.

– Czyli neutralnie, bez emocji?
Małgorzata Rozenek:
Nie będę przed panem udawać, że ataki personalne mnie nie bolą. Bo bolą. Ale ponieważ zarzuty, które pojawiają się wobec mnie, powtarzają się, zdążyłam się uodpornić.

– Pani kariera to fenomen. Pół roku temu nikt nie kojarzył Małgorzaty Rozenek. Nagle stała się Pani bohaterką tabloidów. To może zakręcić w głowie.
Małgorzata Rozenek:
Skupiam się na pracy i dzieciach. I na to przede wszystkim chciałabym skierować energię. Bo wbrew pozorom nie jestem osobą skupioną na sobie. Tak naprawdę to dopiero pan i pana koledzy uświadamiacie mi, że coś się wokół mnie dzieje.

– Oj, dzieje się. Zagląda Pani na plotkarskie portale?
Małgorzata Rozenek:
Nie, naprawdę nie mam na to czasu. Bo albo jestem na zdjęciach, albo jestem z dziećmi, albo rozmawiam z dziennikarzami. A, jeszcze muszę umyć wannę o drugiej w nocy (śmiech).

– Naprawdę? To już było pod publiczkę…
Małgorzata Rozenek:
Nie, to cytat z portali plotkarskich, który na pewno pan zna, bo jest pan świetnie przygotowany. Nie czytam o sobie, ale docierają do mnie te informacje. Ostatnia sprawa: Małgorzata Rozenek ma psychofana.

– Ktoś napisał, że chciałby lizać Pani stopy…
Małgorzata Rozenek:
Ktoś bez mojej wiedzy stworzył fałszywy profil na portalu społecznościowym. I na tej niby-mojej stronie pojawił się taki wpis jakiegoś mężczyzny. Od razu rozpętała się afera, że ujawniłam jego dane. Otóż nigdy nic nie miałam z tym wspólnego. Ani z tym, że ujawniono dane tego pana. Często przypisywane mi są słowa, których nie wypowiedziałam.

– Nie denerwuje Pani, że nie ma wpływu na takie sytuacje?
Małgorzata Rozenek:
Nie, nie odczuwam potrzeby kontrolowania wszystkiego.

– Zastanawiam się, czemu Pani program budzi takie emocje?
Małgorzata Rozenek:
Program jest nowy, ja jestem nową osobą. Państwo w mediach mają ograniczoną ilość tematów, a tu nagle pojawił się temat świeży. Po prostu urok nowości.

– Buduje Pani wizerunek kobiety perfekcyjnej, z mocnym makijażem, zdystansowanej. Swoim bohaterkom obiecuje Pani „krew, pot i łzy”.
Małgorzata Rozenek:
Ale mówię też: „Jestem tu dla was. Służę radą i pomocą. Przyjadę do ciebie do domu i pokażę ci, jak to zrobić”. Jestem osobą bardzo emocjonalną i dziwi mnie, kiedy czytam o tym, że jestem zimna.

– Może to nasza cecha narodowa, żeby zawsze szukać dziury w całym?
Małgorzata Rozenek:
Ach, zostawmy nasze przywary. Polacy są fajnymi ludźmi.

– Jak mówiłem, płaczę, gdy Panią widzę. Ale po programie zostaję z przekonaniem, że to kobiety są odpowiedzialne za porządek w domu. Promujecie patriarchat.
Małgorzata Rozenek:
Nieprawda. Głównym przesłaniem programu jest to, że za dom odpowiedzialni są wszyscy domownicy. Niezależnie od płci. To dotyczy także dzieci. Staramy się przekazać taką uniwersalną zasadę.

– Stosuje Pani tę uniwersalną zasadę u siebie w domu?
Małgorzata Rozenek:
W tym wypadku Perfekcyjna Pani Domu i Małgorzata Rozenek nie różnią się tak bardzo, jak sugerują media.

– A miewa Pani bałagan?
Małgorzata Rozenek:
Zdarza mi się mieć rozgardiasz. Bałaganu nie.

– Uff, jednak jest Pani człowiekiem.
Małgorzata Rozenek:
Nie wiem, dlaczego o moim człowieczeństwie miałoby świadczyć to, że mam bałagan w domu?

– Zbytnia perfekcyjność wydaje mi się podejrzana. Zdarza się Pani mieć chwile słabości?
Małgorzata Rozenek:
Och, bardzo wiele. Nie wiem, dlaczego wciąż muszę tłumaczyć, że jestem normalnym człowiekiem?

– Ma Pani takie chwile, kiedy mówi: „Niech się wszystko wali, ja leżę pod kocem”?
Małgorzata Rozenek:
A kto ich nie ma?

– To jak z siekierą – ona też musi mieć chwile przerwy, żeby się naostrzyć.
Małgorzata Rozenek:
Nie podoba mi się to porównanie. Dlaczego siekiera?

– Może dlatego, że ja widzę Panią jako taką piłę mechaniczną, która równo jedzie przez las?
Małgorzata Rozenek:
I tutaj docieramy do sedna tego wszystkiego, co się dzieje wokół. To jest pana projekcja. To nie jestem ja. Pan mnie widzi jako piłę mechaniczną, a ja jestem Małgosia Rozenek.

Rozmawiał Roman Praszyński
Zdjęcia Marlena Bielińska /Move Picture
Stylizacja Jola Czaja
Makijaż Marianka Yurkiewicz/D’vision Art
Fryzury Piotr Wasiński/Van Dorsen Talents
Scenografia Eliza Nowicka
Produkcja sesji Ela Czaja

Więcej na temat Małgorzata Rozenek wywiad
Przeładuj

Dlaczego Michał Gała odszedł z Teamu X? Skomentował też "ucieczkę" Lexy Chaplin!

zobacz 03:47