„Przechodziłam różne etapy braku wiary w siebie i w to, co robię”, zdradza Małgorzata Foremniak. Ale to już przeszłość. Dziś ma siłę na nowe wyzwania. Nowe szaleństwa. Wejdzie na Kilimandżaro, a może nawet jeszcze urodzi dziecko.

– Zaskoczyłaś mnie. Emocje to Twój warsztat, a kiedy patrzę na Ciebie w programie „Mam talent”, widzę, że zupełnie nad nimi nie panujesz.


Małgorzata Foremniak: To jest katastrofa (śmiech). Bardzo przeżywam ten program. Nie miałam wcześniej pojęcia, jak trudno w minutę powiedzieć, co się czuje. Ubrać w słowa emocje i wydać opinię na czyjś temat. Spotykam tam ludzi o różnej wrażliwości i gotowości na negatywną ocenę. Dla jednych jest to tylko występ, a dla innych – próba otwarcia się przed światem. A to już jest delikatna materia.

– To w końcu zabawa. Ale Ty znajdujesz czas na o wiele więcej. Ambasador UNICEF-u, zostałaś dawcą szpiku kostnego. A teraz chcesz jeszcze wspierać kobiety ze stowarzyszenia Kilimandżaro, które pogubiły się i szukają swojej drogi w życiu. Skąd masz siłę na to wszystko?


Małgorzata Foremniak: Prawda, to pochłania dużo energii. Taką stanowimy wartość, ile chcemy z siebie dać. Można powiedzieć: „Nie zbawisz całego świata”. Ale można inaczej, że jeden człowiek może być całym światem. Dla mnie jest.

– Ideał. A jednak czasem popełnia się błędy. Bywa, że nawet z takim podejściem rani się ludzi. Nawet najbliższych.


Małgorzata Foremniak: Błędy można popełniać, to ludzkie. Ale trzeba umieć je naprawić. Kiedyś miałam sen. Bardzo symboliczny. Śniło mi się, że czas się zatrzymał. Nie było przeszłości i nieważna była przyszłość, tylko chwila obecna. Nieważne było, kim jesteś, co posiadasz, jak się nazywasz. Liczyły się tylko emocje, uczucia, jakie zgromadziłeś. Nawet nie czyny, ale intencje. Człowiek patrzył na drugiego i wiedział o nim wszystko. Każdy był oceniany i rozliczany. Ale najgorsza była świadomość, że już nic nie można było zrobić, zmienić, nikogo przeprosić.

– Z czym się obudziłaś?


Małgorzata Foremniak: Zerwałam się nie tyle przerażona, co przejęta. To było tak realne. Pierwsze, co pomyślałam? Jakie sprawy chcę naprawić, jakie relacje zmienić, komu powiedzieć „przepraszam”, aby nie pozostało w sercu nic, co ugniata. Podniosłam słuchawkę i wykonałam pierwszy telefon.

– Zastanawia mnie. Jesteś kobietą sukcesu. Myślisz, że zrozumiesz te dziewczyny, które pogubiły się w życiu i muszą teraz odnaleźć z powrotem jego sens? Nie dzieli Was przypadkiem przepaść?


Małgorzata Foremniak: Ten sukces ma też swoją cenę. Myślę, że wiele kobiet nie zamieniłoby się ze mną. Nie tyle ważne jest, co osiągnęliśmy, ale to, jakim jesteśmy człowiekiem. Miałam taki czas, kiedy bałam się, że nagle stracę pracę. Co zrobię, jak zostanę sama, że nie ułoży mi się w życiu. Przechodziłam różne etapy braku wiary w siebie i w to, co robię. Oddawałam się cała rodzinie, siebie odkładając na potem, albo pracowałam na pełnych obrotach, mając wyrzuty, że za mało daję czasu dzieciom. Jestem normalną kobietą mającą, jak to się mówi, dużo na głowie. Zdobytym doświadczeniem, przemyśleniami i małymi wewnętrznymi sukcesami chcę się podzielić. Bo kiedy chcemy coś w swoim życiu zmienić, z czegoś się wyrwać, ten pierwszy krok trzeba zrobić w sobie. Stąd idzie cała siła.

– Mam wrażenie, że Ty chyba nigdy nie miałaś z tym problemu. Ciebie życie zawsze stawiało wobec dylematów. Radziłaś sobie. Podejmowałaś decyzje. 


Małgorzata Foremniak: Kończyłam studia, kiedy okazało się, że jestem w ciąży. Jednocześnie dostałam propozycję roli od Adama Hanuszkiewicza. Urodziłam Olę. Gdy rozpadało się moje pierwsze małżeństwo, zdecydowałam się wyjechać z bezpiecznego Radomia do Warszawy. Nikt mnie tu nie znał. Miałam jedną walizkę i trzyletnie dziecko. Musiałam sobie jakoś poradzić. Dostałam angaż w teatrze, potem następne role i tak minęło kolejnych 15 lat obfitych we wzloty i upadki. Życie wciąż zmusza mnie do pracy.

– To jest szczęście?


Małgorzata Foremniak: Tak. Czasem jest trudno. Bo człowiek potrzebuje spokoju. Na mojej drodze raz schody były łatwiejsze, raz bardziej strome, ale zawsze były. Co mi ta wspinaczka daje? Niesamowitą siłę i rodzaj wewnętrznego uśmiechu. Bez względu na to, co się w życiu dzieje, wstaję rano i cieszę się, że żyję. Patrzę w siebie i dochodzę do wniosku, że to, co na zewnątrz, ma coraz mniejszy wpływ na to, jak się czuję, i na moje poczucie odbierania szczęścia. A wtedy nawet cierpienie nie jest tak bolesne.

– Nieraz już to słyszałam, ale nie potrafię pojąć. Mówić sobie: „Nie boli”, kiedy serce pęka?


Małgorzata Foremniak: A zadawałaś sobie pytanie, dlaczego boli? Dlaczego to serce pęka? Może nie spełniły się twoje oczekiwania, może nie dałaś komuś być takim, jakim jest. Może oceniałaś według swoich potrzeb? Świat jest różnorodny, ale przez to piękny. Ocena często prowadzi do chęci dominacji. To jest ślepa uliczka.

– Ale chcemy wierzyć w stałość, w miłość, w związek, który będzie trwał wiecznie. Martwimy się o przyszłość.


Małgorzata Foremniak: Życie jest przemianą. Nie ma nic stałego. Jest tylko zmiana. Nic wiecznie nie trwa. Jutro mogę nie żyć, jutro mogę wszystko stracić. Przyszłość. Nie wiem, jaka będzie. Dlaczego mam się nią martwić? Skoro jesteśmy myślami w przyszłości albo żyjemy ciągle przeszłością, to gdzie żyjemy? Wiesz, co zaczęłam robić? Mam zeszyt i każdego dnia zapisuję swoje emocje. Co się ważnego zdarzyło? Czy jestem zadowolona z siebie, czy może gdzieś przegięłam? Czy muszę twardo powiedzieć: „Kobieto, nie w tym kierunku”. I każdy dzień jest dla mnie ważny. Uczę się tego, by doświadczać tu i teraz. Momentu, w którym jestem, bo czasem przecież łapię swój własny ogon i kręcę się w kółko. To mi pozwala wyrwać się, iść dalej.

– Lubię w Tobie to, że ze swoją życiową mądrością czasem zachowujesz się jak mała dziewczynka.


Małgorzata Foremniak: Wolę być ta naiwna i cieszyć się wszystkim. Mając 41 lat, potrafię się wytarzać z moim psem w jesiennych liściach. I nie obchodzi mnie, czy napiszą: „Foremniakowej odbiło”. Każdy ma czasem na to ochotę, tylko nie daje sobie wolności. Trzeba ją dawać, nie wstydzić się. Jak to jest, że mała dziewczynka może być małą dziewczynką, a dojrzała kobieta – już bezpowrotnie nie? Kto tak powiedział?

– Dzieci Ci tego nie mówią?


Małgorzata Foremniak: Wiedzą, że jestem taka „wygłupiarska”, i śmieją się z tego. Myślę, że będą takie same. Bo to jest piękne. Czasem zawiązuję sobie kucyki, a kredką robię piegi. Dzieci patrzą i mówią: „Tak, tak, mamusiu”. To cały ich komentarz. A ja mam taką energię, potrzebę i będę rozmawiała o poważnych sprawach przy stole właśnie w kucykach. Czy to jest złe? Wstydliwe? To jest moje. Mnie świat zewnętrzny nie krępuje. Wychodzę w seksownych szpilkach, z torebeczką i muszę sobie raz podskoczyć. Rozumiem dzieci. Raz muszę, a potem już idę normalnie. To jest moja radość, podziękowanie za to, że jestem.

– I o tych poważnych sprawach potrafisz porozmawiać? Masz w domu dwie nastolatki i jednego urwisa. Zadają pewnie tysiące pytań.


Małgorzata Foremniak: Komunikacja to podstawa. Zawsze uczył mnie tego mój drugi mąż Waldek, przekazuję to dzieciom. Mam do „Dzika” ogromny szacunek. Przyjaźnimy się, pomagamy sobie. Wniósł dużo mądrości w nasz związek. Czasem wygodniej jest milczeć. Ale to jest tchórzostwo. Trzeba umieć powiedzieć „przepraszam”. Rozbić cegiełkę, która stoi między ludźmi, bo za chwilę wyrośnie mur. Często słyszymy: „Bo ty mnie nie rozumiesz”. Tak? To mi o tym powiedz. Daj mi szansę. Rozmawiam z moimi dziećmi. Czasem to trudne rozmowy, bo trzeba się do nich przebijać. Każde jest odrębną istotą. Idzie swoją drogą, dokonuje własnych wyborów. Mogę coś doradzić, wskazać kierunek, ale wiem, że życia nauczą się tylko na własnym doświadczeniu.

– Byłaś uzależniona od mężczyzny?


Małgorzata Foremniak: Uzależnieniem jest przynależność do kogoś. Można mieć wspólne tematy, wspólny cel, ale jeśli zaczynasz żyć czyimś życiem, to staje się niebezpieczne. Zawsze troszczyłam się o kogoś bardziej niż o siebie, ale teraz zmądrzałam.

– O swoją wolność trzeba walczyć?


Małgorzata Foremniak: Nie walczyć. Ją trzeba wypracować. Kochany, robię coś sama, nie przeciwko tobie. Najpierw trzeba wiedzieć, czego samemu się chce.

– A kiedy przychodzi się rozstać.


Małgorzata Foremniak: Powiem tak: nie jest sztuką połączyć się, sztuką jest rozstać się z kimś z miłością.

– Pomyślałaś kiedyś, że prościej jest wybrać samotne życie?


Małgorzata Foremniak: Samotne życie jest bez sensu. Związek jest dla mnie dopełnieniem. Potężną energią, która zasila moją duszę i ciało. Tylko będąc z kimś, mogę dowiedzieć się więcej o sobie. Przejrzeć się w tej drugiej osobie, jak w lustrze. Tyle mamy z życia, ile kochamy. I to ma być prawdziwe i czyste, bo życie w atrapach jest martwe. Jeżeli twoje serce nie grzeje, nie wypełnia go szczere uczucie, to tak naprawdę nie cieszysz się niczym do końca. Nie uwierzę, że można zastąpić sobie miłość posiadaniem pieniędzy czy dóbr materialnych. Oczy takich kobiet czy mężczyzn są smutne. Kiedyś bardzo pragnęłam mieć większy dom, piękną kuchnię, taras, dobry samochód. I mam to. Ale nie o to chodzi. To nie może być celem w życiu. Miłość jest podstawą wszystkiego. Wszystko, co najważniejsze, dzieje się w sercu.

– Znasz wzór na szczęście?


Małgorzata Foremniak: Kiedy budzisz się w swoim łóżku i mówisz: „Lubię to łóżko”. Podchodzisz do okna, wyglądasz. Piękna jesień. Idziesz do łazienki, myjesz się, jest ci dobrze w swoim ciele. W kuchni zastanawiasz się, czego się dziś napijesz. Herbaty? Nie, chcę kawy. Robisz kanapkę albo jajka na bekonie. I mówisz: „Tak, to jest to”. Celebrujesz chwilę. Ale można też wstać i pędzić. Nie widzieć, że się śpi, wstaje, nie dostrzegać siebie. Nie zaspokajać się tym, co się ma. Ja nie potrzebuję wielkiego uderzenia, wystarczy mi ta poranna kawa. To jest kawałek mojego niepowtarzalnego życia.

– Czasem przychodzą solidne tąpnięcia. Trudno to życie wtedy kochać.


Małgorzata Foremniak: A ono najlepiej smakuje po nich. Człowiek powinien dziękować Bogu za to, kiedy dostaje centralnie w łeb. I prosić o kolejne „walnięcie”. Bo dzięki temu wchodzi na swoje tory. Jak mawiała moja babcia: „Nieważne, ile razy upadasz, ważne, ile razy się podnosisz”. Bo głowę można mieć w chmurach, ale trzeba czuć, że pod stopami są kamienie. Inaczej po drodze wybijesz sobie zęby. Po to mamy intuicję, wrażliwość, emocje, zmysły, żeby odbierać znaki, które życie nam daje.

– Słyszałam, że gna Cię w góry. Chcesz wejść na Kilimandżaro. Po co Ci to?


Małgorzata Foremniak: Po co tam idę? Po siebie. Chcę znowu spotkać się ze sobą. Przekroczyć kolejną granicę.

– Marzysz o jakiejś zmianie?


Małgorzata Foremniak: Wiem, że ona przyjdzie, bo kolejny schodek mam już za sobą. Ale niech to będzie niespodzianka. Taka najlepiej smakuje.

– Nie śmiej się, chodzi mi po głowie jedno szalone pytanie. Nie chciałabyś być jeszcze raz w życiu mamą?


Małgorzata Foremniak: Hm. Taki mały bobasek z dołeczkami w policzkach? Bierzesz mnie pod włos? (śmiech) Jeśli coś ma się w życiu zdarzyć, i tak się zdarzy. A ja? No cóż. Mogę się tylko pięknie uśmiechnąć do losu.

Rozmawiała: Monika Kotowska
Zdjęcia Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
Stylizacja Jola Czaja
Makijaż Ala Stempniewicz
Fryzury Robert Kupisz
Produkcja sesji Elżbieta Czaja

Więcej na temat Małgorzata Foremniak