Magda Gessler
Iza Grzybowska / Makata
Wywiady Piotra Najsztuba

Magda Gessler: Znowu jestem fajna

Magda Gessler
Iza Grzybowska / Makata

– Czego jeszcze nie zjadłaś?
Magda Gessler:
Oczu. Oka wołu, oka barana... Umarłabym, zjadając je. Mam problem z móżdżkiem, bo pachnie mi trochę cynkiem, metalem, niedobrze mi się robi. Ale na przykład zjadłam jądra byka z sokiem malinowym i byłam pozytywnie zaskoczona.

– Ale oka nie, bo to jakiś fetysz?
Magda Gessler:
Moją najwrażliwszą częścią ciała są oczy i nos. Postacie z moich obrazów też żyją dzięki oczom. Jeżeli nie ma w nich tego światła, to cały obraz  nie żyje. Całe życie człowieka czy zwierzęcia, prawda o nim, jego bólu, jest w oczach. Zjedzenie oczu strasznie by mnie bolało.

– A co z nosem?
Magda Gessler:
Duży jest, wrażliwy. Mój nos od urodzenia ocenia świat. Wiem, gdzie jest bezpiecznie, wiem, gdzie jest fajnie, wiem, że coś lubię, a czegoś nie. Nos mówi mi, że bezpiecznie czuję się w cerkwi, bo tam jest taki zapach, który po prostu mnie...

– Słodki.
Magda Gessler:
Nie, on winduje mnie o dwa metry nad ziemię. Nos jest najważniejszy,  nos jest pierwszym prawdziwym kontaktem z człowiekiem, więc gdy człowiek nie pachnie, wydaje mi się mocno podejrzany.

– Pierwszy zapamiętany zapach?
Magda Gessler:
Mamy, która mnie całowała i pachniała perfumami Madame Rochas, pachniała koniakiem, dymem z cygar.

– Najsilniejszy zapach, jaki pamiętasz?
Magda Gessler:
Zapach kredek. No i zapach pieczonej papryki. Trzy lata mieszkałam w Bułgarii, a tam całe ulice pachniały pieczonymi bakłażanami i papryką.

– Jak pachnie bogactwo?
Magda Gessler:
Dla mnie jak dawna Kuba. To był rok 1964, tam jeszcze zostało wszystko po Amerykanach, samochody były absolutnie sprawne, ludzie jeszcze mieli w głowie przeszłość, wyglądali znakomicie, pachnieli talkiem, najpiękniejszymi gardeniami, cudownie funkcjonowały restauracje, w powietrzu unosił się zapach tropiku, cygar, rumu, idealnie wyprasowanych białych koszul.

– A jaki jest zapach biedy?
Magda Gessler:
Ziemia. Burak, brukiew, stęchlizna. Jest takie danie w restauracji u mojego przyjaciela w San Sebastian, które nazywa się „Smak Ziemi”. Zamówiłam, nie wiedząc, co to będzie. Dostałam pokrojone buraki, łupiny od ziemniaków i to wszystko utopione w wodzie od fasolki szparagowej... A w Hiszpanii to zapach chloru. Posadzki intensywnie szorowane wodą z bielinką to zapach i biedy, i czystości, maksymalnej sterylności.

– Polska jak pachnie?
Magda Gessler:
Lepiej, w tym sensie, że wszyscy staramy się tak pachnieć, żeby nie przeszkadzać sobie nawzajem, ale to powoduje też, że coraz mniej istniejemy.

– Jest mniej nas samych w sobie?
Magda Gessler:
Tak, giniemy.

– Może to dobrze?
Magda Gessler:
Nie, bo powinien być złoty środek, człowiek powinien pachnieć sobą, ale nie znikać.

– Mężczyzna, który nie używa antyperspirantów i pachnie sobą, jest pociągający?
Magda Gessler:
Zaskakująco pociągający, choć to zależy od tego, czy nie je za dużo cebuli, czosnku. To zależy od mężczyzny. Pachniemy tym, co jemy. Niektórzy to przetwarzają genialnie, na czysty seksapil.

– Kobieta, żeby mieć seksapil wynikający z woni, jak powinna pachnieć, proszę Pani?
Magda Gessler:
Różnie w każdym miejscu. Żeby mieć seksapil, trzeba pachnieć czystością, proszę pana, czystością! Taki mój ulubiony zapach to zapach mojej córki Lary. Zapach absolutnie nieosiągalny dla dojrzałej kobiety, ale to taki zapach, o którym marzę!

– To jest zapach młodości, a nie czystości.
Magda Gessler:
To jest wszystko razem, młode kobiety pachną różnie. Nie powinny używać rzeczy, które je postarzają, zapach może bardzo postarzać, na przykład kiedy jest zbyt agresywny. Nie można też używać zbyt wielu mocnych zapachów. Kiedyś mój syn zbliżył się do mnie i powiedział:  „Mamo, błagam cię... nie mogę, tak mocno pachniesz, że już nie ma miejsca dla mnie”.

– Wieczorem, na przyjęciu?
Magda Gessler:
Łączę wszystkie czarne perfumy z ciężką różą i białymi kwiatami.

– Co to są czarne perfumy?
Magda Gessler:
Czarne flakony. Zawsze wskazują na to, że jest w nich pewien ciężar, są czarne zapachy dymu, kadzideł, bardziej spalone, mniej spalone – niesamowite! Ale ważną rzeczą jest używanie ich w ten sposób, że puszczasz mgłę perfum i przez nią przechodzisz, nie kierujesz strumienia na siebie, tylko jesteś delikatnie perfumowana.

– W łóżku kobieta jak powinna pachnieć?
Magda Gessler:
Sobą. Wydaje mi się, że to jest seksowne. Dobrze pachnie kobieta po przyjęciu, trochę innymi kobietami, innymi ludźmi, pachnie światem. Kobieta powinna być naturalna, choć czasami warto podkreślić urodę i podziałać na zmysły dodatkowo, wzbudzić apetyt. Na przykład nie zawsze trzeba zmywać makijaż przed seksem. Zapach to pierwsza wskazówka, której nie należy zlekceważyć, ale...

– Co jeszcze?
Magda Gessler:
To, że ktoś mówi, sposób, w jaki układa słowa, ruch ciała, dostępność do niego, to, co je, jak je, jego blokady lub otwartość na jedzenie, radość z jedzenia, w jaki sposób pije wino... Jeśli są to goście restauracji, to są to wskazówki, z kim mamy do czynienia, jak można go urazić. Czy kanapkę bierze do ręki, czy je ją nożem i widelcem. Nie oceniam, czy to jest dobrze, czy źle, ale wiem mniej więcej, jak dalej należy się z nim obchodzić, czy zaprzyjaźnić się z nim, czy nie.

– Nie zaprzyjaźnić się z kimś, kto tak czy inaczej je albo pije wino?
Magda Gessler:
Mnie bardzo trudno przyjaźnić się z ludźmi, którzy się boją samych siebie, mnie, innych. Nienawidzę też takich, którzy udają, grają! To jest przerażające i z tego nic dobrego nie będzie. Sama nie umiem grać. Mówię za dużo, jestem, jaka jestem, ale nie gram. Zresztą moją obecną taktyką jest pracować jak najwięcej i mówić jak najmniej. A jeśli mówić, to tylko do tych, których kocham, lubię, szanuję.

– Dotąd rzeczywiście było Ciebie dużo, nadekspresyjnie... Nigdy nie bałaś się, że popadniesz w taką operetkowość?
Magda Gessler:
Właśnie się z tego wycofuję!

– O! Już nie będziesz rozszczebiotaną „truskaweczką”?
Magda Gessler:
Powiem tak. Chcę być wolna i żeby być wolna, chcę robić to, co uważam za słuszne. Tu nie boję się śmieszności. Natomiast żeby mnie ktoś rozumiał i żebym była dla niego „jadalna”, nie mogę być za bardzo „uperfumowana” i sztuczna. Można przekraczać momentami pewne granice, ale nie bez przerwy, bo to jest nudne.

– Co spowodowało, że porzucasz „truskaweczkę”?
Magda Gessler:
Chyba ogromna przyjaźń z moimi dziećmi. Musiałam walczyć bardzo długo, żeby zdobyć na nowo ich zaufanie. One mówią, jak mnie widzą, czuję ich wiarę we mnie i stąd świadomość, że jestem nie tylko ja. To, jaka jestem, jest dla nich bardzo ważne.

– To są pierwsi ludzie, którzy są wobec Ciebie brutalnie szczerzy?
Magda Gessler:
Tak.

– Facetom się nie zdarzało?
Magda Gessler:
Przy moim pierwszym mężu byłam bardzo grzeczna, w każdym sensie. Choć to on pierwszy w moim życiu powiedział, że jestem nadzwyczajna.

– Ile miałaś lat?
Magda Gessler:
Dwadzieścia cztery.

– Późno.
Magda Gessler:
Tak. Rodzice cały czas mówili, że fajny jest mój brat, a ja jestem daleko z tyłu. A mój pierwszy mąż był pierwszym panem, pierwszą osobą, która powiedziała: „Proszę pani, pani jest bardzo ważną panią i bardzo wspaniałą”. Więc musiałam wszystko robić, żeby to udowadniać. Bałam się, że w pewnym momencie powie: „Myślałem, że jesteś fajna, ale okazało się, że nie”. Starałam się być najlepsza na świecie. I byłam.

– Teraz przemiana i pozbywanie się lęków. Czym to się skończy?
Magda Gessler:
Ta przemiana to jest praca nad sobą. Zaczęłam bardzo dużo malować, pisać kolejną książkę, teraz nagrywam program telewizyjny – czasu na sen jest niewiele, trzy, cztery godziny. Nie narzekam jednak, bo to też się zgadza z czasem biologicznym Waldka, mojego obecnego męża, który mieszka w Toronto. Waldek jest jakby powtórzeniem mojego pierwszego męża w postępowaniu ze mną. Znowu jestem „fajna”. I dlatego, dzięki niemu, przestałam mieć takie „parcie na szkło”. Ciężko pracuję, robię to, na czym się znam, na czym chcę się znać, co chcę poznać.

– Myślisz, że w jakim momencie byłaś żałosna?
Magda Gessler:
Chyba na początku, kiedy osiągnęłam duży sukces w Fukierze. Wydaje mi się, że to było smutne... Trzeba zupełnie inaczej – iść w pracę, a nie w taki lans. Jak widzę zdjęcia tamtej Magdy, z brylantowymi kolczykami wielkości jaja strusiego i w różowej sukience z satyny...

– Wtedy jechałaś na długich światłach w terenie zamieszkanym.
Magda Gessler:
Bo się bałam. Chciałam tak świecić, żeby nie błyszczeć, a oślepiać. Wtedy nie ma pytań, wątpliwości. Nadal się strasznie boję. Boję się złych myśli innych o mnie, boję się tego pomieszania w tym niesamowitym rodzie Gesslerów. Chciałabym odpowiadać tylko za to, co ja robię, bo jestem tylko Magdą Gessler.

– A inne lęki, kobiece?
Magda Gessler:
Nie. Że co, że ktoś mi ukradnie męża?

– Na przykład.
Magda Gessler:
Mój mąż jest lekarzem, codziennie ma kontakt z kobietami. A ja co wieczór mam kontakt z całą masą interesujących ludzi, mężczyzn. To kwestia zaufania. Poznaliśmy się 30 lat temu, na prywatce u Szpilmana. Wtedy byliśmy ze sobą trzy miesiące. Wiedziałam, że kiedyś to będzie jakaś wielka historia w moim życiu, bo to była wielka miłość i jest wielka miłość. Po prostu takich lęków nie mam. Nie wiem, może dlatego, że daję dobrze jeść? Podawanie dania, w którym są emocje, to podawanie siebie. Chciałam zresztą iść na odwyk tego oddawania. Cały czas myślę, że jestem w tym trochę zbyt natarczywa, niefajna. Bo to nie może być tak, że zanim człowiek ma w ogóle jakąś szansę na to, żeby mnie polubić lub nie, to ja już mu coś dam, żeby w razie czego mnie lubił. Jest teraz lepiej, ale nie jestem z tego wyleczona. Na szczęście „przyszedł” mój obecny, pocałował mnie i wiele moich wcześniejszych lęków zginęło. Tak, jakby mnie zaczarował…

– Królewna.
Magda Gessler:
Tak, przysięgam. Waldek był tym księciem. Pojawił się po 23 latach niewidzenia się. Wystarczyło nam 10 minut… Obyśmy byli razem już na zawsze.

– I co żeście sobie powiedzieli przez te 10 minut?
Magda Gessler:
To było spotkanie Waldka i jego przyjaciół z medycyny. Wszyscy siedzieli przy stole. On siedział na samym brzegu. Gdy weszłam, przytulił mnie. Tak się przestraszyłam, że uciekłam na koniec stołu. A Waldek podszedł i powiedział: „Raz mi zwiałaś, teraz mi już nie uciekniesz”. Wziął mnie za rękę, usiadł na ławie, po 10 minutach zapytał: „Magda, czy jest jakieś miejsce, gdzie możemy wyjść?”. I od tego momentu strasznie jest fajnie. Zresztą znacznie wcześniej wiedziałam, że będziemy razem. Dlatego bardzo denerwowałam się przed tym spotkaniem. Pierwszy raz w życiu wypiłam trzy długie wódki, zrobiłam okrążenie dookoła Fukiera. Okazało się, że niepotrzebnie. Nasze życia potrzebowały tego spotkania, żeby nas ochronić od najgorszego.

– Czyli?
Magda Gessler:
Najgorszego.

– Zdarza Ci się czasami patrzeć na ludzi jak na potrawy?
Magda Gessler:
Tak. Na przykład Maryla Rodowicz jest po prostu najsmaczniejszą kobietą na świecie.

– Jest ciastkiem czy mięsem?
Magda Gessler:
Jest jak copa melba.

– Czyli jest coś w środku?
Magda Gessler:
Ogromnie soczysta, energiczna, zaskakująca, dominująca, żywotna, wszechogarniająca.

– Kto jeszcze Ci się tak z potrawą kojarzy?
Magda Gessler:
Jacek Żakowski z tatarem z żółtkiem.

– A premier Tusk kojarzy Ci się z jakąś potrawą?
Magda Gessler:
Z orzechem włoskim.

– Już wyłuskanym, czy trzeba rozgnieść, żeby się dobrać do środka?
Magda Gessler:
Przyjemnie gładki, a w środku tajemnica.

– Częściej zdarza Ci się płakać, kiedy zepsujesz jakąś potrawę, czy jak Ci z ludźmi nie wychodzi?
Magda Gessler:
Płaczę, jak mi z ludźmi nie wychodzi. Bardzo mi zależy na moich przyjaźniach i bardzo o nie walczę. O dania też walczę jak lwica, ale nie płaczę. Ostatnio najczęściej gotuję w Toronto, gdzie spędzam u Waldka 10 dni w miesiącu. Tam jest chłodno, więc można, a nawet trzeba, gotować. Tam naprawdę jest tyle nacji, że masz nieprawdopodobną możliwość wyboru. Na targu dostaniesz wszystkie kolory dyni, wszystkie formy dyni, wszystkie formy żółtej marchewki, wszystkie formy żółtego buraka, wszystkiego! Mój krem z dyni z mango i sokiem pomarańczowym był naprawdę fantastyczny. I zrobiłam ostatnio „Oko na Maroko” – interpretację tażinu arabskiego, marokańskiego.

– Co to jest tażin?
Magda Gessler:
Tażin gotuje się w takim podciśnieniowym glinianym kapturze, jak kaptur Ku-Klux-Klanu. I tam są duże kawałki baraniny, daktyle, śliwki, rodzynki, cukinie, biała rzepa, cebula, bez żadnego tłuszczu. Obłędne! I dodajesz do tego kuskus, który się je ręką. I jeszcze odrobinę cynamonu, mięty, iskuminu. Ja dokładnie zrobiłam coś takiego w formie bolognese, z dużymi rodzynkami, które raptem się zrobiły jak duże winogrona, z odrobiną powideł śliwkowych i czerwonego wina. Mojemu mężowi zostawiłam w lodówce 20 pojemników tej potrawy, więc codziennie, dopóki mu się nie znudzi, ma „Oko na Maroko”. Przez ostatnie dwa tygodnie piekłam po dwa placki drożdżowe dziennie, bo nie mogłam dojść do idealnego smaku placka drożdżowego mojej babci. Na szczęście już znalazłam. I takie mam właśnie fazy. Kuchnia dla oka i nosa jest bardzo ważna.

– Dlaczego właściwie?
Magda Gessler:
Tak odróżniam smaki, tak to jest dla mnie ważne, że nie jestem w stanie nie zająć się tym. Taki wyrok. Wyobrażasz sobie, że ja nawet śnię o jedzeniu?  Mam najcudowniejsze pomidory na świecie. Robię z nich tatara, suszę je z cukrem w piecu 12 godzin. Wyobrażam sobie we śnie, że będą chrupkie! Śnię o gadających do mnie warzywach. A potem zamykam się na tydzień z kucharzem, a mój mąż mówi: „Miałaś się opalać, miałaś ćwiczyć, miałaś się kąpać, miałaś być ze mną, a ty siedzisz z kucharzem w kuchni...”.

– Kiedy ostatni raz byłaś głodna?
Magda Gessler:
Ja hoduję głód.

– To znaczy?
Magda Gessler:
Nie jem osiem, dziewięć, dziesięć godzin, dokąd nie spotkam tego, co mi powie: „zjedz mnie...”. I najczęściej najbardziej mi smakuje jedzenie o 12 w nocy, w moim domu: biały ser, słoik ogórków kiszonych z Hajnówki z chrzanem, sok z tych ogórków do tego sera, krojone pomidory, cały pęczek pietruszki, bez oliwy, czarny pieprz.

– Głód ma coś wspólnego z pożądaniem.
Magda Gessler:
Strasznie dużo. Pierwszy raz w życiu jadłam ostrygi przy moim obecnym mężu, nigdy wcześniej w życiu bym ich nie zjadła. Bo można je jeść tylko wtedy, kiedy tak naprawdę kogoś chcesz. I wtedy one smakują zupełnie inaczej... Spróbuj.

Rozmawiał Piotr Najsztub
Zdjęcia  Iza Grzybowska/MAKATA
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka stylistki Agnieszka Dębska
Makijaż Beata Milczarek/METALUNA
Fryzury Katarzyna Mąka
Scenografia Piotr Czaja, współpraca Hubert Massalski
Produkcja Ania Wierzbicka

Więcej na temat Magda Gessler
Przeładuj

Dlaczego Michał Gała odszedł z Teamu X? Skomentował też "ucieczkę" Lexy Chaplin!

zobacz 03:47