Magda Gessler
Iza Grzybowska/Move
Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Magda Gessler - O Magdo boska!

Skąd w niej tyle energii, miłości, pasji, ambicji? Jak to jest być Magdą Gessler?

- Życie zaczyna się po…?
Magda Gessler:
To jakaś bzdura, życie nie ma wieku. Wszystko jest kwestią temperamentu: albo żyjesz, albo nie.

– Co to znaczy „żyjesz”?
Magda Gessler:
Żyjesz, przeżywasz, a nie przysychasz do ściany, chowając się w ciemny kąt. Masz odwagę, wychodzisz na ulicę. Przechodzisz przez jezdnię, omijasz samochody.

– Magda, naprawdę nie zaglądam Ci w metrykę, tylko chciałabym dowiedzieć się, jak to jest. Jako kobieta dojrzała osiągasz wielki sukces, stajesz się megapopularna i jesteś piękniejsza niż kiedykolwiek.
Magda Gessler:
Właśnie ci odpowiadam. Cały czas jestem tego życia ciekawa, lubię je, kocham ludzi. Ja po prostu uwielbiam wszystko, co robię. Odkąd pamiętam, gdy sobie coś zamarzyłam czy wyobraziłam, miałam to. Po prostu trzeba mieć marzenia i cele, a wiek nie ma nic do tego. Zresztą ja nigdy wieku nie ukrywałam, wszyscy wiedzą, ile mam lat.

– Mówisz: cele. Na przykład jakie?
Magda Gessler:
Żeby być kochaną, żeby mieć pasje i czerpać z nich przyjemność, żeby wchodzić do sklepu z kredkami i tracić oddech z radości, że widzisz tyle kolorów. Ja mam ciągle skurcze żołądka, bo tak bardzo podniecają mnie rzeczy, które innym wydają się nieważne i nieinteresujące. 

– Co Cię ostatnio podnieciło?  
Magda Gessler:
Od dwóch lat „Kuchenne rewolucje”. Wkurzają mnie i nakręcają – to wyzwanie. Wejście do zakonu pracy, która nie ma nigdy końca, i poznawanie Polski od podszewki. Odpowiedzialność za decyzje to rzecz poważna. Może kręcić jak narkotyk, ale też przerażać jak decyzja o czyimś życiu lub śmierci. „Kuchenne rewolucje” są teraz wyznacznikiem mojego czasu i mojego stylu życia.

– A kiedyś co nim było?
Magda Gessler:
Kiedyś restauracyjna księżniczka.

– Teraz Królowa…?
Magda Gessler:
(Śmiech). Kiedyś żyłam warszawskim życiem towarzyskim, majętna dama, arogancka burżuazja.

– Samochody, ciuchy, faceci, ileś tam restauracji?
Magda Gessler:
Tak, i raptem przeszłam do świata ludzi normalnych, którzy walczą, bo chcą przeżyć. Mają swoje problemy, a ja w rozwiązaniu ich mogę być bardzo pomocna. Może będziesz się z tego śmiała, ale wydaje mi się, że moje „Kuchenne rewolucje” to jak wstąpienie do sekty. Rozpoczęłam pracę, której nie można przerwać, nie można jej odstawić i wrócić do ciuchów, butików, kart kredytowych i rautów. Mój świat nie jest już taki, jaki był, bo na dawny styl życia nie mam kompletnie czasu. Wiesz co, wydaje mi się, że dopiero teraz poznałam Polskę taką, jaką jest naprawdę.

– Nie znałaś jej wcześniej?
Magda Gessler:
Nie, moje życie było glamour. Przyjazd z Madrytu, gdzie dla króla Hiszpanii robiłam kosze piknikowe. Gdzie malowałam i obracałam się w bajkowym świecie. A w Polsce podobnie, od razu najlepsza restauracja w Warszawie, czyli Fukier, najlepsze towarzystwo. Z elity weszłam w elitę. I raptem teraz poznaję „normalnych” ludzi, z których każdy ma jakąś historię. Mam wrażenie, że odezwał się we mnie bardzo wyraziście gen mojego ojca dziennikarza i pasja mojego świętej pamięci pierwszego męża Volkharta, który kochał ludzi, rozumiał ich i doskonale wyczuwał.

– No widzisz, dochodzimy jednak do tego, że w każdej chwili można swoje życie odmienić, nawet wtedy, gdy inni uważają, że teraz wystarczy leżeć i pachnieć.
Magda Gessler:
A ja powtarzam ci, że wiek nie ma tu nic do rzeczy. Najbardziej frapującą rozmowę miałam z moim ojcem, który już jest po osiemdziesiątce. Właśnie napisał książkę. Wiesz, jaka to przyjemność rozmawiać z człowiekiem, który rozumie świat, w jakim teraz żyję? Moim największym bólem był fakt, że tak naprawdę bardzo mało osób mnie interesowało i fascynowało. I nagle odkryłam, że dużo lepiej czuję się na planie programu niż na salonach. Dostaję zastrzyk takiej energii, jakiej nie miałam od dawna. Myślę, że jestem trochę wampirem – nie uśmiechaj się sceptycznie.

– W swoim blogu napisałaś, że ten program to forma terapii.
Magda Gessler:
Najlepszej, jaka może być. Na przykład zawsze miałam problem z istnieniem w grupie. Byłam despotyczną indywidualistką. A teraz pracuję z wieloma ludźmi – każdy musi być na swoim miejscu. Ja też. Ale to nie znaczy, że pozbyłam się swojej niezależności. Nadal jestem Magdą Gessler, a nie Gordonem Ramsayem (szkocki kucharz, gwiazda telewizyjna – przyp. red.), i nie chciałabym nim być. On wszystko podporządkowuje swojemu obrazowi w telewizji, a moim celem jest pomoc ludziom i rozwiązanie ich problemów. Największą satysfakcją dla mnie jest to, że oni naprawdę często dostają dzięki mnie nowe życie, uratowani od biedy, choroby czy rozwodów.

– Masz ambicję, żeby być Bogiem?
Magda Gessler:
Bogiem nie, ale „Magdą Boską” (śmiech). Oczywiście żartuję, ale coś w tym jest. Nie będę gołosłowna: małżeństwo lekarki i restauratora na Śląsku. Próbują ratować restaurację, ale ukrywają, że tak naprawdę walczą o coś ważniejszego. Żona jest poważnie chora i czeka na operację serca. Kolejka pacjentów długa, brakuje pieniędzy na przyspieszenie. Oboje za nic nie powiedzą, że potrzebują pomocy. Pojawiam się i „naprawiam im biznes”. Sprawa niełatwa, bo restauracja jest słaba. Po „Kuchennych rewolucjach” szybko zaczynają zarabiać. Na tyle dobrze, że możliwa jest szybsza operacja ratująca życie. Kolejna sytuacja: chłopak z Lęborka, wydaje mu się, że jest skazany na niepowodzenia, a jego życie nie ma sensu. Przeprowadza się na Śląsk, zaczyna wszystko od nowa. Problemy znikają.

– Przypuszczałaś, że staniesz się instytucją?
Magda Gessler:
Nie, nie wyobrażałam sobie w ogóle, jak to będzie. Zresztą nie zabiegałam o ten program, to Piotr Fromowitz – producent – uwierzył we mnie. Nie wiem nawet dlaczego, chyba intuicja, bo ja byłam bardzo kontrowersyjna. Pamiętam, jak powiedział na przyjęciu na Saskiej Kępie, sam mnie tam zaprosił: „Chcę wam przedstawić polskiego Gordona Ramsaya”. I tak dowiedziałam się, że będę „rewolucjonistką”.

– No i stałaś się główną gwiazdą telewizyjną. A „New York Times” nazwał Cię guru polskich restauracji, która zmienia polską kuchnię.
Magda Gessler:
Teraz będę też we francuskim „Vogue’u”. Nigdy nawet nie przypuszczałam, że coś takiego mnie czeka. Jestem tym i wzruszona, i zaskoczona, równie mocno jak Wiktorem, którego dostałam w zeszłym roku, i Telekamerą 2011.

– Ale nawet nie pojawiłaś się, żeby ją odebrać.
Magda Gessler:
Spóźniłam się, to prawda, nie z własnej winy. Byłam wcześniej poza Warszawą. Nie mogłam odwołać tego wyjazdu. Śnieżyca spowodowała, że wracałam 40 kilometrów na godzinę. Zbliżała się gala, więc zadzwoniłam do córki i poprosiłam ją, żeby odebrała nagrodę. Zrobiła to. Ja przebrałam się po drodze i przyjechałam spóźniona. Potem komentowano, że pojawiłam się tylko po to, żeby zrobić sobie zdjęcie z Telekamerą, doszukiwano się podtekstów.

– Przejmujesz się tym?
Magda Gessler:
Przejmuję się. Przykro mi z powodu niesprawiedliwej oceny sytuacji. Nikogo nie chciałam obrazić. Muszę być w kilku miejscach jednocześnie, trudno wszystko pogodzić. Nie przejmuję się natomiast tym, co piszą tabloidy. One rządzą się swoimi prawami. Gdyby skrytykował mnie jakiś autorytet, to pewnie bym to przeżywała. Brakuje mi autorytetów i ich oceny.

– Profesora Bartoszewskiego?
Magda Gessler:
Na przykład. Zaprosiłam go kiedyś na jedzenie do Ale Glorii, jest cudowny. Zaprosiłam też Petera Greenawaya. Marzę o rozmowach z takimi ludźmi, przeżywam je jak kolory i smaki. Oni są wolni, uniezależnieni od kont i funkcji. Ich wartość to umysł. Ja z takimi osobami chcę mieć więź. Ale najlepiej czuję się z moim synem i moją córką. I w ogóle z młodymi, którzy jak ja uważają, że życie się nie kończy, że nie ma śmierci. Nie wierzę w to, że ludzie umierają.

– Ale przecież doświadczyłaś śmierci bliskich. Byłaś bardzo młoda, gdy zmarł Twój mąż, potem Twoja matka.
Magda Gessler:
Tak. Mąż, mama, a wcześniej moja miesięczna córeczka.

– Córka? Nigdy o tym nie mówiłaś.
Magda Gessler: 
Nadal nie chcę…

– Ale powiedziałaś, że nie wierzysz w śmierć.
Magda Gessler:
Tak, bo dla mnie moi bliscy nie umarli. Oni są ze mną, wszędzie. Wszystko, co robię, robię dla Volk-
harta, nie wierzę, że się wyłączył z naszego życia.

– Jesteś więc otoczona duchami?
Magda Gessler:
W jakiś sposób tak, te duchy mnie chronią. Gdy coś mi się udaje, wiem, że Volkhart to widzi i się z tego cieszy i jest ze mnie dumny. I cieszy się, gdy dostaję SMS-y, na przykład od dziewczyny  z Zielonej Góry: „Pani zmieniła moje życie, dzięki pani żyję na nowo”. Ja tym ludziom daję całą siebie, zdejmuję z ich oczu kataraktę, żeby zobaczyli, co w ich życiu było złe.

– Ale Ty dzięki nim też się odmieniłaś. Schudłaś 17 kilogramów. Specjalna dieta?
Magda Gessler:
Schudłam, bo jestem tak podekscytowana moją pracą i następnymi zadaniami. Muszę być lekka, bo bardzo ciężko fizycznie pracuję, co tydzień cztery dni jestem poza Warszawą. Lecę samolotem, jadę samochodem, a kiedy samochód się psuje, staję na środku szosy, żeby zatrzymać tira i dojeżdżam nim do restauracji. Nie stosuję diety, po prostu przestałam mieć smak na chleb czy kaszę albo ziemniaki lub makaron.

– A ja postrzegałam Cię jako sybarytkę.
Magda Gessler:
Może tak było dawniej, ale przy takim programie musisz zapomnieć o sobie. Na początku ekipa miała ze mną problem, jeśli chodzi o punktualność. Nie chciałam tak żyć pod sznurek, nie chciałam się temu poddać. Dotarło jednak do mnie, że ileś tam osób jest w to zaangażowanych i że muszę się temu podporządkować.   

– I tak zostałaś więźniem „Kuchennych rewolucji”. Jak się to ma do Twojego poczucia wolności?
Magda Gessler:
Jestem więźniem, to prawda, ale uzyskałam inny rodzaj wolności. Mogę robić to, co dawniej nawet by mi przez myśl nie przeszło. W Łodzi do Manufaktury na spotkanie ze mną przyszło kilka tysięcy osób. Posądzono mnie nawet o chęć stworzenia partii politycznej, bo na blogu napisałam, że nie chcę być Palikotem. Ale ja w ogóle nie chcę bawić się w politykę, pragnę tylko zmieniać obyczaje, zamieniać szary kolor polskiej prowincji w tęczowe barwy.

– Nie sądziłam, że masz pozytywistyczne zapędy. Powinnaś urodzić się w czasach Elizy Orzeszkowej.
Magda Gessler:
Też tak uważam. Albo jako bohaterka „Nocy i dni” Dąbrowskiej, bo mój mąż jest Bogumiłem. Ale ja nie jestem Barbarą, nie zakochałabym się w takim mydłku Toliboskim. Ciekawa jestem, ilu fanów miałaby Barbara, gdyby istniał wtedy Facebook? Na moim zalogowało się prawie 140 tysięcy osób, najwięcej dzieci i młodzieży. Ja nigdy siebie nie doceniałam, a teraz moje poczucie wartości bardzo zwyżkuje. Zaczynam lubić samą siebie.

– A nie miałabyś ochoty po prostu poleżeć na trawie i pogapić się w niebo?
Magda Gessler:
Nie, coś ty, kiedy tyle rzeczy jest do zrobienia? Nie czuję zmęczenia. Mój mąż śmieje się ze mnie, że jestem tytanem pracy, że nie potrzebuję snu, że żyję bez przerwy. Pośrednio towarzyszy mi we wszystkim, nawet jak jest daleko, w Toronto. Ale mam świadomość, że on tam o mnie myśli i mnie wspiera. Nawet gdy jest zajęty i przyjmuje swoich pacjentów.

– Mąż? Dziewięć lat temu byłam w Nałęczowie na Waszych zaręczynach, ale o ślubie nie słyszałam, przeciwnie, czytam rewelacje, że się rozstałaś, że się pogodziłaś, że się znowu rozstajesz. Z czego to się bierze?
Magda Gessler:
Z braku wyobraźni, że można żyć dobrze bez skandalu. Ludzie chcą, żeby było raczej źle niż dobrze, a czasami życie jest tak normalne, że nie znajdzie się w nim sensacji. O Waldku mówię „mój mąż”, bo tak o nim myślę, ale ślubu rzeczywiście jeszcze nie było.

– Nie chciałabyś mieć go na co dzień, tutaj w Warszawie?
Magda Gessler:
Mężczyzna jest mi potrzebny, nie nadaję się na kobietę samotną, ale nie potrzebuję go na co dzień. Zresztą myślę, że żaden facet by tego tempa nie wytrzymał. Przyjeżdża tutaj, ja jeżdżę do Toronto i razem podróżujemy po świecie, w miejsca, które kocham.

– Na przykład jakie?
Magda Gessler:
Ubóstwiam starą kulturę europejską i najlepsze hotele na świecie. Uwielbiam przesiedzieć tydzień w restauracji w Hiszpanii i gotować razem z szefem kuchni. Tak jak jego pracownicy, mieszkam wtedy nad piekarnią, piekę chleb i gotuję proste galicyjskie potrawy, nieustannie się czegoś ucząc.

– Nie masz dość kuchni?
Magda Gessler:
Nie, bo ja chcę wiedzieć więcej i rozumieć więcej niż inni. Jadę na przykład na plantację ostryg, zobaczyć, jak one rosną i jak się je selekcjonuje. A potem wynajmuję przepiękny apartament w hotelu z genialnymi kolorami, które inspirują mnie przy urządzaniu mojej następnej restauracji. W Toronto też wybieram materiały, z których Marzena Niemoczyńska szyje moje suknie. Waldemar to rozumie i lubi moje pasje, a nawet moją nieprzewidywalność. Teraz, po dziewięciu latach, oświadczył mi się po raz drugi.

– Magda, czy istnieje coś, co mogłoby Cię złamać?
Magda Gessler:
Oczywiście, jestem przecież człowiekiem z krwi i kości. Tylko że nie lubię o tym mówić. Mam południową naturę – zawsze jest dobrze. Nie rozpowiadam o tym, co boli.

– A co Cię boli?
Magda Gessler:
Jesteś niemożliwa! Bolą mnie narzekacze i malkontenci. I boli mnie, gdy „przyjaciele” kradną bez żenady moje pomysły. Otwierają kopie mojej cukierni Słodki Słony, podkradają moich cukierników i moje przepisy. I to wszystko dla pieniędzy, które są ważniejsze niż lojalność.

– Smutne. Nikomu już nie można ufać?
Magda Gessler:
Ufam nielicznej garstce starych przyjaciół i moim dzieciom, które są dla mnie najcudowniejszą przygodą.

– Jak sobie poradziłaś z ich wychowaniem, skoro zawsze tak ciężko pracowałaś?
Magda Gessler:
Zapytaj raczej, jak oni poradzili sobie ze mną. Naprawdę musieli sobie radzić z bardzo trudną matką. Był okres, kiedy mnie nie lubili, ale minął już dawno temu. Teraz z moimi dziećmi się przyjaźnię. Dużo przeszłam, o wiele więcej, niż ludzie myślą. Wcale niełatwo być głową rodziny.

– A jeszcze otworzyłaś następną restaurację w Krakowie. Ile już ich masz?
Magda Gessler:
Ponad 20, a ta w Krakowie jest najpiękniejsza na świecie. Jestem na każde wezwanie i rozwiązuję wszystkie problemy.

– Ja po prostu nie wierzę, że istnieje taka osoba jak Ty. Mogę Cię dotknąć?
Magda Gessler:
Istnieje, i do tego jeszcze miła (uśmiech). Widzisz, Krysiu, w życiu trzeba dokonywać wyborów. Nie tracę czasu na sztucznych przyjaciół i na życie towarzyskie, chociaż dzisiaj idę na kolację do Marzeny – ona znakomicie gotuje. A przedtem będę miała dwie godziny dla siebie. Usiądę, zbiorę myśli. Ale nie znoszę marnotrawić czasu. Jak mam wolną chwilę, siadam i piszę książkę.

– Wiem – „Sex w wielkiej knajpie”. Skąd taki perwersyjny pomysł?
Magda Gessler:
Bo seks daje napęd do życia, a u mnie wszystko, co wydarzyło się w miłościach i emocjach, zaczęło się od restauracji. Nawet Waldek pierwszy raz zwrócił na mnie uwagę dlatego, że podeszłam z pizzą na talerzu. Wszystko przecież zaczyna się od kuchni.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia Iza Grzybowska/Move
Stylizacja Jola Czaja
Makijaż Julita Jaskółka/kosmetykami marki IsaDora
Fryzury Katarzyna Mąka
Oświetlenie Jacek Szkodziński i Mateusz Dębiec/Unigreg
Produkcja Elżbieta Czaja
 

Jak uchronić restauratorów przed przed bankructwem? Posłuchajcie, co powiedziała nam Magda Gessler!

Magda Gessler
Iza Grzybowska / Makata
Newsy
Magda Gessler: Znowu jestem fajna
Premier Donald Tusk przypomina jej... orzech włoski – przyjemnie gładki, a w środku tajemnica. Maryla Rodowicz – soczystość i słodycz copa melba. A ona sama? Z jakim smakiem kojarzy się słynna restauratorka sprawdza Piotr Najsztub.

– Czego jeszcze nie zjadłaś? Magda Gessler: Oczu. Oka wołu, oka barana... Umarłabym, zjadając je. Mam problem z móżdżkiem, bo pachnie mi trochę cynkiem, metalem, niedobrze mi się robi. Ale na przykład zjadłam jądra byka z sokiem malinowym i byłam pozytywnie zaskoczona. – Ale oka nie, bo to jakiś fetysz? Magda Gessler: Moją najwrażliwszą częścią ciała są oczy i nos. Postacie z moich obrazów też żyją dzięki oczom. Jeżeli nie ma w nich tego światła, to cały obraz  nie żyje. Całe życie człowieka czy zwierzęcia, prawda o nim, jego bólu, jest w oczach. Zjedzenie oczu strasznie by mnie bolało. – A co z nosem? Magda Gessler: Duży jest, wrażliwy. Mój nos od urodzenia ocenia świat. Wiem, gdzie jest bezpiecznie, wiem, gdzie jest fajnie, wiem, że coś lubię, a czegoś nie. Nos mówi mi, że bezpiecznie czuję się w cerkwi, bo tam jest taki zapach, który po prostu mnie... – Słodki. Magda Gessler: Nie, on winduje mnie o dwa metry nad ziemię. Nos jest najważniejszy,  nos jest pierwszym prawdziwym kontaktem z człowiekiem, więc gdy człowiek nie pachnie, wydaje mi się mocno podejrzany. – Pierwszy zapamiętany zapach? Magda Gessler: Mamy, która mnie całowała i pachniała perfumami Madame Rochas, pachniała koniakiem, dymem z cygar. – Najsilniejszy zapach, jaki pamiętasz? Magda Gessler: Zapach kredek. No i zapach pieczonej papryki. Trzy lata mieszkałam w Bułgarii, a tam całe ulice pachniały pieczonymi bakłażanami i papryką. – Jak pachnie bogactwo? Magda Gessler: Dla mnie jak dawna Kuba. To był rok 1964, tam jeszcze zostało wszystko po Amerykanach, samochody były absolutnie sprawne, ludzie jeszcze mieli w głowie przeszłość, wyglądali znakomicie, pachnieli talkiem, najpiękniejszymi gardeniami, cudownie funkcjonowały restauracje, w powietrzu unosił się...

Tadeusz Muller, syn Magdy Gessler
East News
Newsy
Kim jest dziewczyna Tadeusza Müllera? Czy Magda Gessler zostanie niedługo babcią? Szczery wywiad z restauratorem
Kim jest dziewczyna Tadeusza Müllera? Czy Magda Gessler zostanie niedługo babcią? Szczery wywiad z restauratorem

Na pierwszy rzut oka Tadeusz Müller (36) jest zupełnie inny niż jego ekscentryczna mama. Wyciszony i skromny. Jego program „Z gruntu zdrowo” tak bardzo spodobał się widzom, że już dziś wiadomo, że stacja chce kręcić kolejny sezon. Spotykamy się w restauracji Orzo, której jest współwłaścicielem. Przy dobrym jedzeniu i szczerej rozmowie bez żadnego tabu. Magda Gessler mówiła mi, że jesteś jej autorytetem kulinarnym. Sądziłam, że jak każda mama ona też nieco koloryzuje umiejętności ukochanego syna. Myślałam tak do momentu, w którym obejrzałam twój program „Z gruntu zdrowo”. Dlaczego tak długo się wahałeś, czy go poprowadzić? Zastanawiałem się, czy zostać w świecie wartości mojego ojca, który był protestantem i dosyć skromnym facetem, czy też wejść do świata komercji i show-biznesu. Ostatecznie wybrałem to drugie rozwiązanie, bo uznałem, że mogę zrobić to na swoich zasadach. Chciałem jednak, aby mój program miał misję. Inaczej bym go nie robił. I w taki sposób zacząłeś uczyć widzów, jak się zdrowo odżywiać… Od dwóch lat jestem nutritarianinem i właśnie taki sposób odżywiania chciałem pokazać. Oznacza to mniej więcej tyle, że szukam produktów, które mają jak najwięcej wartości odżywczych, i zarządzam nimi w taki sposób, by tych wartości nie traciły. Czy wiesz, że brokuł trzeba zjeść jak najszybciej po ścięciu, bo już trzeciej doby traci on 30 proc. witamin? Kto ma dziś czas na sprawdzanie takich rzeczy? Szukanie ich po sklepach? Wierzę, że nawet jeśli kupię warzywa w supermarkecie, to i tak wygrywam. To zawsze lepsze niż fast food. Nie jestem ortodoksem owładniętym manią szukania produktów tylko na najdroższych ekobazarach. Nie spinam się w tym temacie. Chcę cieszyć się zdrowiem, kupując warzywa...

Magda Gessler w białym płaszczu
Newsy
Jak Magda Gessler pomaga ratować restauracje w czasie pandemii koronawirusa? "Mają teraz kolejki"!
Magda Gessler radzi, jak ratować restauracje w trakcie koronawirusa i zdradza, jak wnuczka Nena zmieniła jej życie.

Niemal 300 odmienionych lokali, trwające przeszło dekadę „Kuchenne rewolucje”, a do tego jej własne, świetnie prosperujące restauracje. Magda Gessler od lat jest guru branży gastronomicznej. Nic więc dziwnego, że w trakcie pandemii to właśnie do niej z prośbą o pomoc zwracają się restauratorzy z całej Polski. Restauratorka zapewnia, że robi wszystko, by uratowane przez nią restauracje nie upadły. W wywiadzie z magazynem "Party" gwiazda TVN zdradziła, jak można ratować gastronomię w dobie koronawirusa. Opowiedziała też, jak czuje się w roli babci i czego pragnie dla małej Neny. Jak Magda Gessler ratuje restauracje? Nie da się ukryć, że pandemia rzeczywiście niemal uśmierciła branżę gastronomiczną. Niestety, nastał dla niej bardzo trudny czas. Wiele lokali, które dotąd świetnie prosperowały, zostało zamkniętych, choćby z powodu wysokich czynszów, których właściciele teraz nie byli w stanie zapłacić. Dlatego wielu restauratorów zgłasza się do Magdy Gessler z prośbą o pomoc. Podpowiadam im, jak tę sytuację przetrwać. Ostatnio w Lubiążu zrobiłam „Kuchenne rewolucje” w restauracji, którą prowadzi para młodych ludzi. On robił najlepsze hamburgery i najlepszą pizzę, jakie w życiu jadłam, ale nie potrafił tego sprzedać. Restauracje są zamknięte dla gości, więc otworzyliśmy tam pięknie wyeksponowane i, co najważniejsze, bezpieczne okienko Drive, do którego ludzie podjeżdżają samochodami. I mają tam teraz kolejki! – mówi "Party" Magda Gessler. Restauratorka ma nadzieję, że setki restauracji, które udało jej się uratować przetrwają ten trudny czas. W jaki sposób? Oczywiście! Jestem w kontakcie z wieloma właścicielami. Poleciłam im otwarcie okienek na wynos i ograniczenie menu do trzech, czterech dań do wyboru dziennie oraz...

Nasze akcje
Gwiazdy
Newsy
Chcesz dobrze czuć się we własnej skórze tak, jak największe gwiazdy? Działaj metodą małych kroków!
Partner
Skuteczny trening bez wysiłku? Teraz to możliwe!
Newsy
Skuteczny trening to nie tylko siłownia!
Partner
Weleda
Newsy
Kosmetyki, które łączą tradycję z nowoczesnością. Poznaj je!
Partner
Nowości
PartyExtra
Małgorzata Rozenek-Majdan uśmiechnięta
Newsy
Małgorzata Rozenek-Majdan
BZ
Julia Wieniawa w neonowej sukience na lato
Newsy
Julia Wieniawa
BZ
Katarzyna Cichopek na 59 Festiwalu w Opolu
Newsy
Katarzyna Cichopek
BZ
Klaudia El Dursi na plaży
TV-Show
Hotel Paradise
BZ
Ślub od pierwszego wejrzenia x-news
TV-Show
Ślub od pierwszego wejrzenia
BZ
Versace wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Trendy w koloryzacji włosów na wiosnę i lato 2022. Te odcienie robią mocne wrażenie
Marcelina Zielnik
Gorący trend: Dopamine dressing
Fleszstyle
Dopamine dressing to najgorętszy trend sezonu. Obłędną koszulę w stylu Małgorzaty Rozenek-Majdan kupisz w Sinsay za 39,99
Anna Kusiak
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Niemal identyczne kupisz w Sinsay za 35 zł
Newsy
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Podobne kupisz w Sinsay za 35 zł
Urszula Jagłowska-Jędrejek
Anna Lewandowska w swetrze za ponad tysiąc złotych
Newsy
Anna Lewandowska w modnym swetrze ponad tysiąc złotych. W Sinsay kupisz podobny za 50 złotych!
Aleksandra Skwarczyńska-Bergiel
Moda uliczna wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Najmodniejsze buty na wiosenno-letni sezon. Te modele ma w szafie każda it-girl
Marcelina Zielnik