Kora w wywiadzie dla Vivy!
ONS

Kilkanaście miesięcy temu u w mediach pojawiła się informacja o ciężkiej chorobie Kory. Wielka gwiazda polskiej sceny na szczęście pokonała raka i szybko wróciła do pracy. Do tej pory nie zdradzała szczegółów dramatu, jaki przeszła. Przypomnijmy: Kora zapuściła włosy. Nową fryzurę pokazała na planie MBTM 9!

Dziś wokalistka wraca do zdrowia i obowiązków zawodowych. Ma przecież na głowie nie tylko koncerty, ale i nagrania do "Must Be The Music". Znalazła jednak siły, aby udzielić poruszającego wywiadu w "Vivie!", w którym opowiedziała o swoich przejściach, kiedy walczyła z rakiem. Takich wyznań na pewno nie spodziewał się nikt:

Są ludzie bardzo dobrze wychowani, są ludzie źle wychowani i są ludzie wytresowani. Ja należę, niestety, do tej trzeciej grupy. Wytresowanych ludzi. Moja siostra Ania zawsze mówi, bardzo celnie zresztą: "My jesteśmy wytresowane" - od urodzenia, bo miałyśmy szalenie stresujące i tresujące dzieciństwo. Wie pani, że trzy tygodnie po operacji - miałam jeszcze szwy - bardzo źle się czułam, ale poszłam nagrać odcinek "Must be the Music" i ja tego nie pamiętam. Po prostu tego nie pamiętam. Poszłam, bo nie mogłam znieść myśli, że zawiodę ludzi. Należę do tych osób, które jak źle się czują, zabierają się do bardzo ciężkiej pracy. Bo uważają, że to jest objaw jakiegoś lenistwa, próżniactwa, czegoś moim zdaniem, bardzo grzesznego, niedobrego. Teraz jestem mocno zajęta, bo jesteśmy w trakcie castingów do dziewiątej edycji, ale znalazłam siłę, aby zrobić sesję zdjęciową i porozmawiać z panią. - mówi

Jak zniosła i przyjęła wiadomość o chorobie?


To jest punkt zero, który zmienia diametralnie perspektywę. jest jak cięcie brzytwą. Dopóki nie masz tego werdykt, planujesz. Myślisz sobie: mam czas, zdążę jeszcze zrobić to i tamto. W momencie, kiedy słyszysz "rak", jest inaczej. Tak jak było u mnie. Jestem już zdrowa, a moje ciało holistycznie pielęgnuje mój kochany doktor Krzysztof Gojdź, ale mam krótkie cele: pomalować ściany, zrobić łazienkę, wyremontować elewację, kupić tę szafę, tamte fotele, poprzesuwać meble [...]. Mam inny rodzaj energii. Energię Atossy. Atossa jest to nazwa leku. Piją go kobiety i mężczyźni, czyli wszyscy, którzy wymiotują przy chemii. Atoss ten odruch wymiotny łagodzi. - przekonuje


Opowiedziała również o prawdziwych powodach ślubu z Kamilem Sipowiczem:

Dlatego, że w tym kraju konkubinat - a tak na marginesie, jakie to jest brzydkie, ohydne słowo - w zderzeniu z rzeczywistością przegrywa, nie a racji bytu. Kiedy zachorowałam, sytuacja stała się graniczna. Wie żeby Kamil, z którym mieszkam i żyję prawie 40 lat - nasz syn ma już lat 38 - miał prawo do wiedzy medycznej na temat mojej choroby, zalegalizowaliśmy związek. Oczywiście fakt, że jestem tym, kim jestem, szalenie nam ułatwiał sprawę, lekarze wiedzieli przecież, kim jest Kamil, ale prawo jest bezlitosne. Prędzej czy później pojawiałyby się kłopoty. Proszę sobie wyobrazić,że nadal żyjemy w konkubinacie, ja umieram no i w tym momencie wszyscy jesteśmy ugotowani, cała rodzina. Wiadomo, ja najmniej, bo już bujam w innym wymiarze, ale oni zostają tu, na ziemi, z poważnymi problemami. Chciałam im tego oszczędzić - tłumaczy


Więcej - w nowej "Vivie!"

Zobacz: Kora zmienia zawód? Przygotowała dla fanów niespodziankę



Kora w sesji po chorobie:

Więcej na temat Kora choroba Kory