Wywiady Krystyny Pytlakowskiej

Koniec z Frytką. "Sama podnoszę się z dna"

Ludzka pogarda i odrzucenie przez najbliższych. Agnieszka Frykowska płaci wysoką cenę za własne błędy. Ale jednocześnie wciąż musi mierzyć się z pustką po tragicznie zmarłym ojcu i klątwą rodu Frykowskich.

- Zapowiedziałaś zmiany w swoim życiu. Co Ci się w nim nie podobało?
Popełniłam parę błędów. Byłam młoda, zwariowana…

– Masz na myśli Twój słynny występ w „Big Brotherze”?
Między innymi. Poniosło mnie wtedy, jestem bardzo spontaniczna. Zapisałam się w pamięci widzów jako skandalistka, która uprawiała na ekranie seks w wannie. Ale tak naprawdę tam nie było nic obscenicznego ani jednoznacznego. Powiedziałam sobie wtedy, że widać muszę podtrzymywać tradycję skandali w rodzinie. Dużo mnie to jednak nauczyło. Nie chcę, żeby ludzie zapamiętali mnie jako puszczalską Frytkę. Postanowiłam być Agnieszką Frykowską – dorosłą kobietą, którą niełatwo zdobyć, studentką aktorstwa, dziennikarką telewizyjną. Powoli realizuję swoje plany.

– Ciężko jest nosić nazwisko Frykowskich?
Na pewno. Kiedy znalazłam się w „Big Brotherze”, przekonałam się, jaką siłę ma to nazwisko w środowisku filmowym. I jaki to zamknięty klan. Był taki moment, gdy kompletnie załamana, opuszczona zwróciłam się o pomoc do moich stryjecznych dziadków. Usłyszałam, że mój występ to był dla nich taki szok, że chcieliby zapomnieć, że należę do rodziny. Nie chcieli ze mną rozmawiać, „nie dzwoń do nas więcej”. Niedawno Kajetan Frykowski przeprosił mnie, cofnął tamte słowa. Ale wtedy zostałam skarcona, zlinczowana, ludzie mnie znienawidzili. A co ja takiego zrobiłam? Nikogo nie skrzywdziłam, żadnej żony, dzieci. Zadziałały hormony i tyle. Postanowiłam, że nigdy już o żadną pomoc nie poproszę. I że będę walczyć o siebie samą.

– A czego oczekiwałaś?
Wsparcia, na pewno nie pieniędzy. Jestem tak wychowana, że kobieta musi być niezależna. Nie umiem podejść do kogoś i prosić o pieniądze, nawet o pożyczkę. Niektórzy uważali, że powinnam zwrócić się do Romana Polańskiego. „Cześć Romek, byłeś przyjacielem mojego dziadka Wojtka Frykowskiego, to daj mi rolę w filmie”. Śmieszne!

– Poznałaś Polańskiego osobiście?
Poznałam, kiedy przyjechał na premierę „Tańca wampirów” w teatrze Roma. Ja też tam byłam. Z ogromną tremą podeszłam i przedstawiłam się. Dałam mu czerwoną różę. Potem na przyjęciu siedzieliśmy przy tym samym stole i czułam na sobie jego wzrok. Bacznie mnie obserwował, ale nie odzywał się do mnie. Myślę, że doszukiwał się podobieństw do swojego przyjaciela.

– Jesteś podobna do dziadka?
Trochę na pewno, z oczu. Mam oczy mojego ojca. I na pewno z uporu. Przecież ja, jak się uprę, osiągnę wszystko. Sama buduję swoją pozycję, nikt mi nie pomaga. Sama podnoszę się z dna.

– A co było tym dnem?
Czas, gdy po „Big Brotherze” ludzie nie chcieli mi ręki podawać, gdy czułam się jak zadżumiona. Chciałam pójść do pracy jako sekretarka, ale żona szefa zemdlała, gdy jej o tym powiedział, i oczywiście nie przyjął mnie. Ale we mnie jest jakby kilka postaci. Raz dziewczynka, dziecko zagubione we mgle, raz drapieżna kobieta, która ze wszystkim sobie poradzi.

– A ile jest w Tobie z ojca, Bartka Frykowskiego?
Dużo. Niedawno usłyszałam, że mimo operacji nosa i tak nie ucieknę od Frykowskich. Wiele osób, które znały mojego tatę, mówiły: cały Bartek. Ja tak naprawdę, choć byłam dzieckiem nieślubnym, byłam planowana. Jestem dzieckiem wielkiej, prawdziwej miłości. Moi rodzice wymyślili sobie, że mając mnie, będą musieli być razem.

– Podobno znali się już od niemowlęctwa?
Pierwszy raz spotkali się, jadąc Piotrkowską w wózkach prowadzonych przez mamy. Dzieci sobie pomachały, nie wiedząc, że w tym momencie dopadło je przeznaczenie. A później, gdy moja matka pierwszy raz przyprowadziła Bartka do domu, pod babcią ugięły się nogi. „Wojtek, Boże, Wojtek!” – szepnęła. Znała przecież Frykowskich bardzo dobrze. Była nauczycielką, wywodziła się z łódzkich elit intelektualnych.

– Ile lat mijało od „sceny wózkowej”?
Około 18. Moi rodzice znali się ze szkoły. Byli wzorcową zakochaną parą. Upodobnili się do siebie tak bardzo, że ludzie brali ich za bliźnięta.

– Dlaczego się rozstali?
Moja babka Ewa Frykowska zrobiła wszystko, by ich rozdzielić.

– Może uważała, że są za młodzi na zakładanie rodziny?
Pewnie, że byli za młodzi. Ale oni tak bardzo się kochali. Moja mama do dziś płacze, gdy czyta dawne listy od Bartka. Pisał pięknie. Był jej jedyną miłością, mężczyzną jej życia. Ale Bartek uwielbiał też swoją matkę. Nie chciał postąpić wbrew jej woli. A moja mama była na tyle ambitna i „charakterna”, by się nie narzucać, nie walczyć. Zrezygnowała, wyjechała do Niemiec, tam próbowała ułożyć sobie życie. Urodziła drugie dziecko, mam siostrę. Lecz już nigdy nikogo nie pokochała tak jak mojego tatę.

– Twój ojciec też się potem ożenił, miał dwoje dzieci…
No tak, nie mógł przecież żyć samotnie, to nie ten typ. Mam po nim jeszcze siostrę Różę i brata. Pamiętam, był taki czas, że moja mama, żona Bartka Monika i on spotykali się we trójkę. Nawet razem kupowali wózek dla Róży. Ale ich drogi na trwałe się rozeszły – za dużo było w tym wszystkim emocji. Monika nie lubiła, gdy ja u nich bywałam.

– Dziwisz się?
Nie dziwię. Byłam żywym dowodem miłości jej męża do innej kobiety. Dzieckiem bardzo przez niego kochanym. Był przy mamie, kiedy się rodziłam. Do mojego drugiego roku życia opiekował się mną. Nazywał mnie „moja mała, ciepła kluseczka”.

– Ale odrzucił Cię potem?
Wyjechał ze swoją rodziną za granicę na kilka lat. Nie widywaliśmy się. To do dzisiaj we mnie pokutuje, bo obsesyjnie boję się porzucenia i być może mężczyźni tego się obawiają. W każdym razie ja za nim tęskniłam. Śnił mi się. Miałam taki sen, że widziałam go prawie jak na jawie. Albo biegłam ulicą, bo wydawało mi się, że stoi na rogu. Z bliska okazywało się, że to nie on. Cały czas czułam jego obecność, aż do bólu. I nagle rzeczywiście go spotkałam, niespodziewanie. Miałam wtedy 15 lat.

– W jakiej to było sytuacji?
W Łodzi jest taki modny klub Fabryka. Zawsze są tam tłumy. Przeciskałam się między ludźmi i nagle czuję, że ktoś mi nadepnął na palce. Podnoszę głowę zła i widzę mojego ojca. Najpierw wydawało mi się, że to omamy – przecież on jest w Niemczech. Ale wrzasnął na mnie: „Co ty tu robisz, gówniaro, w takim lokalu, o takiej godzinie! Natychmiast wychodzimy!”. Ja na to: „Nie będziesz mi teraz ojcował, po takiej przerwie”. Ale wyszliśmy, zabrał mnie do kafejki, rozmawialiśmy. Zadzwoniliśmy nawet do mojej babci, bardzo się ucieszyła, bo zawsze lubiła Bartka. Ta rozmowa była niezwykle ważna. Snuliśmy plany na przyszłość. Powiedział, że odtąd chce mieć ze mną stały kontakt i że mnie kocha. Tak bardzo mi to było wtedy potrzebne…

– Sześć lat później nie żył.
Tak, wcześniej spotkaliśmy się tylko raz, u niego podczas Wielkanocy. Zachęcał mnie, żebym poszła do szkoły aktorskiej, mówił, że mi pomoże. Zaprosił mnie na plan „Ogniem i mieczem”, ale nie mogłam pojechać, bo miałam obronę dyplomu w mojej szkole hotelarskiej. Potem na jakiś czas kontakt się urwał. Ja dalej się uczyłam, on w Warszawie realizował jakieś projekty. Noc jego śmierci była dla mnie bardzo niespokojna. Byłam pełna jakichś złych przeczuć, nie mogłam zasnąć. O szóstej rano poderwał mnie telefon. To była Róża. Strasznie płakała: „Agnieszko, nasz ojciec nie żyje!”. Osłupiałam przy słuchawce: „Kto nie żyje???”. „Nasz tato, nasz tato!”. Runął cały świat. Babcię zbudził mój ryk, spazmy. Krzyczałam, że nigdy go nie było, a teraz straciłam nadzieję na odbudowanie czegokolwiek. Już niczego nie da się nadrobić.

– Wiedziałaś o obsesji noża u Frykowskich?
To nie tak, że mój ojciec miał jakąś obsesję. On się fascynował nożami, kolekcjonował je. Jego ojciec przecież też zginął od noża. Ale chyba nigdy nie targnąłby się na życie w taki sposób. Tak myślałam. Dziś nie jestem pewna… Sądzę, że zginął z miłości. Nie mógł już więcej udźwignąć. Mój ojciec był trochę szalony. Mama mi opowiadała, że gdy jeszcze z nią mieszkał, groził, że jak nie powie mu, że go kocha, to wyskoczy z okna. Trzymał się parapetu i udawał, że skacze. Takie żarty. Ale wtedy… nie miał powodu umierać. Snuł plany, dostał zlecenia z Niemiec na nowe projekty filmowe. Nigdy się nie dowiem, co naprawdę się stało. I myślę, że może nawet nie chciałabym wiedzieć.

– Masz jak ojciec skłonności do depresji?
Jak jestem zakochana, to na zabój, jak on. Zapominam o całym świecie, zatracam się w miłości. Staję się zaborcza. Mężczyznę, którego kocham, chciałabym zamknąć na klucz, schować przed wszystkimi. To może powodować depresję, frustrację. Półtora roku temu zerwałam bardzo toksyczny związek ze starszym o 27 lat mężczyzną. Dużo mnie to kosztowało, ale nigdy nie pomyślałam o samobójstwie. Potem byłam sama. Tak, naprawdę sama. I dopiero kilka tygodni temu spotkałam faceta, który mnie sobą porwał. I znowu fruwam.

– Wróćmy do rodziny Frykowskich. Miałaś z nią jakieś bliższe relacje?
Kiedyś starałam się nawiązać bliskie kontakty z moim przyrodnim rodzeństwem, ale zostałam odrzucona i „olana”. Potem już nie próbowałam. Śmierć ojca też nas nie zbliżyła. Z babcią Frykowską również nie mam żadnych relacji. Poznałam ją jako dziecko. Wydała mi się bardzo piękna, taka złotowłosa królewna. Obiecywała, że się mną zajmie. Skończyło się na słowach. Myślę, że mnie nie lubi, bo przypominam jej o młodzieńczej miłości syna, której nie zaakceptowała. Kiedyś pragnęłam mieć w niej kogoś bliskiego. Dziś już nie.

– A przecież masz w sobie jej krew.
Mam książęcą krew 0 Rh-. Tak sobie myślę, że jeśli będę miała własne dziecko, może będzie chciała je zobaczyć. W końcu to będzie jej prawnuk.

– Śledzisz losy Frykowskich?
Przeczytałam wszystko na ich temat. To była niezwykła rodzina: artystów, filmowców… No i Ewa Frykowska, której mężczyźni padali do stóp. Jestem dumna z moich przodków.

– Jesteś pełnoprawną spadkobierczynią tej rodziny?
Tak, lecz nie wiem, czy kiedykolwiek ujrzę choć centa z milionów dolarów, jakie mój ojciec miał odziedziczyć. To majątek gromadzony w Stanach, procent od sprzedaży twórczości Mansona, który sądownie został przyznany jako odszkodowanie dla rodziny Wojtka. Być może zajmę się tym w przyszłości. Trzeba mieć dobrego prawnika.

– Co byś zrobiła z takim majątkiem?
Banalnie – kupiłabym sobie jakiś dom, samochód. Ale chciałabym też wybudować piękny dom starców. Mam słabość do starych ludzi, może dlatego, że wychowywała mnie babcia. Takim domem mogłabym oddać hołd mojemu ojcu. W przyszłości stworzę fundację imienia Bartka Frykowskiego. Nie chciałabym, żeby został zapomniany.

– Rozmawiasz z nim czasem?
Często, i mam wrażenie, że mnie słucha. W Zaduszki chodzę na jego grób i gadam do niego, i gadam. Aż ludzie patrzą, że jakaś wariatka chyba. Gdy jest mi źle, opowiadam mu o tym i robi mi się lżej na duszy. A gdy już było mi tak totalnie źle po „Big Brotherze”, byłam rozbita i nie wiedziałam, w którą stronę mam iść, wyjechać, zostać, poszłam na cmentarz. Padał straszny deszcz. Mówię: „Tato, daj jakiś znak, że mnie słyszysz”. I w tym momencie rozstąpiło się niebo, wyszło słońce, oświetlając moją zapłakaną twarz. I to mnie tak rozbiło, że wyjąc, padłam na jego grób. Czasami mam wrażenie, że on patrzy na mnie z góry i jest ze mnie dumny. Z tego, że konsekwentnie realizuję moje plany, że studiuję w szkole aktorskiej, że mam ambicje.

– Wierzysz w fatum?
Czy ja wiem? Nie chcę w nie wierzyć, bo znaczyłoby to, że mamy niewielki wpływ na swój los. A czasami myślę, że jeśli było fatum, jakaś klątwa, to dotyczyła ona męskiej linii rodu. I że może to ja właśnie będę tą Frykowską, która przełamie złą passę, odwróci złą energię. I że będzie cudownie. Spotkamy się przy okrągłym stole, będziemy się bratać i całować. Czuję, że mam w sobie siłę, by tego dokonać. Idę przez życie przebojem, dostaję po tyłku, podnoszę się i idę dalej.

Rozmawiała Krystyna Pytlakowska
Zdjęcia: Mateusz Stankiewicz/AF Photo
Stylizacja: Alicja Werniewicz
Makijaż i fryzury: Natalia Grewińska/Kayax
Produkcja: Elżbieta Czaja

"Top Model": Oto największe wpadki i skandale w historii programu. Pamiętacie je wszystkie?!

Agnieszka Frykowska, Ewa Morelle
Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek / Photo-shop.pl
Newsy
Ewa Morelle i Agnieszka Frykowska - Jak być wnuczką legendy
Ostatni raz widziały się 10 lat temu na pogrzebie Bartka Frykowskiego, syna Ewy, ojca Agnieszki. Wtedy był między nimi mur. Dziś się przyjaźnią.

– Nie widziałyście się aż 10 lat. Czy po pogrzebie Bartka Frykowskiego nie miałyście potrzeby, by się do siebie zbliżyć? Ewa Morelle: Boże, serce mi wtedy pękało. Agnieszka ma taką twarz... Taką, jak mój syn. Jego oczy, nos, usta. Nie mogłam na nią patrzeć. Przecież ja wtedy też prawie umarłam. Musiałam kierować się tym, co nakazywała mi odporność psychiczna. Agnieszka stała się częścią najbardziej dramatycznego etapu mojego życia. Agnieszka Frykowska: Babciu, ja do dziś nie rozumiałam, dlaczego odwracałaś ode mnie wzrok... Ewa Morelle: Czas złagodził ból. Już nie jest taki ostry. Miewam czasem nawroty depresji. Nigdy nie pogodzę się ze śmiercią syna. Ale nauczyłam się po prostu z tym żyć. Kto stracił dziecko, wie, że to są dwie różne sprawy. – Ale już możecie się spotykać? Pogodziłyście się? Ewa Morelle: My się nigdy nie pokłóciłyśmy. Agnieszka Frykowska: Nas ludzie rozdzielili. Powtarzali, że babcia jest chłodna, wyniosła. Że ma do mnie pretensje o to, że wystąpiłam w „Big Brotherze”. Nie szukałam z nią kontaktu. Ewa Morelle: To wszystko nieprawda. Agnieszka dorosła. Dogaduję się z nią o wiele lepiej. Gdy była dzieckiem, nie miałam dla niej czasu. Wysyłałam tylko listy, prezenty. Agnieszka Frykowska: Po prostu miałaś własne małe dziecko. Ewa Morelle: Mój młodszy syn, a twój stryj Filip, urodził się dwa miesiące przed tobą. Jesteście z tego samego rocznika. W jednej chwili zostałam i matką, i babcią. Agnieszka Frykowska: Rozumiem cię. A ja miałam swoją ukochaną babcię Jadzię, która była dla mnie wszystkim. I mamą, i ojcem jednocześnie. Bo moja mama przecież wyjechała do Niemiec za chlebem. Jak sobie teraz  pomyślę, że pojawiłabyś się wtedy, w moim dzieciństwie, to… Babcia Jadzia jest konserwatywna, boi się takiego...

Marta Krupa, Joanna Krupa
Marcin Tyszka
Newsy
Joanna i Marta Krupa - Siła sióstr
Tylko w Vivie! jedyna rozmowa z najpiękniejszymi siostrami w Polsce!

– Fajnie jest mieć siostrę? Joanna Krupa: Super, zwłaszcza młodszą. Gdy Marta wychodzi gdzieś ze znajomymi, długo nie wraca, zaraz się denerwuję, czy coś się jej nie stało. Marta Krupa: Nie ironizuj. Zawsze do ciebie dzwonię, gdzie jestem, „mamusiu”. – Joanna, nie byłaś zazdrosna, gdy mama powiedziała Ci, że będziesz miała siostrę? Joanna Krupa: Ależ skąd, cieszyłam się! Miałam już przecież ponad pięć lat. Poza tym dzięki Marcie szybciej dorosłam, bo mama i tata dużo pracowali, a ja musiałam jej pilnować i być odpowiedzialna. Marta Krupa: Ona może nie była o mnie zazdrosna, ale ja o nią tak, i to od dziecka. Joanna Krupa: Dlaczego? Marta Krupa: Bo byłaś piękna, a ja wyglądałam jak chłopiec. I nigdy nie czułam się taka pewna siebie jak ty. Joanna Krupa: Ale miałaś talent, nakręcałyśmy krótkie filmiki, tańczyłyśmy przed lustrem. Ślicznie śpiewałaś. Marta Krupa: Mama powiedziała potem: „Szkoda, że nie chodziłaś na lekcje śpiewania”. Joanna Krupa: Ja za to uczyłam się tańca, ale lekcje były drogie, a nam żyło się ciężko. Więc i tak musiałam zrezygnować. Marta Krupa: Zresztą ja i tak wówczas nie wiedziałam, co chcę robić. Wprawdzie zaczął mi rosnąć biust i stawałam się bardziej kobieca, ale głównie interesowałam się sportem. Joanna Krupa: A ja od zawsze chciałam być modelką i chodziłam do szkoły modelek. Nigdy jakoś wtedy sobie nie pogadałyśmy, czego chciałybyśmy od życia, właściwie żyłyśmy w dwóch różnych światach. Marta Krupa: To prawda, jednak gdy wyjechałaś z Chicago do Los Angeles, dzwoniłam do ciebie bardzo często, bo strasznie tęskniłam. – Dlaczego właściwie Wasi rodzice wyemigrowali z Polski? Joanna Krupa: Mama wyjechała do Ameryki, gdy miałam pięć lat. Były już tam jej siostra i matka, chciała mieszkać...

Ewa Minge
Marcin Tyszka
Newsy
I Bóg stworzył Ewę Minge
To był dla niej przełomowy rok. Jej trzeci już pokaz na Paryskim Tygodniu Mody haute couture wywołał aplauz. Jest z mężczyzną, przy którym nareszcie czuje się bezpieczna. Żałuje tylko, że świadkiem jej sukcesu nie jest matka, która niedawno odeszła.

Spotykamy się w Zielonej Górze, gdzie Ewa Minge mieszka i gdzie ma firmę. Dom ze wspaniałym zimowym ogrodem nosi znamię jej osobowości. Klasyka w brązach i czerniach, z akcentami czerwieni. Kryształowe żyrandole. Dwie kuchnie: jasna – rodzinna, i piętro wyżej czarna – wysublimowana. Dwa psy i iguana. Dwóch synów: Oskar – tegoroczny maturzysta – i Gaspar – kończy gimnazjum. Jest i mężczyzna, który od kilku lat daje jej poczucie bezpieczeństwa. I ojciec, z którym „wisi” codziennie na telefonie. Mnóstwo przyjaciół. Codzienność Ewy Minge jest równie barwna, jak ona sama i jej linia modowa. We wrześniu zajęła się też projektowaniem wnętrz – Eva Minge Home. Wiosną zaprezentuje pierwszy urządzony przez siebie apartament. Nie ma na koncie chybionych decyzji. I nawet jeśli przeszłość pakuje w kartony, to wybiera z niej tylko rzeczy, które mają znaczenie dla przyszłości – zdjęcia dziadków i pradziadków, laurki od dzieci i pamiątki z podróży. W Polsce atakowana, dostała się nie tylko na pokazy na słynnych Schodach Hiszpańskich, lecz także trzy razy w Paryżu na haute couture. – Kiedy wróciła Pani z Paryża z pokazu haute couture, pomyślała: uff, stanęłam na najwyższym podium? Ewa Minge: Nigdy tak nie myślę. Uważam, że jestem dopiero na początku długiej drogi, która może potrwać wiele lat. –  Nie wierzy Pani w siebie? Ewa Minge: Pamiętam, jak rozpłakałam się podczas pokazu na Schodach Hiszpańskich, mojego pierwszego zagranicznego pokazu tej rangi – wtedy to było jedno z największych wydarzeń modowych. Miałam iść ósma, to znaczy moja kolekcja. No i nie poszłam, dziewiąta też nie, jedenasta – nie. Przy trzynastej marce popłynął mi makijaż. Kiedy zapowiedzieli czternastą, że rewelacja, nadal...

Nasze akcje
Gwiazdy
Newsy
Chcesz dobrze czuć się we własnej skórze tak, jak największe gwiazdy? Działaj metodą małych kroków!
Współpraca reklamowa
Skuteczny trening bez wysiłku? Teraz to możliwe!
Newsy
Skuteczny trening to nie tylko siłownia!
Współpraca reklamowa
Weleda
Newsy
Kosmetyki, które łączą tradycję z nowoczesnością. Poznaj je!
Współpraca reklamowa
Nowości
PartyExtra
Małgorzata Rozenek-Majdan uśmiechnięta
Newsy
Małgorzata Rozenek-Majdan
BZ
Julia Wieniawa w neonowej sukience na lato
Newsy
Julia Wieniawa
BZ
Katarzyna Cichopek na 59 Festiwalu w Opolu
Newsy
Katarzyna Cichopek
BZ
Klaudia El Dursi na plaży
TV-Show
Hotel Paradise
BZ
Ślub od pierwszego wejrzenia x-news
TV-Show
Ślub od pierwszego wejrzenia
BZ
Versace wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Trendy w koloryzacji włosów na wiosnę i lato 2022. Te odcienie robią mocne wrażenie
Marcelina Zielnik
Gorący trend: Dopamine dressing
Fleszstyle
Dopamine dressing to najgorętszy trend sezonu. Obłędną koszulę w stylu Małgorzaty Rozenek-Majdan kupisz w Sinsay za 39,99
Anna Kusiak
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Niemal identyczne kupisz w Sinsay za 35 zł
Newsy
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Podobne kupisz w Sinsay za 35 zł
Urszula Jagłowska-Jędrejek
Anna Lewandowska w swetrze za ponad tysiąc złotych
Newsy
Anna Lewandowska w modnym swetrze ponad tysiąc złotych. W Sinsay kupisz podobny za 50 złotych!
Aleksandra Skwarczyńska-Bergiel
Moda uliczna wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Najmodniejsze buty na wiosenno-letni sezon. Te modele ma w szafie każda it-girl
Marcelina Zielnik