- Od naszego pierwszego wywiadu w VIVIE! minęło już dziesięć lat.
Początek VIVY!, początek naszego hotelu „Bryza”… Dzieci były wtedy jeszcze małe. Dla matki zresztą zawsze są małe, ale najmłodszy – Maks ma już prawie 15 lat, średni – Mikołaj za dwa lata zdaje maturę, a najstarszy, Michał, skończył 26 lat.

– Upływ czasu widzimy po tym, jak dzieci rosną.

Zwłaszcza rodzice to widzą. A ja jestem matką opiekuńczą. Zdaję sobie sprawę z różnych zagrożeń wieku dojrzewania.

– Jest Pani z wykształcenie psychologiem, a nawet kończyła Pani studia podyplomowe na tym kierunku. To z pewnością przydaje się w codziennym życiu?
Z pewnością. Moi synowie są jednak chłopcami ambitnymi. Nie mamy z nimi trudności, chociaż trzeba zwracać uwagę i na ich towarzystwo, i na naukę. Mikołaj jest bardzo zdolny. Chociaż drobnej budowy, jest świetnie ułożony ruchowo. Chciał być piłkarzem albo tenisistą, i to zawsze z górnej półki. To debeściak. Natomiast Maks rośnie na pilota. To jego wielka pasja. Cały czas fruwa wirtualnie na symulatorze. Niedawno wróciliśmy całą rodziną z Krakowa i on od razu usiadł do komputera, by samodzielnie poprowadzić samolot identyczną trasą.

– A Michał? Były z nim pewne problemy.
Tak, nie chcę do tego wracać. Dostał lekcję pokory, dużo go to nauczyło. Bardzo się zmienił. Myśli o życiu bardzo poważnie, studiuje już drugi kierunek – marketing i zarządzanie. Jest w Ameryce, wróci w przyszłym roku. Myślę, że się ożeni – ma dziewczynę Anię , która kończy prawo. Bardzo ją lubimy. Przecież pani wie, że zawsze chciałam mieć córeczkę. Teraz czekam, że synowe mi to pragnienie wynagrodzą. W każdym razie jestem dumna z moich dzieci, cieszę się nimi. Wychowanie ich na wartościowych ludzi jest dla mnie czymś najważniejszym.

– Co w hierarchii Pani wartości i zasad zajmuje pierwsze miejsca?

Moja pierwsza zasada to nie spóźniać się. Żyję z zegarkiem w ręku i kalendarzem w torebce. Zawsze tak żyłam, bo bardzo szanuję czas. I zdaję sobie sprawę, że nie można być wszędzie, na każdej premierze, na każdym wernisażu. Muszę robić selekcję. Na pierwszym miejscu jest zdrowie, więc badania nasze czy dzieci są ważniejsze od jakiegoś pokazu mody.

– Życie polega na wyborach?
Tak, i to już w małych codziennych sprawach. Ważna jest logistyka w układaniu zajęć. Przecież wiadomo, że mamy z mężem różne zobowiązania wobec przedsiębiorstw, których utrzymanie i dopilnowanie wymaga ogromnej pracy. Czy to hotelarstwo, elektronika, deweloperstwo, farmacja czy lotnictwo.

– Mąż sam lubi być pilotem. Pani zawsze bała się o niego, gdy latał.
Bałam się, ale latałam wraz z nim. Gdzieś cztery lata temu  obiecaliśmy sobie, że trochę przystopujemy, aby więcej korzystać z tego, co osiągnęliśmy, nie brać udziału w ciągłym wyścigu. Umówiliśmy się, ale nie wyszło. I wkroczyliśmy w następne przedsięwzięcia. Wyznam, że z przyjemnością rozbudowaliśmy więc bardzo hotel w Juracie, klinikę, biurowce. Mąż mówił: „Jeszcze tylko to, jeszcze tylko tamto”. I tak to trwa.

– Czy robicie to dla pieniędzy?

Myślę, że dla samego tworzenia. Mój mąż jest kreatorem, ma swoje wizje i bardzo lubi tworzyć podwaliny czegoś, rozwijać przedsięwzięcia na wielu frontach. Był pionierem w wielu sprawach biznesowych.