Kate Rozz, Piotr Adamczyk
Robert Wolański
Historia głośnej miłości

Kate Rozz i Piotr Adamczyk: "A gdybyśmy się nie spotkali"

Kate Rozz, Piotr Adamczyk
Robert Wolański

Wrzesień 2009. Warszawa. Casting do filmu „Mannerheim” w reżyserii Renny’ego Harlina. Poszukiwani odtwórcy ról księcia Zdzisława Lubomirskiego i jego żony Marii Zdzisławowej Lubomirskiej. Piotr Adamczyk: „Byłem w kostiumie, tuż po zdjęciach, pełen emocji, bo mówiłem monolog po francusku, a dopiero teraz zaczynam się uczyć tego języka. Ale udało się, dostałem brawa. Już wychodziłem i nagle pytanie: »Czy możemy zrobić ci zdjęcie z aktorką, którą chcemy zatrudnić do tej roli?«. »Bardzo proszę«, odpowiadam. I wchodzi kobieta, wysoka i piękna. Też w kostiumie z epoki. Staje obok mnie. Patrzę i mówię do niej tylko jedno słowo: »Żono«. Ona odkłania się i odpowiada: »Mężu«.
Zapozowaliśmy, życzyliśmy sobie powodzenia.

Rozeszliśmy się każde w swoją stronę. Tyle ją widziałem”.

To była Kasia.

***

Kate Rozz i Piotr Adamczyk pobrali się w niedzielę 8 stycznia 2012 roku o 17.00 w kapliczce błogosławionego Edwarda Detkensa na warszawskich Bielanach. Na dworze było ciemno, wiał wiatr i padał deszcz. Ale wnętrze kapliczki oświetlono rzęsiście. Osoba, która opowiada mi o tym wydarzeniu, mówi, że nigdy nie była na tak magicznym ślubie. Zaproszono tylko najbliższą rodzinę i świadków. Kasia wyglądała pięknie w koronkowej beżowej sukience od Macieja Zienia, na rozpuszczonych włosach miała koronę z perełek. Piotr w ciemnym garniturze. Córeczka Kasi, Mia, w złotej sukieneczce do ziemi. Świadkami byli Maciej Zień, ojciec chrzestny związku Kasi i Piotra, i Sylwia Diakowska, agentka i najbliższa przyjaciółka Piotra. Kiedy nowożeńcy wypowiadali słowa przysięgi, oboje mieli łzy w oczach. Mszę odprawiał przyjaciel Piotra, ksiądz Wojciech. Po ceremonii spontanicznie zaprosił wszystkich na skromny poczęstunek. Wystawił na stół to, co miał w domu. Był kapuśniak z wielkiego garnka i wiejski chleb. Żółty ser i jabłka. Później w domu u przyjaciół wypili szampana. Było intymnie, rodzinnie, mistycznie.
Uniknęli paparazzich.

***
Nie wiem, jakim cudem udaje mi się namówić Kasię i Piotra na rozmowę. Próbuję długo. W końcu dostaję zaproszenie do teatru IMKA na przedstawienie „Dzienniki Gombrowicza”. Piotr mówi przez telefon: „Porozmawiamy po spektaklu”. Siedzę więc w pierwszym rzędzie i obserwuję go na scenie. Później wyjaśni mi, dlaczego tak nie lubi mówić o sobie. Aktor powinien być tajemniczy. Żeby widz mógł spojrzeć wiarygodnie na jakąś postać, lepiej, gdy niewiele wie o aktorze, który ją kreuje. Przez lata konsekwentnie trzymał się tej zasady. Marzenie dziennikarzy: Adamczyk opowie o kobietach, pokaże się z narzeczoną, choćby z mamą. Nic z tego. Mur.

Czasem jakieś zdanie, jakaś myśl, że marzy o rodzinie, że chciałby mieć kilkoro dzieci. Ale wszystko zawsze na poziomie abstrakcji.

Po spektaklu siadamy we troje w sali prób. Ciemno, nie możemy znaleźć, gdzie włącza się światło. Jedyny punkt zaczepienia w tej rozmowie, żeby raz i na zawsze uciąć internetowe plotki. Właśnie dwa tygodnie wcześniej Kasia i Piotr po raz pierwszy oficjalnie pokazali się razem na gali wręczenia Feliksów Warszawskich. Rozpętało się piekło. „Adamczyk ma nową miłość?”. „Kim jest dziewczyna Adamczyka?”. „Paryski romans Adamczyka”. „Jak naprawdę nazywa się dziewczyna Papieża?”.

Kate Rozz: „Do tej pory żyłam spokojnie. Moje życie przy Piotrze przewróciło się o 180 stopni. Spodziewałam się burzy, ale nie aż takiej”.

Kolejne spotkanie dwa tygodnie później w mieszkaniu Piotra w centrum Warszawy. Akurat tego dnia jest premiera „Listów do M.”. Ustalamy, że najpierw porozmawiam z Piotrem, potem z Kasią. Decydują, że Piotr idzie do kina sam, my z Kasią zostajemy. Zanim wyjdzie, Kasia doszywa mu guzik do płaszcza i żegna się czule. Po premierze portale piszą: „Adamczyk sam. Koniec miłości”, „Przelotna miłość Adamczyka”. I „Gdzie jest Kate?”.

Rozmowa z Piotrem jest trudna. Trzy razy zastanawia się, że może jednak nie. Ja żałuję, że przyjechałam samochodem, bo może łatwiej by poszło przy butelce wina. Albo dwóch. Co chwila słyszę: „To brzmi banalnie”, „Jakie to trudne tak publicznie zwierzać się ze swoich uczuć!”. I prośba: „Mówmy tylko o Kasi”. Z Kasią łatwiej, choć też co chwila słyszę: „Tego nie pisz!”, „To tylko dla ciebie”. „To także takie »nasze«. Zapomnij”.

Następnego dnia jemy kolację w Paryżu. Paryż daje dystans. Są mniej spięci, szczęśliwi, paparazzi nie siedzą im na głowie. Jest połowa listopada, w Paryżu ciepło, zdjęcia robi zaprzyjaźniony z Piotrem Robert Wolański. Pierwszy dzień zdjęć idzie trudno, potem rozkręca ich paryskie słońce.

Z Paryżem wiążą to, co najpiękniejsze. Wynajmują nieduże mieszkanie w uroczej dzielnicy przy parku Monceau, gdzie wspólnie biegają, a Piotr przygotowuje się do kolejnego triathlonu. Celebrują poranki, gdy mogą być tylko we dwoje. Spacery z dziećmi nad Sekwaną. Zapach paryskich bułek w piekarni na rogu i zapach owoców z pobliskiego targu. Tu zawsze są szczęśliwi, tu nikt ich nie ściga.

Tu Piotr oświadczył się Kasi.

***
Ludzie spotykają się w różnym miejscu i czasie. Mijają, przechodzą. Czasem nic z tego nie wynika. Czasem wynika wszystko.

Długo szli do siebie. Przypadkowe spotkania, zbiegi okoliczności.

W czerwcu, prawie rok po zdjęciach próbnych do „Mannerheima”, wpadają na siebie na festiwalu w Gdyni. Ona razem z Maciejem Zieniem stylizuje gwiazdy na festiwalową galę, on przychodzi do garderoby zmierzyć garnitur.

Ona go pyta o losy filmu Harlina, on z początku jej nie pamięta. Film zresztą nie dochodzi do skutku.

Wymieniają się telefonami. Ale każde z nich ma wtedy swoje sprawy i swoje życie. Pół roku później Kasia wysyła Piotrowi noworocznego SMS-a z Tajlandii, gdzie jedzie sama wyciszyć się i uspokoić. Jej małżeństwo z francuskim pisarzem i biznesmenem Jeanem-Manuelem Rozanem dobiegło końca. Chce przemyśleć swoje życie. Pisze do przyjaciół piękne wiadomości z życzeniami. Piotrowi tylko: „Życzę Ci zdrowia i szczerości z samym sobą. K.”. Piotr nie wie, od kogo ten SMS, po drodze zmienił komórkę, nie przepisał listy adresowej.

Nie odpisuje.

Ale kilka miesięcy później, gdy jego życie się zmienia, prosi Maćka Zienia o telefon do Kasi. Potem powie, że bronił się przed myślą o niej. „Poznałem wiele pięknych kobiet, które robiły na mnie wrażenie. To było jednak coś więcej”. Rozmawiają tygodniami. Ona w Paryżu, on w rozjazdach, na planach, zdjęciach. Cudem udaje im się ustalić termin spotkania. Jest 12 czerwca 2011. Zobaczą się w mieszkaniu Piotra, przegadają całą noc.
I już się nie rozstaną.

***
Kate Rozz: „Czasami czujemy się, jakbyśmy mieli po 18 lat”.
Piotr Adamczyk: „Teraz już mnie nic nie denerwuje, bo jestem szczęśliwy. Uspokoiłem się, robię to, co naprawdę czuję. Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że warto walczyć z wiatrakami, dziś po prostu szkoda mi na to czasu. Mój świat to dziś Kasia i dzieci”.

Nie zastanawiali się, nie wyliczali przeszkód. A było ich wiele. Ona mieszka w Paryżu, on w Warszawie. Ona po rozwodzie, z dwójką dzieci, on jeden z najpopularniejszych aktorów swojego pokolenia, śledzony przez paparazzich. Ale nic nie ma znaczenia.

Wchodzą w tę miłość bez strachu, jaki często towarzyszy ludziom z przeszłością i po przejściach. Postanawiają jedno: na tyle, na ile będzie to możliwe, nie będą się rozstawać. Krążą więc między Warszawą a Paryżem, uczą się życia w drodze.

Piotr Adamczyk: „Mieliśmy pojechać razem do Nowego Jorku. Kasia spędziła tam trochę czasu, chciałem poznać jej przyjaciół. Wszystko było przygotowane, ale stanąłem przed dylematem, że zaczynają się próby do nowego spektaklu i jeśli nie odbędą się w tym czasie, spektakl nie powstanie. Zrezygnowałem więc z tego wyjazdu z bolesną świadomością, że 10 dni nie będziemy razem. I ta rozłąka na tyle obrzydziła mi próby, że w konsekwencji wycofałem się z tego spektaklu. Kasia zadzwoniła: »Nie martw się, wysyłam ci przesyłkę, która poprawi ci humor. Przyniesie ją przyjaciółka«. Oczekiwałem tej przesyłki. Koleżanka przyniosła walizkę, podziękowałem za dostarczenie. Wnoszę ją na górę, a pod drzwiami stoi Kasia, która przyleciała, żeby spędzić ze mną 10 godzin, bo potem miała powrotny samolot i dalej swoje zajęcia i obowiązki. Zwariowałem ze szczęścia. Ona jest nieprzewidywalna i niesamowita”.

Piotr o Kasi mógłby mówić godzinami. „Odkrywałem ją małymi krokami, wciąż ją odkrywam i pewnie będę odkrywał do końca życia”.

Więc po pierwsze, Kasia to kobieta renesansu. Za co się nie zabierze, staje się w tym mistrzynią. Gotuje lepiej niż Nigella Lawson, po francusku mówi tak, że nawet Francuzi nie poznają, że nie jest rodowitą Francuzką. O koniach wie wszystko, doskonale jeździ konno. Zaczęła, mając osiem lat. Zdobywała pierwsze miejsca na międzynarodowych konkursach w skokach. Nie wyobraża sobie życia bez jeździectwa, choć po kilku poważnych upadkach z konia przeszła szereg skomplikowanych i bolesnych operacji.

Ciągle ma apetyt na życie. Gdy dowiedziała się, że Piotr chce wziąć udział w triathlonie, choć bała się wody, zapisała się na lekcje pływania, by przełamać swój strach i razem z nim wystartować w aquathlonie. Codziennie chodziła na basen, a potem w słonej, zimnej wodzie w Zatoce Gdańskiej przepłynęła półtora kilometra.

I to, co najważniejsze. Piotr: „Zakochałem się w jej wielkim sercu. Nie od razu powiedziała mi, że choć jest rozwódką, adoptowała chłopca z domu dziecka. Że od lat wspomaga mieszkające tam dzieci. Organizuje im wakacje i prezenty świąteczne. Że pracowała z dziećmi chorymi na AIDS, ratowała zwierzęta przed głodową śmiercią. Imponuje mi każdego dnia”.

***
Kim jest więc Kate Rozz? Gazety już same napisały jej życiorys. Spekulując, czy „Rozz” to pseudonim, czy zmienione imię i nazwisko.

Kate Rozz: „Po kilku latach w Paryżu, gdy w każdym urzędzie źle wymawiano moje imię, zdecydowałam się na zmianę na łatwiejsze imię, nazwisko, skrócone po byłym mężu”.

O sobie mówi, że przede wszystkim nie boi się życia.
Urodziła się w Białymstoku. Rodzice rozstali się, kiedy miała sześć lat. Tata Kasi, Artur, był muzykiem. Do czasu, gdy się wyprowadził, zasypiała przy pianinie. Kontakt złapała z nim po latach, w zasadzie na chwilę przed tym, jak zginął w wypadku samochodowym. Mamie w wychowywaniu pomagał dziadek, adwokat – zastąpił Kasi tatę. Był wielkim wsparciem, prowadził na lekcje gry na fortepianie, na naukę języków i śpiewu. Ale też wymógł na niej, by porzuciła marzenia o łódzkiej Filmówce i poszła na prawo. Mówił: „Zostań notariuszem czy adwokatem, masz wyrobione nazwisko”. Kasia zdaje więc na uniwersytet w Białymstoku, ale dwa lata później rzuca studia. W tamtym czasie wyjeżdża do Paryża i na kolacji przypadkiem poznaje swojego przyszłego męża Jeana-Manuela Rozana. Łączy ich nieprawdopodobna pasja do koni. Kasia z szacunkiem mówi o byłym mężu: „Inteligentny człowiek, pisze książki: jedną o polityce, drugą o finansach, teraz wydaje trzecią. Zwiedził świat, ma niesamowite kontakty. Jest wrażliwym, cudownym ojcem dla naszej córeczki Mii”.

Kasia z oporami wchodzi w tę znajomość, ale akurat przechodzi ciężką chorobę, Jean-Manuel przyjeżdża do Polski zaopiekować się nią. Pobierają się w 2002 roku. Szybki cywilny ślub. Kasia przenosi się do Paryża. Przez pięć lat małżeństwo kwitnie, potem oboje dostrzegają, że ich drogi się rozchodzą. Nie pomaga próba ratowania związku. Kasia bierze córkę i wychodzi z domu. Wynajmuje mieszkanie w Paryżu i zaczyna życie na własną rękę.
Kasia: „Dlaczego zostałam? Chciałam, żeby moja córka miała oboje rodziców”.

Rok wcześniej zaczyna naukę w paryskiej filii szkoły aktorskiej Johna Strasberga i gra jedną z głównych ról w filmie Jeana Louisa Daniela „Shanghai Belle”. Po rozstaniu z mężem razem z córką leci do Nowego Jorku, by kontynuować studia. Szkołę kończy z dyplomem i dostaje rolę w sztuce „Prisoner of Second Avenue” na Broadwayu. Zaczyna poważnie marzyć o aktorstwie.

Ale w tamtym czasie już poznaje Piotra.

***
Jan Kreczmar, wybitny aktor i pedagog, powtarzał swoim studentom aktorom, że jeśli mężczyzna chce coś zrobić w tym zawodzie, musi sobie dać spokój z małżeństwem i rodziną przynajmniej do czterdziestki.

Dwudziestego pierwszego marca tego roku Piotr skończy 40 lat. W prezencie od losu dostał Kasię, małżeństwo i dwoje dzieci. Czy się bał?

Kasia: „Kiedy Piotr zadzwonił do mnie pierwszy raz z propozycją spotkania, nie widzieliśmy się od roku. Spytał, czy coś się w moim życiu zmieniło. Powiedziałam mu, że mam drugie dziecko. W słuchawce zapadła cisza. Potem mi powiedział, że przez chwilę pomyślał, że związałam się z kimś, jestem w ciąży, że już właściwie »pozamiatane«, więc po co dzwoni. A ja mu wyjaśniłam, że moje drugie dziecko ma cztery lata i jest chłopczykiem z domu dziecka. I że zmieniłam mu imię na Shaanti, by mógł zacząć od nowa”.

Shaantiego zobaczyła mama Kasi w Wigilię Bożego Narodzenia 2009 roku. Stał na korytarzu w domu dziecka i rozdzierająco płakał. Więc zabrała go na święta do domu. Tego roku wiele czasu spędzał z Kasią, jej mamą i rodziną. Rok później znów zasiadł z nimi przy wigilijnym stole.

Kate Rozz: „Wtedy postanowiłam, że go zaadoptuję. A moja córeczka Mia zapytała: »Czemu on nie zostanie z nami i nie będzie moim bratem?«. Pomyślałam: Dam radę. Muszę”.

Proces adopcyjny rozpoczęła na początku roku, w lutym dostała zgodę, by Shaanti mógł przebywać razem z nią, we wrześniu proces oficjalnie się zakończył. A wtedy Kasia była już z Piotrem.

Kate Rozz: „Godzinami tkwiłam w ośrodku adopcyjnym na testach, Piotr siedział pod ośrodkiem. Pisał: »Kocham Cię. Podziwiam«”.

Listopad, Paryż, wspólny spacer. Shaanti patrzy na Piotra i pyta: „Czy możesz zostać moim tatą?”.
Piotr nie ukrywa wzruszenia. Chwilę później pyta Kasię: „Czy zostaniesz moją żoną?”.

Ślub Kasi i Piotra był jednocześnie dniem chrzcin Shaantiego. W Kościele katolickim to dzień Chrztu Pańskiego.

***
Warszawskie mieszkanie Piotra można określić „mieszkaniem ludzi w drodze”. Na środku głównego pokoju stoją otwarte walizki, pod ścianą sterty gazet, porozrzucane papiery. Tonie w książkach. Stare meble w jakiś sposób dodają mu powagi. Kupił to mieszkanie wiele lat temu, gdy był jeszcze początkującym aktorem i bank nie chciał udzielić mu kredytu. Tylko zbieg okoliczności sprawił, że został szczęśliwym posiadaczem 70 metrów w pięknej, starej kamienicy z trzeszczącą windą i drewnianymi parkietami. Z oknami wychodzącymi na „dachy Warszawy”. Ale czy przemieszkał dużo w tym domu? Ciągle w podróży, między planami, spotkaniami, pokazami. Na pytanie: „Gdzie jest twój dom?”, odpowiadał: „Tam, gdzie rozpakuję walizki”. I dodawał: „Jakie to ma znaczenie, gdzie mieszkam? Rzym, Paryż, Lizbona. Grałem kiedyś na Syberii i też miałem poczucie, że tam mogę stworzyć swój świat”.

Teraz rozpakowuje walizkę tam, gdzie jest Kasia.

„A gdybyś jej nie spotkał?”, pytam. Uśmiecha się. „Spotkałbym. Na pewno”.

Tekst Katarzyna Przybyszewska
Zdjęcia Robert Wolański
Stylizacja Jola Czaja
Asystentka Magda Smus
Makijaż i fryzury Paweł Bik
Produkcja Elżbieta Czaja, Paweł Walicki

Więcej na temat Kate Rozz Piotr Adamczyk
Przeładuj

Wojewódzki w "Idolu" nazwał ją "Pączkiem". Dziś Nina Cieślińska pracuje w telewizji i wygląda jak zupełnie inna osoba

zobacz 00:48