Katarzyna Skrzynecka, Marcin Łopucki
Michał Dembiński
Tylko u nas

Katarzyna Skrzynecka i Marcin Łopucki - Ich greckie wesele

Katarzyna Skrzynecka, Marcin Łopucki
Michał Dembiński

Gorąca czerwcowa noc. Kasia wraca do domu z koncertu na drugim końcu Polski. Pada ze zmęczenia. Mocna kawa, by nie zasnąć za kierownicą. Właściwie po kilkunastu godzinach ciężkiej pracy powinna przenocować w hotelu. Ale zawsze powtarzała: „Trzeba Bogu dziękować za każdą szczęśliwą chwilę w domu, w którym czeka na ciebie spokój, miłość i ciepło najbliższej osoby”. Pomimo wielu zawirowań losu w ostatnich latach jej życia nie zmieniła zdania i nie straciła wiary w siłę tych wartości. Pasmo smutku i rozczarowań już za nią. Życie stało się znów pełne energii i marzeń. W domu czeka na nią on. Mężczyzna pełen miłości dla niej, o którym jeszcze niedawno nie odważyłaby się powiedzieć: „To ten, z którym chcę przeżyć życie”. W szczęściu i nieszczęściu, w zdrowiu i w chorobie, jak mówi przysięga małżeńska. Marcin już śpi, do niego przytulony pies, ale na stole czeka puchar deseru ze świeżych truskawek z karteczką: „Smacznego, Kochanie, kocham Cię”.

***

Kiedy była małą dziewczynką, tak właśnie wyobrażała sobie szczęście. Mama, tata, dom, pies. Uśmiech i opiekuńczość. Jej rodzicom udało się przecież stworzyć wspaniałą rodzinę. „Od dzieciństwa uczyli mnie miłości i słonecznego patrzenia na świat. To rodzicom zawdzięczam, kim dziś jestem”, mówi Kasia. Państwo Skrzyneccy przeżyli jako szczęśliwe małżeństwo 40 lat. Ponad rok temu ciężka choroba, z którą nie udało się wygrać, zabrała mamę Kasi. „Zabrała mamę, ale nie zabrała miłości”, mówi jej tata.

Mając takie wzorce w domu, jednym z najważniejszych marzeń Kasi było „stworzyć własną rodzinę i mieć jedno jedyne szczęśliwe małżeństwo na całe życie”. Niestety, nie było jej to dane… Jej małżeństwo z pierwszym mężem kończy się po trzech latach. Inna kobieta bez skrupułów rozbije jej rodzinę. Kasia ze smutnym sceptycyzmem podsumowała tę kolej rzeczy: „Nawet gdyby jakakolwiek kobieta próbowała rozbijać cudze małżeństwo – prawdziwie kochający mąż byłby na takie umizgi odporny jak skała”. Ciężko się z tym pogodzić, ale małżonkowie rozstają się z klasą. Zachowują dla siebie życzliwość do dziś. I wzajemny szacunek do wspólnie przeżytego czasu.

Niestety, tego zadania prasa bulwarowa im nie ułatwiała. Co dzień przynosiła kolejne „rewelacje” na ich temat. Śledziła każdy krok Kasi. Czego wścibscy dziennikarze się nie dopatrzyli, wymyślali od siebie, by był jakikolwiek posmak skandalu. To wtedy Kasia postanowiła, że już więcej nie będzie tak otwarta. Nigdy wcześniej nie unikała dziennikarzy. Szczerze rozmawiała na wiele tematów. „Dziś mimo woli stajemy się coraz bardziej hermetyczni. Zmusza nas do tego rosnąca agresja w mediach i w społeczeństwie. Wścibstwo do granic absurdu i oceany jadu przelewane w tabloidowej prasie oraz na rynsztokowych forach internetowych. Byle zdeprecjonować i wyszydzić wszystko i wszystkich!”, mówi.

***

Dziś już nie pamiętają, kiedy spotkali się z Marcinem po raz pierwszy. Mają nawet wrażenie, że byli razem od zawsze. Przez dobrych kilka lat byli kolegami, przyjaciółmi, tuż obok. Na wyciągnięcie ręki. Zawsze dla siebie serdeczni, oddani. Razem z przyjaciółmi jeździli na narty. I swobodnie czuli się w swoim towarzystwie. Lubili te same rzeczy. Sport, dobrą kuchnię, kubańską muzykę i święty spokój domowego zacisza. Jednak długo bronili się przed spojrzeniem na siebie jak mężczyzna i kobieta.

Owszem, Marcin dziś przyznaje, że był Kasią oczarowany. „Piękna, zmysłowa kobieta. Gwiazda, spełniona zawodowo, symbol kobiecości i seksapilu, marzenie mężczyzn. A przy tym taka normalna. Ciepła, szczera i opiekuńcza”. Ona ceniła go za sportową pasję, mężny charakter w dążeniu do kolejnych medali, wielki życiowy spokój i oddanie rodzinie. Dziś można dodać do tego niezwykłą zmysłowość, wyłączną – jedynie dla swojej kobiety. Nie sposób tego nie zauważyć, patrząc na nich z boku.

Nigdy wcześniej nie był żonaty. Miał 21 lat, kiedy z młodzieńczej miłości urodziły się jego dzieci, bliźniaki – Dawid i Paula. Drogi zakochanych rozeszły się, ale dzieci (wówczas niespełna roczne) zostały z Marcinem. Dziś mają prawie 15 lat, są wspaniale wychowanymi, uczuciowymi młodymi ludźmi. Ich tato zdał egzamin w roli ojca pod każdym względem. Nie stracili wiary w dom, w miłość. Nie mają garbu, który będą musieli dźwigać do końca życia. Marcinowi było chwilami bardzo ciężko. Ale się nie poddał.

***

Jakkolwiek...
„Przez dobrych parę lat życiowych doświadczeń traciłem już wiarę, że poznam jeszcze kobietę, która potrafi łączyć w sobie urodę, kobiecą zmysłowość, a jednocześnie potrafi być wiernym przyjacielem, kochać ognisko domowe i moje dzieci”, mówi Marcin. Z racji swojego zawodu – zawodnika i trenera sportowego – często odbierany jest przez kobiety i komplementowany w sposób bardzo zewnętrzny: admirują jego sportową sylwetkę, wypracowaną rzeźbę ciała i południową urodę. Sam przyznaje, że ma do tego chłodny dystans i unika takich kobiet, jako uosobienia próżności i materializmu.

Kasia i Marcin – oboje atrakcyjni, pożądani przez płeć przeciwną, co krok otrzymujący na swej drodze „romansowe” propozycje – mogliby wieść nieustanny żywot błękitnych ptaków i spijać samą śmietankę życia. Jednak, wbrew stereotypom, właśnie takich dwoje ludzi najmocniej pragnie normalnej, szczęśliwej rodziny, monogamii i życia wedle romantycznych ideałów. Oboje jedynacy, z udanych, kochających się rodzin, wciąż szukali domu, gdzie codzienność będzie największą radością.

***

W słowniku języka polskiego jest tylko jedno słowo – „miłość”, na określenie uczucia, jakie może połączyć kobietę i mężczyznę. A przecież istnieje tyle rodzajów miłości. Może tyle, ile jest par? Bo przecież każdy czuje, że spotkało go coś wyjątkowego. Jak zdefiniować miłość, która połączyła ją i Marcina?

Nigdy nie wierzyłem, że będziemy szczęśliwymi, kochającymi się ludźmi. Ja po prostu WIEDZIAŁEM, że tak będzie, i koniec! Im bardziej poznawałem Kasię, tym mocniej byłem pewien, że to jest ta kobieta, na którą czekałem tyle lat! – mówi Marcin z pasją w oczach. – Pogodna, o błyskotliwym poczuciu humoru, emanuje słońcem i uśmiechem na otoczenie, jak akumulator dla innych ludzi”.  Nie wiedział tylko, czy uda mu się wyleczyć ją z niewiary i sceptycyzmu nabytych po życiowych porażkach. Ostatecznie barierę wątpliwości przełamały najcięższe miesiące w życiu Kasi: gorycz rozpadu małżeństwa, a przede wszystkim tragiczna choroba i śmierć matki. Nie wie, jak przetrwałaby tamte dni, gdyby nie Marcin, który wciąż był blisko. Nigdy się nie narzucał. Po prostu był. Zbyt dobrze sam wiedział, jak to jest, gdy całe życie wali się człowiekowi na głowę. Gdy rano nie ma siły wstać, a co dopiero załatwiać tysiące spraw, które codziennie przynosi życie. A jej przecież było jeszcze ciężej. „Nikt, kto nie był aktorem, nie zdaje sobie sprawy, jak to jest wychodzić na scenę, uśmiechać się do ludzi, grać radosną komedię, tańczyć, śpiewać, gdy w środku wszystko wypala się do zgliszczy, drży
i płacze, pęka serce... Nie móc sobie pozwolić na chwile słabości”, mówi Kasia.

***

Kiedy zaczęła rodzić się bliskość między nimi? „Nie było takiego dnia, momentu. Przyjaźń, która nas łączyła od lat, nieśmiało zaczęła zmieniać się w coś więcej”, twierdzi Marcin. Ona zawsze uważała go za bardzo przystojnego mężczyznę. Ale uraz po rozbitym małżeństwie był jednak zbyt mocny, rany zbyt świeże, by myśleć o kolejnym związku. „Nie, nie, to nie ma sensu. Ile razy można zaczynać od nowa? A co będzie, jeśli znów nie wyjdzie? Czas wprawdzie leczy rany, ale ile rozstań może wytrzymać ludzkie serce? Ile razy wierzyć, kochać, śnić, marzyć, a potem budzić się z tego snu z poczuciem kolejnej klęski?”.

To raczej nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Może od setnego? Może tysięcznego? W takiej sytuacji jeszcze trudniej decydować o wspólnym życiu. Rozsądek bierze górę. Pokazuje różne scenariusze wydarzeń. Zachęca do zimnej kalkulacji zysków i strat, które przyjdą w razie kolejnej porażki. Tym razem nie chodziło przecież już tylko o nich. Chodziło też o szczęście dzieci Marcina. Od początku miały z Kasią świetny kontakt i głęboką więź. Jeszcze wtedy, gdy ich tata i ona nawet nie myśleli o byciu razem.

***

„Zawsze w życiu wiedziałam, jak mocno trzeba doceniać i cieszyć się każdą szczęśliwie przeżytą chwilą, każdym drobiazgiem. Ale po śmierci mojej mamy tym mocniej doświadczyłam, jak krótkie i kruche może być nasze życie. Jak łatwo i szybko tracimy najbliższych”. Samotność była w tych okolicznościach nie do zniesienia. W takich chwilach był wciąż przy niej –  bladej, zmęczonej, spłakanej –  nie kto inny, jak właśnie Marcin. Zamieszkali razem.

Marcin zawsze był optymistą. „Gdybym nie wierzył, że się uda, nigdy bym nie próbował. Nie można z góry zakładać porażki”, uważa. Tak wiele przecież zależy od ludzi. Czy chcą być razem naprawdę? Czy chcę podjąć wysiłek? A nie ma lepszego sprawdzianu dla uczuć niż wtedy, gdy trafia się pod wspólny dach i każda wada wychodzi na jaw. Niczego nie da się ukryć pod warstwą dobrego wychowania, szminki i pudru.

***

Był ciepły czerwcowy dzień, rok temu na Helu. Przyjechali tu tylko na trzy dni. Służbowo – na festiwal. Plaże, które za chwilę wypełnią się turystami po brzegi, wciąż były puste. Na długim, romantycznym spacerze z psem, wzdłuż pustej plaży, Marcin zaskoczył ukochaną piękną niespodzianką: wydostał z kieszeni pudełeczko z pierścionkiem z okazałym brylantem, uklęknął i poprosił o rękę. „Nie wiem, kto miał w oczach więcej łez wzruszenia – ja czy Marcin”, wspomina ciepło Kasia. Marcin dodaje: „I w tej samej podniosłej chwili nasz utytłany w morskiej wodzie i piasku, jak kotlet panierowany, pies radośnie otrzepał się na nas, obtrzaskując nas błotem od stóp do głów! – ot, cała kwintesencja tego, jak spontaniczni jesteśmy na co dzień”.

Kolorowa prasa dywagowała na temat ich zaręczyn, ale akurat zupełnie nie w terminie, gdy to faktycznie miało miejsce. Nie życzyli sobie informowania o tym w mediach, by niczego nie zapeszyć.

„Naszym marzeniem było także, by uroczystość naszego ślubu celebrować wyłącznie w ścisłym gronie rodziny i przyjaciół. Elegancko i uroczyście, ale bez wcześniejszego rozgłosu i żeru dla plotkarskich gazetek”.

***

Oboje marzyli, by pobrać się na wyspach Grecji. Marcin bywał tam już wielokrotnie przed poznaniem Kasi. Ona także od lat uciekała na Kretę, do swej ulubionej cichej zatoki. Potem jeździli już wspólnie. „Grecja jest naszą ucieczką, azylem, bogactwem natury, krajobrazu, imponującą perłą historii i starożytnej kultury. Uwielbiamy Greków, którzy są serdeczni, ciepli i tak jak my cenią rodzinne wartości. Oboje przepadamy też za grecką kuchnią”.

Ale jak zawieźć tam najbliższych? To przecież kosztowałoby fortunę. A przecież czym byłby ślub bez nich. Można jednak wprowadzić greckie elementy do polskiego obrządku. Marcin zamówił i kupił obrączki z motywami meandrów w Grecji. Ten sam ornament haftowany perłami pojawia się na sukni Kasi projektu Teresy Rosati. Meandry wysadzane perłami to także ślubna bransoleta zaprojektowana i wykonana w srebrze przez plastyka, specjalnie dla Kasi.

***

Dlaczego jednak meander, jeden z najpopularniejszych ornamentów w starożytnej Grecji, a nie na przykład laur? „Bo to nie tylko symbol meandrów i poplątania życiowych szlaków, które połączyliśmy w jedną ścieżkę, ale przede wszystkim starożytny symbol miłości nieskończonej!”,  mówią zgodnie oboje. Ich szlak na razie zaprowadził na ślubny kobierzec. Ale kto wie, jakie jeszcze szykuje niespodzianki. Oby już same szczęśliwe!

Tekst Magda Łuków
Zdjęcia Michał Dembiński
Makijaż i Fryzury  Gosia Urbańska
Produkcja sesji Anna Wierzbicka

Przeładuj

Te gwiazdy zainwestowały w swoje zęby! Kiedyś nie uśmiechały się tak chętnie: Pazura, Piaseczny, Lewandowska...

zobacz 01:22