Jolanta Kwaśniewska
MATEUSZ STANKIEWICZ/AF PHOTO
Trochę mody, trochę polityki

Jolanta Kwaśniewska - Tajemnice szafy pierwszej damy

Jolanta Kwaśniewska
MATEUSZ STANKIEWICZ/AF PHOTO

– Gdy w kilka miesięcy po tym, jak została Pani Pierwszą Damą, spytałam: „Czego Pani brakuje, za czym tęskni?”, usłyszałam: „Za dżinsami, które ma pani na sobie, bo mnie nie wypada”. I za prowadzeniem samochodu.
Jolanta Kwaśniewska:
Prawda, prawda... O dżinsach w sytuacjach oficjalnych mowy nie było. Chodziłam w nich jedynie po drugim piętrze Pałacu Prezydenckiego, w prywatnych apartamentach. Pałac w kształcie litery „U” funkcjonował tak, że w głównym korpusie urzędował pan prezydent, w jednym skrzydle między innymi moja fundacja, w drugim – gabinet Aleksandry Jacoby, dyrektor protokołu. Często kursowałam między piętrami klatką schodową prowadzącą do naszego apartamentu od najmniej uczęszczanej strony. Kiedyś w dżinsach, sweterku i balerinkach przyszłam do pani dyrektor i natknęłam się na Władysława Szpilmana, którego mój mąż tego dnia odznaczał, w towarzystwie żony Haliny oraz Ireny Santor. Z Ireną Santor przywitałam się serdecznie, na co pan Szpilman zareagował: „A ja panią skądś znam! Wiem, oglądałem! Pani jest tą znaną piosenkarką!”. Tak się kończy bieganie po Pałacu w wersji „nieformalnej”.

– Jako Pierwsza Dama reprezentująca kraj, z którą utożsamiają się Polki i z której chcą być dumne, musiała Pani zmienić swój image. Trudno było przełamać własny styl w imię „wyższych celów”?
Jolanta Kwaśniewska:
Oczywiście! Przecież żadna z nas nie ma w swojej szafie kapeluszy, toreb i rękawiczek we wszystkich odcieniach ani ubrań na każdy dzień i każdą okazję. Na szczęście zawsze byłam zwolenniczką sportowej klasyki, z naciskiem na klasykę, ale początki były trudne! Pamiętajmy przecież, że to było 15 lat temu. Kupno pantofli w kolorze écru graniczyło z cudem, doradców ani stylistów nie miałam. Ludzie są przekonani, że to państwo ubiera Pierwszą Damę, a to bzdura. Gdyby nie kilka przyjaciółek, wspaniałych kobiet, które pomagały mi w zdobyciu różnych dodatków,  nie wiem, co by było. Dzięki Teresie Rosati i Malinie Sobiech z Cateriny oraz jej mistrzyniom kroju i szycia znacznie łatwiej było mi poruszać się w świecie mody. Raz wzięta miara pozwoliła mi na szycie strojów „przez telefon”. Po kilku latach pojawiła się też Ewa Minge. Gdy teraz patrzę na niektóre moje kreacje i fryzury, uśmiecham się. Ale taka była moda! Każda z nas ma podobne zdjęcia w swoich albumach. Inna rzecz, że na tle innych ówczesnych Pierwszych Dam – Bernadette Chirac czy Laury Bush, starszych ode mnie – musiałam się ubierać tak, aby porównanie dwóch siedzących koło siebie pań nie wypadało w oczywisty sposób korzystniej dla tej młodszej, eksponującej nogi, odkryte ramiona, plecy. To kwestia nie tylko dyplomacji, lecz także osobistej wrażliwości. Dziś nastąpiła pokoleniowa zmiana i panie Sarkozy, Cameron troszeczkę odmłodziły tę sferę, lecz nadal uważam, że nie wszystko wypada.

– Ale siłą rzeczy porównania są nieuniknione, jak wtedy, gdy podczas wizyty Clintonów w Polsce Pani i Hillary Clinton stanęłyście obok siebie w jasnych, krótkich kostiumikach. Przypomniało mi się zdanie z książki „Lekcja stylu”: „Strój ma maskować mankamenty, odsłaniać atuty”.
Jolanta Kwaśniewska:
Potem Hillary częściej nosiła żakiety ze spodniami, znacznie dla niej korzystniejsze. Tyle że to kwestia nie tylko ubioru, także tego, jak stoimy. Każdy ortopeda powie pani, że powinno się stać na szeroko rozstawionych nogach, ze stopami nieco zwróconymi do środka. Wygląda się nieciekawie, ale najdłużej można wytrzymać bez ruchu. Ja w każdej oficjalnej sytuacji staję jak żołnierz na warcie, co niestety, nie jest dobre dla kręgosłupa. Wracając do pytania o zmianę stylu i dopasowanie do roli, to przez 10 lat ani razu nie pozwoliłam sobie na epatowanie ekstrawagancją typu odsłonięte plecy czy zbyt głęboki dekolt.

– A za krótka spódniczka podczas pierwszej wizyty na najwyższym szczeblu –  królowej Elżbiety w Warszawie?
Jolanta Kwaśniewska:
To była gotowa kreacja Gai Mattiolo i oryginalna długość spódnicy! Proporcjonalna zresztą do mojej figury i rozmiaru garderoby 36. Słusznie pani przypomniała, to była pierwsza oficjalna wizyta na takim szczeblu, szybko wyciągnęłam wnioski i zaczęłam szyć w Caterinie między innymi po to, by wydłużać spódnice. A przy okazji, Madeleine Albright, która mogłaby być moją mamą, do tej pory – nie przejmując się żadnymi opiniami – nosi spódnice dokładnie takiej długości jak ja w marcu 1996 roku. Siada na podwyższeniu, zakłada nogę na nogę i... dobrze się z tym czuje. Ilekroć się z nią spotykam – a ostatnio byłyśmy na sympatycznym obiedzie w cztery oczy – ubiera się tak samo. Ma na tyle młodzieńczą osobowość, że to nie razi.

– Choć trudno powiedzieć, że jest kobietą filigranową.
Jolanta Kwaśniewska:
Nie dajmy się zwariować! Należy stanąć przed lustrem ze swoim PESEL-em i z przyjaciółką, zacząć przymierzać różne rzeczy i wyciągać wnioski. Albo z własnym dzieckiem, jak ja to robię: „Oleńka, ta długość czy ta?”. Wtedy jest o wiele łatwiej. Znam moje mankamenty, wiem świetnie, jakiej długości spódnicy nie powinnam nosić. Dla mnie czasy podkasanej mini minęły bezpowrotnie, ale czasem w prywatnych sytuacjach do długich botków wkładam legginsy albo spódnicę. Gdy się o tym pamięta, to nawet jak ktoś nas przekonuje podczas zakupów, ekspedientki namawiają...

–  ...a potrafią wiele wcisnąć.
Jolanta Kwaśniewska:
Wszystko! Więc trzeba trochę rozwagi w tej kwestii, trzeba też pamiętać o podkreślaniu atutów, jak to robi pani Obama, która, mówiąc delikatnie, ma trudną figurę. Duża, mocno zbudowana kobieta, ale jej atutem jest wąska talia. Podkreśla ją, świetnie wygląda w sukienkach.

– Nie tylko od projektantów, także z sieciówek.
Jolanta Kwaśniewska:
Ja też niektóre doceniam. Ktoś mnie zobaczył w H&M: „Ojej, pani Kwaśniewska tutaj?”. A czemu nie? Na lato w H&M czy Reserved kupuję wygodne sportowe rzeczy, T-shirty, bluzy, lniane szerokie spodnie.

– Ukrywanie wad dotyczy także mężczyzn. Bo jest 12 typów kobiecej sylwetki, a cztery męskie, co wiem z Pani książek. Pisze Pani: „Zasady kamuflażu sprawdzają się nie tylko na polu walki”.
Jolanta Kwaśniewska:
Bo mój mężczyzna też świadczy o mnie. Ważne, abyśmy umiały pomóc w zamaskowaniu brzuszka, a nie podkreślać go dwurzędowym garniturem; przypilnowały, by krawat nie był ani za krótki, ani za długi – to popieram, jak najbardziej!

– Teresa Rosati mawia: „Być dobrze ubranym to ubranym stosownie do okoliczności”.
Jolanta Kwaśniewska:
Wie pani, ile razy widziałam w miejscach publicznych kobiety ubrane nieodpowiednio, bo wciąż niezbyt często ludzie w Polsce i na świecie czytają zaproszenia? „Black tie” oznacza duże wyjście, czyli mężczyznę w smokingu, kobietę z reguły w długiej sukni. Kiedyś w Los Angeles na wielką galę z formułą „black tie”, otwierającą sezon w operze, przyszło kilka młodych, lansujących się pań w mini, z gigantycznymi dekoltami z przodu i z tyłu.

– Musiały się czuć fatalnie, jak Bridget Jones w stroju króliczka na koktajlowym przyjęciu.
Jolanta Kwaśniewska:
Odniosłam wrażenie, że czuły się fantastycznie. Widać uskrzydlał je wzrok niektórych panów, a spojrzeniami pań się nie przejmowały. Do Białego Domu nie wejdzie nikt, kto jest ubrany niezgodnie z dress code’em. Towarzysząca nam fotoreporterka Luiza była ubrana w smoking z muszką.

– Co sądzi Pani o stylu Polek?  W ciągu kilkunastu lat się zmienił, urozmaicił, poprawił?
Jolanta Kwaśniewska:
Myślę, że w takim samym stopniu, jak mój własny styl. Polki wiedzą, że jak cię widzą, tak cię piszą, i przekładają to na praktykę. Cieszę się, że coraz więcej z nich docenia klasykę, pamiętając o zasadach. Czyli ubierają się do pracy jak do pracy, a na zabawę – jak na zabawę. Że coraz mniej pań nosi się tak jak w latach młodości, co Anglicy nazywają „yesterday’s woman” (kobieta dnia wczorajszego), a wiele docenia elegancję środka. Bo pamiętają o przeciwnym skrzydle, czyli awangardzie ze zwariowanych pokazów mody, która na ulicy czy w biurze po prostu ośmiesza.

– Przyswoiły sobie Pani hasło: „mała czarna stawia panów na baczność!”?
Jolanta Kwaśniewska:
Doceniły, zwłaszcza że czerń jest uniwersalna w wielu okolicznościach. Można ją urozmaicić dodatkami na wiele sposobów.

– Nic dziwnego, że apaszkę, szal i chustę nazwała Pani „agentem do zadań specjalnych”.
Jolanta Kwaśniewska:
Paszminę czy szal mam zawsze ze sobą, bez względu na podróż i okoliczności. Byliśmy kiedyś z mężem, i wyjątkowo z Olą, z oficjalną wizytą u królewskiej pary w Hiszpanii. Prognozy mówiły o dwudziestu kilku stopniach, tymczasem na miejscu było 10 stopni mniej. I w tym przypadku szale uratowały nam zdrowie. A apaszka czy chusta potrafią diametralnie zmienić skromny kostium, w którym idziemy do pracy, w coś odpowiedniego na wieczorne, koktajlowe spotkanie. Dlatego namawiam dziewczyny, by polowały w dobrych firmach na przeceny klasycznych dodatków. Kiedyś z dużym zdziwieniem na Fifth Avenue u Saxa zobaczyłam buty Chanel po 100 dolarów, choć, faktycznie, w rozmiarach 36 albo 41. 

– Wracając do stylu Polek, może jakieś konkrety ze świata rodzimej polityki?
Jolanta Kwaśniewska:
Z polskich parlamentarzystek świetnie się ubiera i prezentuje Joanna Mucha – bardzo ładna kobieta. Pięknie ubierała się Izunia Jaruga-Nowacka, z klasą, ale i sportowo, kobieco i nienudno. Lubiła fajne spodnie, płaskie buty, miała piękną sylwetkę, piękny uśmiech. Profesor Joannę Senyszyn podziwiam, fajna baba. Bardzo  odważne poglądy, więc odważnie się ubiera, odważnie dobiera dodatki, a nawet manikiur. Ma swój bardzo rozpoznawalny styl. Dobrze ubiera się też pani Ewa Kierzkowska, wicemarszałek Sejmu. Przyznam, że po 10 latach nie cierpię grzecznych mundurków. Jak ktoś mi na sesję przynosi kostiumik, nawet od Armaniego, mówię: „Nie gniewajcie się, ale wystarczy, dziękuję”. Wolę z filcowanej (gotowanej) wełny coś a la marynarka.

– Bywa Pani sentymentalna, przechowuje ciuchy latami, czy umie się z nimi rozstawać? W latach prezydentury wielekroć widziałam Panią w czarnym żakiecie z maleńkimi czerwonymi różyczkami.
Jolanta Kwaśniewska:
Gai Mattiolo, mam go do tej pory i nie oddam! Moje sentymentalne drobiazgi to piękny, biały gipiurowy kołnierz po mojej mamie i jej robione na szydełku rękawiczki bawełniane, które w przyszłości przekażę Oli. Miałam je na spotkaniu z Ojcem Świętym na Błoniach, o, tu jest to zdjęcie. To moje sentymenty. Zakupy na co dzień robię bardzo mądrze, ale jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że do mojego programu „Lekcja stylu” ubierają mnie styliści. Garderobę mam skompletowaną, a w niej evergreeny. Rzeczy ponadczasowe, doskonałe jakościowo zachowuję, bo moda wraca.

– Wraca, ale nigdy taka sama.
Jolanta Kwaśniewska:
To prawda. Dlatego trzeba się skupić na rzeczach bazowych doskonałej jakości, natomiast nowinki kupujemy w tanich sieciówkach, bo to stroje często na jeden sezon.

– To z czym się Pani rozstaje bez żalu?
Jolanta Kwaśniewska:
Gdy wyprowadzaliśmy się z Pałacu, naszym współpracownikom rozdałam większość moich rzeczy.

– Na wielkie wyjścia Pierwsze Damy powinny się umawiać, by nie było wpadek, choćby kolorystycznych? Są takie zwyczaje w wielkim świecie?
Jolanta Kwaśniewska:
Nie ma takich konsultacji, dlatego dwa razy zaistniały humorystyczne sytuacje w Pałacu Prezydenckim. Nazwałabym je „patriotyczne”... Podczas wizyty hiszpańskiej królowej Zofii oraz Laury Bush ja byłam na biało, one na czerwono albo na odwrót, więc nasze stroje ułożyły się w biało-czerwoną flagę. Tylko garnitury męskie są uniwersalne, stroje pań to zawsze wielka niewiadoma. Opowiem pewną anegdotę. Na wizytę królowej Elżbiety w Polsce, w marcu 1996 roku, przygotowałam dwie suknie bankietowe. Jedna – bogata, koronkowa, na którą krawcowe naszywały dziesiątki aplikacji przez dwie noce. I druga – ascetyczna jak grecka tunika, z szalem w kolorze kości słoniowej, w delikatne złote kwiaty. Ubrałam się w tę drugą, spokojną, ale tuż przed uroczystością coś nas tknęło i po telefonie do służb królowej okazało się, że kreacja Jej Wysokości ma kolor écru w wielkie złote kwiaty! W ostatniej chwili zmieniałam w pośpiechu suknię, a moje dziecko pomagało mi zapinać kilkadziesiąt guziczków, aż plątały nam się ręce.

– Odlotowym, szalonym propozycjom projektantów potrafiła się Pani oprzeć?
Jolanta Kwaśniewska:
W zasadzie tak. Kiedyś o mało padłabym ofiarą pomysłów (tylko raz!) Ewy Minge – projektantki szalonej, której wieczorowych, glamourowych kreacji jestem wielbicielką. Umówiłyśmy się, że na wizytę w Buckingham Palace uszyje mi płaszczyk ze stójką, z krótką, prostą sukienką pod spodem. Tymczasem Ewa wymyśliła sukienkę na cieniutkich ramiączkach z wielkimi kokardami, schodzącymi w dół falbanami w mniejsze i większe kropki! Gdy ją dostałam dzień przed wyjazdem do Londynu, mało nie zemdlałam. Nie ten czas, nie to miejsce. Pamiętałam, jak dwa miesiące wcześniej, podczas wizyty Władimira Putina z żoną na dworze królewskim, prasa brytyjska na kreacji pani Putin nie zostawiła suchej nitki. Słynny Zajcew zaprojektował Ludmile wysoką kryzę – gigantyczny królewski kołnierz, co przy dużej fryzurze wyglądało karykaturalnie. Mniej znaczy więcej!

– Zgodnie z zasadą „dyskrecja zawsze w lepszym tonie niż ostentacja”.
Jolanta Kwaśniewska:
Wolę być „niedoubrana” niż overdressed. Podkreślam – mniej znaczy więcej! Od razu wykonałam telefon do Maliny: „Jakie masz materiały, jakie wełny?”. Jak zwykle niezawodna Malina uszyła mi piękny bladoróżowy kostiumik z granatową lamówką, do tego toczek kupiony wcześniej w Belgii i różowy szal. Bardzo dobrze się w tym czułam!

– Kobiety wielkiej polityki. Nie martwi Pani ostatnio Hillary Clinton?
Jolanta Kwaśniewska:
Niestety, Hillary nie wygląda korzystnie, ale trudno się dziwić, skoro przesiada się z jednego samolotu na drugi, a dramatyczne przepracowanie nie pozwala jej myśleć o makijażu ani fryzurze.

– Tak duże, że już ponoć zrezygnowała z ubiegania się o prezydenturę w najbliższych wyborach. Wystarczy kobietę przemęczyć, by zmieniła zdanie.
Jolanta Kwaśniewska:
Pomogłoby jej skrócenie włosów. Sama żałuję, że tak późno to zrobiłam. Dzięki dobremu obcięciu modelującemu głowę łatwiej się samej uczesać, nie mówiąc o tym, że krótsze włosy zapewniają młodszy look. Zasada jest taka: „Im jesteś starsza, tym krótsze włosy”...

– ...i tym dyskretniejszy makijaż – znane powiedzenie Catherine Deneuve.
Jolanta Kwaśniewska:
Francja! Pani Bruni ma młodzieńczą sylwetkę, ale jej i Bernadette Chirac można tylko pozazdrościć, bo Dior i Chanel się o nie biją. Od pani Bernadette dostałam torby Chanel, których prawdopodobnie sama bym sobie nie kupiła. W sumie i tak było nieźle. W 1998 roku pani prezydentowa Alma Adamkienė powiadomiła mnie, że jakieś  zachodnie media uznały mnie za najlepiej ubraną Pierwszą Damę Europy (ona zajęła drugie miejsce). Rozbawiło mnie też, jak „Prawda” relacjonowała mój pobyt na uroczystościach 60. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem 9 maja 2005 roku. Inne zdjęcia prezydentów z żonami podpisano normalnie, pod naszym zdjęciem z mężem, który trzymał nad nami parasol (ja w chanelowskim kostiumiku i szpilkach), był podpis: „Jołanta Kwasniewskaja samaja elegantnaja i krasiwaja żenszczina. Kłas! (klasa) A kakije u niej nożki!”. Te „nożki” mąż mi długo i ze śmiechem przypominał. 

– Hipotetyczna sytuacja: na wystawie ciuchlandu, second-handu widzi Pani świetną torbę. Wchodzi Pani i kupuje? Ma Pani
w swojej garderobie cokolwiek z drugiego obiegu, recyklingowego?
Jolanta Kwaśniewska:
Nie miałabym wątpliwości, by sobie kupić taką torbę. Ale czy wyobraża sobie pani komentarze: „Co ta Kwaśniewska wyprawia?”, gdyby mnie paparazzi nakryli w takim sklepie? Moja siostra robi zakupy w sklepiku outletowym, z końcówkami kolekcji – to nowe rzeczy, kupowane za grosze. Podziwiam dziewczyny, które potrafią się w ten sposób ubierać, to duża umiejętność.

– Wymaga instynktu myśliwego. Pytanie o second-handy jest nieprzypadkowe. W obu Pani książkach są akcenty ekologiczne: „Oszczędzaj prąd dla dobra całej Ziemi”. I przypomnienie, by nie zostawiać ładowarek do laptopa ani telefonu komórkowego w kontaktach bez potrzeby, że to jak... plama na spodniach. A w kuchni też trzeba oszczędzać energię: „Gotuj zawsze pod przykryciem i tyle wody, ile trzeba”. A wszystko w imię hasła: „marnotrawstwo jest niemodne”, z czego wniosek: „ciuchy z odzysku są modne”.
Jolanta Kwaśniewska:
W latach 80., gdy wszystkim było szalenie trudno, mężowi zamknęli redakcję „ITD”, ja urodziłam Oleńkę, jeździłam z koleżankami na stadion Skry i sprzedawałam ciuszki Oli, a kupowałam większe. To samo z narciarskimi rzeczami, z których też się wyrasta. Albo wymieniałyśmy się z dziewczynami na rzeczy, które się nam znudziły, przysłowiowe szare na złote. Teraz jest inna sytuacja, nieporównanie większa oferta.

– No i bycie arbiter elegantiarum zobowiązuje.
Jolanta Kwaśniewska:
Jest mi miło, gdy mogę być wzorem dla pań, gros z nich po to ogląda „Lekcje stylu”. Jest tak, że inaczej ubieram się w sytuacjach formalnych, wtedy obowiązuje mnie określony wizerunek, do którego przyzwyczaili się Polacy. Inaczej – w nieformalnych, zwłaszcza za granicą, gdy jestem nierozpoznawalna i mogę pozwolić sobie na większą swobodę w ubiorze. Na przykład w Waszyngtonie, na George Town, gdy mąż idzie na wykłady, ja w krótkich spodenkach i trampkach wybiegam, co nie dziwi nawet odźwiernego w hotelu: „O, Mrs. President, pięknie pani wygląda”, i otwiera drzwi. Podczas joggingu nad Potomakiem dołączają do mnie studentki i studenci, biegamy razem. Wszystko dzieje się naturalnie. U nas biegam w krótkich spodniach tylko na Mazurach z psami, ku zgorszeniu paparazzich.

– Teza: „prawdziwy mężczyzna potrafi prasować” dotyczy też Pani męża?
Jolanta Kwaśniewska:
Odkrycie tego było przypadkiem, Oleńka miała sześć lat, gdy zasłabłam, karetka zabrała mnie do szpitala. Mąż został sam z córką i stosem rzeczy wypranych, nieuprasowanych. „Oluś, nikt tak dobrze jak ty nie prasuje koszul”, stwierdziłam po powrocie ze szpitala. I tak po prostu zostało, choć obecnie nie zdarza mu się tego robić często. Mąż też świetnie się pakuje, fenomenalnie po prostu. Prosiłam nawet, aby był gościem w „Lekcji stylu”, ale póki co wymawia się brakiem czasu.

Rozmawiała Liliana Śnieg-Czaplewska
Zdjęcia Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO
Stylizacja Jolanta Czaja
Asystentka Karolina Zawadzka
Makijaż Agnieszka Chełmońska
Fryzury Łukasz Pycior/D’VISION
Scenografia Ewa Iwańczuk i Tomasz Felczyński
Produkcja Elżbieta Czaja

Więcej na temat Jolanta Kwaśniewska
Przeładuj

Poznali się na planie "BrzydUli", do dziś są bardzo szczęśliwą parą! Kim jest o 20 lat starszy partner Julii Kamińskiej?

zobacz 01:27