Joanna Krupa, Romain Zago
Lauren Dukoff/Giant Artists
Polka w Hollywood

Joanna Krupa: "Dopóki jesteś na językach, istniejesz"

Zawojowała Hollywood. Ciężką pracą, uporem i nieprzeciętną urodą. O czym jeszcze może marzyć królowa „Top model” i jak się naprawdę żyje w Hollywood?

Budzi się w wielkim domu na zboczach Hollywood. Dzień zaczyna od spaceru z psami. Ma ich pięć. Najukochańszy to kundel Rugby. Pies z charakterem. Joanna Krupa pije kawę na patio, tęskni za ukochanym, Romainem Zago. Narzeczony Francuz jest właścicielem klubu w Miami, dzieli ich cały kontynent. Nie widują się nawet po dwa tygodnie. Ale miłość kwitnie od czterech lat. W pracy Joanna zapomina o tęsknocie. Spełnia swoje marzenia. Jest modelką i aktorką. Trafiła na setkę okładek najbardziej prestiżowych magazynów. Ma na koncie kilkanaście filmowych epizodów w hollywoodzkich produkcjach. Doszła do czwartego miejsca w amerykańskim „Tańcu z gwiazdami”. I wciąż marzy. Najbardziej o własnym schronisku dla bezpańskich psów.

– Gdzie Pani zniknęła? Wszyscy w Polsce tęsknimy za Dżoaną!
Joanna Krupa:
Musiałam wrócić do Los Angeles. Tu mam dom, dostałam też propozycję pracy przy „Tańcu z gwiazdami”. Przeprowadzam wywiady z gwiazdami i tancerzami, komentuję w studiu, jak im poszło. Sama doszłam do czwartego miejsca w szóstej edycji. Pomyślałam: świetnie, w tym się odnajdę. Do końca maja jestem kompletnie zajęta. Potem będę wolna i na pewno przyjadę do Polski. Tęsknię...

– Będzie następny „Tap madl”?
Joanna Krupa:
Takie są plany.

– Spodziewała się Pani, że Polacy tak Panią polubią?
Joanna Krupa:
Na początku trochę się denerwowałam. Nie chciałam, żeby ludzie myśleli: wyjechała dziewczyna z Polski, a teraz wraca i wydaje jej się, że jest wielką Amerykanką. Nawet nie dba, aby dobrze mówić po polsku. A ja miałam pięć lat, gdy wyemigrowałam z rodzicami do Chicago. Byłam mała, mama kazała mi chodzić do polskiej szkoły, lecz ja nigdy nie chciałam się uczyć. Wolałam ganiać z koleżankami. I teraz trochę żałuję, że nie chodziłam co sobotę do szkoły, nie wkuwałam słówek. Zwykle niczym się nie przejmuję, ale teraz się bałam, jak Polacy mnie przyjmą. Bo czuję się Polką i zawsze, nawet w Ameryce, kiedy mam wywiad, mówię, że jestem z Polski.

– A kpiny Polaków z Pani języka bolą?
Joanna Krupa:
Dla mnie to było śmieszne. Ja zawsze się z siebie śmieję. Jak cię krytykują, to znaczy, że wzbudzasz emocje. Dopóki jesteś na językach, istniejesz. Tego nauczył mnie Hollywood.

– Wróci Pani do Polski na stałe?
Joanna Krupa:
Jestem związana z Ameryką. Mam tu rodzinę, narzeczonego, pracę, nie opłacałoby mi się zaczynać wszystkiego od nowa. Ale chciałabym przyjeżdżać do Polski. To moje korzenie. Mama opowiada mi o dziadkach. Jesteśmy z dobrej rodziny, nobility... Jak to po polsku? Szlachta? Moja mama mówi, że powinniśmy poszukać wiadomości o przodkach. Może kupię tam apartament? Nie wiem, zobaczymy.

– Pani dzieci będą mówić po polsku?
Joanna Krupa:
Oczywiście. I cieszę się, że mama zmuszała mnie, żebym do tej polskiej szkoły chodziła. To bardzo ważne, żeby dzieci wcześnie zacząć uczyć. Mój narzeczony rozmawia w pięciu językach. Strasznie bym chciała, żeby nasze dzieci też tak świetnie sobie radziły.

– Mieszka Pani z narzeczonym w wielkim domu w Hollywood. Co Pani widzi z okna po obudzeniu się?
Joanna Krupa: Widzę góry i domy w górach. Na stokach rosną palmy. Widzę moje patio, gdzie nieraz siedzimy ze znajomymi. A nad głową śliczne niebo.

– Słynny napis „Hollywood” stojący na zboczu?
Joanna Krupa:
Jest pięć minut stąd. Często chodzę tam z piątką moich psów. Albo przejeżdżam obok samochodem. A nasz dom nie jest taki duży. Mieszkamy tu z moją mamą i siostrą. Dla wszystkich starcza sypialni, i dla gości, bo są ekstra trzy sypialnie. Każdy czuje się swobodnie.

– Dlaczego Pani chce mieć tak blisko mamę i siostrę?
Joanna Krupa:
Przez całe życie byłam blisko z rodziną. Tylko tato mieszka w innym stanie, bo ma tam pracę. Żyjemy z mamą i siostrą, bo lubimy być razem. Rozmawiamy, sprzeczamy się, chodzimy razem na zakupy. Nigdy nie chciałam mieszkać sama. Poza tym to jest wygodne. Pomagamy sobie nawzajem. Gdy wyjeżdżam, mama zajmuje się moimi psami.

– Narzeczony nie narzeka, że dostał teściową w pakiecie?
Joanna Krupa:
Nie zauważyłam. Mama nie jest nachalna. Nie wtrąca się w nasze życie. Możemy wszyscy razem swobodnie być. Poza tym Romain ma klub w Miami i dlatego więcej czasu spędza tam, bo musi prowadzić biznes.

– To kawałek. Przez całą Amerykę. Chyba rzadko się widujecie?
Joanna Krupa:
Najdłużej nie widzieliśmy się dwa tygodnie. Może dlatego nasze uczucie jest mocne, bo każde spotkanie to święto?

– A na co dzień co Pani robi?
Joanna Krupa:
To zależy. Jak nie mam pracy, chodzę ćwiczyć pilates. Jak jest pogoda, idę na basen. Albo do sklepu. Albo z pieskami na spacer. Gdy nie pracuję, lubię być w domu, relaksować się.

– Hollywood kojarzy się z bajkowym życiem. Z niezwykłymi imprezami, gwiazdami...
Joanna Krupa:
Jak się tu zamieszka, to na początku jest takie „wow!”. Wokół tyle gwiazd! Jack Nicholson w barze, Sharon Stone na zakupach. Ale potem to powszednieje. Naprawdę gwiazdy to normalni ludzie. Tyle że widać je w telewizji lub na filmach. Na imprezy nie chodzę za często, bo tak naprawdę ci ludzie mnie nie obchodzą. Najważniejsza jest dla mnie rodzina i moja praca.

– Nie spaceruje Pani w balowej sukni z klejnotami po Alei Gwiazd wśród innych, szalonych sław?
Joanna Krupa:
Nie. Raz na jakiś czas, jak jest impreza, pójdę na czerwony dywan, posiedzę chwilę i wyjdę. Nie zabijam się, aby tylko być w pobliżu słynnych osób.

– Praca, dom. To nudne życie Pani prowadzi.
Joanna Krupa:
No tak, spokojne. Nie takie szałowe. Tutaj dyskoteki zamyka się o drugiej w nocy. Nie widzę tu szalonego życia jak w Miami czy Nowym Jorku, gdzie ludzie bawią się do piątej nad ranem.

– A jak się robi karierę w Hollywood?
Joanna Krupa:
Ciężką pracą. Jestem tutaj tyle lat i ciężko dalej nad tym pracuję. Po to, żeby się wybić, trzeba mieć też dużo szczęścia. Ludzie chwytają się różnych sposobów. Ktoś pozna sławnego aktora, chodzą razem. Od razu szanse takiej osoby rosną. Ktoś zna producenta i ten mu pomaga. Tu jest straszna konkurencja. Dla kogoś, kto przyjechał z Polski i nikogo nie zna, jest bardzo ciężko.

– To jak się Pani udało?
Joanna Krupa:
Przez pierwsze półtora roku pracowałam jako sekretarka w biurze. Nie miałam agenta, nikogo nie mogłam poznać. Bo uważano, że jestem za niska albo za bardzo sexy, zawsze było coś nie tak. W końcu moje zdjęcia obejrzała menedżerka, spodobały jej się. Zaczęłyśmy razem pracować. Powiedziała mi: „Ok, nie jesteś taka wysoka. Zaczniemy od innych krajów”. I zaczęłyśmy robić okładki na całym świecie. W Australii napisali, że jestem najseksowniejszą kobietą świata i inne magazyny zaczęły się mną interesować. Aż w końcu dostrzegła mnie Ameryka. To był długi proces i ciężka praca. Trzeba mieć dużo wiary w siebie i bardzo grubą skórę. To jest trudny biznes dla osób, które mają marzenia.

– A Panią jakie marzenia pchały?
Joanna Krupa:
Żeby być modelką. Ale gdybym nie miała przy sobie menedżerki, już dawno rzuciłabym ten biznes. To nie jest przyjemne słyszeć dzień w dzień „nie”. Ale jestem optymistką. Lubię pracować z ludźmi, nie robię problemów, inni to czują. Może dlatego dostaję pracę? Wkoło jest tyle innych utalentowanych dziewczyn.

– O Hollywood mówi się złe rzeczy. Proponowano Pani karierę przez łóżko?
Joanna Krupa:
Na początku, jak się przeprowadziłam do Los Angeles – tak. Na imprezach poznawałam producentów, którzy mówili: „O, byłabyś super do mojego filmu. Musimy iść na obiad, porozmawiać bliżej”. Odmawiałam. Nawet nie wiem, skąd we mnie ta siła. Może po mamie? Nie byłam naiwną, głupiutką dziewczynką w świecie rekinów. Odkąd mam menedżerkę, gdy ktoś prosi mnie o telefon, mówię: „Proszę bardzo, tu jest telefon do mojej menedżerki”.

– Lubi być Pani adorowana?
Joanna Krupa:
Ucinam szybko, bo mam narzeczonego. Jak byłam sama, byłam miła. Albo sama podrywałam. Obecnego narzeczonego to ja zaczepiłam. Podeszłam i zaczęliśmy rozmawiać. W Miami, gdzie robiłam okładkę magazynu, on organizował dla mnie przyjęcie. Tak się poznaliśmy.

– Pani zawsze bierze własne życie w swoje ręce?
Joanna Krupa:
Nie zawsze. Gdybym mogła, byłabym już na wyższym poziomie i spełniła marzenie swego życia. Chcę prowadzić swoje schronisko dla zwierząt, gdzie mogłabym pomagać zwierzętom. Nie tylko w Ameryce, na całym świecie. To dla mnie najważniejsze.

– Nie nowa rola w filmie, nowy kontrakt modowy?
Joanna Krupa:
Nauczyłam się, że nie można za bardzo planować. Bo jak coś nie wyjdzie, to jest przykro. A jak się nie planuje i fajne rzeczy się pojawiają, to wtedy jest przyjemnie. Chcę żyć dla mojej rodziny i moich zwierząt. To jest motywacja, żeby pracować, żeby mieć pieniądze. To mi daje doping, żeby być jak najlepszą.

– Skąd pomysł, żeby pomagać zwierzętom?
Joanna Krupa:
Stąd, że ludzie okropnie je traktują. A zwierzęta nie mogą podejść i powiedzieć, że ktoś im robi krzywdę. Jak można trzymać zwierzę w klatce przez 10 lat? Albo żywcem obdzierać ze skóry, żeby uszyć z niego futro? Nigdy tego nie zrozumiem. Zawsze będę się o to kłócić, walczyć.


– Czytałem, że razem z Denise Richards szukacie domów dla bezpańskich psów?
Joanna Krupa:
Jest taka organizacja Best friends sanctuary, która prowadzi przytułek dla psów. Dwa razy w miesiącu wyciągają psy ze schronisk, gdzie wegetują w fatalnych warunkach. Pomagamy im z Denise. Wyciągamy zwierzęta z klatek, dzwonimy do znajomych, czy nie zaadoptowaliby psa. Zbieramy pieniądze na operacje. Wszystkich nie uratujemy, nie jesteśmy Bogiem, ale robimy, co możemy.

– Bogiem może nie, ale aniołem Pani była. Gołym aniołem z krzyżem. Na plakacie w obronie zwierząt. Lubi Pani skandale?
Joanna Krupa:
Bez kontrowersji ludzie by o tym nie rozmawiali. Potrzeba szoku, żeby otworzyć im oczy. Kiedy przyszli do mnie pracownicy z organizacji obrony zwierząt PETA i chcieli zrobić taką akcję, powiedziałam, że musimy uderzyć mocno. Jestem dumna z tego, że był skandal na całym świecie.

– Jak reagowali katolicy w USA?
Joanna Krupa:
Liga katolicka miała do mnie pretensje. Ale ja sama jestem katoliczką i dziwię się, że oni się oburzają. Przecież robię to, na czym im podobno zależy. Zachęcam do czynienia dobra. Namawiam, żeby pomóc zwierzakom.

– I robić zamieszanie wokół swojej osoby. Pani marka rośnie.
Joanna Krupa:
To działa w obie strony. Jeżeli moja marka rośnie, mogę donośniej wołać o swojej pasji i obronie zwierząt.

– Jak się żyje, gdy świat wciąż ocenia Pani wygląd?
Joanna Krupa:
Wiem na szczęście, że nikt nie może być ideałem. Ćwiczę, robię, co powinnam, i myślę, że moja figura jest ok. Ale nie będę mówić, jaka jest niesamowita. Chciałabym być wyższa, mieć szczuplejsze uda, wiadomo, zawsze coś jest nie tak. Ale nie można siebie zmienić. Można tylko dbać.

– Można zmienić. Pani zmniejszyła sobie biust?
Joanna Krupa:
Nie zmniejszyłam. Zmieniłam. Ale wszystkiego zmienić się nie da. Jak bym się nie katowała na siłowni, uda pozostaną, jakie są.

– Pani ciało jest narzędziem pracy. Obserwuje Pani pierwsze zmarszczki, martwi się, że już nie jest takie dziewczęce?
Joanna Krupa:
Jeszcze nie doszłam do tego punktu. Ale bardzo dbam o skórę, używam kremów, chodzę do dermatologa. Nie opalam twarzy, zawsze noszę okulary przeciwsłoneczne, żeby zmarszczki wokół oczu się nie robiły. Zwykłe rzeczy, które kobieta powinna robić, jeżeli chce utrzymać młodość jak najdłużej.

– A jak piszą: „Najbardziej seksowna kobieta”, kręci się w głowie?
Joanna Krupa:
Nie, nie. Są miliony kobiet, które są sexy i są piękne. To tylko takie powiedzenie, oczywiście bardzo przyjemne. Ale nie chodzę po ulicy, nie przechwalam się.

– Czuje się Pani spełnioną osobą?
Joanna Krupa:
Spełnioną w marzeniach – nie. Ale spełniona jako osoba – tak.

– Tylko pozazdrościć.
Joanna Krupa:
Nie wiem, czy jest czego. Może ktoś inny na moim miejscu nie byłby tak zadowolony. Ja jestem szczęśliwa.

– Wy w Hollywood wszyscy tak?
Joanna Krupa:
Nie wiem, wszystkich nie znam. Wiadomo, że mam słabsze dni, że jestem trochę smutna, bo w pracy coś nie wyszło. Albo narzeczony nie przyjechał. Albo nie mogłam pomóc jakiemuś choremu psu. Nie wstaję codziennie nie wiadomo jak szczęśliwa. Mogę czuć się źle, mam ból głowy, nie chce mi się iść do pracy. Jak każdy – mam różne dni.

– Czyli jest Pani normalną osobą. A słyszałem, że jest Pani perfekcyjną maszyną do pracy!
Joanna Krupa:
Jak jestem w pracy, daję z siebie 110 procent. Podczas kręcenia „Top Model” czułam się źle, ale nie pokazywałam tego. Nie lubię nawalać, bo wtedy ludzie tracą pieniądze, produkcja staje. Trudno, udaję, że jest ok, że czuję się super. A dopiero gdy kończę pracę, mogę iść do łóżka lub lekarza.

– W Polsce mamy taki obraz Ameryki, że tam zawsze trzeba się uśmiechać. Być perfekcyjnym. Czy Pani się komuś zwierza, wypłakuje?
Joanna Krupa:
Moi rodzice zawsze ciężko pracowali, dlatego szybko dorosłam. Szybko stałam się dojrzałą kobietą, opiekowałam się młodszą siostrą. I teraz, żebym miała się wypłakać, to musi dużo się uzbierać. Moi znajomi mówią, że jestem jak jajko. W środku miękka, na zewnątrz skorupa. Wszystkim chcę pokazać, jaka jestem mocna, że nikt nie może mnie dotknąć. Wiadomo, czasem i ja muszę odpuścić. Poryczeć. Ale nie lubię innych zajmować swoimi problemami.

– A Pani narzeczony widział Panią płaczącą?
Joanna Krupa:
O, tak. Jak się pokłócimy i jest mi przykro, płaczę. Ale większość takich emocji trzymam w środku. Moja siostra jest kompletnie inna. Bardzo łatwo pokazuje emocje. Łatwo ją zranić słowem. Marta śpiewa, pomagam jej w show-biznesie, jak umiem. Staram się ją poznać z ludźmi, którzy mogą ją czegoś nauczyć, pomóc w karierze. Nie chciałabym, aby przechodziła tak ciężką drogę jak ja.

– Okładka w amerykańskim wydaniu „Playboya” to sukces czy nieuchronne koszty kariery?
Joanna Krupa:
Sukces. Dlatego że największe gwiazdy, jak Marilyn Monroe czy Cindy Crawford, były na okładce „Playboya”. Dla mnie to znakomite towarzystwo. Jestem dumna.

Rozmawiał Roman Praszyński
Zdjęcia Lauren Dukoff/Giant Artists
Stylizacja Brett Bailey/Atelier Management
Makijaż i fryzury Tony Yates/Avant Management
Produkcja Sara Marcysiak

Newsy
Joanna Krupa zaprosiła VIVĘ do siebie!
Opowiada, jak się żyje w Hollywood

Jej życie to amerykański sen. Kariera, piękne stroje i bogaty narzeczony, biznesmen Romain Zago. Zawojowała Hollywood. Ciężką pracą, uporem i nieprzeciętną urodą. VIVIE opowiada o swoim życiu w stanach. - Spodziewała się Pani, że Polacy tak Panią polubią? - Na początku trochę się denerwowałam. Nie chciałam, żeby ludzie myśleli: wyjechała dziewczyna z Polski, a teraz wraca i wydaje jej się, że jest wielką Amerykanką. Nawet nie dba, aby dobrze mówić po polsku. A ja miała pięć lat, gdy wyemigrowałam z rodzicami do Chicago. Byłam mała, mama kazała mi chodzić do polskiej szkoły, lecz ja nigdy nie chciałam się uczyć. Wolałam ganiać z koleżankami. Teraz trochę żałuję, że nie chodziłam co sobotę do szkoły, nie wkuwałam słówek. Zwykle niczym się nie przejmuję, ale teraz się bałam, jak Polacy mnie przyjmą. Bo czuję się Polką i zawsze, nawet w Ameryce, kiedy mam wywiad, mówię, że jestem z Polski - mówi Krupa. Jak się naprawdę żyje w Hollywood? Co ją pasjonuje? Tylko VIVĘ Joanna Krupa zaprosiła do swojej rezydencji w Fabryce Snów. Zobacz w najnowszym numerze magazynu.

Marta Krupa, Joanna Krupa
Marcin Tyszka
Newsy
Joanna i Marta Krupa - Siła sióstr
Tylko w Vivie! jedyna rozmowa z najpiękniejszymi siostrami w Polsce!

– Fajnie jest mieć siostrę? Joanna Krupa: Super, zwłaszcza młodszą. Gdy Marta wychodzi gdzieś ze znajomymi, długo nie wraca, zaraz się denerwuję, czy coś się jej nie stało. Marta Krupa: Nie ironizuj. Zawsze do ciebie dzwonię, gdzie jestem, „mamusiu”. – Joanna, nie byłaś zazdrosna, gdy mama powiedziała Ci, że będziesz miała siostrę? Joanna Krupa: Ależ skąd, cieszyłam się! Miałam już przecież ponad pięć lat. Poza tym dzięki Marcie szybciej dorosłam, bo mama i tata dużo pracowali, a ja musiałam jej pilnować i być odpowiedzialna. Marta Krupa: Ona może nie była o mnie zazdrosna, ale ja o nią tak, i to od dziecka. Joanna Krupa: Dlaczego? Marta Krupa: Bo byłaś piękna, a ja wyglądałam jak chłopiec. I nigdy nie czułam się taka pewna siebie jak ty. Joanna Krupa: Ale miałaś talent, nakręcałyśmy krótkie filmiki, tańczyłyśmy przed lustrem. Ślicznie śpiewałaś. Marta Krupa: Mama powiedziała potem: „Szkoda, że nie chodziłaś na lekcje śpiewania”. Joanna Krupa: Ja za to uczyłam się tańca, ale lekcje były drogie, a nam żyło się ciężko. Więc i tak musiałam zrezygnować. Marta Krupa: Zresztą ja i tak wówczas nie wiedziałam, co chcę robić. Wprawdzie zaczął mi rosnąć biust i stawałam się bardziej kobieca, ale głównie interesowałam się sportem. Joanna Krupa: A ja od zawsze chciałam być modelką i chodziłam do szkoły modelek. Nigdy jakoś wtedy sobie nie pogadałyśmy, czego chciałybyśmy od życia, właściwie żyłyśmy w dwóch różnych światach. Marta Krupa: To prawda, jednak gdy wyjechałaś z Chicago do Los Angeles, dzwoniłam do ciebie bardzo często, bo strasznie tęskniłam. – Dlaczego właściwie Wasi rodzice wyemigrowali z Polski? Joanna Krupa: Mama wyjechała do Ameryki, gdy miałam pięć lat. Były już tam jej siostra i matka, chciała mieszkać...

AKPA
Newsy
Krupa chce urlopu!
Albo zrezygnuje z TzG

Pisaliśmy już, że Joanna Krupa rozpoczęła w USA karierę reporterki. Dla programu „Hollywood 411” przeprowadza wywiady z uczestnikami amerykańskiej edycji Tańca z gwiazdami i świetnie jej to wychodzi. Pojawiły się nawet sugestie, że być może Joanna zostanie jedną z prowadzących polskiej edycji programu, ale na razie gwiazda nie potwierdziła tych sensacji. Okazuje się jednak, że Krupa jest już zmęczona pracą przy programie, która wymaga od niej stałej obecności w Los Angeles, gdzie przebywają wszystkie gwiazdy TzG. Modelska stęskniła się za swoim narzeczonym, Romain Zago, którego interesy zatrzymują w Miami. Joanna chce więc urlopu, aby odpocząć i nacieszyć się związkiem. – Produkcja jak na razie nie podjęła ostatecznej decyzji, ale to dla Joanny nie ma znaczenia. Jeśli powiedzą nie, bez zastanowienia zrezygnuje z programu, spakuje walizkę i wyjedzie do Miami – stwierdziła menadżerka modelki w „Fakcie”. Krupa musi chyba być już bardzo zmęczona, skoro dla kilku dni urlopu gotowa jest porzucić tak popularny w Stanach program.

Nasze akcje
Strefa luksusu

Marzysz o sielsko-anielskim relaksie? Znajdziesz go w hotelu Bania!

Partner
materiały prasowe Lenovo
Fleszstyle

Świetna jakość w stylowym opakowaniu. Natalia Szroeder wybrała laptop Lenovo Yoga Slim 7

Partner
rafal-brzozowski
Newsy

Ci uczestnicy „The Voice of Poland” robią karierę muzyczną. Znasz wszystkich?

Partner
fotona-tatuaż
Fleszstyle

Nieudany tatuaż lub makijaż permanentny ? Wiemy, jak się go pozbyć!

Partner
torebka-skoda-hollie-warsaw
Fleszstyle

Barbara Kurdej - Szatan: "Nie miałam pojęcia, że niezabezpieczone drobiazgi mogą uderzyć z taką siłą"

Partner
justyna-steczkowska
Newsy

Justyna Steczkowska ponownie w „The Voice of Poland”! To wyjątkowy czas dla artystki

Partner
Revitalift Filler L'Oréal Paris
Fleszstyle

Wiele może się zmienić w ciągu 10 lat, ale twoja skóra nie musi! Test linii Revitalift Filler L'Oréal Paris

Partner
kosmetyki-weleda
Fleszstyle

Weleda, czyli pielęgnacja w harmonii z naturą i człowiekiem

Partner