Ryszard Kalisz
Aldona Karczmarczyk/AF Photo
Piotr Najsztub zadaje ostre pytania

„Jak Pan się uchronił przed alkoholizmem?”, „Czy władza zaspokaja męskie ambicje?" Ryszard Kalisz odpowiada

„Czemu się Pan rozwiódł?”, „Dlaczego nie ma Pan dzieci?”, „Jak Pan się uchronił przed alkoholizmem?”, „Czy władza zaspokaja męskie ambicje?”, „I co Pan właściwie jeszcze robi w tej politycznej wannie nienawiści?”. Piotr Najsztub zadaje ostre pytania.

– Dlaczego właściwie się Pan tak zapasł?
Ryszard Kalisz:
Bynajmniej, ostatnio zeszczuplałem osiem kilogramów, co chyba widać.

– Trochę. Ale czemu w ogóle się Pan zapasł?
Ryszard Kalisz:
To chyba wynik z jednej strony uwarunkowań genetycznych, a z drugiej pewnych okoliczności. Urodziłem się jako dziecko słabe i chorowite, później, jak miałem siedem, osiem lat, już zacząłem tyć, byłem grubaskiem. Potem intensywnie uprawiałem sport i jako 15-latek byłem już szczupły. Trenowałem kajakarstwo. I wtedy lekarz, kiedy robiłem badania okresowe w przychodni sportowo-lekarskiej w podziemiach budynku na ulicy Konopnickiej, stwierdził, że mam coś z sercem i zabronił mi uprawiać sport. W efekcie na studiach miałem już lekki brzuszek. Ale trzymam się jeszcze, wyniki zdrowotne bardzo dobre.

– I tak został Pan spaślakiem…
Ryszard Kalisz:
Nie, bo jestem bardzo sprawny. Mam szerokie ramiona, nie jestem grubasem, tylko osobą potężną. Co do zasady, to mało jem.

– A ja ciągle widzę w tabloidach zdjęcia, jak Pan coś je i wino pije.
Ryszard Kalisz:
Było takie jedno i to samo zdjęcie. W czasie kampanii prezydenckiej w 2000 roku odwiedzaliśmy z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim jakąś fabrykę koło Łodzi produkującą takie małe kotleciki i dali nam spróbować. Ktoś mi zrobił zdjęcie i później w wielu artykułach na temat grubasów było zawsze to moje zdjęcie.

– Najwięcej ile Pan ważył?
Ryszard Kalisz:
130 kilogramów, ale teraz ważę już dużo mniej.

– I jak to jest, jak się waży 130?
Ryszard Kalisz:
Źle, ale to jest też wynik trybu życia, wolniejszej przemiany materii, genetycznych uwarunkowań. Ale lubię też pobiegać, pograć w tenisa, popływać, pojeździć na nartach. Jak na moją wagę jestem sprawny.

– To już nie ma Pan kłopotów z sercem czy tamten lekarz się mylił?
Ryszard Kalisz:
Mylił się, nigdy nie miałem.

– Czyli spieprzył Panu życie?
Ryszard Kalisz:
Tak, mam serce jak dzwon. Jakbym się nazywał jak taki jeden były minister sprawiedliwości z czasów PiS, tobym go ścigał do końca życia. A zresztą czy pan wyobraża sobie Ryszarda Kalisza szczupłego?

– Nie. Czyli nie jest Pan owładnięty obsesją diet?
Ryszard Kalisz:
Broń Panie Boże! Chociaż pojechałem dwa lata temu do Indii, aby się odchudzić.

– Czemu do Indii?
Ryszard Kalisz:
Namówił mnie kolega, ale było fajne grono osób, co wieczór kolacja i zeszczuplałem tylko trzy kilogramy. Więc pomyślałem, że to odchudzanie jest bez sensu.

– Kobiety sens mają. Za co Pan je lubi?
Ryszard Kalisz:
Za kobiecość.

– Co to jest?
Ryszard Kalisz:
To jest coś zupełnie nie do opisania, a kobieta to ma.

– Spróbujmy to opisać.
Ryszard Kalisz:
To jest połączenie mądrości, świadomości siebie z subtelnością, oczywiście dbałością o siebie i klasą.

– Pan się często zakochuje?
Ryszard Kalisz:
Nie, bardzo rzadko, bo dla mnie miłość jest bardzo ważna.

– Pan mówi o miłości, a zakochiwanie jest czymś innym. Ludzie zazwyczaj rozróżniają zakochanie od miłości.
Ryszard Kalisz:
To, o czym pan mówi, to zauroczenie. Zauroczałem się trochę częściej, ale nie nazywam tego miłością.

– Teraz jeszcze się Pan zauracza?
Ryszard Kalisz:
O aktualnej mojej sytuacji osobistej nie będę mówił.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>

Ryszard Rynkowski
Viva! nr 12/2012 z dnia 6 czerwca 2012 r.
Newsy
Ryszard Rynkowski - A Ty przy mnie bądź
Po śmierci żony mówił, że już nigdy nie powie żadnej kobiecie „kocham cię”. Wszystko zmieniło się, kiedy poznał młodszą o 22 lata Edytę.

– Człowiek orkiestra. Śpiewa, gra na instrumentach, sam komponuje muzykę. Nie widać, żeby się Panu to znudziło. Ryszard Rynkowski: Szybuję, dopóki wystarczy skrzydeł. Daję koncerty. Ludzie przychodzą, wzruszają się, więc chyba jestem im potrzebny. – Co najbardziej porywa publiczność? Ryszard Rynkowski: Kiedyś „Bananowy song”. Jak śpiewałem go z grupą VOX w latach 70., na widowni był szał. Teraz: „Za młodzi, za starzy”, „Szczęśliwej drogi już czas”, „Wypijmy za błędy”, „Zwierzenia Ryśka, czyli jedzie pociąg” – piosenka, której nie puszczano w radiu, a sama rozeszła się po narodzie. Ostatnio jednej z radiostacji bardzo spodobały się „Dziewczyny lubią brąz”. – Nieźle zamieszał Pan w programie „Bitwa na głosy”, niespodziewanie zajmując drugie miejsce. Wielki sukces. Ryszard Rynkowski: Sukces był zasługą fantastycznego chóru z Elbląga, którym miałem przyjemność kierować. Nie dawano mi jednak wielkich szans. Stawiano na Edytę Górniak, Natalię Kukulską, siostry Przybysz. Miałem utrzymać się w trzech, góra czterech odcinkach. Doszedłem do dziewięciu! – Zawsze trzyma się Pan z boku, unika mediów i kamer. Myślałam, że nie lubi Pan telewizyjnych show. Ryszard Rynkowski: Bo nie lubię. Nie dlatego, że nie cenię utalentowanych ludzi, których w Polsce jest wielu, tylko dlatego, że te programy nic im nie dają. Tych ludzi wyciąga się z ciemności, stawia w świetle jupiterów, robi z nich gwiazdy. A po chwili zapomina, że ktoś taki istniał. Więc przekonań nie zmienię. – Twardziel z Pana! Ryszard Rynkowski: Skądże! To media dorobiły mi gębę twardego faceta. Udzieliłem trochę wywiadów, ale najczęściej pisano o mnie w trzeciej osobie. Zanim poznałem obecną żonę i...

Janusz Palikot
Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek/ Photo-shop.pl
Newsy
Janusz Palikot: "Gdybym nie był w polityce..."
Oto rozmowa, czy raczej seans terapeutyczny z najpopularniejszym polskim politykiem!

– Kiedy Pan się ostatnio bał czegoś naprawdę? Janusz Palikot: Przed chwilą, lecąc samolotem z Suwałk do Warszawy. – Bo? Janusz Palikot: Pilot nie zamknął drzwi. Najpierw siadł akumulator. Już widok pchanego samolotu do stacji sanitarnej, żeby go odpalić od akumulatora, nastraja lekkim niepokojem. W końcu wystartowaliśmy, a ja słyszę jakiś wyjątkowy hałas w środku. Pytam pilota, czy nie ma wrażenia, że jest głośniej niż normalnie. On mówi, że nie, ale po chwili zorientował się, że drzwi koło niego są otwarte. Potem, przed lądowaniem, pojawiła się gęsta mgła i trzeba było ileś razy nalatywać, żeby trafić w pas. Czułem niepokój. – Pytałem o strach. Czy czuł Pan kiedyś taki zwierzęcy strach, że się Pan kulił w sobie ze strachu? Janusz Palikot: Już dawno nie. Ostatnio w stanie wojennym, kiedy byłem przesłuchiwany w Zamościu, a w celi była wybita szyba, minus dwadzieścia, bez kurtki, siennikiem musiałem się przykrywać. Po dwóch dniach przesłuchiwania od trzeciej do szóstej w nocy odczuwałem strach. Ale młodość ma w sobie taką siłę, miałem postanowienie, że wolę umrzeć, niż zrobić coś niewłaściwego. – I czemu Pan nie umarł? Mielibyśmy dzisiaj wszyscy święty spokój (uśmiech). Janusz Palikot: Niech pan nie rozczarowuje dwudziestu kilku do trzydziestu w porywach procent ludzi w Polsce, którzy mają zaufanie do Janusza Palikota. To kilka milionów według CBOS-u. – Ale jaki teraz byłby piękny Pana pogrzeb, Panie Pośle, te miliony... Ma Pan wymyślony już scenariusz własnego pogrzebu? Janusz Palikot: Jeszcze nie myślałem. – Przecież Pan lubi mieć wszystko zawczasu wymyślone. Janusz Palikot: Teraz realizuje się film o Witkacym z fajnym scenariuszem, według którego on nie popełnił samobójstwa 17 września 1939 roku… –...

Bogusław Linda
Lidia Popiel
Newsy
Bogusław Linda: "Na cholerę mi to potrzebne!"
„Pan, żeby rozmawiać ze mną, musi mnie przyatakować, ja mogę się tylko wyluzować”, mówi Bogusław Linda. Piotr Najsztub nie przestraszył się największego macho polskiego kina. Przyatakował.

– Jak sądzę, nie chce się Panu ze mną gadać? Bogusław Linda: Z ust pan mi to wyjął. – Czego mógłby Pan mnie nauczyć? Bogusław Linda: Pana niczego. – To jest pytanie o to, czy Pan ma coś takiego, co innym może się przydać. Bogusław Linda: Może innym, ale panu... Może dystansu. – Do czego? Bogusław Linda: Do życia. – A jak daleki powinien być? Bogusław Linda: Jak najdalszy. – Ale wtedy nie ma emocji. Bogusław Linda: Są, ale pozytywne. Bo jeżeli za emocje uznajemy zachwyt... – Gniew też. Bogusław Linda: Mówię o pozytywnych, choć w naszym narodowym charakterze jest mówienie tylko o negatywnych. Dystans pomaga żyć. – A nie oddala tak, że człowiek zostaje sam, nie dlatego że wybrał samotność, tylko że jest już za daleko od innych? Bogusław Linda: Mamy trochę różne zawody, pan wypytuje innych, ja, niestety, jestem zmuszony odwoływać się do kabotyństwa, czyli odpytywania siebie ze swoich doświadczeń życiowych przy każdej roli. Więc mi ten dystans się opłaca, a panu pewnie mniej. Pan, żeby rozmawiać ze mną, musi mnie przyatakować, ja mogę się tylko wyluzować. – Chciałbym Pana roztworzyć, nie atakować. Więc czy to Pana umiłowanie dystansu nie wypchnęło go poza świat, który – w czasie, kiedy go Bogusław Linda: Pan zwiększał – zmienił się, ukolorowił, wypłaszczył, głupiał? A Pan zdystansowany od początku lat 90. pozostał trochę jak hibernatus na jego obrzeżach. Jeżeli tak, to bardzo sobie to chwalę. Bo jeżeli miałbym się przejmować tym, co się dzieje na zewnątrz, i swoją rolą w tym świecie, tobym zwariował. Mam swój świat i myślę, że będę go pielęgnował, aż, kurwa, do samej śmierci. – „Aż, kurwa, do samej śmierci”. A potem już nie? Bogusław Linda: Mój...

Nasze akcje

Uwielbiasz taniec? Rozwijaj swoje umiejętności i dziel się nimi ze światem!

Partner
Newsy

Kosmetyki, które dbają o ciebie i planetę. Poznaj nową linię przeciwzmarszczkową Laboratorium Kosmetycznego Ava

Partner

Lubisz zieloną herbatę? Poznaj jej prozdrowotne właściwości

Partner

Słuchawki jak ekskluzywne kosmetyki? To możliwe z Huawei FreeBuds Lipstick

Partner
Newsy

Pierścionek zaręczynowy w codziennych stylizacjach. Sprawdź najmodniejsze zestawienia na jesień 2021

Partner
Kosmetyki Neboa
Newsy

Zadbaj o włosy w duchu eko. Jak duży wpływ na planetę ma zawartość naszych kosmetyczek? Będziesz zaskoczona!

Partner