Klaudia El Dursi szczerze o uczestnikach "Hotelu Paradise"
East News

Hotel Paradise: Wywiad z Klaudią El Dursi. Weźmie ślub?! Projekt jej sukni ślubnej już jest prawie gotowy!

Klaudia El Dursi szczerze o uczestnikach "Hotelu Paradise"
East News

Finał „Hotelu Paradise” był pełen emocji! Klaudia El Dursi zdradziła nam, komu kibicowała, jakie niespodzianki pojawią się w kolejnej edycji programu oraz to, że ma… projekt swojej sukni ślubnej. Czyżby po latach związku modelka zdecydowała się wyjść za mąż?

Choć ostatni odcinek drugiej edycji programu TVN7 „Hotel Paradise” już za nami, to emocje wciąż nie opadły.

– Nie da się ukryć, że finał show był zupełnie inny niż w zeszłym sezonie. Wtedy wygrała para, która była ze sobą od początku, i na oczach widzów rodziła się ich love story. Tym razem nawet ja nie byłam pewna, czy zwycięzcy, Ata i Artur, doniosą złotą kulę do końca – mówi Klaudia El Dursi (31).

Zobacz także: "Hotel Paradise 2": Robert ma nową dziewczynę! Pokazał wspólne zdjęcia! To piękna Miss! 

Po zakończeniu programu modelka mogła się skupić na swoich sprawach. Ostatnie tygodnie poświęciła nie tylko rodzinie: partnerowi Jackowi oraz dwóm synom, Dawidowi i Jasiowi. Zajęła się także rozkręcaniem własnej marki odzieżowej, która zadebiutuje na rynku prawdopodobnie tuż przed Bożym Narodzeniem. Podjęła też ważną życiową decyzję.

– Coraz częściej myślę, że ślub to może wcale nie taki zły pomysł – zdradza El Dursi.

Czy to oznacza, że niebawem zobaczymy ją przed ołtarzem? Druga edycja „Hotelu Paradise” dobiegła końca, ale w finałowym odcinku programu wprost kipiało od emocji!

To prawda! Przyznaję, że momentami sama czułam się tak, jakbym to ja, a nie zwycięska para, podejmowała ostateczną decyzję (śmiech). Do końca nawet dla mnie nie było jasne, do kogo powędruje kwota 100 tys. złotych – czy do dwóch osób, czy tylko do jednej. To miał wykazać dopiero test lojalności partnerów. Ostatecznie Ata i Artur szczęśliwie dotarli do końca razem.

Zobacz także: Hotel Paradise 2: Ania i Ivan są razem po programie! Opublikowali piękny i zmysłowy film

Czy to właśnie tej parze kibicowałaś od początku jej relacji w show?

Co ciekawe, Ata i Artur nie byli parą od początku programu, jak Marietta i Chris z pierwszej edycji. Ich losy połączyły się właściwie pod sam koniec, z różnych względów, dlatego nie było takie oczywiste, czy podzielą się ze sobą wygraną, czy któreś z nich zdecyduje się zatrzymać pieniądze dla siebie. Jako prowadząca przeżywałam wzloty i upadki każdej pary uczestników, ale faktycznie Ata i Artur mieli w sobie coś takiego, że kiedy zwyciężyli, na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.

Ata i Artur wygrali "Hotel Paradise 2"
Mat. prasowe

Czym wygrali?

Ata wniosła do programu dużo energii, dzięki niej hotel rozbłysł nowym blaskiem. Wydawało się, że to twarda sztuka. Silna, niedostępna. Jak się potem okazało, tylko na pozór. Pod tą maską kryła się bardzo czuła i wrażliwa kobieta.

Za to mieszane uczucia budził Artur! Momentami trudno go było lubić…

Nie wiem, czy powinnam takie rzeczy mówić, ale Artur rzeczywiście przeszedł metamorfozę. Niekoniecznie na lepsze. Pod koniec show to był zupełnie inny mężczyzna niż ten, który przyszedł do programu i który nas urzekł. Nie wiem, czym to było spowodowane. Trudno powiedzieć, czy była to tylko gra, czy taką obrał taktykę. Z pozytywnej postaci stał się… kontrowersyjną.

Ata i Artur wygrali "Hotel Paradise 2"
Mat. prasowe

Finał show był nagrywany wiosną. Dziś już wiadomo, że związek zwycięskiej pary nie przetrwał próby czasu.

Spodziewałam się, że tak się to może skończyć. Może będę trochę staroświecka, ale głęboko wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. I moim zdaniem tylko takie związki mają szansę na powodzenie. U Aty i Artura tego zabrakło. Może dlatego, że Ata dołączyła do uczestników w drugiej połowie show? Jestem szaloną romantyczką. Dla mnie chemia między ludźmi rodzi się już na pierwszym spotkaniu. Moja teoria potwierdziła się w przypadku relacji Ani i Ivana. Poznali się w „Hotelu Paradise”, od początku byli swoim pierwszym wyborem i trwają w tej relacji do dziś. Nie dotarli do finału, nie zdobyli nagrody głównej, ale wygrali coś więcej: prawdziwe uczucie. I to jest piękne!

A to nie koniec dobrych wiadomości! Wkrótce ruszą zdjęcia do trzeciej edycji „Hotelu Paradise”. Na czym polega fenomen tego programu?

To prawda, nasz show cieszy się niesłabnącą popularnością i wciąż zgłaszają się do nas tysiące chętnych, więc pewnie będą także następne edycje. Jedni w „Hotelu Paradise” chcą znaleźć drugą połówkę, inni nie ukrywają, że zależy im na sławie albo zdobyciu followersów w social mediach. Dla niektórych głównym celem są pieniądze i też się z tym nie kryją.

Zdradzisz, jakie niespodzianki czekają widzów w trzeciej edycji?

Mogę zapewnić, że emocji na pewno nie będzie brakowało. Przed ciekawymi wyzwaniami staną nie tylko uczestnicy, ale także ja! Moja rola nieco się zmieni i będę miała więcej czasu na bardziej intymne rozmowy z bohaterami. Myślę, że nowe okoliczności przyrody też będą dla widzów i fanów programu zaskoczeniem. Reszta szczegółów niech na razie pozostanie moją słodką tajemnicą!

Po powrocie z Bali, gdzie kręciliście „Hotel Paradise”, wróciłaś do rodzinnej Bydgoszczy. Nie myślałaś o przeprowadzce do stolicy?

Często rozmawiam na ten temat z moim partnerem Jackiem, zwłaszcza że duża część moich zawodowych projektów wiąże się z Warszawą. Obecnie ze względu na epidemię koronawirusa wiele z nich zostało wstrzymanych. Część spotkań odbywa się online, więc nie muszę kursować między stolicą a Bydgoszczą. Z tego faktu cieszą się szczególnie moi synowie, Dawidek i Jaś, którzy mają teraz częściej mamę w domu. Niedługo pewnie się to zmieni, dlatego cały czas zastanawiamy się nad kupnem mieszkania w Warszawie, żebyśmy mieli tu swoje miejsce, drugi dom, w którym mamy część rzeczy, bo do tej pory żyłam ciągle na walizkach.

A jak chłopcy zapatrują się na ewentualną przeprowadzkę?

Myślę, że nie mają się czym martwić, bo generalnej przeprowadzki nigdy nie będzie. Chociaż… nigdy nie mówię nigdy. Ale dopóki nie będzie takiej konieczności, zostanie tak, jak jest. Nie ukrywam, dobrze mi się żyje w Bydgoszczy. Mamy tu przyjaciół, swoich bliskich. Czujemy się bezpiecznie. Życie w Bydgoszczy toczy się innym rytmem? Kiedy schodzę z planu, funkcjonuję jak tysiące innych mam w Polsce. Wstaję rano, przygotowuję śniadanie dla całej rodziny. Dawid ma lekcje online, więc kontroluję, czy na pewno zalogował się na zajęcia. W moich czasach dzieci miały więcej samodyscypliny, a mój synek czasem kombinuje, co by tu zrobić, żeby się nie narobić (śmiech). Jasiu niedawno poszedł do przedszkola, bo długo nie chodził, i ten powrót był dla niego bardzo ciężki. Ale już opracowałam plan, który pomaga mi zachować poranną logistykę. Nie pozwalam, żeby Jasiu rozsiadł się w fotelu. Szybka toaleta, posiłek i pakujemy się do auta (śmiech). To jedyna szansa, żeby dotarł na czas. Potem idę do mojej pracowni, gdzie przez kilka godzin tworzę nowe projekty.

Klaudia El Dursi w jasnym garniturze
ONS

Nad czym teraz pracujesz, Klaudio?

Jeszcze o tym nie mówiłam oficjalnie, ale przygotowuję się do premiery mojej marki odzieżowej, nad którą pracuję już od kilku miesięcy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i nic po drodze się nie wydarzy, ruszymy jeszcze w grudniu. W mojej kolekcji znajdą się rzeczy, w których sama będę chodziła i się dobrze czuła. Pojawią się na pewno dresy, casualowe i bardziej wyjściowe ubrania, ale też suknie na czerwony dywan. Gdy będziemy gotowi, na pewno napiszę o tym w social mediach i wtedy też zdradzę nazwę marki. Planujesz otwarcie stacjonarnego butiku? Docelowo myślę o kameralnym, ale przytulnym atelier w Warszawie. Na początku jednak, dopóki sytuacja epidemiczna się nie ustabilizuje, będziemy sprzedawać ubrania online.

Czy epidemia koronawirusa i to, że przeszłaś tę chorobę, przewartościowało twoje dotychczasowe życie, zmieniło listę priorytetów?

Kocham to, co robię. Spełniam się zawodowo i staram się wykorzystywać szanse, jakie przynosi mi los. Zawsze jednak powtarzałam, że moim priorytetem jest rodzina – i to się nigdy nie zmieni. Przez ostatnie miesiące przekonałam się, że mieć u swojego boku bliskich to największe szczęście. Doceniłam też zdrowie, o które – nie ukrywam – dbam jak nigdy dotąd, bo kiedy zachorowałam na Covid-19, jeszcze bardziej doceniłam jego wartość. Wiem, co się ze mną działo, gdy się zakaziłam, co się dzieje z moimi bliskimi, którzy również zachorowali. I ta bezsilność była przerażająca.

Udało ci się uniknąć pobytu w szpitalu?

Całe szczęście tak. Chorowałam przez trzy tygodnie i nie było to dla mnie łatwe przeżycie. Ból głowy, płytszy oddech, poważne problemy żołądkowe i przewodu pokarmowego. Bardzo długo dochodziłam do siebie, bo ten wirus zabrał mi niemal wszystkie siły. Wiem, że i tak miałam sporo szczęścia, bo mój stan nie był aż tak poważny. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co przechodzą osoby, które wymagają hospitalizacji, oraz ich bliscy.

Czy ozdrowieńcy mają zalecane np. specjalną dietę lub ćwiczenia?

Na pewno muszą o siebie dbać. Nie mam żadnej specjalnej diety, bo zawsze starałam się jeść zdrowo. Obecnie dbam przede wszystkim o suplementację, która jest potrzebna zwłaszcza zimą. Ważna jest też dobra kondycja, dlatego regularnie ćwiczę i trzymam formę.

Podobno dzięki pandemii zmieniłaś zdanie na temat ślubu?

Rzeczywiście zamierzasz wyjść niedługo za mąż? Fakt, kiedyś wzbraniałam się przed ślubem. Zawsze jestem w niedoczasie i nie wyobrażałam sobie, jak i kiedy miałabym tę uroczystość zorganizować. Dziś myślę, że warto go wziąć. Nawet dla dzieci, dla których jesteśmy wzorem, żeby pokazać im, że małżeństwo jest czymś dobrym i fajnym.

Masz w głowie projekt wymarzonej sukni ślubnej?

Już ją widzę! Gorsetowa góra bez ramiączek, dopasowana w talii i na biodrach, rozszerzająca się ku dołowi – typowa syrenka. Gdy tylko przyjdzie odpowiedni moment, sama ją sobie uszyję!

Klaudia El Dursi w finale "Hotel Paradise 2"
Mat. prasowe

Więcej na temat Hotel Paradise Klaudia El Dursi
Przeładuj

"Rolnik szuka żony": Ania i Grzesiek Bardowscy zdradzili nam, ile wydali już na budowę domu! Oszałamiająca kwota

zobacz 02:44