Terry Richardson
ONS

Lubi, kiedy dziewczyny mówią na niego „wujek Terry”. Lubi się rozbierać na sesjach, żeby ośmielić modelki. Lubi też herbatę ze… zużytymi tamponami. Dzięki takim oryginalnym zachowaniom Terry Richardson zbudował swoją legendę. „Nikogo nie wykorzystuję. To nie moja bajka. U mnie na sesji każdy musi się dobrze bawić”, powtarza. Teraz jednak coraz częściej pojawiają się głosy, że ten jeden z najsłynniejszych fotografów świata, nie jest „nieszkodliwym wariatem”, jak nazywały go media. „To najbardziej popieprzony facet w branży”, Jenna Sauers nie owija w bawełnę. Była modelka, a obecnie dziennikarka feministycznego portalu Jezebel, kilka lat temu stanęła na czele krucjaty przeciwko Richardsonowi. W swoich tekstach ostro atakuje wujka Terry’ego. Ale trzeba przyznać, że ma solidne argumenty. Przecież to właśnie jej zwierzają się kolejne pokrzywdzone dziewczyny…

Zły dotyk


Mimo że już od 2004 roku w mediach, raz na jakiś czas, pojawiają się wzmianki o dziwnych zachowaniach Richardsona, jego zawodowa wartość wciąż rosła. Aż do teraz.

Burzę wywołał wywiad, który portal Vocativ przeprowadził z Charlotte Waters. Asystentka pielęgniarki pięć lat temu, jeszcze jako studentka, wzięła udział w sesji Richardsona. „Wiedziałam, że będą to rozbierane zdjęcia, ale to, co wydarzyło się wtedy w jego studiu w SoHo, prześladuje mnie do tej pory”, wspominała Charlotte. Terry zmusił ją między innymi do seksu oralnego w obecności swojej asystentki, która robiła im zdjęcia. A przez całą sesję traktował ją jak niewolnicę spełniającą jego najbardziej wyuzdane fantazje. „Później jak gdyby nigdy nic zapytał, czy mam chłopaka. Kiedy potwierdziłam, uśmiechnął się i powiedział, że powinien ustalić to wcześniej”.


W wywiadzie Waters zwróciła uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię. Dlaczego nie była w stanie powiedzieć „nie”, zabrać rzeczy i wyjść ze studia? „Miałam tylko 19 lat. Byłam przerażona i sparaliżowana”. Z tymi rewelacjami poszła nawet na policję, ale ostatecznie nie zdecydowała się wnieść oskarżenia przeciwko fotografowi. Inna modelka, Felice Fawn, nagabywana przez Richardsona za pomocą Skype’a, zdradziła, że w chwili, gdy odmówiła wzięcia udziału w nagiej sesji, Terry zagroził jej końcem kariery. „Poszukaj sobie pracy w barze szybkiej obsługi w takim razie. Nigdy nie zrobisz nic wielkiego”, mówił.

Życiowe zakręty


Modelki wiedzą, że kiedy poskarżą się na pracę z Richardsonem lub, co gorsza, odrzucą jego zaproszenie do współpracy, będą miały poważne kłopoty. „Albo rozpowie wszystkim, żeby ich nie bukować, albo obrobi im tyłek w macierzystych agencjach. A on naprawdę ma sporo znajomości”, tłumaczyła Rie Rasmussen, kolejna ofiara Terry’ego.

Według niej fotograf specjalnie wybiera najmłodsze dziewczyny. Z najsłabszymi charakterami. „Takie, które mu się nie postawią”, zdradziła. Kiedy wściekła, podczas Fashion Week w Paryżu, nawrzeszczała przy świadkach na Richardsona za użycie jej nagiego zdjęcia w albumie „Terryworld”, rozgoryczony zadzwonił do reprezentującej ją agencji i narzekał, że używała wulgarnego języka. „Może nie jest taki twardy, na jakiego pozuje?”, kończyła Rasmussen. Jej słowa potwierdzają przyjaciele Terry’ego. Według nich to wrażliwy, lekko zakompleksiony i zamknięty w sobie człowiek.


Nie miał łatwego dzieciństwa. Jego rodzice też zajmowali się fotografowaniem mody i nie bardzo mieli czas dla syna. Nie wierzyli, że mógł odziedziczyć ich talent. Ojciec, który cierpiał na schizofrenię, ciągle powtarzał mu, że sam nie osiągnie nic w branży. A jego matka, kiedy Terry miał dziewięć lat, uległa wypadkowi i leżała przykuta do łóżka. To wywołało w nim tak wielki stres, że musiał regularnie korzystać z pomocy psychiatry.
Ponadto dorastający w Hollywood Richardson od najmłodszych lat miał dostęp do wszelkich używek. Podobno już jako 10-latek palił marihuanę z Robertem Downeyem Jr., a osiem lat później był uzależniony od heroiny. „Wszystkie swoje frustracje próbował leczyć pracą. Na początku jego sesje były odrzucane przez najważniejsze tytuły, ale dzięki uporowi i konsekwencji Richardson zdobył w końcu uznanie”, pisał niedawno „New York Magazine”. Terry słynie z niekonwencjonalnego podejścia do pracy. Na plan przychodzi bez żadnej koncepcji. Prowokuje bohaterów do różnych zachowań i po prostu robi im zdjęcia. Bez zbędnego sprzętu, często wystarczają mu dwa najprostsze aparaty. „Zdarza się, że oddaje fotografie, na których bohaterowie mają czerwone oczy. Ascetyczny styl to jego wizytówka”, podkreślał dalej „New York Magazine”. Ostatni numer prestiżowego magazynu jest poświęcony sylwetce kontrowersyjnego fotografa. A Benjamin Wallace, autor materiału, zastanawia się, czy Terry jest jeszcze artystą, czy już maniakiem seksualnym?

Ulubieniec sław?


Do tej pory odpowiedź na to pytanie była prosta. Wystarczyło przejrzeć zdjęcia, które Richardson robi sobie ze swoimi znanymi przyjaciółkami. Są wśród nich Lindsay Lohan, Lady Gaga, Madonna i Miley Cyrus. One traktują Terry’ego jak guru. Jest ich artystycznym idolem i zrobią wszystko, o co ich poprosi. Lohan pozowała z pistoletem przy skroni, Miley i Lady Gaga topless. Ciepło wypowiadają się też o nim Barack Obama oraz Charlize Theron, która jest gwiazdą jego najnowszej sesji dla „Esquire’a”.

Nawet wtedy, gdy pojawiały się kolejne doniesienia o jego seksualnych obsesjach. W odpowiedzi na te oskarżenia współzałożyciel magazynu „Vice”, Gavin McInnes napisał pean pochwalny na jego cześć. Według niego te przypadkowe dziewczyny – nie chce nazywać ich modelkami – same pchały się w ręce Terry’ego. „Większość z nich chciała uprawiać z nim seks. Więc go uprawiali. Nie było mowy o żadnym gwałcie”, tłumaczył. Chwali też przyjaciela za to, że to on pokazał kobietom, jak wyrażać swoją seksualność. W końcu Richardson był autorem kultowego kalendarza Pirelli z 2010 roku.

Teraz jednak, w świetle najnowszych dowodów, opinia publiczna coraz częściej sugeruje, że Terry ma, delikatnie mówiąc, pewne zaburzenia. „OK, facet lubi ściągać majtki i pokazywać wszystkim swojego penisa. Ale czy nikt nie zastanowił się, po co się obnaża? Nikomu nie przyszło do głowy, że to molestowanie seksualne?”, pytał Luke Garratt z „Daily Maila”. „To mogło być oryginalne, zabawne przez kilka miesięcy, ale on tak przecież robi od lat”. Podczas sesji do magazynu „Supreme” Terry chciał stworzyć zdjęcia, przy których wszyscy będą chcieli się zaspokajać. „Był tak napalony, zachowywał się wręcz jak zwierzę. Jedna z producentek sesji po projekcie musiała skorzystać z pomocy terapeuty”, donosili świadkowie. Niedawno, gdy przy okazji kolejnej afery Terry miał proponować modelce Emmie Appleton sesję w „Vogue’u” w zamian za seks, wydawcy amerykańskiej edycji zdradzili, że nie zamierzają w najbliższym czasie zatrudniać Richardsona. Zresztą ze względu na kontrowersje, jakie wzbudza, nie pracowali z nim od ponad czterech lat. Pod koniec kwietnia ze współpracy z Terrym wycofał się także magazyn „W”. A według ekspertów to dopiero początek jego zawodowego upadku.

Persona non grata


To, że jest w poważnych tarapatach, zrozumiał nawet beztroski do tej pory Richardson. Przez lata konsekwentnie nie komentował żadnych plotek na swój temat. Ostatnio jednak zmienił strategię. Od kilku miesięcy bardzo pracuje nad poprawą swojego wizerunku. Zaczęło się od wydanego w marcu oficjalnego oświadczenia. Porównał się w nim do innych wielkich fotografów, Roberta Mapplethorpe’a i Helmuta Newtona, którzy również robili zmysłowe, wręcz erotyczne zdjęcia. Dużo miejsca poświęcił też anonimowym prześladowcom wykorzystującym Internet do oczerniania jego osoby i twórczości. „Każdy może pisać, co chce. Ale to wszystko kłamstwa. Dlatego zdecydowałem się zabrać głos”, tłumaczył. Na koniec zasugerował, że za całą aferę odpowiadają dziennikarze, gotowi spalić go na stosie w imię większego nakładu.

Kolejną próbą „wybielenia się” jest materiał w najnowszym numerze „New York Magazine”. Terry znowu narzeka na publiczny lincz ze strony brukowców i sieciowych „hejterów”. Ale, niejako przy okazji, chwali się też, że ma dużego członka… Gdzie tu sens i logika? Jedną z jego obrończyń cytowanych w tekście jest Alex Bolotow, asystentka Terry’ego, która na potrzeby zdjęć udaje, że uprawia z nim seks oralny. Według niej dotykanie penisa Richardsona to przecież nic takiego. „Silna, pewna siebie kobieta nie będzie miała z tym żadnych problemów. To tylko gra”. Autor tekstu zapomniał jednak dodać, że ta silna i pewna siebie kobieta jest… partnerką fotografa. Dziennikarki z portalu Jezebel ustaliły, że Richardson i Bolotow spotykają się od prawie pięciu miesięcy. A takich kwiatków jest więcej.

W końcu, już po publikacji materiału, głos zabrała Jamie Peck, kolejna z modelek molestowanych przez Terry’ego. „On uważa, że ta praca wymaga od nas pełnej gotowości. Ale przecież nawet w biznesie porno reżyser rozmawia z aktorką, czy zgadza się na udział w konkretnych scenach. Nie lepiej powiedzieć, czego się oczekuje i wybrać odpowiednią kandydatkę, która zgodzi się na wszystko? Dlaczego Richardson żąda podpisania zgody na publikację zdjęć przed, a nie po sesji?”, pytała. Sugeruje też, że zamiast skupiać się na tym, czy rzeczywiście jest seksualnym maniakiem, powinniśmy odpowiedzieć na inne, dużo ważniejsze pytanie: „Jak długo jeszcze wydawcy i reklamodawcy będą tolerować jego skandaliczne zachowania?”.

Tekst: Jakub Biskupski

Więcej na temat Terry Richardson