Halinka Mlynkova
Marlena Bielińska/Move
W szczerej rozmowie z Piotrem Najsztubem

Halina Mlynkova: "Ja się uwielbiam dołować!"

Na pytanie, czy na pewno się z mężem kochali i jak to jest, kiedy miłość mija, odpowiada: „Nie wiem”. Ale Piotr Najsztub nie daje się zbyć!

– Podobno nie możemy rozmawiać o Pani rozwodzie?
Halina Mlynkova:
Nie tyle nie możemy, tylko to jest pozamiatane, nudny temat.

– Zazwyczaj rozwodząc się, ludzie się kłócą, płaczą, oskarżają…
Halina Mlynkova:
A my nie.

– To rzeczywiście nuda. Ale skoro taki nudny ten rozwód, to może żeście się nigdy nie kochali?
Halina Mlynkova:
To nie tak. Mogę mówić tylko za siebie, a ja uważam, że nie może być czegoś takiego, że uczucie może jest, a może nie ma.

– A gdzie takie polskie, właściwie peerelowskie „dziecko musi mieć ojca i matkę”?
Halina Mlynkova:
Przecież ma! Takie myślenie powoduje, że te następne pokolenia właśnie z tego powodu szybciej się rozstają, bo mówią: „Moja matka z ojcem się gryźli całe życie dla naszego dobra, a myśmy na to nie mogli patrzeć, więc teraz wolimy się rozstać, żeby nasze dzieci nie miały tego samego. I pokutują kolejne pokolenia. Zresztą powodów takiego myślenia jest więcej. Kilka lat temu jechałam w Krakowie taksówką i taksówkarz mówił cały czas, że już ma dosyć swojej żony. Ja mu na to: „To niech się pan rozwiedzie”. A on na to: „Nie stać mnie, 400 złotych to kosztuje, więc mieszkam z kochanką, żona z kochankiem, dalej w naszym mieszkaniu, tylko we czwórkę”.

– Ludzie o stalowych nerwach. A jak mija miłość?
Halina Mlynkova:
Nie wiem. Mam wrażenie, że jakieś nagromadzenie sytuacji powoduje, że człowiek pewnego dnia się budzi i dalej nie może. Czytałam o takim przypadku w Chinach, gdzie jest chyba najwyższy na świecie procent samobójstw. Małżeństwo miało kawałek ziemi, mąż pokłócił się z żoną o to, co na niej posadzić. Ona chciała kukurydzę, on – pszenicę. Po kłótni ona popełnia samobójstwo. Przecież nie z powodu kukurydzy, tylko im się nazbierało i ją to przerosło. Myślę, że tak często jest w związkach.

– Przeczytałem notkę o Pani w Wikipedii…
Halina Mlynkova:
Ale tam są błędy!

– I jest takie zdanie: „W 2003 roku opuściła zespół Brathanki, żeby rozpocząć solową karierę”. Ale potem było dziecko i z solową karierą problem. Halina Mlynkova: Czuła się Pani zatrzaśnięta w domu z dzieckiem?
Halina Mlynkova: Wszystko było inaczej.

– Jak?
Halina Mlynkova:
To nie była moja decyzja, po prostu dowiedziałam się, że zespół przez to, że jestem w ciąży, chce mnie wymienić na inną wokalistkę. I kiedy się o tym dowiedziałam w wytwórni, natychmiast powiedziałam, że to ja w takim razie dziękuję, bo chyba zasługuję na więcej szacunku.

– Paskudne.
Halina Mlynkova:
Tak.

– Graliście przecież taką muzykę, że spokojnie mogłaby Pani śpiewać z wielkim brzuchem, to nie był punk rock.
Halina Mlynkova:
Miałam w planach śpiewać do dziewiątego miesiąca! Ale ktoś im nagadał, że mogą nam odwoływać koncerty ze względu na moją ciążę. Więc nie odeszłam z zespołu z powodu solowej kariery, bo nie miałam takich planów. Myślałam, że będę w zespole i być może kiedyś spróbuję zrobić coś swojego, co mi bardziej w duszy gra.

– Więc się Pani uniosła honorem i zatrzasnęła z dzieckiem w domu.
Halina Mlynkova:
Na pewno się zatrzasnęłam przed koncertami, których mi brakowało. Z drugiej strony to było dla mnie bardzo ważne siedem lat, bo po paru miesiącach była u nas pierwsza niania, a ja konsekwentnie, codziennie wychodziłam i nagrywałam. I nagrałam prawie sześć całych płyt, które poszły do śmietnika.

– I gdzie stoi ten śmietnik?
Halina Mlynkova:
W moich szufladach.

– Czemu się nie udawały, skoro to już było to, co w duszy gra?
Halina Mlynkova:
To skomplikowana sprawa. Człowiek się wyrywa z zespołu, który się wszystkim zajmował, i nagle spada na niego odpowiedzialność za decyzje, który materiał, jaka piosenka. I za każdym razem, kiedy kończyliśmy płytę, czułam, że to nie jest to, to nie jestem ja. Ale dzięki temu poznałam mnóstwo cudownych ludzi i bardzo dużo się nauczyłam. Asertywności również. I po tych siedmiu latach już wiedziałam, czego chcę. Więc już się zaparłam i płyta wyszła w listopadzie. Wcześniej każdy projekt miał swoje etapy i ja już każdy znałam, wiedziałam, że się zacznie przekładanie sesji, brak czasu na tamto i owo, płyta zacznie wymykać się spod kontroli, że nagle ta aranżacja, która na początku była próbnie, okazuje się ostateczna. A potem okazywało się, że mi się ten numer nie podoba tak, jak na początku, bo coś się we mnie zmieniało…

– Musi Pani szybciej robić płyty. Zanim zdąży się Pani zmienić.
Halina Mlynkova:
Właśnie mam dwie nowe piosenki i boję się, że entuzjazm mi do nich minie.

– Czyli Pani nie „donosi” płyt, można by powiedzieć?
Halina Mlynkova:
Trochę tak. Ale jedną się udało, rzeczywiście po sześciu problematycznych „ciążach” płytowych.

– Mówi Pani „co mi w duszy gra”. To dosyć banalne. Po co Pani śpiewa?
Halina Mlynkova:
To jest chyba silniejsze od człowieka. Żeby pan to zrozumiał, to musiałabym zadać panu pytanie: „Po co pan gotuje w swojej restauracji?”.

– Czyli nie może się Pani powstrzymać?
Halina Mlynkova:
Nigdy sobie nie wyobrażałam, że mogłabym robić cokolwiek innego.

– Nadal jest to trochę „adzia-badzia”. Czy Pani chce nam coś tym śpiewaniem ważnego powiedzieć? Czy nas po prostu zabawić?
Halina Mlynkova:
Śpiewam dlatego, że to kocham! I egoistycznie do tego podchodzę, bo widownia również daje mi ogromną energię, a ja ją oddaję, śpiewając. I czuję akceptację na koncertach, ludzie słuchają. Nie oczekują ode mnie tego, czego najbardziej nie lubiłam, tego „tańca okulańca” z Brathanków. Bardzo się bałam, że po powrocie będą te same oczekiwania.

– Że Pani coś tak po góralsku bardziej?
Halina Mlynkova:
Tak, na ludowo. Dlatego cieszę się, że ludzie słuchają mnie nowej.

– Pani sama pisze teksty?
Halina Mlynkova:
Część.

– To dobrze?
Halina Mlynkova:
Tak. Ja się nie zapuszczam w jakieś supergłębokie egzystencjalne teksty czy polityczne postrzeganie rzeczywistości, mnie interesuje kobiecość, moja kobiecość. I dokładnie pod tym kątem patrzyłam na tę płytę. Zupełnie inaczej mi się śpiewają moje teksty, a inaczej cudze.

– Ale pewnie zna Pani tezę, że to modna dziś uzurpacja? Że wokalista nie powinien pisać tekstów, nie jest od tego, od tego są poeci, tekściarze. Maryla Rodowicz chyba nie napisała żadnej piosenki, a dokładnie wyrażała siebie śpiewanymi przez siebie piosenkami. Może to jakaś błędna droga, plaga niemalże, z piszącymi sobie teksty wokalistkami?
Halina Mlynkova: To może jedna ze zmian, która teraz się odbywa w muzyce, a fajne jest to, że ludzie próbują wyrażać siebie.

– Ale efektem jest rzesza dziewczyn, które śpiewają własne teksty, nikt ich nie rozumie, ale one „wyrażają siebie”. I to jest taki trochę bełkocik „ja, ja, ja…”.
Halina Mlynkova:
Tak rzeczywiście jest. Dlatego długo powstrzymywałam się przed tym, żeby pisać teksty. Napisane konsultowałam z ludźmi, którzy to potrafią. A jakbym się miała za nie wstydzić, tobym ich na pewno nie pokazała.

– I nie ma takiej obawy, że jest Pani grafomanką?
Halina Mlynkova:
Oczywiście, że jest.

– To jak Pani sobie radzi z tym strachem?
Halina Mlynkova:
Kiedy płyta wyszła, miałam takie poczucie, że „po co ja to pisałam, teraz wszyscy to będą czytać?!”. Zdarzyło mi się to pierwszy raz. I dopiero chyba pomału zdaję sobie sprawę z ogromu odpowiedzialności za tę sytuację.

– Chyba się upiekło. Nie usłyszałem, żeby Panią publicznie nazywano grafomanką.
Halina Mlynkova:
Na szczęście. Nie oberwałam za to.

– Ale chyba nie ma w Pani szaleństwa? Ja oczekuję od artystów szaleństwa.
Halina Mlynkova:
Byłam z „grzecznego” domu, to widocznie na zewnątrz jestem grzeczna. I nie muszę nikomu, panu też, czegokolwiek udowadniać.

– Może by Pani chociaż przez chwilę była „kobietą upadłą”?
Halina Mlynkova:
A po co? Żeby zaistnieć, trzeba szokować? Wolę zaskakiwać. Szokowanie stało się zbyt oczywiste. A ten błyszczący świat jest bardzo płytki i rzeczywiście szybki, bo szybko można…

– Zostać słynną Natalią Siwiec.
Halina Mlynkova:
Tak, ale to nie jest kwestia Natalii, ona jest jedną z wielu, która się pojawi i za chwilę…

– Nie pozazdrościła jej Pani?
Halina Mlynkova:
Oczywiście! Czy tak miała brzmieć moja odpowiedź?

– Nie wiem, ja tylko pytam.
Halina Mlynkova:
To kompletny, choć przewidywalny kosmos. Spojrzałam na jej pierwsze zdjęcie i znałam finał, który się powoli realizuje. I to nie jest kwestia tej konkretnej dziewczyny, to jest tylko jedna z ofiar tego systemu, który dziś się kręci wokół niej.

– Ofiar? Ona z pewnością uważa się za wygraną.
Halina Mlynkova:
To może dobrze, ale dla niej samej.

– I bardzo dobrze świadczy to o jej biuście.
Halina Mlynkova:
To pan powiedział.

– Wróćmy do Pani przypadku. Na parę lat schowała Pani swoją karierę do piwnicy. Nie chcę być niemiły, ale najmłodszą wokalistką to już Pani nie jest…
Halina Mlynkova:
Mam tego świadomość.

– I teraz trudno będzie zawojować świat.
Halina Mlynkova:
To zależy, co kogo interesuje.

– A co interesuje Mlynkovą?
Halina Mlynkova:
Nie interesuje mnie spełnianie oczekiwań innych, czyli tego, że mam wrócić na superszczyt, jak to było w Brathankach. Nie interesuje mnie medialność mierzona okładkami, kliknięciami, zdjęciami na portalach. Mnie interesują koncerty, ludzie, wyjazdy z moim genialnym zespołem.

– Wyrwała się Pani z małżeństwa i teraz…
Halina Mlynkova:
I teraz jeszcze się muszę wyrwać z domu? Nie. Ja zawsze stawiałam na muzykę. Przyjeżdżam na koncert, jest mnóstwo ludzi i nie zdarzyło się, żeby ktoś nie stał z przodu i nie śpiewał tych nowych piosenek. A ludzie nie oczekują ode mnie przebojów Brathanków i to jest genialne! To jest mój mały, egoistyczny sukces. Osiągnięty mimo tego, że nie chwalę się każdą bzdurą, nie lecę do gazety z tym, że mam to, robię to, owo, tamto. Nie siedzę i nie zastanawiam się, co tu zrobić, żeby było o mnie głośno.

– Operację plastyczną trzeba zrobić i wszystkich nas o tym powiadomić…
Halina Mlynkova:
Nie interesuje mnie to. Jestem nudna. Nie chcę sobie zrobić cycków, nie chcę sobie zrobić nosa, nie chcę sobie powiększyć ust ani podciągnąć niczego za uszami.

– Bo uważa Pani, że jest idealna, czy że nie ma pieniędzy?
Halina Mlynkova:
Myślę, że gdybym się zoperowała, to już by nie można było nic komentować, mojego za dużego nosa ani małych piersi, ani tego, że za chuda. A tak przynajmniej mogą mi dowalić za to w Internecie. Nie będę im odbierać tej przyjemności.

– Ale co z kobiecą ładnością? Koszulkę, widzę, ma Pani raczej męską niż kobiecą?
Halina Mlynkova:
Ale jest z działu damskiego. Stawiam na wygodę.

– Niż podobanie się mężczyznom?
Halina Mlynkova:
Właśnie. Podobanie się mężczyznom jest megafajną sprawą, ale nie osacza mnie od rana myśl, że muszę się podobać. Myślę zresztą, że „podobanie” tylko fizyczne jest bardzo płytkie.

– A po rozwodzie nie jest tak, że kobieta szuka, rozgląda się?
Halina Mlynkova:
Nie, ja się nie rozglądam. I nie powiem teraz, że „złapałam nagle wiatr w żagle, że się poczułam wolna”, bo to są slogany, które kompletnie mnie śmieszą. Nie uśmiechnę się z okładki VIVY! z hasłem: „Wreszcie jestem wolna!” albo: „Rozpoczęłam nową drogę życia!”.

– A „Halo, jestem wolna!”?
Halina Mlynkova:
Nie.

– A mężczyzna jest potrzebny w ogóle Mlynkovej?
Halina Mlynkova:
Bardzo.

– Po co? Żeby słuchał jej piosenek czy w jakiejś innej sprawie?
Halina Mlynkova:
Ja kocham mężczyzn, uwielbiam towarzystwo mężczyzn i bardzo się dobrze w towarzystwie mężczyzn czuję!

– No to są karczmy piwne, tam jest zawsze mnóstwo mężczyzn. No dobra, ale widzi Pani w oczach mężczyzn takie: „O! Wróciła na rynek!”?
Halina Mlynkova:
Ha, ha, ha… Myślę, że to jest też chyba w człowieku, że albo jest otwarty, albo jest zamknięty.

– No to wróciła Pani na rynek czy nie?
Halina Mlynkova:
Wróciłam na rynek.

– To się czuje w spojrzeniach mężczyzn?
Halina Mlynkova:
To jest zabawne. Choć za bardzo się nie zastanawiam nad takimi rzeczami.

– Mężczyźni są wtedy śmieszni, takie koguty?
Halina Mlynkova:
Są przewidywalni. Nieprzewidywalnych, takich naprawdę ciekawych mężczyzn, jest mało.

– Się Pani nie rozgląda, nie szuka… Ma Pani taką filozofię, że jak coś ma przyjść, to przyjdzie?
Halina Mlynkova:
Dokładnie tak. Zresztą patrząc z boku na moje samotne koleżanki i ich rodzaj szukania czy poznawania mężczyzn…

– Oszalały niekiedy, jak sądzę.
Halina Mlynkova:
Kompletnie nie jestem w stanie pójść tym nurtem. Ale za to wiem, że jestem w stanie, w sali nabitej tysiącem osób, złapać kontakt właśnie z „tą” osobą, która akurat jest (tutaj śpiew) tym kimś.

– A bierze Pani pod uwagę taką możliwość, taki scenariusz, że będzie sama z dzieckiem?
Halina Mlynkova:
Tak, przecież jestem teraz.

– Ono urośnie, wyprowadzi się z domu, będzie Pani sama.
Halina Mlynkova:
Widzę swoją przyszłość bardzo odległą, chciałabym dożyć zdrowej starości. Widzę siebie w dużym, kolonialnym domu, po którym będą biegały obce dzieci, a ja będę czytać książki, będę stara i będzie miło.

– Co to znaczy „kolonialny dom”?
Halina Mlynkova:
Chciałabym mieszkać albo na Kubie, albo na Goa. Bo ciepło cały rok, bo lubię tę kulturę, radość ludzi, bo czas płynie tam wolno. I chciałabym, żeby ze mną mieszkała duża rodzina z tamtego regionu, która będzie się zajmować mną i domem.

– Ale zanim to się spełni, pomieszka Pani w chłodnej, zabieganej Polsce. A tu łatwo o jakiś dół psychiczny. Zdarza się? I wtedy butelka wina i trochę ryczymy w poduszkę?
Halina Mlynkova:
Największego doła łapię, kiedy już wiadomo, że na przykład z płytą wszystko jest super, zamknięte. Wtedy mówię: „Nie, się nie uda, to jest niemożliwe, żeby się to udało!”.

– I czym Pani ten dół zasypuje?
Halina Mlynkova:
Ja się uwielbiam dołować! Jeszcze pogłębiam ten dół. Mam go rzadko, więc go doceniam.

– Co jest przyjemnego w dole?
Halina Mlynkova:
To jest taki ból straszny…

– Egzystencja?
Halina Mlynkova:
Jezu, jak ja to lubię!

– Bo „ja, ja, ja”?
Halina Mlynkova:
Tak, nareszcie nie ma tych wszystkich dookoła, jestem tylko ja. I wtedy w kółko puszczam tę samą piosenkę, po której mnie boli jeszcze bardziej. To cudowne uczucie tak się dołować.

– To jest jakaś jedna piosenka?
Halina Mlynkova:
One się zmieniają. Kiedyś to była Eva Cassidy „Imagine”, kiedy miałam 10 lat, to był gospel. A teraz to jest Emeli Sandé „Clown”. Fenomenalna 20-latka, byłyśmy w Berlinie z koleżanką na jej koncercie.

– Mlynkova jedzie na koncert genialnej 20-latki i to nie wbija jej noża w serce? Co z pytaniem: „Dlaczego ja taka nie jestem?”.
Halina Mlynkova:
A dlaczego nie mieszkam w Hollywood? Dlaczego nie urodziłam się kimś innym? Dlaczego? Szukam w sobie siebie, a nie tych, których podziwiam.

Rozmawiał Piotr Najsztub
Zdjęcia Marlena Bielińska/Move
Stylizacja Jola Czaja
Makijaż Julita Jaskółka
Fryzury Sylwia Habdaś
Rekwizyty Piotr Czaja
Produkcja Ela Czaja

Sonia Bohosiewicz
Mateusz Stankiewicz /AF Photo
Newsy
Sonia Bohosiewicz: Śnię o lataniu
O „cudownej przemianie” Soni, ewentualnej zmianie męża, o tym, czy pięknej kobiecie wypada kląć. A także o damskich sztuczkach i... orgazmach. Piotr Najsztub robi, co może, by sprowokować Sonię Bohosiewicz. Ona broni się jak lwica.

– Gdyby Pani miała sobie wyobrazić Sonię Bohosiewicz jako zwierzę, to jakie by było? Sonia Bohosiewicz: Lwica, podoba mi się ten rodzaj siły, ale i łagodności kota, a do tego bym dołożyła skrzydła, więc latająca lwica. – Tymczasem w Internecie lata „cudowna przemiana Bohosiewicz”, z kompletem zdjęć „przed” i „po”. Tak miało być? Sonia Bohosiewicz: No co pan… najwidoczniej trafiłam na taki moment, że nic się ciekawszego nie działo. A z drugiej strony jest znamienne, czym się interesują media, czyli też ludzie. – Gwiazdy grubieją, zachodzą w ciążę, operują się plastycznie, gwałtownie chudną. Może to jest szalenie ciekawe? Sonia Bohosiewicz: Ja się na to gniewać nie mogę, ale mam nie zachodzić w ciążę i nie chudnąć?! – Ale jest Pani dumna, jak czyta w Internecie: „cudowna przemiana Soni Bohosiewicz”? Sonia Bohosiewicz: Czy pan zwariował?! – Z efektu zrzucania kilogramów…? Sonia Bohosiewicz: To rzeczywiście była niełatwa praca do wykonania. – A po co właściwie Pani chudła? Sonia Bohosiewicz: Całe życie byłam w takiej wadze, jak teraz. Zamieszanie w tym, że tak zwana szersza publiczność poznała mnie w serialu „Usta Usta”, a tam rzeczywiście nosiłam większy rozmiar. Nie udało mi się nie przytyć w ciąży, a zaledwie trzy miesiące po porodzie, w tym tak zwanym większym rozmiarze, rozpoczęłam pracę na planie „Usta Usta”. To trwało półtora roku, więc musiałam po prostu „dociągnąć” serial do końca, nie mogłam zrobić im numeru i nagle po dwóch miesiącach przerwy zjawić się ze zmienioną sylwetką, czyli „niemontowalna”. Więc kiedy tylko skończyłam serial, wzięłam się za siebie, zaczęłam chodzić trzy razy w tygodniu na siłownię, wzięłam trenera. –...

Halina Mlynkova
Newsy
Halina Mlynkowa i jej partner Leszek Wronka naprawdę się rozstali?
Halina Mlynkowa i jej partner Leszek Wronka naprawdę się rozstali?

Mam wrażenie, że w moim życiu dzieje się jedna rewolucja za drugą. I do wszystkich sama doprowadzam (śmiech). Chyba nie umiem żyć w spokoju”, powiedziała niedawno w wywiadzie dla portalu Plejada Halina Mlynkova ( 43 ). W ostatnich miesiącach zmieniła swoje życie: tuż po wybuchu pandemii przeprowadziła się z Pragi do Polski. Teraz nie zamierza wracać, przeciwnie – chce przypomnieć o sobie polskim fanom. Na festiwalu w Opolu ma zaplanowane aż trzy występy! Ale przy Halinie nie ma jej męża, czeskiego producenta Leszka Wronki – gwiazda mieszka w swoim dawnym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie tylko z 16-letnim synem Piotrem. Czy to oznacza, że Mlynkova i Wronka się rozstali? „Nie będę komentować życia prywatnego, to nigdy nie wychodziło mi na dobre. Wierzę, że jeśli ktoś jest mi życzliwy, to nadal będzie za mnie trzymał kciuki, a nienawistników… tych już nie zmienię”, powiedziała „Fleszowi” piosenkarka. Święto zakochanych Jeszcze niedawno wierzyła, że razem z mężem pokona każdą przeszkodę. Nie miało dla niej znaczenia, że Leszek jest starszy od niej o 17 lat i że ma troje dzieci z poprzednich związków. On też wydawał się zauroczony polską gwiazdą. „Halina weszła na próbę do Bitwy na głosy. Wtedy już wiedziałem, że to nie skończy się na jednym spotkaniu. Czułem, że będziemy razem”, wspominał. Pobrali się w walentynki 2015 roku. Ich ślub był prawdziwym wydarzeniem towarzyskim, bo zaprosili do Pragi kilkuset gości, a panna młoda wystąpiła aż w trzech sukniach ślubnych. Potem Mlynkova z synem przeprowadziła się do Pragi. Dziś na swoich kontach na Instagramie Halina i Leszek nie mają już ani jednego wspólnego zdjęcia. Producent chętnie natomiast zamieszcza fotki ze swoimi synami. Show, nie biznes Halina twierdzi, że mieszkanie w...

Newsy
Agnieszka Szulim: Miłość czy seks?
Kariera czy rodzina? Szczera rozmowa z gwiazdą z najnowszym wydaniu Vivy!

– Wolna? W ogóle nie będziemy o tym rozmawiać! – Jak to? Miałem nadzieję na odpowiedź „tak”, żebyśmy mogli poflirtować. Nie mówię, że nie możemy poflirtować, ale nie będziemy rozmawiać, czy jestem wolna, o moich związkach, konkretnych mężczyznach. – A to czemu? Taką ładną klamrą rozmowy o życiu prywatnym zamknęłam u pana w „Najsztub słucha”. Ostatni raz mówiłam o rozstaniu z mężem, o małżeństwie. Potem zrozumiałam, że nie muszę stawiać się już pod tą ścianą. – Ale innych Pani stawia. I bardzo źle się czuję w takich rozmowach. Na szczęście już u siebie w programie nie muszę ich robić. Paradoksalnie czasem jestem zbyt grzeczna, więc niekomfortowo się czułam, pytając o sprawy intymne. Czułam, że nie mam do tego prawa. – Ale to jest treść współczesnych mediów, przynajmniej części z nich. Ale nie wszystko musi mi się w tych mediach podobać, nawet jeżeli biorę w tym udział. – Zbyt grzeczna… Pani jest skandalistką – marihuana, bójka z Dodą… Mimowolna skandalistka. – To o Pani Nergal napisał na Facebooku: „Czarny anioł ruchania”. Mimowolna? On to napisał o sobie do mnie. Ten „pseudonim” wymyślił jeden znajomy, a Adamowi się spodobało. Ładny skrót z tego wyszedł – CAR. Widzi pan? Jednak mimowolna. Nie mam z tym problemu, mogę być kontrowersyjna, lubię też jasno wyrażać poglądy. Właśnie wyrzuciłam z Facebooka pięcioro znajomych. – Za co? Za to, że głosowali na Janusza Korwin-Mikkego. Przeczytałam artykuł o tym, że Korwin-Mikke i jego partia są już na trzecim miejscu w sondażach. Dramat. Napisałam post o tym, że „co trzeba mieć w głowie, żeby na niego głosować?!”. I, o zgrozo,...

Nasze akcje

Uwielbiasz taniec? Rozwijaj swoje umiejętności i dziel się nimi ze światem!

Partner
Newsy

Kosmetyki, które dbają o ciebie i planetę. Poznaj nową linię przeciwzmarszczkową Laboratorium Kosmetycznego Ava

Partner

Lubisz zieloną herbatę? Poznaj jej prozdrowotne właściwości

Partner

Słuchawki jak ekskluzywne kosmetyki? To możliwe z Huawei FreeBuds Lipstick

Partner
Newsy

Pierścionek zaręczynowy w codziennych stylizacjach. Sprawdź najmodniejsze zestawienia na jesień 2021

Partner
Kosmetyki Neboa
Newsy

Zadbaj o włosy w duchu eko. Jak duży wpływ na planetę ma zawartość naszych kosmetyczek? Będziesz zaskoczona!

Partner