Ewa Minge na okładce Vivy
Viva!
Szczere wyznania

Ewa Minge: "W autobiografii pokazałam swoją duszę"

Jak przetrwała lawinę hejtu? Jeszcze nigdy nie udzieliła tak szczerego wywiadu.

Jeśli komuś się powodzi, to najczęściej wbija mu się szpilki pełne jadu i złośliwości. Sukcesy Polaków często nie są traktowane jako narodowa duma. Dlaczego? Ewa Minge właśnie wydała autobiografię, w której chce pokazać, że na swój sukces pracowała wiele lat. Rozprawia się z hejtem i zarzutami dotyczącymi operacji plastycznych.

– No i rozprawiłaś się z tym hejtem. Ja bym była na Twoim miejscu z niego dumna, bo sama piszesz, że wzięłaś sobie do serca słowa Niny Terentiew, która wbijała Ci do głowy, że im większy sukces, tym więcej wrogów.

Ewa Minge: Ja dzisiaj też inaczej na to patrzę. Nawet nie robię przeglądu mediów, od czego kiedyś zaczynałam dzień.

– To dlaczego potrzebowałeś terapii, wzmocnienia?

Ewa Minge: Może dlatego, że czuję się, jakbym miała rozdwojenie jaźni, jakbym żyła w dwóch światach. Jeden to mój prawdziwy, realny, który znają moi synowie, rodzina. I drugi, w którym jestem odbierana jak kosmitka, ktoś z innej planety. Trudno stanąć na ulicy i każdemu powtarzać: "Posłuchaj, ty mnie wcale nie znasz!". I że odniosłam sukces nie dlatego, że poznałam bogatego faceta z niewyobrażalnymi pieniędzmi, że nie zrobiłam kariery przez łóżko, tylko dlatego, że ciężko pracuję.

– Zawsze będziesz atakowana, bo jesteś inna. Wygląd, sposób bycia, kariera.

Ewa Minge: Ja nigdy nie patrzyłam na siebie jak na kogoś innego.

– Nawet w dzieciństwie, kiedy byłaś ruda, piegowata, z nadwagą i skośnymi oczami? Musiałaś się wyróżniać.

Ewa Minge: Pewnie tak, ale wtedy nikt nie dawał mi do zrozumienia, że różnię się od moich koleżanek. To tylko mama opowiadała mi ze śmiechem, że kiedy się urodziłam, byłam potwornie brzydka. W dzieciństwie biegałam z chłopakami, wspinałam się na drzewa. Miałam dużo energii i wyobraźnię, w której nikt nie mógł mnie przegonić. A teraz tłumaczę wszystkim, że każdy projektant powinien być niepowtarzalny, oryginalny i tylko taki ma szansę na światowy sukces.  

– Obnażyłaś się. Wiwisekcja zawsze jest ryzykowna.

Ewa Minge: Pokazałam swoją duszę, ale daleko mi do całkowitego obnażenia się. Chciałam tylko powiedzieć, że nie wszystko jest takie piękne, kolorowe i lukrowane, jak czytam w różnych wywiadach. Jeżeli ktoś mówi, że nigdy nie był nieszczęśliwy, nigdy w siebie nie zwątpił, nigdy nie myślał, żeby z tego życia się ewakuować, to albo kłamie, albo nie jest zbyt mądry.

– Siedziałaś u Doroty – żony Twojego kierowcy w twojej firmie – i mówiłaś, że nie chcesz żyć. Miałaś pełne konto, dwa najlepsze samochody i kolekcję butów od światowych projektantów. I chciałaś się zabić. Nie rozumiem tego.

Ewa Minge: Nie rozumiesz, że nie ma takich pieniędzy na świecie, które by przyniosły człowiekowi szczęście i radość życia? Kilkanaście lat temu ja pojęłam to dokładnie. Oczywiście pieniądze są pożyteczne, o czym przekonałam się wielokrotnie, kiedy moi przyjaciele czy rodzina chorowali i trzeba było im udzielić pomocy. Ale źródło szczęścia leży naprawdę gdzie indziej. A ja wtedy doszłam do takiego momentu, że widziałam ścianę nie do przejścia, nie wiedziałam, jak postąpić, żeby nikogo nie skrzywdzić i jednocześnie siebie też nie. Byłam rozdarta.

 

– Wtedy podjęłaś decyzję o rozwodzie?

Ewa Minge: Tak, i jeden jedyny raz w życiu nie chciałam żyć. Bałam się, jak on sobie poradzi, bałam się odpowiedzialności. Wiedziałam, że dłużej już w tym małżeństwie tkwić nie mogę, ponieważ cierpią na tym dzieci. A rozstanie być może skrzywdzi mojego męża. A ja w każdej sytuacji zostanę z poczuciem winy.

– Dlaczego w ogóle wyszłaś za mąż, i to za marynarza? Ile miałaś wtedy lat?

Ewa Minge: Dwadzieścia jeden. Wiesz, to jest tak, że poznajesz kogoś i wydaje ci się, że spotkałeś Chrystusa i że los daje ci niesamowitą szansę na miłość, jaka się nie zdarza. Krótko go znałam, ale listy, które do mnie pisał, były niezwykłe, słowa oplatały mnie jak sieć. To nie były czasy portali randkowych, telefonów komórkowych. Nie miałam żadnego doświadczenia w miłości, wydawało mi się, że spotkałam człowieka, który ma mądrość życiową większą niż  moja, który ma siłę. Zaimponował mi spojrzeniem na świat. Chciałam z nim być, ale nie mogłam zamieszkać z nim bez ślubu. Przecież wychowałam się w małym mieście, w surowej obyczajowości. Nawet przed ślubem nie poszliśmy do łóżka. Dzisiaj uważam, że dla młodych to wręcz konieczność, zanim podejmą jakieś poważne decyzje.

– Twój starszy syn, Oskar, powiedział Ci: "Rozwiedź się".

Ewa Minge: Tak i jego słowa zbiegły się z tą moja ścianą. Powiedziałam sobie: "Jak bym nie postąpiła, kogoś skrzywdzę". Ale zostanie z mężem byłoby tchórzostwem i krzywdą dla moich synów.

– A jednak ten rozwód Cię do dzisiaj boli. W wielu miejscach w swojej książce wracasz do niego, odwołujesz się do Twojego małżeństwa. Wywarło takie piętno na Twoim życiu?  

Ewa Minge: Masz rację, to małżeństwo spowodowało, że trudno mi zaufać do końca jakiemuś mężczyźnie, że jestem ciągle uciekającą panną młodą. Okazuje się, że nie trzeba zdradzać, żeby nie móc z kimś być. Mnie wystarczyło bardzo trudnych 12 lat, żeby zmienić swoją życiową filozofię.

– Nie wyszłaś za mąż drugi raz, chociaż mężczyźni klęczeli przed Tobą, oświadczali się, chcieli obrzucać złotem.

Ewa Minge: Nie chciałam nikogo wprowadzać do domu, uważałam, że związki na odległość świetnie funkcjonują, wspólne wakacje, święta, weekendy. A dom jest dla moich synów, którzy mają w nim swoją mamę i swój świat. Nikt ich nie próbuje ustawiać. Nikt nimi nie dyryguje. I może dlatego moi synowie utrzymują z moimi partnerami kontakt do dzisiaj. Lubią ich, przyjaźnią się z nimi. (...)

– Ciągle potrzebujesz akceptacji. Masz za sobą trudne dzieciństwo?

Ewa Minge: Ależ ja dzieciństwo miałam cudowne, byłam obłędnie przez rodziców akceptowana i przez całą dalszą rodzinę. Nasz dom był fantastyczny – malowaliśmy, czytaliśmy, tworzyliśmy.

 

– A potem?

Ewa Minge: Potem to ja nawet domu nie miałam. Dopiero po rozwodzie zaczęłam go budować. Wszystko zostawiłam byłemu mężowi, dzisiaj myślę, że nie byłam zbyt mądra. Chciałam, żeby on się przekonał, że nie zależy mi na pieniądzach. Przez całą separację i przez pierwsze miesiące po rozwodzie dokładałam jeszcze do niego. Chociaż to ja potrzebowałam środków, żeby stanąć na nogi. I chociaż miałam obietnicę, że w domu w Pszczewie, który mąż dostał w stanie surowym od swoich rodziców, a kończyliśmy go razem, będę mogła mieszkać z dziećmi, jak długo będę chciała. Po pół roku musieliśmy się wyprowadzić. Rozwodząc się, myślałam, że może przejrzy na oczy, że się coś zmieni, że wszystko zaczniemy jeszcze raz, ale...   

– Mężczyźni tak łatwo się nie zmieniają.

Ewa Minge: Kilka lat po rozwodzie zrozumiałam, że on po prostu nie umiał inaczej, ponieważ jego dzieciństwo wyglądało dokładnie tak samo jak dzieciństwo naszych synów. I wtedy mu autentycznie wybaczyłam. Nie mam do niego żalu.  

– Rozwodowy stres spowodował, że ujawniła się Twoja choroba?  

Ewa Minge: Ja tę chorobę musiałam długo w sobie nosić, ale nie było żadnej diagnozy. Po prostu często bardzo się źle czułam. Do badań zmusiła mnie babcia, kiedy zobaczyła, że mam zawroty głowy, cały czas jestem zmęczona i chudnę.   

– I wtedy okazało się, że cierpisz na zespół Gilberta?

Ewa Minge: Okazało się, że jestem poważnie chora. Dość drastyczna diagnoza i długie leczenie. Dodatkowo z powodu zespołu Gilberta bardzo uciążliwe, bo każdy lek wywoływał uaktywnienie się ataków wątroby. Cały czas biorę leki, ale nauczyłam się z tym żyć. Czasem jednak podrażnienie wątroby powoduje uporczywe wymioty, obrzęk twarzy, podkrążone, zwężone oczy, wyglądam jak mongoł, po libacji alkoholowej w dodatku.   

– I dlatego piszą, że robisz operacje plastyczne i ostrzykujesz się botoksem?

Ewa Minge: A ja wszędzie i głośno powtarzam, że botoks to nie dla mnie. Raz go zrobiłam i brwi, które i tak mam bardzo wysoko, jeszcze się podniosły. Musiałam obciąć grzywkę. No i cierpiałam, bo nie miałam mimiki twarzy. Natomiast jestem za tym, żeby we właściwym momencie zdecydować się na ingerencję skalpelem. Dotąd jednak nie widziałam takiej potrzeby.

– Ale piersi poprawiałaś?

Ewa Minge: Wykarmiłam dwoje dzieci, Oskara przez dwa lata, Gaspara trochę krócej. Wiadomo, że kobieta, która karmi, nie ma potem już piersi jak nastolatka. Skoro więc mogłam je poprawić, zrobiłam to po prostu. Jesteś jednak pierwszą osobą, która mnie o to zapytała. Dotąd pytano mnie tylko o twarz. Ciekawe, że ludzi gównie interesują takie zewnętrzne sprawy, natomiast dużo mniej chcą wiedzieć o przeżyciach innych, o tym, jak radzić sobie ze stratą, jak przeżyć żałobę. A dla mnie to przecież było bardzo ważne.

 

Rozmawiała: Krystyna Pytlakowska

 

Ewa Minge o związku Janachowskiej i Jabłońskiego: "Dziś Iza może zaprosić Krzysia na niezłe wakacje"

Ewa Minge
Marcin Tyszka
Newsy
I Bóg stworzył Ewę Minge
To był dla niej przełomowy rok. Jej trzeci już pokaz na Paryskim Tygodniu Mody haute couture wywołał aplauz. Jest z mężczyzną, przy którym nareszcie czuje się bezpieczna. Żałuje tylko, że świadkiem jej sukcesu nie jest matka, która niedawno odeszła.

Spotykamy się w Zielonej Górze, gdzie Ewa Minge mieszka i gdzie ma firmę. Dom ze wspaniałym zimowym ogrodem nosi znamię jej osobowości. Klasyka w brązach i czerniach, z akcentami czerwieni. Kryształowe żyrandole. Dwie kuchnie: jasna – rodzinna, i piętro wyżej czarna – wysublimowana. Dwa psy i iguana. Dwóch synów: Oskar – tegoroczny maturzysta – i Gaspar – kończy gimnazjum. Jest i mężczyzna, który od kilku lat daje jej poczucie bezpieczeństwa. I ojciec, z którym „wisi” codziennie na telefonie. Mnóstwo przyjaciół. Codzienność Ewy Minge jest równie barwna, jak ona sama i jej linia modowa. We wrześniu zajęła się też projektowaniem wnętrz – Eva Minge Home. Wiosną zaprezentuje pierwszy urządzony przez siebie apartament. Nie ma na koncie chybionych decyzji. I nawet jeśli przeszłość pakuje w kartony, to wybiera z niej tylko rzeczy, które mają znaczenie dla przyszłości – zdjęcia dziadków i pradziadków, laurki od dzieci i pamiątki z podróży. W Polsce atakowana, dostała się nie tylko na pokazy na słynnych Schodach Hiszpańskich, lecz także trzy razy w Paryżu na haute couture. – Kiedy wróciła Pani z Paryża z pokazu haute couture, pomyślała: uff, stanęłam na najwyższym podium? Ewa Minge: Nigdy tak nie myślę. Uważam, że jestem dopiero na początku długiej drogi, która może potrwać wiele lat. –  Nie wierzy Pani w siebie? Ewa Minge: Pamiętam, jak rozpłakałam się podczas pokazu na Schodach Hiszpańskich, mojego pierwszego zagranicznego pokazu tej rangi – wtedy to było jedno z największych wydarzeń modowych. Miałam iść ósma, to znaczy moja kolekcja. No i nie poszłam, dziewiąta też nie, jedenasta – nie. Przy trzynastej marce popłynął mi makijaż. Kiedy zapowiedzieli czternastą, że rewelacja, nadal...

Beata Tadla
Iza Grzybowska/Voyk
Newsy
Beata Tadla: "Niczego w życiu nie żałuję"
Dziennikarka w szczerej rozmowie z "Vivą!"

– Jesteś mistrzynią metamorfoz. Ile razy zmieniałaś swoje życie? Mistrzostwem jest samo życie i to raczej ono zmieniało mnie. Bo życie jest jak telewizja informacyjna: nigdy nie wiesz, co zdarzy się za chwilę. Zmian nie planowałam. Stało się. Ile razy? Musiałabym policzyć. Pięć albo sześć. – To policzmy razem. Pamiętam Twoje zdjęcie z dzieciństwa. Mała pulchna dziewczynka z krótkimi włoskami. Co się z nią stało? Co? Dorosła po prostu. Dojrzała. Choć czasem się jeszcze odzywa… A włosy miałam długie, tylko zaplecione w warkocz. Na zdjęciu nie było go widać. I miałam grzywkę, którą obcinała mi mama. Nie znosiłam tego, bo zawsze wychodziło jakoś krzywo. – To wtedy stawałaś przed lustrem i przedstawiałaś się: „Dobry wieczór państwu, jestem Krystyna Loska”? Mieliśmy w naszym mieszkaniu w Legnicy lustro, przed którym przebierałam się w stroje i w buty mamy. I zapraszałam widzów na „Dziennik Telewizyjny”. Przedstawiałam się też czasem jako Beata Tyszkiewicz, bo nie wiedziałam wtedy, czy chcę być aktorką, czy prezenterką. A moją ulubioną zabawką był magnetofon, który tata przywiózł ze Związku Radzieckiego. Taki szpulowy, reporterski, ze skórzanym paskiem. Zapraszałam koleżanki z podwórka, podstawiałam im mikrofon i robiłam wywiady. – Przewidziałaś swoją przyszłość. Historia zatoczyła koło. Poza tym pisałam listy do telewizji z prośbą, żeby było więcej „Misia Uszatka”. Nie wiem, czy ktoś je czytał. Kiedyś też napisałam do Se-ma-fora w Łodzi, żeby mi takiego misia przysłali. Oczywiście nie przysłali, ale dzisiaj mam Uszatka. Syn mi kupił, bo wiedział, że o nim marzyłam. – O dzieciństwie mówisz, że było bardzo szczęśliwe. I że takie dzieciństwo daje siłę na całe życie. To prawda....

Ewa Zakrzewska o programie Supermodelka Plus Size
Mat. promocyjne
Newsy
"W rok chudłam 20 kg, a potem przybieram o pięć więcej" modelka plus size Ewa Zakrzewska przyznała się do bulimii!
"W rok chudłam 20 kg, a potem przybieram o pięć więcej" modelka plus size Ewa Zakrzewska przyznała się do bulimii!

Ewa Zakrzewska jest jurorką w nowym show Polsatu " #Supermodelka Plus Size ". W magazynie "Party" najsłynniejsza "modelka plus size" zdradziła, że kiedy była nastolatką, nie radziła sobie psychicznie z nadwagą. Miała problemy zdrowotne, uszkodzony kręgosłup i długo byłam unieruchomiona w domu. Wtedy właśnie sporo przytyła. Wszyscy mieli do mnie jakieś „ale”. Mówili, że jestem za gruba i że powinnam coś z tym zrobić. Wśród tych ludzi było wielu dorosłych i niestety nikt z nich nie wpadł na prosty pomysł, żeby zaprowadzić mnie do dietetyka. Dlatego zaczęłam się odchudzać na własną rękę. W dość drastyczny sposób…", opowiada. Zakrzewska nie wstydzi się odpowiedzieć na trudne pytanie o bulimię. Zorientowała się, że choruje na  dopiero, kiedy miała 20 lat. Długo wydawało mi się, że po prostu kombinuję, jak schudnąć. Wymiotowałam, łykałam tabletki przeczyszczające, potem objadałam się i znów szukałam czegoś, co mi pomoże. Na przykład tabletek hamujących łaknienie. Nie skupiałam się na swoim zdrowiu, ale na osiągnięciu zamierzonego efektu. Najważniejsze było, co mówią o mnie o ludzie. Za wszelką cenę chciałam dopasować się do ich standardów (...) W jednym roku chudłam 20 kilo, aby potem przybierać o pięć więcej. Wstyd się przyznać, ale myślę, że w ten sposób od 13. roku życia „przewaliłam” przez swój organizm setki kilogramów. (...) Byłam na wszystkich możliwych dietach świata. Choćby wysokobiałkowej. Jadłam wtedy tylko mięso i ostatecznie też wylądowałam w szpitalu", opowiada. Ewa Zakrzewska szczerze o swoich problemach Na szczęście Ewie Zakrzewskiej udało się przełamać złą passę, kiedy wyjechała do Wielkiej Brytanii, by podszkolić język angielski. I tam wszystko się odmieniło. W Anglii nikt nie zwracał uwagi na jej wygląd. Nawet kiedy szukała pracy i wysyłała CV, dowiedziała się, że...

Nasze akcje
Gwiazdy
Newsy
Chcesz dobrze czuć się we własnej skórze tak, jak największe gwiazdy? Działaj metodą małych kroków!
Współpraca reklamowa
Skuteczny trening bez wysiłku? Teraz to możliwe!
Newsy
Skuteczny trening to nie tylko siłownia!
Współpraca reklamowa
Weleda
Newsy
Kosmetyki, które łączą tradycję z nowoczesnością. Poznaj je!
Współpraca reklamowa
Nowości
PartyExtra
Małgorzata Rozenek-Majdan uśmiechnięta
Newsy
Małgorzata Rozenek-Majdan
BZ
Julia Wieniawa w neonowej sukience na lato
Newsy
Julia Wieniawa
BZ
Katarzyna Cichopek na 59 Festiwalu w Opolu
Newsy
Katarzyna Cichopek
BZ
Klaudia El Dursi na plaży
TV-Show
Hotel Paradise
BZ
Ślub od pierwszego wejrzenia x-news
TV-Show
Ślub od pierwszego wejrzenia
BZ
Versace wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Trendy w koloryzacji włosów na wiosnę i lato 2022. Te odcienie robią mocne wrażenie
Marcelina Zielnik
Gorący trend: Dopamine dressing
Fleszstyle
Dopamine dressing to najgorętszy trend sezonu. Obłędną koszulę w stylu Małgorzaty Rozenek-Majdan kupisz w Sinsay za 39,99
Anna Kusiak
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Niemal identyczne kupisz w Sinsay za 35 zł
Newsy
Klaudia Halejcio w najmodniejszych spodniach tego lata. Podobne kupisz w Sinsay za 35 zł
Urszula Jagłowska-Jędrejek
Anna Lewandowska w swetrze za ponad tysiąc złotych
Newsy
Anna Lewandowska w modnym swetrze ponad tysiąc złotych. W Sinsay kupisz podobny za 50 złotych!
Aleksandra Skwarczyńska-Bergiel
Moda uliczna wiosna-lato 2022
Fleszstyle
Najmodniejsze buty na wiosenno-letni sezon. Te modele ma w szafie każda it-girl
Marcelina Zielnik