Edyta Herbuś, Mariusz Treliński
ONS
Wybitny reżyser i gwiazda pop

Edyta Herbuś i Mariusz Treliński - Romans czy miłość

Edyta Herbuś, Mariusz Treliński
ONS

Pamiętacie film „Egoiści”, który reżyserował Mariusz Treliński? To film o nim. Tak mówią ci, którzy go znają. On jest utalentowanym twórcą, zarazem jednak człowiekiem uwielbiającym życie celebryty. Nie dziwi więc, że związał się z Edytą Herbuś. To jest jego naturalne środowisko. Sam reżyser dekadę temu mówił o „Egoistach”: „To fascynujący temat – opowiedzieć o warszawskich dandysach A.D. 2000. Są młodzi, piękni, amoralni, mają pieniądze – więc się bawią. Ale zabawa ma podtekst zdecydowanie perwersyjny, amoralny. W wielu przypadkach kończy się też równie szybko, jak się rozpoczęła”.

Edyta i Mariusz poznali się na castingu do „Traviaty”, którą Treliński przygotowywał na deskach Teatru Wielkiego. W obsadzie znaleźli się też tancerze znani z telewizyjnego „Tańca z gwiazdami”: Szabatin, Maserak, Czarnecki i Herbuś. Podczas przesłuchań jurorami byli: tancerz i choreograf Tomasz Wygoda i Treliński. W ramach testu uczestnicy selekcji musieli zaproponować własne wersje znanych motywów z operowej klasyki. Na obu taniec Edyty zrobił wielkie wrażenie. Reżyser, który później twierdził, że przed castingiem nie wiedział, kim jest tancerka, podobno od razu zachwycił się jej urodą i ruchem scenicznym. Edyta dostała rolę w „Traviacie”, a sprawy nabrały tempa. Podczas premiery, 25 lutego 2010 roku, Edytę Herbuś, tak jak i całą ekipę, oklaskiwała modna i trendowa Warszawa. Niedługo później pojawiły się plotki o romansie. Pod koniec marca razem pojawili się na premierze „Elektry” w Teatrze Wielkim. Wtedy oficjalnie uznano ich za parę. Nie długo trzeba było czekać na komentarze. Część „towarzystwa” zachwyciła się. Były też głosy złośliwe. Parze wytykano różnicę wieku (19 lat), dociekano, czy nie jest to jedynie „zagranie”, mające zapewnić reklamę przedstawieniu. Jedna z telewizyjnych prezenterek w tym kontekście publicznie nazwała Herbuś „lachonkiem”. Sprawa pewnie skończy się w sądzie. 

Życie jest kreacją
Dzieli ich niemal wszystko. Wiek, wykształcenie, droga życiowa. Dla 29-letniej tancerki, 48-letni Treliński ma szansę stać się życiowym autorytetem. Potwierdza to znajoma pary: „Trochę to wszystko przypomina historię Pigmaliona. Jej imponuje to, że on mówi, jemu imponuje to, że ona słucha. Mariusz może ją sobie »ulepić« według autorskiego pomysłu, wykreować. Tak jak kreuje postacie w przedstawieniach. To wynika z jego charakteru. Kreacja jest jego życiem. Życie jest kreacją”. 

Nawiązanie do mitu dla Herbuś jest krzywdzące. W przypadku Mariusza trudno uciec od literackich skojarzeń. W wywiadach przyznawał, że w sztuce realizuje siebie, a jego spektakle są odbiciem tego, czym w danym momencie żyje. „Moje realizacje są rodzajem rozliczania się z własnym życiem i formą kontemplacji. Sztuka jest tak ekshibicjonistyczna, że prawie wszystko o autorze można z niej wyczytać”.
Co można wyczytać z „Traviaty”?

Esteta
To, że wybranką Mariusza Trelińskiego jest najpiękniejsza polska tancerka, nie jest przypadkiem. Deklarujący miłość i przywiązanie do rzeczy pięknych reżyser zawsze wiązał się z kobietami o wyjątkowej urodzie. Taka była jego żona, aktorka Monika Donner, i długoletnia partnerka – modelka i malarka Aleksandra Chaberek. Aktorki, modelki, tancerki zawsze były w kręgu jego zainteresowań.

To również, zdaniem współpracowników, rzutuje później na efekt sceniczny. Na teatralnych korytarzach można usłyszeć na przykład o znakomitych śpiewaczkach (a także śpiewakach), które nie dostały roli z powodu defektów urody. Uroda ma więc takie samo znaczenie jak talent. Potrafi powiedzieć świetnej śpiewaczce, że nie dostanie roli, bo jest zbyt gruba, czy też ma za długi nos”, twierdzi dawna znajoma. Mariusz jest estetą także w życiu prywatnym. Lgnie więc i do kobiet o ponadprzeciętnej urodzie”.

W świecie opery Treliński budzi kontrowersje. Krytycy oskarżają go w „upopowienie” narodowej opery, o zaniżenie standardów. Ich zdaniem tancerze z „Tańca z gwiazdami” nie wnoszą nic do „Traviaty”. Od kilku tygodni w środowisku operowym krąży anegdota, jak to pewna kobieta przyszła kiedyś do kas Teatru Wielkiego i poprosiła o „dwa bilety na Maseraka”.

Zdaniem Katarzyny Gardziny z Klubu Operowego „Trubadur” to za sprawą Trelińskiego pogłębia się podział środowiska miłośników opery na „konserwę” i „postępowych”. Zwolennicy reżysera twierdzą, że awangardowe podejście to jego największy atut.

Nie ma więc wątpliwości, że „Egoiści” to w pewnym sensie film również o Trelińskim – człowieku, który tak jak ciężko potrafi pracować, tak mocno umie się też bawić. „On potrzebuje mocnych doznań”, mówi Kama Polit, dawna asystentka dyrektora Opery Narodowej. „Ta intensywność, z jaką żyje, to jednocześnie jego największa zaleta, jak i wada. Wiem, że są tacy, którzy nie potrafią tego znieść”.


Edyta Herbuś do tej grupy się nie zalicza. Jej intensywność i kreatywność mistrza zaimponowała.

Może zaboleć
„Ta wiosna jest dla mnie wyjątkowo piękna”, powiedziała niedawno w wywiadzie Edyta Herbuś. I trudno się z nią nie zgodzić. Na rok przed trzydziestką osiągnęła już dużo więcej, niż oczekiwała, więcej, niż mogła sobie wymarzyć. „W pamiętnikach, które pisałam w dzieciństwie, nie ma marzeń o sławie. Chciałam tańczyć, żyć w artystycznym świecie”, powiadała w wywiadzie.

Niemal przy każdej okazji podkreśla też, że w życiu jest szalenie zdeterminowana, by odnieść sukces i zawsze „walczy o swoje marzenia”. „Wierzę, że jeśli czegoś się bardzo chce i dąży do tego z determinacją, to można osiągnąć sukces. Ale trzeba na niego ciężko pracować. Sam nie przyjdzie”, mówi. I rzeczywiście, z podziwu godną konsekwencją, robi wszystko, by osiągnąć, co sobie założyła. Jest tancerką z najwyższą, mistrzowską klasą „S” w tańcach latynoamerykańskich. W tej dziedzinie osiągnęła praktycznie wszystko. Nic dziwnego, że w pewnym momencie ta „szuflada” zaczęła jej przeszkadzać. Spróbowała sił w polsatowskim show „Jak oni śpiewają”. Tak bardzo chciała się uczyć, że z powagą potraktowała raczej ironiczną uwagę jurorki Edyty Górniak i przyjęła od niej lekcję śpiewu. Potem zaczęła stawiać pierwsze kroki jako aktorka – w serialu „Na Wspólnej”. Tu przeszła lekcję życia. Pracując nad rolą, zarywała noce, ćwiczyła pod okiem bardziej doświadczonych kolegów, uczyła się na nowo poruszać i gestykulować przed kamerą, tak by zmienić „taneczne” nawyki. Mimo to zawodowi aktorzy wypominali jej brak wykształcenia i umiejętności. „Zmroziło mnie, gdy znany aktor zaczął wymyślać charakteryzatorce, że czesze tancerkę, zamiast zająć się nim. Jakiś czas temu usłyszałam na planie wymierzoną we mnie aluzję: »Kiedyś aktorzy chcieli być gwiazdami, teraz gwiazdy chcą być aktorami«. Jestem twarda, ale i wrażliwa. Taki docinek naprawdę może zaboleć”, opowiadała w wywiadzie dla VIVY!

O ile typ kobiet, w jakich gustuje Treliński jest znany – i jego związek z Edytą Herbuś w tym kontekście nie może być zaskoczeniem, o tyle ona sama kojarzona była dotąd z mężczyznami raczej odbiegającymi od stereotypu subtelnego artysty. W ubiegłym roku głośno było o jej romansie z Maciejem Kawulskim, karateką i organizatorem walk MMA. Wcześniej była w związku m.in. z tancerzem Tomaszem Barańskim i striptizerem Dawidem Ozdobą. Te romanse były pożywką dla brukowców, które często pisały o Edycie. Nie zawsze z sympatią. Ona sama w wywiadach podkreślała, że nie czuje się skandalistką, na jaką wykreowały ją media: „Tancerki wzbudzają wielkie emocje, ponieważ są w pewien sposób wyzywające, seksowne. Nie wstydzą się własnego ciała czy bliskiego kontaktu z tanecznym partnerem. Ale na tym właśnie polega taniec”.

Dziś Edyta nie tańczy już w zawodach. Skupia się na nowych wyzwaniach. Ma jednak świadomość, że to taniec odmienił jej życie: „Ciężko pracowałam, by w tańcu osiągnąć pozycję, którą mam. To była moja pasja. Nie zabiegałam o popularność i jeszcze niedawno nie przyszłoby mi do głowy, że otworzy się przede mną tak wiele drzwi”, zwierza się. Być może te najważniejsze drzwi wciąż jeszcze przed nią. Po roli w „Traviacie” coraz częściej słychać o nowych propozycjach dla pięknej tancerki. Również z zagranicy.

Duchowe dojrzewanie
Czy i jak długo przetrwa miłość reżysera i tancerki? Dawna znajoma Mariusza Trelińskiego twierdzi, że w dużej mierze zależy to Edyty, od tego, czy będzie w stanie zaakceptować swoją rolę „uczennicy” w tym związku. „Mariusz jest szalenie egocentryczny, skupiony na sobie. Upaja się sławą. Podczas spotkać towarzyskich zachwyca się, tym co zrobił. »Jesteśmy wspaniali!«, »I znów sukces!» – mówi po premierach. Nie znosi krytyki. A to może być przeszkoda w budowaniu uczciwej, trwałej relacji”, uważa.

Czy dla obojga jest to miłość życia? Za wcześnie sądzić. Można jednak przypuszczać, że nie skończy się małżeństwem. Treliński już dawno zrozumiał, że dla artysty małżeństwo wiąże się z ciągłym kompromisem, a to nie pozwala rozwinąć skrzydeł. Dlatego, jak twierdzi, rozpadło się jego małżeństwo z Moniką Donner. Z tego związku urodził się syn reżysera, 16-letni obecnie Piotr. „Małżeństwo jest niestety dość kuriozalnym wynalazkiem. W 99 procentach mamy do czynienia z ludzkim koszmarem, ukrywanym za fasadami zewnętrznej gry na pokaz. Ludzie są zmuszeni do niesłychanych kompromisów. Z mojego małżeństwa wyszedłem po dwóch latach. Wiem, że to nie dla mnie. Ale samotność jest równie destrukcyjna”, mówił w wywiadach. „Układ partnerski z ciągłą walką, odnawianiem, zabieganiem o siebie jest najlepszy. Taki wolny rynek. Nie ma żadnej zasady, papieru. Jest tylko dobra wola, walka, miłość i pasja. Kiedy taki stan przechodzi w instytucję, wtedy na ogół ze wszystkiego czujemy się zwolnieni. Mężczyznom rośnie brzuch, a kobieta zamienia się w nieciekawą kurę”.


Dzisięć lat temu, opowiadając o „Egoistach”, mówił: „Jeśli jesteśmy samotni, to jesteśmy przeklęci, ponieważ nie zasługujemy na najwyższe dobro, jakie nas wszystkich czeka, czyli miłość. Moi bohaterowie są ludźmi wydrążonymi, odciętymi od tego, co jest powietrzem, oddechem i motorem wszelkiego działania. Są winni swojej samotności. A jeśli na własne życzenie odcinamy się od miłości, to jest to stan patologiczny”.

Dwa lata temu dodawał: „Kiedy ma się 40 lat i kochało kilka razy, zaczyna się rozumieć, że to stan łaski, który zdarza się w najbardziej niespodziewanym momencie życia. Znika bez powodu, bez żadnej przyczyny. Cóż pozostaje? Czekać”.

Teraz wydaje się, że sam się doczekał. Odnalazł to, czego szukał. Być może nawet jest już kimś innym, „egoistą dziesięć lat później”? Czym dla niego, ale i dla Edyty stanie się „Traviata” – historia współczesnej celebrytki, która nagle zrozumiała bezsens swojej pustej egzystencji, opowieść o duchowym dojrzewaniu – jak opisywał to przed premierą reżyser? Czy dla obojga to spotkanie na operowej scenie będzie takim duchowym przełomem?

Maciej Wesołowski

Przeładuj

Sobowtór Roxie Węgiel w "The Voice Kids"! Trenerzy przecierali oczy: "Ona wygląda jak Roksana!"

zobacz 00:47