Dorota Zawadzka, Robert Myśliski
Radek Polak

Dorota Zawadzka i Robert Myśliński. Superniania znalazła sposób na superfaceta

Dorota Zawadzka, Robert Myśliski
Radek Polak

– Kiedy ostatnio razem Państwo tańczyli i kto prowadził?
Dorota Zawadzka:
Całkiem niedawno. Na jakiejś wieczornej imprezie...
Robert Myśliński: Dorota prowadziła tam warsztaty dla rodziców. Potem w tańcu też prowadziła. Liczyłem na to, że Czarek, jej partner w „Tańcu z gwiazdami”, trochę to zmieni. Nie udało się. Ja jestem tancerzem nieobliczalnym. Nie potrafię przewidzieć swojego następnego kroku.
Dorota Zawadzka: Kiedy zobaczyłam mojego męża w tańcu, powiedziałam, że nie ma prawa tańczyć z żadną inną kobietą. Jest... wirującym seksem.

– A propos tańca, to po co Pani ten cały „Taniec z gwiazdami”?
Dorota Zawadzka:
Chciałam zobaczyć, jak to jest, ale już zaspokoiłam ciekawość, już mi się trochę nudzi. Cały tydzień treningi, potem występ. I tak w koło. Jak usłyszałam panie w moim wieku, albo starsze, mówiące: „To był najcudowniejszy okres w moim życiu”, to im współczułam. Miałam milion cudowniejszych chwil. Są plusy: nie mam zadyszki, wchodząc na drugie piętro, umiem skakać na skakance. Przedtem bardzo bolał mnie kręgosłup. Na mój udział w programie musiał się zgodzić lekarz. Teraz jest lepiej, bo mięśnie mi się wzmocniły. Mówiono mi też: „Tancerki nie tańczą w okularach”. Ale ja nie jestem tancerką i nie toleruję szkieł kontaktowych.
Robert Myśliński: Nie chcę, nie lubię, nie potrafię – brzmi prawidłowa odpowiedź.
Dorota Zawadzka: Ale też nie mogę. Miliony ludzi chodzą w okularach. Dlaczego mam je zdejmować do tańca, jak ich nie zdejmuję do łóżka? Czasem zasypiam w okularach i Robert mi je zdejmuje.
Robert Myśliński: Jak nie usnę wcześniej.
Dorota Zawadzka: Dlatego mam pięć par, bo je często łamię.

– No i w tańcu się chudnie…
Robert Myśliński:
Teraz nie gubimy kilogramów, tylko centymetry. W każdym obwodzie Dorota straciła po pięć.
Dorota Zawadzka: Co wiem, bo panie miarę biorą. Więc wzięłam udział w „Tańcu z gwiazdami”, bo wolę żałować, że wzięłam, niż żałować, że nie wzięłam. To jak z filmem, który ma fatalne recenzje, ale i tak idę. Bawię się strojem. Pomysł różowej bezy, za który tak się strasznie dostało stylistce Dorocie Williams, ja wymyśliłam. Żart z siebie. Piosenka mówiła o tym, że tylko głupcy się zakochują, więc z partnerem graliśmy takich głuptasów. Ja dzidzię piernik z sanatorium, co ledwo chodzi, ale amory jej w głowie.

– Panie Robercie, poczucie humoru jest mocną stroną żony?
Robert Myśliński:
O, zdecydowanie tak. Aż za mocną. Gdy siada atmosfera w towarzystwie, opowiada dowcipy, przy każdej okazji.
Dorota Zawadzka: Ale co? Źle opowiadam?
Robert Myśliński: Świetnie opowiadasz. Dusza towarzystwa, trudno się przebić przez jej żywiołowość.

– Wszystko Państwo robią razem?
Wszystko (chórem).

– Teraz jest Pan menedżerem swojej żony. Tak też było w narzeczeństwie?
Robert Myśliński:
Tak, ale jako narzeczony nie miałem sposobności się wykazać, bo moja żona wówczas właściwie nie pracowała.
Dorota Zawadzka: Poznaliśmy się, jak byłam „no name”, a Robert – ważnym prezesem ważnej firmy w branży hotelarskiej. Właśnie odeszłam z uniwersytetu, nie miałam pracy ani perspektyw, byłam świeżo po rozwodzie, w dole psychicznym, finansowym. I w każdym innym.

– Od „no name” do Superniani… Szybko poszło. W jaki sposób stała się Pani Supernianią?
Dorota Zawadzka:
Już na studiach miałam fakultet „Telewizja dla dziecka”. Zawsze mnie to fascynowało. Zaczęło się od programu „Akademia IQ” w TVP1, który wymyśliłam. Prowadziła go Ania Szulc, a ja byłam ekspertem. W programie „Jaka to melodia?” 10 lat byłam osobą od castingu, wyszukiwałam w terenie kandydatów na uczestników. Gdy powstał TVN, zaczęto mnie zapraszać jako młodą, dzielną panią psycholog do „Miasta kobiet”, do programu dla mam, do „Dzień dobry TVN”. Gdy kupiono brytyjski format „Superniani”, ktoś o mnie pomyślał i dostałam zaproszenie na próbne zdjęcia. Żeby było śmieszniej, dzień wcześniej złamałam sobie ząb na pestce od brzoskwini, jedynkę. Poszłam do TVN-u bez makijażu, w dresie, lekko sepleniąc, więc prezentowałam się „znakomicie”. Ale… wygrałam i zaczęło się! Musiałam się przyzwyczaić do codziennego makijażu. Jak mnie ładnie umalują, tak się sobie podobam, że śpię i czekam, aż sam spadnie. Żal mi go zmywać.
Robert Myśliński: A dzisiaj masz makijaż wczorajszy czy dzisiejszy?
Dorota Zawadzka: Dzisiejszy, specjalnie dla pani. Minęły trzy lata „Superniani”, pięć lat „Świata według dziecka” – programu, który kocham
i który wymyśliłam razem z producentką Małgosią Łupiną. A teraz mamy pomysł na kolejny, poświęcony fajnym rodzinom.
Robert Myśliński: Chodzi o to, by promować pozytywne wzorce, pokazać dobre rodzinne relacje, a nie tylko problemy i patologię.

– Jak Pan reagował, gdy żona zaczęła być rozpoznawalna?
Robert Myśliński:
Bardzo dobrze. Jestem dumny z mojej żony. Najlepiej idzie się o krok za nią, bo ludzie ją rozpoznają, dopiero gdy ją miną.
Dorota Zawadzka: Ostatnio byliśmy w teatrze. Musiałam zapewnić pewną panią, że też chadzam do teatru. Innej w toalecie wyjaśnić: „Wie pani, my, z telewizji, też robimy siku”. Ludziom się wydaje, że jesteśmy z plastiku. Ostatnio usłyszałam: „Jak psycholog może brać udział w »Tańcu z gwiazdami?«”. Ja się pytam: „Ludzie, na miłość boską, czy taniec odbiera intelekt, pozbawia go autorytetu?”. Tak jak modelki podają wymiary 90–60–90, ja podaję 140–47–78. IQ – wiek – waga. To jestem ja, Dorota Zawadzka.

– Przyznaje się Pani do wieku? Nietypowe.
Dorota Zawadzka:
Wiem, brałam udział w programie „Lekcja stylu” pani Jolanty Kwaśniewskiej, gdzie mnie spytano, po co Polki mają się przyznawać do wieku. A czy to powód do wstydu? Mam 47 lat i jestem z tego zadowolona. Byłam zadowolona, jak miałam 20, jak miałam 30 i będę zadowolona za 10 lat. Że mam ładne zmarszczki.
Robert Myśliński: A za miesiąc skończysz 48.
Dorota Zawadzka: O, ale jest coś, co mnie wkurza i czego nie odpuszczę. Czytam, że mam ciacho o 15 lat młodsze – „patrzcie, z synem przyszła”, a jesteśmy z tego samego rocznika. On tylko tak młodo wygląda, a na zdjęciach jeszcze młodziej.

– Prawda. Szczupły, wysoki blondyn, zero siwych włosów.
Dorota Zawadzka:
I to mnie denerwuje, bo  Robert jest trochę starszy ode mnie. Urodził się 1 czerwca, dostałam prezent na Dzień Dziecka. Kocham cię, Marianku!
Robert Myśliński: I bardzo dobrze. Ja ciebie bardziej.

– Marianku?
Dorota Zawadzka:
Nie zna pani tego dowcipu kabaretu Koń Polski: „Marian, powiedz, kochasz mnie?”,  „Noooo…”, „Ale powiedz tak, żeby było jasne”, „No jasne…”. Od tego czasu mówię do niego Marian. Lubimy sobie okazywać czułość. Ludzi to denerwuje, już parę razy zwrócono nam uwagę. Jesteśmy nudni, wiem. Bo się kleimy do siebie, głaszczemy, dotykamy, całujemy albo przytulamy. Ostatnio Robert mnie zdenerwował, bo na prezentacji ramówki TVN Style podeszłam do niego z „ryjkiem”: „Pocałuj mnie”. On lubi publicznie okazywać mi czułość, ale nie, gdy się czają fotoreporterzy. Oczywiście następnego dnia pojawiło się zdjęcie z komentarzem: „Mąż jej nie chce pocałować, źle się dzieje w ich związku”. Na Facebooku mam profil dla przyjaciół i znajomych jako Dorota Zawadzka, a jako Superniania – dla fanów i wszystkich innych. Po różnych kontrowersyjnych uwagach na mój temat robię konkursy na komentarz, który może być nieprzyjemny, byle mnie rozbawił, na przykład: „Jesteś cienka jak skarpetki z Welony”. Przy czym nie udało nam się ustalić, co to jest ta Welona. Albo że powinno się mnie na Krakowskim pod krzyżem biczować za to, co robię w „Tańcu z gwiazdami”.
Robert Myśliński: Ostatnio pojawił się wpis, że powinnaś zniknąć, bo obrażasz fanów.
Dorota Zawadzka: Ja oczywiście się nie przejmuję, bo inaczej nie mogłabym funkcjonować. Tylko zastanawiam się, jak strasznie sfrustrowani są ludzie, którzy w zaciszu własnych domów wypisują takie rzeczy. Mam jednak więcej pozytywnych wpisów.

– Mówią do Pana „panie Zawadzki”?
Robert Myśliński:
Raz się zdarzyło, trudno.
Dorota Zawadzka: Zawsze powtarzam: „Jestem żoną tego pana”. Nie chcę, byś był postrzegany jako mąż swojej żony. Masz swoje życie. Napisałeś książkę dla dzieci „Siedem supełków”, która rozeszła się do ostatniego egzemplarza.

– Widać, że tematyka dziecięca połączyła Państwa na dobre.
Robert Myśliński:
Połączyła nas sieć.

– Poznali się Państwo na portalu randkowym?
Dorota Zawadzka:
Nie, na portalu poezji. Pięć lat temu. To było tak: jak Robert był nieszczęśliwym mężczyzną, pisał piękne wiersze, bo wiadomo – tylko nieszczęśliwi poeci tak pięknie piszą. Bardzo mi się podobały. A potem gadaliśmy na Gadu-Gadu. Czasami czytamy sobie głośno te nasze zapiski.
Robert Myśliński: Na pierwszej randce poszliśmy na film „Człowiek pies”.
Dorota Zawadzka: Byłam wtedy świeżo po ciężkiej operacji, miałam wszędzie szwy. Poprosiłam: „Idźmy, ale nie na komedię, bo nie mogę się śmiać”. Film okazał się koszmarnym, brutalnym dramatem, tłukli się cały czas.

– Po wirtualnym poznaniu baliście się spotkania oko w oko?
Dorota Zawadzka:
Spotkaliśmy się trzy dni po pierwszej rozmowie wirtualnej na bujanych ławeczkach przed wejściem do Kinoteki
w Pałacu Kultury. Spotkaliśmy się nie jak mężczyzna i kobieta, tylko ludzie, którzy potrzebują rozmowy. Robert mówił: „Nigdy więcej kobiet w moim życiu”, a ja: „Żadnych facetów po rozwodzie”. I tak wspieraliśmy się w przekonaniu, że te drugie płcie są okropne... Wszystko dosyć komiczne, tak to wspominamy.

– Jak mówi poetka, spotkali się „kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością”.
Dorota Zawadzka:
Oboje byliśmy po przejściach, każde z nas ma dwoje dzieci w podobnym wieku. Robert – starszą córkę i syna, ja – dwóch synów.
Robert Myśliński: Lubią się, ale chyba się tak na dobre nie zaprzyjaźnili.
Dorota Zawadzka: Nasze cotygodniowe spotkania z dziećmi to fajnie spędzony czas. Dzieci przyjeżdżały do nas w różnych konfiguracjach. Nawet kiedyś, jak wyjechaliśmy, to sobie u nas zrobili imprezę, ale nie stali się najlepszymi przyjaciółmi.

– Sporo o Pani w Internecie. Za dwie sprawy w tej sieci, której tak wiele Pani zawdzięcza, zebrała Pani ostre cięgi. Za synów, którzy zostali przy ojcu, i za reklamę Ramy.
Dorota Zawadzka:
Po kolei. To nieprawda, że zostali przy ojcu, to głupota, która zaczęła żyć własnym życiem i strasznie chłopców irytuje. Starszy syn, gdy się rozwiodłam, poszedł na swoje. Normalna rzecz, 18-latek wybrał samodzielność, a nie mieszkanie z mamusią do     czterdziestki. Młodszy rzeczywiście został z ojcem, ale na każdym kroku podkreślał, że nie wybrał między tatusiem i mamusią, bo jedno kocha bardziej niż drugie. Od maleńkiego podejmowali swoje decyzje, a my je szanowaliśmy. Syn miał 14 lat, kończył wtedy gimnazjum, więc usłyszałam: „Mama, nie będę się teraz przeprowadzał, tu mam przyjaciela, znam drogę do szkoły, tu jest mój tata, łóżko. Kocham was oboje. To, że wy się nie kochacie, to wasz problem”.
Robert Myśliński: A po ośmiu miesiącach, gdy skończył gimnazjum, wprowadził się do nas i całe liceum przemieszkał, bo do liceum miał bliżej od nas.

– Dzieci są bardzo praktyczne.
Dorota Zawadzka:
I racjonalne. A jeśli chodzi o Ramę, te zarzuty dowodzą, że nie tylko jesteśmy społeczeństwem niewykształconym, ale i nie chcemy się dowiedzieć. Ja też mówię: margaryny są niedobre, ale Rama, która tłuszczów trans, izomerów ma nawet mniej niż masło – jest inna. Potwierdzi to każdy dietetyk z Instytutu Matki i Dziecka. A tu: „Dla pieniędzy się sprzedała”. Nieprawda. W naszym domu zawsze się jadło Ramę. Kiedy byłam młodą kobietą, stanowiła wyznacznik statusu. Jak była Rama, to znaczyło, że przyszła pensja mamy.
Robert Myśliński: Bo nie pamiętamy, że kiedyś margaryna była droższa niż masło.

– Uczestniczy Pani w akcji „Mądrzy rodzice”. Jaki jest największy błąd współczesnych rodziców?
Dorota Zawadzka:
„Jakoś to będzie”. Wydaje im się, że problem sam zniknie, dziecko wyrośnie, ktoś mu wytłumaczy, szkoła się zajmie. „Nie umiem nauczyć dziecka siadać na nocnik, ale się nie martwię, bo pójdzie zaraz do przedszkola, to go nauczą”. Wychowanie seksualne i do życia w rodzinie? „Nikt nie będzie mu w szkole mówił”. No to ty mu powiedz. „Nie będę z dzieckiem o świństwach rozmawiać, w swoim czasie się dowie”. I koło się zamyka. To się pytam: od kogo? Od kolegów, z pornosów? Od tego jest rodzic. Symbolem tego odsuwania od siebie odpowiedzialności jest na przykład taka sprawa. Otóż szkoły każą teraz rodzicom podpisywać oświadczenia, że będą dziecku pomagali w nauce, dbali o jego schludny wygląd, że na wycieczce szkolnej dziecko nie będzie piło alkoholu i paliło papierosów. Burza się zrobiła: „Jak szkoła śmie?!”. Na co ja: „Spokojnie, to właśnie obowiązek rodzica”. Ja bym spokojnie mogła podpisać takie oświadczenie. Bo znam syna, mam do niego zaufanie. Wielu rodziców nie może tego podpisać, bo niewiele wie o swoim dziecku. Nie nauczyli, nie wychowali, nie mają pewności. Gdyby mój mąż jechał na delegację i jego szef kazał mi podpisać pismo: „Twój mąż cię nie zdradzi”, to też bym podpisała. Ale umiem sobie wyobrazić, że wiele kobiet miałoby z tym problem. Czy aby mąż nie poleci za laseczką w klubie go-go?

– Na wyjeździe integracyjnym.
Dorota Zawadzka:
Nie mówię, że ja go tak wychowałam, to kwestia zaufania.
Robert Myśliński: Wychowała mnie mama.
Dorota Zawadzka: Pamiętam z początkowego okresu fascynacji Robertem, jak poznałam jego mamę i siostrę i zobaczyłam go w relacji z nimi. Wiedziałam, że to facet, który spełnia marzenie każdej kobiety. Ja jestem gadułą, ale jak oni są we trójkę... mogłabym się wlepić w ścianę. Relacja oparta na szacunku, miłości, przyjaźni.

– O rety, ależ idealnie. Państwo się w ogóle sprzeczają czy to niemożliwe?
Robert Myśliński:
Ja się obrażam, nabzdyczam.
Dorota Zawadzka: Kiedy my się wcale nie kłócimy! Nie mamy powodu. Jestem osobą emocjonalną, wybuchową. Robert mówi: „Kotuś, uspokój się, herbatki ci zrobię”. Ja bym strasznie chciała, żeby on się ze mną wściekał, podzielał moje oburzenie, a on jest człowiek nadzwyczajnie spokojny.

– Kiedy mąż się nabzdycza?
Dorota Zawadzka:
Konkretny przykład: wracam do domu po minucie, bo zapomniałam zapasowych butów, drugi raz wracam po klucze, za trzecim razem jestem już „ugotowana”. „Co się, Kotuniu, stało?”, pyta Robert. „Nic się nie stało”, warczę. I wtedy on się obraża.

– Muszą być rzeczy, które Państwo robią osobno. Jak Pani szalała na parkiecie, złapałam męża telefonicznie za granicą.
Robert Myśliński:
Odwoziłem moją córkę do Portugalii na roczne stypendium. Osobne rzeczy to też żeglowanie, nurkowanie, wspinanie się w górach.
Dorota Zawadzka: To pasje Roberta, których nie rozumiem. Na łódce nie drgnę nawet jako balast, bo mam kłopoty z błędnikiem, od razu mi się w głowie kręci. To samo z nadmiarem obrotów w tańcu. Panicznie boję się latania. Samochodem zjechaliśmy całą Europę, ale każdy lot to niekontrolowany lęk.
Robert Myśliński: Ze swoimi dziećmi jeżdżę raz w roku w polskie góry, bo Dorotka na nartach nie jeździ. Zabieram też wszystkie nasze dzieci w góry do Austrii.
Dorota Zawadzka: Gór nie lubię, bo mi widok zasłaniają. Wolę morze. W komórce mam nagrany szum morza. Jak mąż był teraz w Portugalii, przysłał mi zdjęcie z plaży, jak wyleguje się w zachodzącym słońcu, z tekstem: „Kochanie, jak mi tu fatalnie bez Ciebie”. Na wiosnę pojedziemy do córki Roberta do Portugalii albo do mojego starszego syna, bo jest ze swoją dziewczyną w Madrycie na rocznym stypendium. Młodszy  parę tygodni temu wyprowadził się na swoje, zdał na politologię. Tęsknię za nim. „Wpadnij na obiad”, proszę. „Umówiłem się z koleżanką”, odpowiada.
Robert Myśliński: Ale wczoraj pytał, jak przysmażyć boczek do spaghetti carbonara.

– To prawda, że w domu Pan jest od gotowania?
Robert Myśliński:
Prawda. Żony do kuchni nie wpuszczam. U mnie gotowanie to nie sprawa zespołowa. Niestety, nie jest to kuchnia dietetyczna.
Dorota Zawadzka: Robert pysznie gotuje, robi genialne steki. Wcześniej też robi zakupy. Jak ktoś coś robi lepiej, niech to robi. Mnie cieszy, że jest autorytetem dla moich synów. W kwestiach kuchni, ubrania. To Robert mnie ubiera, moich chłopców też.

– Panią?
Dorota Zawadzka:
Ja siadam, a on wpada między półki i znosi naręcza ciuchów. „To mierzysz z tym, a to z tym”, dobiera kolorystycznie, gatunkowo. Ja mierzę, a on tylko kiwa albo kręci głową.

– Ubiera, gotuje… Ale mąż. Portal poezji, mówi Pani...
Dorota Zawadzka:
To, co mam dzisiaj na sobie, też wybrał mąż. Mnie wszystko jedno. Ja nie lubię, on uwielbia...

Rozmawiała Liliana Śnieg-Czaplewska
Zdjęcia Radek Polak
Stylizacja Natalia Mleczak
Fryzury Daniel Muras
Makijaz Julita Jaskółka
Produkcja sesji Anna Wierzbicka

Przeładuj

Ostatnie pożegnanie Pawła Królikowskiego. Zapamiętamy jego uśmiech i dobre serce!

zobacz 01:36