Dominika Gwit o Annie Lewandowskiej

Dominika Gwit o aferze z filmem Anny Lewandowskiej! Czy poczuła się urażona?

Dominika Gwit o Annie Lewandowskiej

Nie milkną echa afery z udziałem Anny Lewandowskiej. Jakiś czas temu trenerka na swoim Instagramie pokazała filmik w przebraniu otyłej kobiety, czyli tzw. fat-suit (trenerka miała doczepiany duży brzuch i pośladki). Żona Roberta chciała w ten sposób odpowiedzieć na ciągłą krytykę, którą ją spotyka: "Very #bodypositive! Za chuda, za duża - jak teraz wam się podobam?"  Niestety, jej dobre zamiary spotykały się z ogromną krytyką w sieci. 

Wykupiłaś dietę Anny Lewandowskiej? Wykorzystaj kody rabatowe Frisco i zakup odpowiednie produkty spożywcze.

Dominika Gwit o Annie Lewandowskiej i aferze z filmem

Nie wszyscy odebrali pozytywnie film Anny Lewandowskiej, zarzucając jej, że śmieje się z osób otyłych i je piętnuje. Wśród nich znalazła się aktywistka Maja Staśko, która na swoim Instagramie napisała:

Filmik @annalewandowskahpba , w którym przebiera się za grubą kobietę, jest wyrazem totalnego braku empatii. Żarty z grubych osób są tak samo śmieszne jak żarty z gwałtów. Grube osoby to ludzie, nie obiekt żartów czy inwektywa. A Lewandowska nazywa swój filmik #bodypositive. To jest przeciwieństwo ciałopozytywności! Superszczupła laska, którą stać dosłownie na wszystko, każdy zabieg upiększający i usługę, i która ma mnóstwo czasu, by ćwiczyć – w stroju grubej osoby wywija śmiesznie do kamery. No naprawdę, boki zrywać.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Filmik @annalewandowskahpba , w którym przebiera się za grubą kobietę, jest wyrazem totalnego braku empatii. Żarty z grubych osób są tak samo śmieszne jak żarty z gwałtów. Grube osoby to ludzie, nie obiekt żartów czy inwektywa. A Lewandowska nazywa swój filmik #bodypositive. To jest przeciwieństwo ciałopozytywności! Superszczupła laska, którą stać dosłownie na wszystko, każdy zabieg upiększający i usługę, i która ma mnóstwo czasu, by ćwiczyć – w stroju grubej osoby wywija śmiesznie do kamery. No naprawdę, boki zrywać. Lewandowska nie widzi swoich przywilejów – jako szczupła, bogata osoba nie musiała się zmagać z mnóstwem problemów. Dla niej strój grubej to śmieszna odmiana. Dla innych to ciało, w którym żyją. Ciało, przez które lekarze ignorują choroby, mówiąc „schudnij”; przez które nie dostają pracy; przez które ludzie ich poniżają i uznają za gorszych. A oznaczanie się „body positive” przez kobietę, która swoją karierę oparła na przedstawianiu grubych jako „przed” – tych do poprawy – to już szczyt hipokryzji. Grube ciała to nie są ciała „przed” – przed zmianą na te lepsze, chude. Przed życiem jako pełnowartościowa osoba. To ciała „teraz”. Często zdrowsze niż te „po”. Dlaczego trenerki fitness nie pokazują wyników badań lekarskich „przed” i „po”? Pokazują tylko kształt ciała – kształt, który nie znaczy nic ponad to, że wpisuje się bardziej lub mniej w aktualne trendy. Trenerki zgarniają wielkie pieniądze na tym, że grubość jest stygmatyzowana. Obiecują lepsze życie po schudnięciu. Takie, jakie prowadzą one: wystawne, z kochającymi (i bogatymi) partnerami, pełne podróży i szczęśliwe. Linie kosmetyków, przekąsek, kolejne płyty z treningami – odpowiednio uformowane ciało ma dawać przepustkę do lepszego życia. Oczywiście, nie daje jej – to tylko chwyt reklamowy. Dawałaby ją powszechna opieka zdrowotna, darmowy dostęp do kultury czy krótszy tydzień pracy. Dzięki temu również otyłość mogłaby być lepiej leczona – osoby miałyby dostęp do specjalistów i czas na leczenie. Niestety, w tym fatfobicznym świecie nawet dobre, sportowe działanie przeradza się szybko w towar, który trzeba sprzedać. Za wszelką cenę. Nawet kosztem ludzi, ich zdrowia i życia.

Post udostępniony przez Maja Staśko (@majakstasko)

Co ciekawe, Anna Lewandowska odpowiedziała na krytykę Mai i przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się urażeni!

Szanowna Pani, nigdy moim zamiarem nie było robienie sobie żartów z osób otyłych, a to sugeruje Pani we swoim wpisie. Zawsze powtarzam, że najważniejsze jest zdrowie, zawsze powtarzam, że najważniejsza jest konsultacja z lekarzem. Jeśli uraziłam kogoś swoim filmem, to bardzo przepraszam, ale zupełnie nie to było moim celem. To była odpowiedź na pewne komentarze i opinie odnośnie kobiet. Zapraszam do przeczytania mojego posta.

W obronie Anny Lewandowskiej stanęły m.in. Olga Frycz i Maja Bohosiewicz, z kolei obozie krytyków znalazły się m.in. Karolina Korwin-Piotrowska oraz Paulina Młynarska. Na tym jednak cała afera się nie zakończyła! Staśko poinformowała swoich fanów, że prawnik Anny Lewandowskiej zagroził jej pozwem i karą w wysokości 50 tysięcy złotych za wpis! 

Prawnik Anny Lewandowskiej zagroził mi pozwem i karą w wysokości 50 000 zł, jeśli nie usunę posta, w którym krytykuję przebranie się celebrytki w strój grubej osoby. W poście wskazuję, że trenerce fitness zabrakło empatii, a to, co zrobiła, to szydzenie z grubych osób. I tyle.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Prawnik Anny Lewandowskiej zagroził mi pozwem i karą w wysokości 50 000 zł, jeśli nie usunę posta, w którym krytykuję przebranie się celebrytki w strój grubej osoby. W poście wskazuję, że trenerce fitness zabrakło empatii, a to, co zrobiła, to szydzenie z grubych osób. I tyle. Pod moim postem Lewandowska przeprosiła, „jeśli ktoś się poczuł urażony”. Potem zamieściła post, w którym pisała, że wszystkie kobiety powinny się wspierać i trzymać razem. A po cichu jej zespół prawny w tym czasie wysyłał wezwania do skasowania postów i filmików na temat tej sprawy – do mnie i Ewy. Kurcze, każdy może popełnić błąd. Wtedy wystarczy przeprosić osoby, które się skrzywdziło. Lewandowska mogła wyciągnąć wnioski z krytyki i np. zaprosić grubą osobę do rozmowy albo udostępnić kilka postów aktywistek w temacie. Zamiast tego jej prawnicy zaczęli wysyłać groźby pozwów do osób, które skrytykowały celebrytkę. To nawet PR-owo jest potężna klapa. Ale szczerze? Początkowo wizja rozpraw z najlepszymi prawnikami, na których stać Lewandowską, była dla mnie przerażająca. To potwornie nierówna batalia. Dla celebrytek 50 000 zł to jedne wakacje – a ja po prostu tyle nie mam. Moja mama prosiła, żebym przestała mówić o fatfobii, bo mnie na to nie stać. I dokładnie o to chodziło. To wezwanie prawne miało mnie przestraszyć i uciszyć. Ale tu chodzi o coś znacznie więcej niż jeden post – o prawa grubych osób do mówienia o krzywdzie, która je spotyka. Cały przemysł kosmetyczny i fitness kreuje nierealne wymagania względem ciał kobiet, by zarabiać. Grube osoby stają się antywzorem. Gdyby zaczęły być traktowane na równi, idealny obraz ciała przestałby mieć sens. Gdybyśmy wszystkie były zadowolone z naszych ciał, większość kosmetyków, usług i zabiegów upiększających straciłoby źródło zysku. Prawa grubych osób zagrażają tym zyskom. Nie może być tak, że bogaci dyktują o czym można, a o czym nie można mówić. Po prostu nie. To nie jest kwestia jednego posta – tylko wolności słowa, wolności do wspierania wykluczanych osób i zmiany świata na sprawiedliwszy. Nie mam zamiaru z tego rezygnować. Jeśli mam przez to trafić do sądu – trudno. Przeżyję.

Post udostępniony przez Maja Staśko (@majakstasko)

Tak wygląda pismo skierowane do aktywistki przez prawnika Anny Lewandowskiej.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Pytacie, jak wyglądało pismo od prawników Anny Lewandowskiej. Dotychczas nie wrzucałam, bo nie wiedziałam, czy mogę (czy za to też nie otrzymam groźby pozwu) - ale mój prawnik Adam Kuczyński mówi, że nie, to wrzucam. Tak to wyglądało u mnie. Wezwanie do skasowania postów dotyczących przebrania się Anny Lewandowskiej w strój grubej osoby. Dlaczego? Przez ,,insynuowanie braku empatii, chęci naśmiewania się z określonej grupy osób oraz przypisywania kategoryzowania kogokolwiek ze względu na jego cechy indywidualne". Jednym słowem: nie powinnam pisać, że celebrytka popełniła błąd. Bo grozi mi za to 50 000 zł. Nie mam takich pieniędzy. A gdybym miała, wydałabym na terapię dla osób po gwałcie, którym codziennie pomagam. Dlatego nie napiszę tu nic o braku empatii. Nic a nic.

Post udostępniony przez Maja Staśko (@majakstasko)

Podobne pismo dostała Ewa Zakrzewska, jurorka programu "Supermodelka Plus Size", która również skrytykowała Lewandowską z filmik. Jak poinformowała później, udało jej się dogadać z Anną 

Gdy rano otworzyłam maila i przeczytałam treść wysłaną przez prawników Anny, byłam w szoku. Nie ukrywam, że było mi przykro, ale wsparcie osób, które mnie obserwują, było ogromne. Po kontakcie ze stroną Anny i wysłuchaniu mojego stanowiska, udało nam się dojść do porozumienia. Obie mamy chęć z tej przykrej sytuacji zrobić coś dobrego. I na to liczę - oznajmiła Zakrzewska w rozmowie z Pudelek.pl.

Czy Anna dogada się również z Mają? Tego nie wiadomo - jednak dziś Lewandowska ponownie przeprosiła za swój film:

Ostatnia sytuacja, która ma miejsce w mediach i na moich social mediach. Kochani, kto mnie zna nie od dziś, albo kto mnie zna od niedawna, albo osoby, które tu zaglądają mogą sprawdzić też to na moim profilu  na social mediach, że nigdy, przenigdy, nie miałam złych intencji. Nigdy, przenigdy nie dodaję złych, negatywnych emocji. Nigdy, przenigdy nie oceniam ludzi, a tym bardziej się z nich nie śmieję. Pracuję z kobietami i z ich problemami od wielu lat i to jest całe moje życie i to jest moja praca i tematy, które poruszam na moich social mediach. Chciałabym też przeprosić raz jeszcze osoby, które poczuły się dotknięte moim filmikiem - nie to było moim zamiarem. Pisałam to też w moim poście, który wrzucę raz jeszcze. I nie dzielmy się, tylko się po prostu wspierajmy - powiedziała Anna Lewandowska na swoim InstaStory. 

Anna Lewandowska z doczepionym brzuchem i pupą
Instagram

Wydaje się, że aferę skomentowali już chyba wszyscy. Wśród nich znalazła się Dominika Gwit, która odbiera telefony w tej sprawie. Aktorka sama nie raz mówiła o swojej walce z chorobą, jaką jest otyłość. Gwit nie czuje się jednak urażona filmem Anny i staje w jej obronie:

Dziennikarze do mnie dzwonią, pytają, a ja tak naprawdę chciałam powiedzieć jedno - w dziwnych czasach żyjemy. Nic nie jest czarne albo białe, trzeba spojrzeć pośrodku. Ania Lewandowska od lat pracuje z kobietami, nigdy nie była otyła i nie będzie, ponieważ na tę otyłość nie choruje, ale chce pokazać kobietom, że wszystkie są piękne. Ja też to mówię, wszystkie macie prawo do tego, żeby żyć, kochać siebie i walczyć o siebie. To jest najważniejsze. Nie można robić dymu, gdzie go nie ma, ale trzeba pamiętać, że osoby otyłe są jedną z najbardziej szykanowanych grup społecznych w Polsce i nie może tak być. Natomiast trzeba patrzeć na to, co jest złe, a co jest dobre. Ania Lewandowska na pewno nie miała złych intencji, wiem to, widzę to i właściwie to chciała pokazać dobrze - że wszystkie jesteśmy piękne i mamy prawo do tego, żeby żyć. Nie przytyje nigdy do takich rozmiarów jak ja, bo nie choruje na otyłość, ale chce pokazać, że wszystkie kobiety mają prawo do życia - powiedziała na swoim InstaStories Dominika Gwit.

Dominika Gwit rozebrała się

A Wy co sądzicie o tej sprawie? 

Anna Lewandowska

 

Przeładuj

Weronika Rosati odradzała Julii Wieniawa udział w "Tańcu z Gwiazdami". Dlaczego?!

zobacz 02:00